Liktor

Liktor ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

22.08.2016 17:46
😍
odpowiedz
Liktor
9

Na TVGry jest kilka takich tematów, które pojawiają się w materiałach regularnie co miesiąc i nic nowego ani nie wnoszą, ani nie odkrywają. PO CO setny filmik o tym; przecież wszyscy to wiedzą, a Wy gadacie o tym jak najęci do znudzenia.

23.05.2016 11:57
odpowiedz
6 odpowiedzi
Liktor
9
Image

4:44

"Główny bohater, za sprawą Animusa, cofnie się do roku 1491, a więc do czasów Hiszpańskiej Inkwizycji. A czym jest inkwizycja wie chyba każdy. W dużym skrócie, to działania prowadzone przez Kościół, którego głównym celem jest wykrywanie, sądzenie i karanie heretyków. Wiecie; więzienia, stosy, konfiskata majątku, brutalne przesłuchania i tak dalej."

Przez szum medialny, pseudointelektualnych publicystów, czasy PRL-u, osiemnastowiecznych, fanatycznych antyklerykałów, a w szczególności barbarzyński sprzeciw wobec ancien regime ponad dwieście lat temu - w mentalności wielu utrwaliła się czarna legenda Świętej Inkwizycji, a powtarzanie jej jest przecież zbrodnią. "W dużym skrócie" to co powiedział autor w tych kilku zdaniach jest negatywem rzeczywistego obrazu.

Wiem, że materiał nie jest o tym, ale czuję potrzebę naprostowania, by przez bierność nie przyczyniać się do nadprodukcji tzw. pożytecznych idiotów, którzy luki w swojej wiedzy zapełnią tego typu frazesami.

"A czym jest inkwizycja wie chyba każdy."

Powiedział autor głosem dziecka zapytanego o kolor nieba lub ucznia o skład chemiczny wody - to przecież wiedza powszechna. Odważna teza. Moim zdaniem poziom świadomości współczesnych w tym temacie jest podobny do znajomości intryg pałacowych w dalekowschodnim państwie Tang w siódmym stuleciu po Chrystusie - chyba każdy wie co tam się wtedy działo, czyż nie?
Zanim jednak jeszcze o inkwizycji - wielki kwantyfikator "wie każdy" wpływa na umysły ludzi destruktywnie, co warto mieć na uwadze, kiedy się nim szafuje. "Ja nie wiem" - pomyśli ktoś - "ale będę udawał, że wiem, słuchając uważnie”. W tym momencie pierwsza informacja, która go teraz spotka zakoduje się w jego pamięci na bardzo długo; w efekcie czego sam później będzie mógł powtarzać "wie każdy", a ostatecznie cały świat będzie wiedział to, co czyjś niedouczony umysł wyrzygał i tragedia gotowa.

"(...) działania prowadzone przez Kościół..."

Dwa zdania wcześniej autor mówił, że rzecz tyczyć się będzie powołanej przez hiszpańskich królów i pozostających pod ich wyłączną kontrolą Inkwizycji Hiszpańskiej (czyli świeckiej, odrębnej od Inkwizycji Rzymskiej), a teraz tłumaczy czym jest samo pojęcie inkwizycji, "tak ogólnie".
"Krwiożerczy i sadystyczni duchowni, wymyślne tortury, lochy" (o czym niżej) to częste zarzuty wystosowywane przez pewne nieprzychylne Kościołowi środowiska wobec właśnie Inkwizycji Hiszpańskiej (też zresztą częstokroć bezpodstawnie oczernianej), fakt - ale jak rozumiem autor wchodzi na kolejny stopień i podpina pod to sądy kościelne, OK. Sama "inkwizycja", bez zaznaczenia, czy chodzi o hiszpańską, portugalską, czy inną znaczy tą rzymską.
W kilku słowach wyjaśniając stosunek tych dwóch ciał warto wypunktować kilka rzeczy. Inkwizycja Hiszpańska częstokroć stawała się przedmiotem ostrej krytyki Stolicy Apostolskiej, a wręcz, pomimo instytucjonalnej odrębności tych dwóch organów - papieże i tak kasowali wiele z jej wyroków.
W 1509 AD weszło w Hiszpanii prawo (później zresztą ponowione), zgodnie z którym ogłaszano karę śmierci za obwieszczanie decyzji Stolicy Apostolskiej unieważniających wyroki Inkwizycji Hiszpańskiej. W 1519 roku papież Leon X rzucił klątwę na Wielkiego Inkwizytora i wszystkich jego pomocników (pomimo sprzeciwów zresztą króla Hiszpanii).
W 1286 Fryderyk II, cesarz, rozporządził surowe działania wśród inkwizytorów, natomiast papież Honoriusz IV amnestionował wszystkich skazanych. To właśnie władza świecka była aż nazbyt chętna do postępowania inkwizycyjnego. Pouczającym jest tu przykład Fryderyka II, który jako pierwszy wydał prawa karzące śmiercią heretyków i powołujące inkwizycyjne trybunały. Teraz zing - powołanie Inkwizycji Rzymskiej, kościelnej, miało ukrócić nadużycia tej procedury dla celów władzy świeckiej. Więc czy aby na pewno chodziło o działalność Kościoła?

"(...) działanie prowadzone przez Kościół, którego głównym celem jest wykrywanie, sądzenie i karanie heretyków."

Wykrywanie - nie, sądzenie - tak, karanie - nie. Ale nawet gdyby zdanie to w całości przyjąć za prawdziwe, to w kontekście następującego po nim dopełnienia o metodach - należy się nad tym pochylić, gdyż ktoś, kto nie zna kontekstu historycznego, może je źle zrozumieć.

"(...) działanie prowadzone przez Kościół..."

Wrócę; tym razem jednak o początku tego fragmentu, nie końcu. Wiem, że czytać mogą to osoby, które w ogóle nie rozumieją wagi słowa "heretyk" i to nie w znaczeniu religijnym, ale społecznym.
Przez działalność heretycką, sytuacja w połowie XII wieku była krytyczna dla samej władzy świeckiej. Głównie w południowej Francji zaczęła się szerzyć, przybyła z Azji, herezja katarów. Przechodzenie do tej sekty było nie tylko sprawą indywidualnego sumienia. Skoro bowiem manichejscy katarowie głosili, że stworzenie materialne nie jest dziełem Boga ale szatana, to oznaczało, że należy wyniszczać ludzkie ciało. Wyniszczanie to odbywać się mogło tylko przez masowe samobójstwa albo przez wyczerpanie ciała w orgiastycznych rozpustach i innych bachicznych aktywnościach. Zakazana jest więc rodzina (w niej dokonuje się przedłużanie szatańskiego tworzenia materii poprzez narodziny dziecka) i społeczeństwo jako takie, bo utrwala porządek materialnych rzeczy stworzonych. Katarowie zakazują składania przysiąg. W sytuacji więc, kiedy charakterystyczny dla średniowiecza ustrój feudalny opierał się na instytucji przysięgi (lenno), był to kolejny cios w społeczeństwo i popychanie do niszczącej wszystko anarchii. Herezja oznaczała społeczną rewolucję.
Na początku XIII wieku doszło do sytuacji, że niemal całe południe Francji zostało stopniowo opanowane przez herezję kataryzmu. Papież Innocenty III zmuszony został nawet do ogłoszenia antykatarskiej krucjaty, a jeden z następnych papieży (Grzegorz IX) powołał Trybunał Świętej Inkwizycji. Powtarzając: nie chodziło tylko (choć przede wszystkim) o kwestie duszpasterskie, ale również o zachowanie ładu społecznego. Stąd też wypływało współdziałanie władzy świeckiej w postępowaniu inkwizycyjnym - stąd pewne sytuacje (np. tortury, wykorzystywanie wiary na korzyść władzy świeckiej). Plaga katarów była wręcz w pewnym sensie na rękę władcom, którzy wymusili na władzy kościelnej zawiązanie inkwizycji, która z kolei miała ograniczyć przelew krwi, acz dawała jednocześnie dodatkowe narzędzie represji.

"...karanie heretyków"

(O sądach i metodach niżej.)
Skoro kary, to i ofiary. Ich liczba to jeden z ciekawszych tematów; od początku budowania Czarnej Legendy Inkwizycji - z czasu na czas liczba po prostu maleje. Najpierw mówiono o milionach (lol), następnie o setkach i dziesiątkach tysięcy. Z czego warto zaznaczyć - ludzie, którzy to opowiadają starają się wmówić, że tyleż wyroków oznacza tyleż kar śmierci (oczywiście spalenie na stosie, jakżeby inaczej). Znakomita większość natomiast wyroków wydanych przez Świętą Inkwizycją dotyczyła nałożenia form pokuty (np. chodzeniu w stroju pokutnym, umartwień, podejmowania pielgrzymek) lub banicji. Inkwizytorzy nikogo nie karali (chyba, że przez nakazywanie pokuty po spowiedzi rozumiemy jako karę). Procent dotyczący stracenia (które miały miejsce), to z kolej znów w większości wyroki in effigo, czyli spalenia czyjegoś wizerunku. Kary śmierci nigdy nie orzekał trybunał duchowny, pozostawała ona w gestii i była wykonywana przez władzę świecką. Inkwizytorzy byli uczonymi i sędziami, nie katami.
Nawet jeżeli mowa o Inkwizycji Hiszpańskiej, to zgodnie z wypowiedzią lewicowo-liberalnego (sic!) historyka, "mówienie o ludobójstwie inkwizycji włożyć trzeba między bajki".
Papież Aleksander III tak pisał w 1162 AD do arcybiskupa Remis: "Lepiej uniewinnić winnych, niż przez nadmierną surowość targnąć się na życie niewinnych".
Inkwizycję zasilali ludzie wierzący (szok). Jeżeli ktoś nie jest wierzący, to może nie być tego świadomy, ale dla właśnie takich osób, największym priorytetem jest zbawienie jak największej ilości dusz, a nie posyłanie wszystkich do piekła. Inkwizytorzy walczyli o każdego człowieka (każdą duszę) do samego końca. Istnieją w końcu dwie logiczne opcje, co można zrobić z heretykiem - zabić i posłać do piekła, albo nakłonić do nawrócenia i po śmierci spotkać go w raju. Dlaczego niby miałoby zależeć inkwizytorom na masowym mordowaniu heretyków - przecież to wbrew założeniom ich wiary.
Bez ryzyka błędu należy z kolei stwierdzić, że o wiele więcej ofiar spowodowały polowania na czarownice urządzone w XVII i XVIII wieku w krajach protestanckich (o czym niżej), kiedy stracono wiele niewinnych kobiet podejrzanych o czary, czy też prześladowania katolików w Anglii w XVI i XVII wieku.
Zastanawiam się w tym momencie - dlaczego te wydarzenia nie stały się od początku tłem dla serii Assassin's Creed; przecież krwi lało się więcej - to znaczy, że by bardziej chwyciło. Po co na siłę demonizować templariuszy i inkwizytorów, skoro jest gotowy materiał w postaci protestantów.

"Wiecie; więzienia, stosy, konfiskata majątku, brutalne przesłuchania i tak dalej."

Istnieją ludzie, którym wydaje się (mi natomiast wydaje się, że jest ich sporo), że inkwizycja, jako totalitarna policja religijno-polityczna nie dawała szans na ucieczkę "podejrzanym" - takie średniowieczne NKWD. W rzeczywistości procedura była powolna, drobiazgowa i opatrzona masą dodatkowych zabezpieczeń na rzecz oskarżonych; bez nagłości, podstępności i szpiegowania. Każdy kto czuł się (słusznie czy nie) zagrożonym w czymś przez inkwizycję, miał dość czasu, by się ukryć. Procedura była bardzo długa, a przed całością procesu, ogłaszano na danym terenie czas łaski - ktokolwiek ujawniłby w tym czasie swoje heretyckie poglądy - podlegałby zwykłej pokucie, jak każdy spowiadający się w konfesjonale.
Fun fact: Niektórym nawet polowanie na czarownice kojarzy się z Inkwizycją. Bo przecież czary = herezja, duh? Kluczowym założeniem jest to, że w czarownice mógł wierzyć tylko prosty gmin (zarówno katolicki jak i heretycki), katolicy szli do inkwizytorów - ci tłumaczyli, że czarny nie istnieją i sprawa była skończona. Protestanci natomiast?
W Średniowieczu (więc przed powstaniem masowych ruchów protestanckich), a i później (acz tylko w krajach katolickich) - nie miały miejsca polowania na czarownice, właśnie dzięki istnieniu inkwizycji, oni stawali w obronie tych kobiet jako oaza racjonalności na pustyni szaleństwa. W krajach protestanckich natomiast, tam, gdzie zabrakło Świętej Inkwizycji tam się działy rzeczy straszne, ale nie można mieć za to pretensji do Kościoła, który dodatkowo to potępiał (a niektórzy mają), tylko dlatego, że też istniał w tamtym czasie. Równie dobrze można by mieć pretensje do drzew, bo też wtedy rosły i nie szumiały.

"więzienia"

Czyli w zasadzie sedno sprawy. Ludzie dawniej wierzyli naprawdę gorliwie i lubili brać sprawy w swoje ręce (działając przy tym przeciw woli Kościoła, co warto powtarzać); więc aby nie dochodziło do samosądów i wyroki nie zapadały zbyt pochopnie, powstała inkwizycja. A z nią "więzienia", czyli miejsca gdzie przebywali oskarżeni i gdzie z nimi dyskutowano. Chociaż bardziej od "więzienia" pasowałoby słowo hotel. W więzieniach inkwizycyjnych było tak dobrze, że niektórzy skazani za przestępstwa pospolite udawali heretyków, żeby się tam dostać. Byli zwolnieni z podatków, a co może zabrzmieć śmiesznie - zapewniano im jak największy komfort, żeby się dało z nimi współpracować; źródła opisują sytuacje, w którym więzień przyzwyczajony do picia piwa, otrzymywał je w więzieniu. Często otrzymywano przepustki, a wracano tylko na noce.
Inkwizytorzy łożyli wiele pieniędzy na sprowadzanie teologów, żeby dyskusję prowadzić z heretykiem, żeby się nawrócił - bo o to właśnie chodziło. Racji bytu nie miałby Kościół, który łapałby ludzi i dla rozrywki ich torturował.
Ponadto, inkwizycja wprowadziła wszystkie współczesne wielkie zdobycze więziennictwa i sądownictwa (program ochrony świadków, prawo do zapoznania się z oskarżeniami, możliwość odmówienia zeznań w przypadku pokrewieństwa lub innych zażyłości (nawet sentymentalnych), obdukcja - nie rozpatrywano przypadków osób z niedowładem umysłowym).
Jean i Guy Testasowie napisali: „Na tle ogólnie panujących obyczajów Inkwizycja była najbardziej obiektywną instytucją swej epoki”.

"brutalne przesłuchania"

Autor wspomniał o brutalnych przesłuchaniach. Prawda jest taka, że zgodnie z procedurą przypisaną kościelnej inkwizycji, tortur nie można było stosować na żądanie inkwizytora ani w jego obecności. Tortury stosowano tylko w ostateczności i tylko przez władze świeckie, za zgodą miejscowego biskupa. Same wyznania wydobyte na torturach nie mogły być traktowane jako dowód, więc praktycznie ich nie używano. Jeżeli jednak to nastąpiło, zeznania tak uzyskane musiały być powtórzone w sądzie co najmniej 24 godziny później. Przysługiwała zresztą apelacja do Rzymu, zaś postępowanie apelacyjne było długotrwałe i nie musiało oznaczać potwierdzenia wyroku. Ponadto oskarżony miał prawo zaskarżyć bezstronność inkwizytora lub któregoś z sędziów, co pociągało za sobą kolejne odwleczenie procedury (powołanie zastępców).
Jak można opowiadać o umiłowaniu do tortur, skoro nie umęczenie człowieka było celem (o czym wyżej). Coś takiego wymyślić mógł tylko markiz-niech go piekło pochłonie-de Sade, powodowany własnymi perwersjami. Niesmak pozostawia mi patrzenie na jego imię, a powtarzanie czegokolwiek po nim urąga inteligencji mówiącego. Dobór duchownych na urząd inkwizytora prowadzono bardzo starannie. Musieli to być ludzie o wysokich kwalifikacjach moralnych i intelektualnych - co potwierdzają wszelkie opisy z czasów ich działalności.
Samo zaś średniowiecze nie było tak obfite w narzędzia tortur, jak by się chciało zdawać. Te rozwinięto wraz z odwilżą protestancką i dopuszczeniem gminu do spraw decyzyjnych w renesansie (vide prawa niemieckie). Wcześniej w Europie nie było nieograniczonych tortur właśnie dzięki inkwizycji.

Dopełniając wywodu, chciałbym przytoczyć cytat z francuskiego dominikanina: "Przypomnijmy jednak, że zasadniczym motywem tej, tak szokującej nas dziś działalności, była intencja duszpasterska. Inkwizycja nie była przede wszystkim "policją wiary", jak ją się czasem nazywa. Jej zasadniczym celem nie była ochrona kościelnego credo lub uniemożliwienie heretykom godzenia w ortodoksyjne przekonania chrześcijan, a w konsekwencji w ich zbawienie, ale chodziło o to, by przekonać heretyka o niezgodności jego wierzeń z wiarą chrześcijańską i go nawrócić, choćby się to miało dokonać przez zbawienną obawę kary, która - jak to sobie wyobrażano - miała skłonić do opamiętania. Z drugiej strony, w działalności inkwizytorów nadal dużą rolę odgrywało kaznodziejstwo. W interesującym nas okresie "kaznodziejstwo generalne" było swego rodzaju misją pojednania, a najróżniejsze zabiegi "czasu łaski", które podejmowano w pierwszym etapie procedury inkwizycyjnej, posiadały niezaprzeczalną wartość duszpasterką. Miały one ostrzec wahających się, oczyścić wiarę nieświadomych błędów, wzmocnić ją u wiernych i wzbudzić niepokój sumienia nieprzychylnych Kościołowi. We wzmiankach o niejednym inkwizytorze podkreśla się, że był on wielkim kaznodzieją (miri in praedicatione favoris... et consolate fidelium). Tych zalet wymagano od niego nieprzypadkowo" (z książki "Dominik i jego bracia kaznodzieje").

Zbawienie duszy to esencja i z tym powinna kojarzyć się inkwizycja, a nie z lochami, torturami i stosami.
Jeżeli ktoś chce mi zarzucić, że błądzę, to proszę nich poszuka najpierw w poważnych pracach rzetelnych informacji, a nie kieruje się tym, że "tak mu się wydaje i tak wszyscy powtarzają".

Na koniec polecam tekst pana Ziemkiewicza, który trafniej i pełniej wyczerpuje temat; jest trochę więcej źródeł, dat, liczb i ogólnie więcej o samej Inkwizycji Hiszpańskiej, historii i kontekście.
http://mateusz.pl/czytelnia/rz-stosy.htm

post wyedytowany przez Liktor 2016-05-23 12:01:03
23.01.2016 21:09
odpowiedz
Liktor
9
8.0

Sam materiał bardzo dobry, klarowny i profesjonalny, jednym słowem - na plus. Aczkolwiek... mi również, jak części przedmówców, nasunęły się pewne pytania, bo co tu ukrywać, pomysł jest dość dziwaczny. Planujecie raz w miesiącu wypuszczać "kunia"; a co jeżeli idealnie będą do tego schematu pasować dwie gry z miesiąca, z których jedna wyjdzie pierwszego, a druga piętnastego? Jeżeli wypuszczać go częściej - to zaraz zacznie konkurować z "Gramy". Poza tym - mówicie, że omawiać będziecie tytuły, które się czymś wyróżniają - a skoro się wyróżniają, to czy aby na pewno trzeba je przedstawiać szerokiej publiczności jako coś co tak łatwo przegapić (w końcu każdemu powinna się rzucić w oczy jako "wyróżniająca się")? Skoro nie jest to gra indie, tylko "średnia" - ma dużą szansę na pojawienie się w bestsellerach na Steamie; sam Homeworld w końcu jest tak dobry, że zasługuje na miano kamienia węgłowego nowego cyklu. No i w końcu - tworzycie serię, bo wyszła gra, którą można w ten sposób (tą serią) ugryźć - a co z patrzeniem w przyszłość? Nie wiemy, czy co miesiąc będzie wychodziła gra, która: będzie dobra, średniobudżetowa i będzie miała cichą kampanię reklamową. Moim zdaniem gra - jak gra, na TVGry o części wspomina się raz i tyle, a o innych robi się dwadzieścia materiałów - czy to znaczy, że poza AAA są tylko "kunie"? Moim zdaniem wspomnienie w "Premierach tygodnia" (które swoją drogą mogłyby pojawiać się częściej - gier wychodzi masa) plus materiał z "Gramy" i wszyscy byliby szczęśliwi. Oczywiście pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów. ;-)

10.12.2015 02:55
👍
odpowiedz
Liktor
9

Dzikie Pola są dla podstawowego Ogniem i mieczem tym, czym Warband dla klasycznego M&B, czyli czymś "odrobinę" więcej, niż tylko wzbogaceniem o multiplayer. ;-) Co do procesu wydawniczego, OiM powstało jako darmowy, fanowski mod - twórcy uznali, że jest dobry więc zaczęli go sprzedawać jako osobną grę (nie narzekałbym więc, że to tylko nakładka - nie musimy kupować podstawki) - podobnie jest ze słynną Brytenwaldą, którą też niedługo będzie można oficjalnie kupować w sklepie.

08.07.2015 21:22
odpowiedz
Liktor
9

W sprawie ostatniego wątku, moim zdaniem dobrym przykładem jest World of Warcraft. Czary tam, owszem, w znakomitej większości służą do walki, jednak szaman ma przy tym umiejętność chodzenia po wodzie, kapłan lewitacji, a sam mag powolnego opadania - to z tych najbardziej charakterystycznych. Moim zdaniem, umiejętności te w bardzo ciekawy sposób urozmaicają eksplorację i samo podejście do świata w tej grze.

08.06.2015 14:35
odpowiedz
Liktor
9

Spoiler z Kholata: narrator na końcu umiera. :D

08.06.2015 12:30
odpowiedz
Liktor
9

No, przemoc jest, to już się o grę nie martwię. :D
A tak na poważnie; na pytanie o obecne i przyszłe "ficzery" twórcy odpowiadają na oficjalnej stronie gry i zdecydowana przewaga jest oczywiście po stronie listy "tego co będzie". Obecnie znajdziemy tam proceduralną generację świata, narzędzia do terraformowania i tworzenia obiektów, "znajdźki" i obiekty do odblokowania, pojazdy i stwory do ujeżdżania oraz cykl dnia i nocy, nic poza tym. W przyszłości deweloperzy planują dodać między innymi tryb online multiplater, losowo generowane podziemia/instancje (?), wsie i miasta zależne od biomu, ulepszoną sztuczną inteligencję, gameplay podwodny (łącznie z pojazdami, stworami i całym tamtejszym "życiem"), czy enigmatyczny Character Customizer i wiele więcej.
Także podpisuję się pod tym, co Hed powiedział - potencjał jest. Fakt, gra raczej nie trafi do szerszego grona odbiorców (zwłaszcza współczesnych produkcji), gdyż sama nie daje nawet jakiegokolwiek cienia podpowiedzi, co by można w tym świecie robić. Z drugiej strony od MineCrafta różni się jedynie (chociaż i przede wszystkim) aspektem survivalu - a gdy dojdzie doń tryb MP (byćmoże i mody), myślę, że zadzieją się cuda i ludzie sami znajdą w sobie nieprzebrane pokłady kreatywności. ;)

04.06.2015 16:18
odpowiedz
Liktor
9

@futurekaze Nie omieszkam w wolnej chwili, dzięki za rekomendację.

04.06.2015 15:33
odpowiedz
1 odpowiedź
Liktor
9

Trochę dał mi raka ten materiał. Świat Wiedźmina jest zbudowany od A do Z na stereotypach historycznych, a bohaterowie (mimo iż w quasi średniowieczu) przeniesieni są żywcem z post-oświecenia - zwłaszcza Geralt, który samym swoim stylem bycia reprezentuje pogląd stricte współczesny. Żeby poznać mentalność ludzi dawnych wieków polecam chociażby "Życie codzienne we Francji i Anglii w czasach rycerzy Okrągłego Stołu" Michaela Pastoureau'a, czy "Kobietę w czasach wypraw krzyżowych" Regine Pernoud - w prosty sposób odkłamują one czasy średniowiecza.
"Władcę Pierścieni" mogę czytać jako przyjemną lekturę, ale od "Wiedźmina" odbijam się za każdym razem, gdyż on (w przeciwieństwie do dzieła Tolkiena) - próbuje szukać odniesień do prawdziwej historii, a jako że Sapkowski nie odebrał wykształcenia historycznego (lub odebrał niestaranne) - karmi ludzi stekiem głupot i światem nie mającym jakiejkolwiek racji bytu. Tworzy on świat fikcyjny, z odniesieniami do naszego, przy założeniach "co by było, gdyby poganie mieli rację" - nawet nie zostawia pola do własnej interpretacji, narzuca pewną własną koncepcję, co samo w sobie nie jest niczym złym - autor ma prawo wykreować dowolny świat - jednak w sytuacji, w której wprost przekłada to na nasz grunt, już należy przy każdej okazji tłumaczyć takie oczywistości, jak np. to, że Kościół w średniowieczu (w przeciwieństwie do Kościoła Ognia) czarownic na stosie nie palił.
Co do drugiej części materiału, z całym szacunkiem oczywiście, ale nieźle odleciałeś, Gambri. "Wyplenianie pogaństwa", "rządzenie duszami", "teokracja" i tem podobne terminy to kardynalne błędy w założeniach. Nie próbowaliście skonfrontować Kościoła Ognia z rzeczywistością, tym co było naprawdę, ale z "tym, co się powszechnie uważa". Nie chcę tutaj zagłębiać się w szczegóły, toteż polecę tylko jako lekturę uzupełniającą "Teologię polityczną" Merio Scattoli i "Długie średniowiecze" Jacques'a le Goffa. Dzisiaj łatwo jest wygłaszać takie tezy, po wystąpieniu Lutra z piekła rodem, po okresie Kołłątajowsko-Lelewelowskim, po samej Czarnej Rewolucji we Francji - dzisiaj ludzie mają już umysły zoperowane, a Wy w powyższym materiale, wcale nie wykazaliście się obiektywnością; powtórzyliście to, co i tak już ludzie sami uważają, bo tak się naucza od dwustu lat.

02.06.2015 23:16
👍
odpowiedz
Liktor
9

Szczerze polecam LEGO Worlds - czuć, że gra jest we wczesnym dostępie, chociaż tak naprawdę niczego jej nie brakuje w materii swobodnego budowania już na chwilę obecną; twórcy chcą jednak w przyszłości dodać więcej zawartości dla tych, którzy nie nastawiają się na tworzenie własnych konstrukcji, a bardziej przeżywanie klockowych przygód. Moim zdaniem też nie ma sensu straszenia potencjalnych graczy porównywaniem do MineCrafta; gry te mają więcej różnic, niż podobieństw. Ja sam nigdy w MC nie grałem, gdyż survivale mnie nie ciekawią, a możliwości kreowania są ograniczone tylko jednym kształtem materiałów. Po drodze pojawił się BlockLand, który faktycznie dawał potężne pole do popisu dla samozwańczych architektów, acz w porównaniu do nowego tytułu od TT plasuje się o wyraźną klasę niżej.

30.05.2015 11:15
😐
odpowiedz
Liktor
9

Co do Need for Speed - ja się Twórcom nie dziwię w ogóle, że takie zabezpieczenia wprowadzają. Stosunek spiraconych kopii gry do kupionych legalnie, dostępność nowych tytułów już w dniu premiery na The Pirate Bay... to wszystko brzmi jak jakiś ponury żart i woła o pomstę do nieba. Nie dziwota więc również, że każdy nowy tytuł powstaje także na konsole i jest na nie takie parcie - ale prawda jest taka, że to się deweloperom o wiele bardziej opłaca. Na PC zarabiać można na grach MMO i innych "F2P", co niestety nie wystawia "rasie panów" dobrego świadectwa.

18.05.2015 19:02
📄
odpowiedz
Liktor
9

O "troszku dystansu" i żartowaniu z konkretnego tematu można mówić w sytuacji, w której określona wiara sprowadza się do Czajniczka Russela (co Ty robisz) - "Ty w coś-tam sobie wierzysz, ja nie (np. w to, że na Jowiszu żyją krasnoludki)" - to kwestia założeń i obie strony podchodzą do tego zawsze sceptycznie; można sobie żartować skoro chcesz. W momencie jednak, w którym wiara ma związek ze ścisłym kultem i przeświadczeniem (jak w przypadku chrześcijaństwa) to jest zwykła prowokacja i brak szacunku (chociażby do osób, które za tę wiarę oddały życia).

Samo tłumaczenie, że Jezus to synonim postaci potężnej to też jakieś nieporozumienie, bo chrześcijanie Boga traktują jako postać, której moc dąży do nieskończoności - nic nie może go przezwyciężyć. A w sytuacji, w której jeszcze nie mamy pewności, czy aby Bóg na pewno nie istnieje (można na przykład dywagować na temat autentyczności cudów) - jest to zachowanie naganne, zwłaszcza, że "synonimów potężnej postaci" w naszej kulturze jest od groma - chociażby Herakles.

Z niektórych tematów się nie prostu nie żartuje, bo tak nakazuje dobry zwyczaj i co niektórzy słusznie się świętym gniewem unieśli - to smutne, w jakim duchu zostałeś Ty wychowany, Araszu. Wyobrazić można sobie sytuację, w której na czyimś pogrzebie (np. matki) wujek żartuje sobie z niej w karygodny sposób - jak zareagować? *Można* zażartować, ale czy to znaczy, że jest na to moralne przyzwolenie? "Ej no, nie macie dystansu, tylko żartowałem, nie patrzcie na mnie jak na nie wiadomo kogo." Wszyscy żartują sobie ze wszystkiego i od wszystkich oczekuje się tego mitycznego dystansu - oczywiście żarty się kończą, kiedy ktoś trafi w nasz czuły punkt, wtedy zabieramy zabawki i idziemy sobie, już o dystansie zapominamy - to ma związek z kompleksami; a wiara chrześcijan jest dla nich w życiu czymś najważniejszym, bo decyduje o ich wiecznym życiu i zbawieniu. Ty jesteś ateistą - więc Twoim zdaniem można żartować sobie z wiary, ale (przykładowo) kochasz swoją mamę - i nie chcesz, żeby z niej żartowano - podwójne standardy. Nikt nigdy nie dał Ci prawa do wychodzenia z założeń, że wszyscy podzielają Twój punkt widzenia. Recepta? - Nie żartować w ogóle z nikogo i niczego; bo to bawi tylko niektórych, a innych krzywdzi; do niczego nie prowadzi; bo to dziecinne. Kiedyś dżentelmeni tego nie robili - i jakoś żyli, bez żartowania ze wszystkiego i oczekiwania dystansu.

Ale nawet, gdybyśmy mieli niezbite dowody na to, że Boga nie ma; nawet gdyby nikt nigdy za tę wiarę nie umarł; gdyby nijak nie ukształtowała naszej cywilizacji - to po jakie gromy podejmować w ogóle ten temat, skoro jedną z jego konsekwencji jest ta "burza". Nie powiedziałbyś tego - i nie byłoby żadnego tematu. A nawet gdyby nie było burzy - to ktoś mógł poczuć się urażony (nawet z najbardziej abstrakcyjnego powodu) - i z szacunku do niego, po prostu nie używać w tym kontekście imienia "Jezus" - skoro nie ma takiej potrzeby.

Czuć żeś ateuszem, Araszu, i to dosyć mocno. Słusznie ktoś Cię wyżej skrytykował, że w swoich materiałach nie raz zbyt mocno narzucasz odbiorcom swoje zdanie, a przecież wszyscy tutaj przychodzimy, żeby się dowiedzieć czegoś o samych grach bez przemycania jakiejkolwiek ideologii; oczywiście życzę dalszych sukcesów i nieco głębszych refleksji niż takich, jakie popełniłeś powyżej. To nie jest "tyle" - ludzie od dwóch tysięcy lat wnikliwie studiują teologię, historię Kościoła i inne. Z pozoru, na pierwszy rzut oka, jest to kwestia decyzji: wierzę czy nie wierzę; w rzeczywistości jest to coś znacznie głębszego.

Do komentarzy odnośnie "ciemnego średniowiecza" nijak się nie odniosę, bo to po prostu żenada i braki w wiedzy.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

18.05.2015 15:03
👎
odpowiedz
Liktor
9

"Ludobójstwo z czasów średniowiecza" - autor "recenzji" tym stwierdzeniem wzbił się na wyżyny ignorancji, powtarzając propagandową formułkę z komunistycznych szkół; żenada.

27.04.2015 16:15
😃
odpowiedz
Liktor
9

Okres czasu, <<werdun>>? Hed... :D

27.03.2015 00:14
👍
odpowiedz
Liktor
9

Bardzo lubię Twoje materiały, Jordan, tak trzymać!

27.03.2015 00:12
😃
odpowiedz
Liktor
9

Nie Bieżyświat, tylko Bieżywiatr, Hed. :>

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl