A to prawda, wiele filmów superbohaterskich obiektywnie rzecz biorąc nawet nie jest przeciętna a ludzie pieją z zachwytu. Na przykład ostatni Spider-Man. Matko, fabularnie to leżało i kwiczało, ale fanserwis, więc ludzie spamowali 10-tki w ocenach.
Nie chcę wyjść na malkontenta, ale ta lista ma skutek odwroty od zamierzonego. Miała pokazać, że Trylogia Sequeli wcale nie jest taka zła jak ją malują a pokazała, że jest aż tak źle, że połowę topki momentów z Trylogii trzeba było wypełnić momentami spoza Trylogii (Ahsoka, Lando etc.) a cała reszta wcale nie lepsza, bo jest pełno niuasów typu cameo Yody. Jeśli to jest najlepsze co Disney nam dał to jest słabo, naprawdę słabo.
Poza tym pełno błędów rzeczowych. Na przykład Leia nie była Rycerzem Jedi. Umiała posługiwać się Mocą, ale nigdy nie ukończyła szkolenia, co zostało zaznaczone. A z odsieczą nie przybyli Rebelianci, tylko Ruch Oporu. No i w całej Sadze ani razu nie walczyło ze sobą dwóch MISTRZÓW Jedi.
1) Wiadomo? A potwierdziło to jakiekolwiek wiarygodne źródło czy bazujemy na konfabulacjach "znawców" z YT? Jakby nakręcił swoją wizję to po wymieniali reżysera? Wysłać do post produkcji i gotowy film. Ale nie, przepiszmy scenariusz i nagrajmy sceny od nowa. Chyba tylko po to by produkcja była droższa. Przecież to się kupy nie trzyma.
2) Najlepsze? Przecież jego filmy superbohaterskie to równia pochyła i skończyło się na Marcie, która przeszła do historii kina jako przykład jak nie rozładowywać konfliktów. Just-Us League pomijam, bo łudzimy się, że on dindu nuffin i to wszystko wina Johnso... a nie, to nie ta drama ;)
Ludzie naprawdę wierzą w jakiś Snyder Cut czy to już naigrywanie sie jak czekanie na Half Life 3? Nawet jakby rzeczona wersja istniała to skąd przekonanie, że byłaby jakkolwiek lepsza? Zack nagrał coś dobrego oprócz Watchmenów? Poza tym... od odszedł od projektu w tak wczesnej fazie, że wątpię czy zdążył wiele ze swojej wizji nagrać.
Luke w Epizodzie V: Mój ojciec to zbrodniarz wojenny, popełnię samobójstwo.
Luke w Epizodzie VI: Ojciec zagroził siostrze, prawie go zabiłem.
Przestancie robić z Luka Jedi bez skaz, to nie był robot jak Rey. Znał smak porażki miał chwile słabości.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tą Trylogię dało się uratować. Wystarczyło, że zrealizują ją wedle scenariusza Trevorrowa. Co prawda, potrzebowałby doszlifowania, ale już w takiej formie całkiem sensownie spinał wszystko w spójną całośc. I nagle zarzuty, że RJ sabotował Sequele poszły się kochać...
VII: Jak na mój gust przeciętniak. Niby dawał nowym fanom dobry wgląd w to o co chodzi w tych całych Gwiezdnych Wojnach i był sprawnym startem w trylogię. Tylko jest jeden problem... To nie jest samodzielny film, tylko siódmy epizod większej całości. I w tej roli Przebudzenie poległo. Wiele nas kosztowała fanaberia Abramsa, któremu zachciało się kalki z Nowej Nadziei. Zanegował idealne zakończenie RotJ i cofnął character development Big Trio tylko dlatego, że chciał mieć dokładnie taki sam setting jak w ANH. Ogólnie to tyle się wydarzyło między Powrotem Jedi i Przebudzeniem Mocy, że odnosiłem wrażenie, że ominął nas cały jeden epizod. Ciekawszy od tego, którego właśnie oglądam. Do tego mystery box to broń obosieczna jeśli nie ma się pomysłu na odpowiedzi.
VIII: Jak dla mnie najlepszy epizod Trylogii. Tylko biedny Rian, stał się ofiarą krótkowzroczności swojego poprzednika. Luke zachowuje się jak człowiek, który się poddał? No kurde, skąd Johnson to wziął, nie mam pojęcia... Może stąd, że według TFA stracił Zakon i uciekł na koniec Galaktyki? No i JJ jeszcze nawprowadzał wątków i postaci a Ty opowiadaj skąd i dokąd. Tylko nie sposób odpowiedzieć w satysfakcjonujący sposób na pytania fanów jeśli to wszystko było robione ad hoc bez większego zamysłu. Dlatego też RJ zrobił jedyną możliwą rzecz, uciekł do przodu. Snoke i tak miał być tylko plot forcem i to Kylo był przewidziany jako final boss. Jasne, Ostatni Jedi nie był idealny, wręcz przeciwnie. Nie podobał mi się sidequest w Kasynie, naiwność Rose czy przedstawienie wojny w znacznie mniejszej skali, ale to nie zasługiwało na taki hejt. Spójrzmy prawdzie w oczy, fani obchodzą się z tym filmem tak a nie inaczej, bo RJ nie dał sobie podyktować fabuły.
IX: A Abrams z kolei pozwolił sobie i wyszła totalna katastrofa. Ja rozumiem, chcieli udobruchać obrażonych widzów, ale są pewne granice... nie można sięgać po tak tanie chwyty poniżej nostalgicznego pasa. Nie można z fabuły robić checklisty fanowskich teorii. Trzeba mieć szacunek do siebie i widzów.
Niemniej najwięcej zła Gwiezdnym Wojnom nie zrobił Abrams czy Johnson, tylko Kennedy. To ona pozwoliła tworzyć Trylogię bez zamysłu. To ona zmieniała reżysera dwa razy na film. To ona pozwoliła przepisać pointę historii od zera. To ona jest odpowiedzialna...