Antoni z wściekłością szarpał się z zamkiem plecaka. Zbliżały się, miał ledwie moment, by wyjąć przynętę. Tętent kopyt narastał, zakłócając martwą ciszę. Tylko raz widział te zwierzęta - ojciec pokazał mu je przez lornetkę. Zrozumiał wtedy, że spotkanie ze stadem jest niemal równe śmierci.
Zamek odpuścił i Antoni gwałtownie ruszył w kierunku zabudowań. Ze środka plecaka wyjął zawiniątko i panicznie rzucił je za plecy. Słońce omiatało swym palącym spojrzeniem całą równinę, lecz chłopak czuł zimne krople potu leniwie spływające mu po plecach. Dopadł do drzwi i szarpnął za klamkę.
Gorące promienie padały na klepisko przez dziury w dachu, oświetlając drobinki pyłu wirujące w szaleńczym tańcu. Ziemia trzęsła się pod naporem dziesiątek kopyt, wygrywając żałobny marsz. Antoni wiedział, że jego jedyna szansa to małe zawiniątko i milczenie. Usiadł pod ścianą, zakrył usta chustą i objął kolana rękami. Wyłom w murze pozwalał mu obserwować sytuację i przygotować się na najgorsze.
Zwierzęta z impetem wbiegły na podwórze. Chrapy trzęsły się nerwowo, konie próbowały węszyć. Jeden z odsadków nagle zahamował, wzbijając tuman kurzu. Zauważył.
Upiorne stado zebrało się wokół zawiniątka, trącając się zaciekle głowami, próbując chwycić resztkami zębów łatwą zdobycz. Jednemu z ogierów się udało i pocwałował na otwarty teren. Martwe oczy szybko wychwyciły ruch i puściły się za uciekinierem.
Chłopak odetchnął. Wybuch bomb atomowych prawie sto lat temu zmiótł z powierzchni ziemi większość form życia. Przeżyła garstka ludzi, która kuliła się w odludnych schronach, karłowata roślinność i nieliczne dzikie zwierzęta. Promieniowanie i czas wystarczyły, by rodziły się gatunki bardziej przystosowane do życia w nowych warunkach. Najstraszniejszym z nich były upiorne konie, które ze względu na jałową, popękaną od słońca ziemię musiały zmienić swój jadłospis na jedyny możliwy w tym rejonie - ludzi. Jedyną zaś rzeczą, która mogła uratować nieostrożnego wędrowca były kiszone w ludzkim moczu szczury, hodowane w namiastkach osad ukrytych pod ziemią. Ich intensywna woń do złudzenia przypominała odór wykończonego drogą człowieka. Przynęta tym razem zadziałała.
W kącie pomieszczenia Antoni zauważył fotel. Zbliżył się do niego i na podłgłówku zauważył napis: “Gear SPC”.
Osunął się na siedzisko i z wycieńczenia natychmiast zasnął.