Sam’s Story to solidne DLC, ale bez rewolucji. W porównaniu do klimatycznego, liniowego Two Colonels, dostajemy tu otwarty Władywostok z podstawki. Sam wreszcie mówi, co na plus, a strzelanie i klimat USA-Rosja dają radę. Niestety fabuła bywa przewidywalna, a backtracking i irytujący bossowie psują tempo. To po prostu więcej tego samego – rzemieślnicza robota, ale wtórna. Ode mnie mocne 7/10.
The Two Colonels to powrót do ciasnych korytarzy – regres po otwartych sandboxach z podstawki Exodusa. Klimat metra gniecie klatę, a miotacz ognia robi robotę, ale korytarzowy gameplay mocno kastruje swobodę. Lore i fabuła siadają na psychice, ale co z tego, skoro DLC-ek pęka w niecałe 3 godziny? No i zero replayability. Dla mnie to 7/10 – fajny samograj, ale bez hype'u.

Stalker to techniczny paździerz, ale ma duszę. Klimat Zony niszczy system, a symulacja świata sprawia, że mutanty i NPC żyją własnym życiem. Strzelanie satysfakcjonuje, choć drewno aż trzeszczy. Masa bugów, pustych przelotów i backtracking bolą, ale eksploracja laboratoriów wszystko wynagradza. To brutalna, klimatyczna przeprawa. Mimo wad, syndrom sztokholmski gwarantowany. Ocena: 8/10.

Metro Exodus Enhanced to techniczny potwór. Obowiązkowy ray tracing robi genialną robotę i podbija i tak gęsty już klimat postapo. Najlepiej bawiłem się w ciasnych podziemiach – tam survival i brud wylewają się z ekranu. Szkoda, że otwarte mapy bywają puste i psują tempo, a drewniane dialogi i niemy Artem potrafią zirytować. Mimo to, dla mnie to świetna, mięsista przygoda. Ocena: 8,5/10.