Technologia dla graczy od graczy już teraz pędzi na łeb na szyję, zupełnie tak, jak nasza miłość do coraz bardziej realistycznych sposobów grania. W zamierzchłych czasach, szczytem immersji było przykręcenie do biurka plastikowej kierownicy, żeby dać sobie odrobinę tego, tak upragnionego, realizmu sterowania. Tak sugerują przynajmniej niedawne odkrycia archeologiczne. A co mamy teraz?
Fotel to nie jest odpowiednie słowo, żeby opisać to, co dzisiaj znajdziemy w większości mieszkań zapalonych gamerów. Jest co cała stacja do grania, która tylko zawiera element na którym można, między innymi, usiąść. Między innymi, gdyż po wyjęciu z siedziska czterech, niewielkich modułów i zamocowaniu ich do (dołączonych do zestawu), miękkich pasków przeznaczonych na nasze przedramiona i uda, można zamienić dowolną przestrzeń, w obrębie 15 metrów, w pole gry w VR.
Sama stacja, zakładając, że używamy jej w pozycji siedzącej, składa się z: wysokiej klasy siedziska, w którym ukryte są moduły masujące, które na wciśnięcie odpowiedniego przycisku, przesuwane są do powierzchni naszych pleców. Podłokietniki wyposażone są we w pełni ustawialne podkładki pod mysz i klawiaturę, a w podnóżku, ukryty jest niewielki system, który, oczywiście na polecenie użytkownika, może zapewniać nam stosowne efekty wiatru, jeśli chcemy poćwiczyć realistyczne strzelanie ze snajperki, ale trzeba też pamiętać o wstrzymywaniu oddechu na czas celowania!
Jednym, prostym kliknięciem, można też schować pod spód siedziska część do grania myszką i klawiaturą, a wysunąć dostosowaną do gracza deskę rozdzielczą z kierownicą powstałą dzięki współpracy z firmą Bamborghini, lub rzucić się w wir wyścigów motocyklowych, chowając pod spód część siedziska, a wysuwając w pełni funkcjonalną replikę kierownicy Hayabusy 2FAS-T.
Żyć nie umierać, prawda?