Witam chciałbym zapytać czy jeżeli kupiłem grę i stworzyłem konto i grałem z dzień może to czy mogę odsprzedać tą grę bez żadnych problemów ? Bo po necie czytałem że niby to jest nielegalne
Mistrz Cienia po godzinie budzi się i zauważa że na miejsce w którym został ogłuszony pada światło księżyca, nie chce tracić czasu na durne rozmyślanie. Szybko przesuwa się w cień i wzrokiem bada okolicę nie zwracając przy tym uwagi na ból który sprawiło mu uderzenie. Chwila wystarcza mu aby ocenić że w pobliżu nie ma zagrożenia, Garett postanawia znaleźć lepsze miejsce na przemyślenie co dokładnie mogło się stać i kto odważył się okraść mistrza złodziei. Podczas sprawnego przemieszczenia się po dachach budynków w jego głowie rodzi się wiele pytań ale jedno pytanie powoduje ogromny niesmak "Jak mógł się dać tak łatwo podejść" nagle zatrzymuje się na środku dachu nie zwracając uwagi na to gdzie znajduje się cień "Kur*a". To słowo najwidoczniej mu pomogło ruszył szybciej w kierunku w którym zmierzał. Po pewnym czasie znalazł się na najwyższym dachu w mieście do którego można było się dostać za pomocą ogromnej drobiny albo talentu. Garett usiadł spokojnie przy murku opierając się plecami o niego i spoglądając w tak dobrze mu znany księżyc, analizując przy tym każdy krok który wykonał tej nocy.
-"Łatwe zadanie, od tej łatwizny boli mnie łeb" "Ktoś złamał umowę handlu, hmm" przez moment mistrz zapatrzył się na gwiazdy a może chciał dokładnie przemyśleć sytuacje
- " Bober był zbyt głupi i chciwy na drobne rzeczy, po za tym wydałby się przy naszym spotkaniu" po tym zdaniu Garett wyjął swój mały sztylet który był idealnie wykonany przez kowala z mithrilu i zaczął obracać nim między palcami.
- "A może jeden ze strażników ?" ale w jednej chwili przypomniał sobie pewien drobny szczegół który podczas tej szalonej misji mu umknął, nie obyło się przy tym bez przekleństwa pod nosem za swoją postawę.
"Gdy byłem w piwnicy ta kurtyzana musiała mnie wiedzieć byłem tylko parę kroków od celu a w tym miejscu cień mi nie pomagał"
"Cholera a ja jej życie uratowałem, powtarzałem tyle razy - Liczy się tylko cel" ostatnie przekleństwo wydarło się z gardła mistrza i ruszył w drogę.
Tym razem już nie zwracał uwagi na obecność księżyca chciał zakończyć tą sprawę jeszcze tej nocy. Gdy ponownie znalazł się w ogrodzie. "Tym razem wejdziemy od góry" burknął na siebie Garrett.
Szybko podbiegł do elewacji budynku i sprawnym ruchem zarzucił kotwicę o kant rynny. Wiedział że musi wykonać jak to sam nazywał elegancki skok. Trzy oddechy i już jego stopy wyczuwały dobrze wykonaną duchówkę. Podszedł nad okno z którego parę godzin temu wyskoczył i nie zauważył żadnego światła więc postanowił zdecydowanie wskoczyć do środka. Tym razem każdy jego ruch był perfekcyjny nikt nie mógł go usłyszeć nawet sam mistrz był z siebie dumny tym skokiem. Oczy samoczynnie zaczęły już analizować otoczenie i tym samym zrozumiał że pokój się zmienił, wcześniej na ścianie nie było krwi, ciało Lord'a zostawiło na łóżku i podłodze ślady krwi.
- "No to teraz zaczyna się robić ciekawie" Garrett podszedł szybko do drzwi ale one otworzyły się gwałtownie i uderzyły go prosto w bark. Na chwilę Mistrz Cieni stracił panowanie nad nogami ale oparł się o ścianę plecami i czekał na rozwój wydarzeń. Do pokoju weszła całkiem rozebrana Maggie ale na jej pięknym ciele pojawiły się krwawe nacięcia. Stała przez chwilę samotnie po środku ciemnego pokoju trzymając słaba świecącą lampę gdy do pokoju wszedł pewnym krokiem wysoki mężczyzna ubrany w ciemny strój bardzo podobny do stroju Garrett'a
ale zamiast kaptura na głowie miał na twarzy maskę przypominającą wizerunek demona, cała była wypełniona wgłębieniami które to zostały pokryte jaskrawym niebieskim splotem. Mistrz wiedział że takie rzeczy potrafią wykonać tylko kowale ze srebrnego miasta i to nie za małą cenne i nie byle komu. Cisza w pokoju została przerwana przez głos wysokiego mężczyzny.
- "Wyjdź z cienia mistrzu i tak widzę Cię doskonale" - donośny głoś rozbrzmiał w czterech ścianach niczym śpiew mnicha w katedrze.
-"Co tutaj się dzieje" - zapytał z irytacją Garrett
-"Przepraszam Cię on mnie do tego zmusił" - odezwała się Maggie ale szybko po tych słowach została uderzona i znalazła się na ziemi.
-"To ja Cię mistrzu przepraszam za brak manier jestem Drakar najemnik a także łowca głów"- był nad wymiar spokojny w tak dziwnej sytuacji która miała miejsce w tym pokoju. "Wiele o Tobie słyszałem, dużo ludzi opowiada o Twoich wyczynach a bardowie piszą nawet o Tobie pieśni, nadano Ci miano mistrza a nawet słyszałem że nazywają Cie duchem"
-"Gó*no mnie to obchodzi gadaj po co tutaj jesteś i co jej zrobiłeś" - Garrett tracił już nerwy ale starał się panować nad swoimi słowami, wiedział ze sprawa jest niekorzystna dlatego jego prawa ręka już leżała na rękojeści maczugi.
- "Strasznie jesteś niecierpliwy a przecież przed nami cała noc. Widzisz mamy a raczej mieliśmy wspólnego znajomego"
- "Bass!!"- wykrzyknął mistrz
-"OOO tak właśnie było mu na imię zapomniałem przepraszam. Odwiedziłem tego jegomościa wczorajszego dnia aby dowiedzieć się kiedy mogę Cię zastać był bardzo oporny do wyznania tej tajemnicy ale utracenie klejnotów spowodowało miód dla moich uszu. Niestety biedak zaczął klnąc na mnie czego bardzo nie lubię więc poderżnąłem mu gardło"
-"Ty skur*ielu" - syknął przez zęby Garrett
- "I widzisz tak samo głupi był Twój przyjaciel" - przechadzał się przy tych słowach Drakar po pokoju oglądając wnętrze.
-"Po co cała ta farsa?"- zapytał ciężko mistrz
-"Widzisz bo ja nie uważam Cię za mistrza, to ja nim jestem. Wiem że pewnie samodzielnie nie podejmiesz się walki ze mną ale spokojnie pomogę Ci" - Drakar podniósł Maggie i mocno szarpnął w swoją stronę szybkim ruchem wbił w nią sztylet i rzucił w kąt pokoju "Masz dokładnie 3 minuty aby podać jej odtrutkę która leży na biurku inaczej ta ślicznotka odwiedzi Twojego przyjaciela i może da mu dupy a nie Tobie"
Garrett nie myśląc dłużej dobył lewą ręką swojego sztyletu i cisnął nim w stronę Drakara w prawej ręce już gotowa była jego maczuga. Jednak sztylet minął skroń łowcy i wbił się w ścianę. Sam Drakar skoczył do mistrza i zaczął atakować mieczem którego wcześniej Garrett nie zauważył. Wymiany były błyskawiczne dla zwykłego człowieka nawet niewidoczne, obaj zadawali precyzyjne w technice ciosy tylko najlepsi szermierze byliby w stanie je zablokować a dla nich obu była to drobnostka. Obaj wojownicy także stosowali brudne zagrywki ale im dłużej walczyli bardziej zdawali sobie sprawę że kończy im się repertuar zaskakujących ciosów. Ciągła szarża Drakara wymuszała że Garrett cofał się blokując nadchodzące ciosy naglę stracił równowagę przez mocarny cios z góry i otrzymał kopnięcie na klatkę od łowcy. Mistrz przeleciał przez pokój i o mało nie wypad przed okno, szybko zebrał się w sobie i postawił wszystko na jedną kartę rzucił swoją maczugą w stronę , łowca odbił ją bez trudu ale to dało chwilę czasu dla Garrett'a dzięki temu dobył on jednej ze swoich kulek i cisnął wprost pod nogi Drakara na jego nieszczęście kulka błysnęła jaskrawym światłem a jego oczy zgłupiały. Garrett sprawnie podskoczył do ściany w której był wbity jego sztylet ale w tym samym momencie łowca odzyskał wzrok i rzucił się na niego z mieczem, Garrett uchylił się od ciosu zachodząc od prawej ręki i szybkim ruchem wbił mu ostrze prosto w wątrobę.
-" To jeszcze nie koniec prawdziwy mistrzu"- wyszeptał Garrettowi Drakar po czym upadł na ziemie.
Garrett zabrał ampułkę i podaj jej zawartość Maggie. (Tutaj kończę historię i zostawiam wam możliwość pisania własnego zakończenia mojej historii) Miłego czytania :)