Jakie dzieciństwo? W DSJ myśmy w pracy urządzali turnieje. Ok, Prince of Persia był gdzieś tam na granicy dzieciństwa.
Ale zasadniczo bardziej:
Frogger
Turbo Esprit
Raid over Moscow
R-Type
Flying Shark
Rainbow Islands
"Ghoticiem"? Naprawdę?
Jak już odmieniacie, robicie to "po polsku" zgodnie z wymową. Czyli "Ghotikiem".
Nie ma za co.
"Tarlovsky'ego"? Naprawdę?
Andriej Tarkowski. Po prostu. A nie jakaś idiotyczna transliteracja "przez angielski".
Krondor mógłby być ciekawy, ale jak to zrobić? FPP? Może.
Deus Ex - hmm... chętnie.
Fallouty - nie wiem czy da się to zrobić sensownie. Pamiętajmy, że chodzi nie tylko o sprzedanie fanom oryginału (bo nie oszukujmy się, z tego aż takich pieniędzy nie będzie), co o zarobienie na produkcie całościowo. A tu, podejrzewam, może być ciężko.
Torment - może wreszcie bym przeszedł, bo dotychczasowe podejście do oryginału mnie zmęczyło interfejsem.
Jakoś przebrnąłem przez wszystko (chyba poza Burial at Sea), ale o ile fabularnie było OK, to same gry zaczęły mnie w którymś momencie strasznie frustrować. Liniowe do bólu.
Wszystko fajnie, tylko to ani Lego, ani CP, a autor zapostował to i jako CP, i jako Coruscant, i jako Kowloon, i jako parę innych rzeczy.
Sama konstrukcja niczego sobie, ale karma whoring straszliwy na reddicie.
Zamiast ClassicReload jest jeszcze Archive.org. Sporo można stamtąd pobrać, ale również można odpalić w emulatorze w przeglądarce.
Jest trochę takich serwisów. I dobrze, bo częśc z nich jest znana i szeroko blokowana.
Wiesz, ja lubiłem Fallout 1 i 2, więc kupiłem 3, chyba nawet w preorderze. I o ile sama gra nie była aż taka zła, to jednak była czymś zupełnie innym.
Opinie mocno kontrowersyjne, a jako kontrprzykład dla Keanu jest rola Johna Wicka. Cudo.
A gdzie Kagaku ninja tai Gatchaman, czyli po naszemu Załoga G (oficjalnie Wojna Planet)
Ja wiem, ze to prehistoria, ale to początki anime w polskiej telewizji. Z tego powodu warto się zapoznać - jako z ikoną popkultury prl :D
Jak dotąd są tylko dwie gry, w których zrobiłem 100% - cp2077 i specops: the line. I obie tylko dlatego, że dobrze szło "samo" i na koniec stwierdziłem, że skoro mi kilku tylko brakuje, to spróbuję je dograć. No i same gry, jak się nietrudno domyślić, bardzo mi podeszły. Gdyby ktoreś z nich były jakoś szczególnie idiotyczne, pewnie mógłbym coś pooszukiwać trochę, ale zasadniczo w ogóle mnie osiągnięcia nie interesują.
Tak, wiem, mętne to trochę.
Wheatley i londyński akcent? Pominę już litościwie, że w Londynie, a zwłaszcza Greater London możemy się natknąc na ochtyliard różnych sposobów mówienia, ale najbardziej typową wymową kojarzoną z Londynem jest cockney i Wheatleyowi do niego bardzo daleko (i dobrze, bo nikt nie byłby w stanie go zrozumieć).
No i dlatego zasadniczo nie kupuję gier droższych niż jakieś 10-15zł (i nie, nie kupuję w szemranych keystore'ach).
Najbliższą kolejkę do ogrania i tak mam wciąż na ładne kilkadziesiąt pozycji.
Eeeee. Nazwać "Sleepy Hollow" jednym z pierwszych filmów Johnny'ego Deppa to lekka przesada. OK, może i rola w "Koszmarze z ulicy wiązów", czy jak to było na polski tłumaczone, nie była wybitna, ale była 15 lat wcześniej. Ale "w międzyczasie" mieliśmy Edwarda Nożycorękiego, czy Gilberta Grape'a, Donniego Darko i Las Vegas Parano. I sporo innych. Sleepy Hollow był bodajże osiemnastym filmem Deppa.
Kanada ma na części obszaru UTC-3:30, Indie mają UTC+5:30, części Australii i Nowej Zelandii miewają zarówno +X:30, jak i +X:45.
To z takich większych i "bardziej znanych". A ogólnie jest tego więcej.
Dopóki za gówniarza mieszkałem w mieście, też uważałem, że "przestawianie czasu" to głupota, zwłaszcza, że w lato i tak wstawałem grubo po świcie, więc musiałem mieć zaciągnięte zasłony, a i tak czasem mnie budziło, bo było za jasno.
Jednak jak wyniosłem się na wieś, zacząłem zauważać trochę inne aspekty. Gdybyśmy zostawili na cały rok czas zimowy, latem, a nawet już wiosną, dużo wcześniej robiłoby się widno "niepotrzebnie". I nie chodzi tu tylko o to, że tam sobie świeci, a my śpimy. Chodzi również o to, że np. ptactwo zaczynałoby drzeć ryje nie o 4:30 jak obecnie, tylko o 3:30. Możecie mi wierzyć, taki kos siedzący na kalenicy i usiłujący oczarować jakąś panią kosową skutecznie nie daje spać.
Z drugiej strony, czas letni przez cały rok spowodowałby, że do pracy zimą właściwie dojeżdżałbym w nocy. Teraz faktycznie, jak wychodzę z domu jest jeszcze ciemno, ale tak w połowie drogi już robi się widno. I zupełnie inaczej się do pracy dojeżdża w takich warunkach, niż po ciemku ze świadomością, że jak się będzie wychodzić z pracy równiez będzie ciemno.
Niestety, proporcjonalne "wydłużanie" dnia względem stałego południa ma swoje wady i zmiana czasu trochę z nich niweluje.
Myślę, że i w mieście część z tych aspektów przeszkadzałaby mi gdybyśmy zrezygnowali z DST, choć może nie tak bardzo i może nie byłbym tego aż tak świadomy.
Zresztą pamiętajmy, że tak naprawdę Polska ma 10 stopni rozciągłości równoleżnikowej, a co za tym idzie czas słoneczny na zachodnich krańcach kraju jest o ok. 40 minut wcześniejszy niż czas na kresach wschodnich, co dodatkowo komplikuje całą zabawę.
Ciekawym podejściem do moralności i konsekwencji wyborów jest Orwell. Ok, wielu osobom nie podoba się, że częśc wyborów jest dokonana za nas, ale i tak ciekawe jest obserwowanie samego siebie w kontekście wydarzeń w grze.
100 gramów, a nie żadnych "gram"!
Poza tym, "z prędkością większą od prędkości światła (w próżni) w tym ośrodku" to bzdura. Niepotrzebnie wcisnęliście to "w próżni".
Autoryzacja i uwierzytelnianie to dwie różne rzeczy. Nie wolno ich ze sobą mylić
A czy ja twierdzę, że są trzy, cztery, czy pięć płci? Powiem więcej, płeć jako taka nie istnieje i jest konceptem stricte kulturowym. Po prostu istnieją pojedyncze osobniki, które dzięki pewnym cechom mają większe, lub mniejsze prawdopodobieństwo na "wyprodukowanie" potomstwa, ale nie ma czegoś takiego, jak "płeć" w sensie konkretnego parametru, do którego można by dychotomicznie przydzielić jedną, lub drugą wartość. Owszem, możemy używać tego pojęcia w życiu codziennym dla ułatwienia dyskusji, _o ile wszystkie strony ustalą, że rozumieją pod tym pojęciem to samo_. I tu - mam wrażenie - jest pies pogrzebany.
O ile rozmawiamy w pewnym konkretnym kontekście, możemy przyjąć, że XX to kobiety, a wszystkie inne kombinacje to nie-kobiety i taki dychotomiczny podział do pewnych celów nam wystarcza. Nie ma problemu. Problem zaczyna się kiedy ktoś usiłuje narzucać na podstawie tego czy osobnik jest XX, XY, czy ma jeszcze inną kombinację, jak rzeczony osobnik ma żyć, jak się zachowywać itd.
Swoją drogą, ponawiam pytanie, skoro jest tylko płeć męska i żeńska, jakiej płci jest osoba z mozaicyzmem.
Tak, tak. A wszystkie liczby nieparzyste są pierwsze. A wyjątki tylko potwierdzają regułę. Ech.
Zatem kim są 47,XXY? Albo 47,XYY? A XY z AIS? A syndrom de la Chapelle? A mozaicyzm?
Jak ja lubię jak komuś rzeczywistość nie pasuje do ideolo...