Wiedziałem że jest to typowa strzelanka z kartonika, jednak nie było AŻ tak źle jak się spodziewałem, co nie znaczy że jest to dobra gra. Graficznie przestarzała już w momencie premiery. Dźwiękowo tylko muzyka trzyma jako taki poziom, bo efekty są mocno średnie. Fizyka jest tragiczna pomimo tego że jej praktycznie nie ma. Sama fabuła jest wzorowana na prawdziwych wydarzeniach, ale gra jest strasznie krótka. Bronie są niezbalansowane, snajperka szerzy śmierć podczas gdy km jest praktycznie bezużyteczny. Najgorszy jest brak amunicji której nie da się odnowić po wyczerpaniu i pomysł dania graczowi 5 apteczek na początku misji zamiast rozłożenia ich na mapie, przez co część misji przechodzi się na styk. Na nasze szczęście wrogowie to kretyni którzy nie mają kolimatorów wbudowanych w oczy. Tak na dobrą sprawę to większość starć ratują towarzysze którzy pomimo niskiej inteligencji są zaskakująco wytrzymali na ostrzał.
Klasyczna przygodówka. Graficznie prezentuje się dobrze nawet dzisiaj, wszak była poniekąd tworzona jako pokaz możliwości płyt CD jako formatu do transportu danych. Z dźwiękiem jednak jest znacznie gorzej, w szczególności jeśli chodzi o wypowiedzi NPCów - ograniczenia kodeków z tamtych lat bardzo mocno słychać. Fabuła jest na dobrym poziomie, chociaż nie jest to typowy point&click z humorem. Co do zagadek to nie jest jedna z tych przygodówek przy których solucja jest niezbędna, ale notatnik już tak. Z zagadek najgorsze było tylko odpalanie rakiety poprzez odpowiednie dźwięki - ułożenie suwaków tak aby wszystko się zgadzało trwało wieki. W sumie jedyną większą wadą jest backtracking związany ze zbieraniem kolorowych stron. Ogólnie polecam jak ktoś lubi ten gatunek.
Jest to gra genialna, chociaż strasznie nierówna. Ilość wyciętych niezrealizowanych pomysłów twórców dorównuje niestety ilości bugów, a gra zyskała przydomek "Buggerfall" z konkretnych powodów - był to chyba pierwszy tytuł od Bethesdy w którym maczał palce bezpośrednio Tom Howard. Wątek fabularny jest dobrze napisany i częściowo nieliniowy, lecz poza nim wszystkie pozostałe zadania są losowo generowane. Tak samo świat gry - olbrzymia skala, lecz niewielka różnorodność. Podziemia są olbrzymie i pełne niebezpieczeństw, lecz są to labirynty gdzie zgubienie się nie stanowi problemu. Sama walka i magia są w porządku, ale jak to w starych RPG, balans umiejętności jest totalnie skopany i przejście późniejszych etapów gry bez znajomości magii graniczy z cudem - polecam najpierw przeczytać jakiś poradnik rozwoju postaci by się nie zniechęcić.
Pod względem gameplayu nic się nie zmieniło względem jedynki, ale czuć że gra jest oszlifowana i naprawiono błędy pierwowzoru. Z drugiej strony ilość misji jest wyczuwalnie mniejsza, a ich poziom trudności strasznie nierówny choć nie przegięty - dwie pierwsze misje są najtrudniejsze, a ostatnia jest jak spacerek po parku w porównaniu z nimi. Graficznie dodano trochę efektów, i poza zbugowanym efektem DoF gra wygląda lepiej jak poprzednik, nie ocenzurowano nawet hakenkreuzów. Fabuła podobna jak w jedynce - zlepek niepowiązanych misji wspominanych przez głównego bohatera gdy ten wykonuje jakieś zadanie. Generalnie polecam, w szczególności tym którym spodobał się pierwowzór.
Bardzo fajna przygodówka z bajkową oprawą. Humor oparty głównie na nawiązaniach do popkultury i sarkazmie głównego bohatera - mnie bawił, choć nie każdemu może pasować. Część zagadek jest nielogiczna i trzeba ratować się solucją, choć nie ma tragedii pod tym względem. Gorsze są małe przedmioty, które trudniej znaleźć w trójwymiarowym świecie. Gra nie jest zbyt długa, w sam raz na wieczór czy dwa. Jedyne minusy to pomimo tego że jest to względnie nowa produkcja to jednak sprawia kłopoty od strony technicznej i do tego zapowiedź kontynuacji w zakończeniu - której to nigdy nie było.
Bardzo ciekawy FPS. Gra jest w zasadzie praprzodkiem wszystkich współczesnych milsimów, by ARMA jeżdziła czołgiem Delta Force raczkowała. Fabuły nie ma tu za dużo - wszystkie informacje są podawane przed i w podsumowaniu misji. Muzyka istnieje tylko w głównym menu, a sama oprawa dźwiękowa też nie powala. Graficznie ta gra jest strasznie nierówna - modele i tekstury przestarzałe już w momencie premiery, ale za to genialne generowane olbrzymie tereny misji oparte o woksele. Gameplay idzie tu w uproszczony (przez ograniczenia techniczne tamtych lat) realizm - ginie się po jednym, dwóch strzałach, średni dystans walk jest liczony w setkach metrów (co jednak oznacza celowanie w pojedyncze piksele przy standardowej rozdzielczości) a pociski opadają wraz z dystansem. Poziom trudności też jest nietypowy - z jednej strony ginie się łatwo, z drugiej AI przeciwników nie jest jakoś górnolotne, podstawy taktyki znacznie ułatwiają starcia. Generalnie polecam jako ciekawostkę z dawnej epoki, jak i całkiem nietypowy FPS.
Bardzo fajna krótka gra. Opowiedziana historia jest w porządku, a nawet zawiera pewne ukryte motywy. Graficznie i dźwiękowo to też w porządku tytuł - wykreowane lokacje są naprawdę ładne. Największa zaletą jest jednak mechanika poruszania się poprzez bujanie się na wiązce energii, na której cała gra się opiera. W zasadzie jedyną wadą jakiej mógłbym się doczepić jest gwałtowny wzrost poziomu trudności w niektórych momentach, zwłaszcza pod sam koniec gry (spadające bloki, a potem urywające się sople).
Gra była świetna, chociaż miałem mieszane uczucia co do niektórych elementów. Generalnie jest to pod względem gameplayowym kontynuacja rozwiązań znanych z Broderhood. Misje obrony dzielnicy w stylu tower defence i mikrozarządzanie kontrolą nad miastami nie wypadły jednak dobrze. Do tego w przeciwieństwie do Włoch, gdzie opływało się w mamonie, państwo Osmanów ma poważny problem z inflacją - wymaksowanie gry wymaga chorej ilości kasy. Na plus dodano bomby jako całkiem fajny element urozmaicający. Grafika jest świetna, a Konstantynopol jest po prostu piękny (pomijając tę bardziej szemraną część miasta), a udźwiękowienie stoi na wysokim poziomie. Fabularnie jest to godne zakończenie trylogii Ezio. Chociaż sam wątek główny jest krótki to jednak bardzo dobrze napisany, a postacie są bardziej niejednoznaczne niż w poprzednich częściach. Misje Desmonda jak i the Lost Archive stanowią ciekawe urozmaicenie, pomimo pierwszoosobowej perspektywy (tu jednak należy się nagana dla Ubisoftu za wycięcie tych elementów w związku z wyłączeniem serwerów - trzeba przez to kombinować by je uruchomić).
Generalnie jest to port gry zrobionej przede wszystkim z myślą o konsolach i to widać i czuć przy sterowaniu. Grafika to poziom pierwszego Xboxa, co jednak jest nadrabiane oprawą dźwiękową. Wrogowie wyskakują znikąd, a walki toczą się na bardzo krótkich dystansach. Nie byłoby to aż takim problemem, gdyby nie system zdrowia oparty na apteczkach przy całkowitym braku checkpointów i możliwości zapisywania stanu gry w trakcie misji. Powoduje to że po każdej (dosyć częstej) śmierci trzeba przechodzić całą misję od początku. Na szczęście łagodzi to niewielka długość misji, które też nie są zbyt zróżnicowane. Gra jest dość krótka, fabuła zagmatwana, a dialogi sztuczne przez brak bluzgów. Na plus wypadają jednak cutscenki.
Jest to bardzo dobry tytuł, chociaż nie pozbawiony pewnych mankamentów. Generalnie jest to taka mieszanka typowego erpega z rąbanka na kształt Diablo, chociaż bliżej jej do tego drugiego. Wykreowany świat wciąga, mocno pomaga tu klimatyczna muzyka. Zadania są zróżnicowane i miejscami pojawiają się elementy humorystyczne. Z wad balans dostępnych umiejętności, jak to w dawnych erpegach, nie istnieje. W grze jest do tego dużo bezsensownego biegania związanego z zadaniami, który jednak łagodzą teleporty. Do tego, gdy pod koniec gra zaczynała mnie już nieco nużyć, nagle przyspieszyła tempo i dotarła do zakończenia. Na plus wypada jednak fabuła i wątki poboczne.
Bardzo dobra kontynuacja dwójki. Nie jest to jednak więcej tego samego, a zmiana podejścia. Główna lokalizacja - renesansowy Rzym, jest po prostu piękna i ogromna - zamiast wielu miast w dwójce. Klimat wylewa się z ekranu. Arsenał został mocno zróżnicowany, dodano kuszę i kombosy. Pojawiła się możliwość werbowania swoich ludzi, wysyłania ich na misje i zasięgania ich pomocy w walce. Fabuła to kontynuacja historii zemsty Ezio doprowadzona do satysfakcjonującego zakończenia, a wątek współczesny zagęszcza się jeszcze bardziej. W zasadzie jedyne co mi się nie podobało to trochę nużący motyw odbudowy miasta.
Ogólnie bardzo dobry dodatek. Podobała mi się koncepcja wyspy-huba do przemieszczania się między lokacjami. Fabuła też całkiem fajna, chociaż dodatek wydawał mi się trochę krótki. Po za tym dodano nowe drzewko umiejętności i frakcję. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to dość mocno nacisk gameplayowy przesunięto w kierunku drużynowego RPG. Mam wrażenie że było dość mało map rozgrywanych jako tradycyjny RTS.
Generalnie w porównaniu do podstawki jest znacznie krótsza i mocno idzie w tempo akcji. Segment podziemny został w zasadzie zredukowany do minimum. Do tego nie naprawiono bugów związanych z dx10. Na pocieszenie dostajemy kilka fajnych pukawek i bardzo fajny segment lotniczy.
W porównaniu do pierwszej części gra poprawia praktycznie wszystkie bolączki pierwowzoru. Najważniejsze zmiany to nadanie sensu szukaniu znajdziek i wydzielenie powtarzalnych zadań z wątku głównego w misje poboczne. Fabuła i postacie bardzo dobrze napisane, zakończenie miażdży, a miejscówki mają miodny klimat wspomagany oprawą muzyczną. Grafika nawet dzisiaj nie straszy. Wątek współczesny pociągnięty znacznie lepiej jak w jedynce, chociaż Desmond pojawia się rzadziej. Największy minus to konieczność odblokowywania części zawartości fanowskimi łatkami z winy Ubisoftu.
Generalnie nie jest to gra zła. Co do roznegliżowanej głównej bohaterki to jestem z tych którzy raczej skupiają się na froncie niż tyle. Najbardziej szkoda że cellshading zastosowano tylko w przerywnikach, przez co modele postaci i przeciwników w grze mocno na minus odstają graficznie od reszty otoczenia. Muza jest fajna, sterowanie to trochę pomyłka, nawet na padzie, w połączeniu z zastosowanym interfejsem jest nieintuicyjne. Fabuła jest, walka mogłaby być lepsza i bardziej rozbudowana, ale najbardziej przeszkadza nierówny poziom trudności - początek mocno odrzuca, a late-game jest już łatwy.
Bardzo fajna gra, niestety objęta klątwą kiepsko zoptymalizowanego portu konsolowego z czasów PS3/XBOX360. Wątek fabularny jest dobry, szczególnie plottwist pod koniec. Sam gameplay to naprawdę miodny sandbox, gdzie rozpierducha mocami bohatera jest naprawdę satysfakcjonująca. Do tego w trakcie wykonywania zadań z głównej linii fabularnej genialnie odtworzony Nowy Jork, stopniowo ogarnia infekcja zmieniając charakter miasta. Audiowizualnie gra przedstawia się świetnie, nawet popularny w tamtym okresie piss filter, dodaje do klimatu.
Gra z kartonika. Grafika jak typowy ChromeEngine, czyli już trącąca myszką w swoich latach. Dźwięk nie najgorszy. AI wrogów i towarzyszy nie powala, a bugi sprawiają że gra jest mocno niestabilna na współczesnych systemach. Sytuację ratuje dość ciekawy setting i zróżnicowanie misji. Gra jest krótka, ale wątek Legii Cudzoziemskiej i konfliktów w Afryce nie jest często poruszany w grach. Szkoda że twórcy nie wysilili się na dodanie jakiegoś wątku fabularnego z prawdziwego zdarzenia, bo to co wyczyniała (a w sumie ciągle wyczynia) Francja w regionie, to naprawdę świetny materiał źródłowy.
Bardzo fajna przygodówka z przełomu wieków. Zagadki nie są zbyt trudne, a sama nie jest zbyt długa. Pod względem wizualnym wypada bardzo dobrze jak na swoje czasy, pomimo tego że obserwujemy statyczne prerenderowane tła gdy akurat nie odbywa się predefiniowana animacja, to jednak widok jest w 360 stopniach. Muzyki w tej grze praktycznie nie ma, a sam aspekt dźwiękowy zbytnio się nie wyróżnia. Zdecydowanie największym minusem jest możliwość zsoftlockowania się przed samym zakończeniem, co mnie zmusiło do przejścia całej gry od początku.
Typowa krótka, generyczna strzelanka na ChromeEngine, jakich City Interactive za swojej i mojej młodości naprodukowało taśmowo. Występują duże ilości bugów, ba przejście drugiej misji jest niemożliwe na czymś innym niż 32 bitowy Windows XP i trzeba się było ratować cudzym savem. Mimo to jest to gra z kartonika, więc nie oceniam zbyt surowo. Po za tym podoba mi się setting, bo Wietnam jest "paradoksalnie" rzadko spotykanym tematem w grach. W sumie czuć zmarnowany potencjał na stworzenie czegoś lepszego. Obecność kompanów też na plus, bo w tych grach nie często się to zdarza.
Typowa budżetowa gra z kiosku. Jak ktoś chce powspominać dawne czasy to przejdzie na jednym posiedzeniu. Niestety na współczesnym sprzęcie potrafi sprawiać spore problemy, jak choćby brak widocznej tekstury wody i zbugowane misje lotnicze przy wysokim klatkarzu.
Fajna strzelanka z widokiem z góry. Jest dość krótka, lecz w przeciwieństwie do kontynuacji udało się domknąć główny wątek w tym czasie. Sama fabuła i gra aktorska nie są najwyższych lotów, lecz nie ma też tragedii. Muzyka jest nastrojowa i nadaje klimat, chociaż nie jest to jednak horror. Bronie są zróżnicowane i strzela się miodnie, przeciwnicy też są dość zróżnicowani. Szkoda tylko że fizyka zniszczeń jest bardzo uboga (ten aspekt znacznie poprawiono w kontynuacji).
Definicja tego czym powinien być dodatek - potężnym rozszerzeniem podstawki. Nowa kraina, frakcje, przedmioty i zmiana balansu rozgrywki. Jarkendar jest przesączony klimatem, który dopełnia doskonała muzyka. Wątek fabularny dodatku jest dobry, a Szpon to genialna broń na dalszych etapach gry. Choć rozwój postaci jest trudniejszy, to dodano więcej przedmiotów które w nim pomagają. Certyfikowany klasyk.
Naprawdę nie trzeba tu nic komentować. Absolutny klasyk. Klimat aż wylewa się z ekranu, choć jest inny niż jedynka, ale za to mocno ulepszona mechanika i aspekt graficzny. Sterowanie może i jest drewniane, ale to szlachetne drewno godne królewskich mebli. Z ciekawości muszę wspomnieć że ogranie go po latach z włączonym EAX2 na dobrych głośnikach i dedykowanej dźwiękówce to zupełnie inne przeżycie względem tego co wcześniej. Minusem jest konieczność grzebania z różnymi wersjami wrappera DSOAL, ale jeszcze raz powtórzę że warto.
Fabuły nie ma tu specjalnie za dużo, a w połowie gry okazuje się że to jeszcze nie koniec - w zasadzie to jak dwie osobne gry połączone w jedną. Sam gameplay w pierwszej połowie to mieszanka walki wręcz i historycznych pukawek, w drugiej zaczyna się rozpierducha przy pomocy piekielnych mocy. Muza i oprawa dźwiękowa jest klimatyczna, ale grafika nie wyróżnia się zbyt bardzo. W zasadzie najgorzej wypadają kwestie techniczne - wersja na dx10 jest pełna bugów i wywala do pulpitu - ogrywać na dx9, do tego w niektórych momentach FPS spada do wartości jednocyfrowych, nawet na współczesnym sprzęcie.
Bardzo dobra skradanka, "ruski hitman". Graficznie jest poprawna jak na grę z tamtego okresu, chociaż irytowała mnie częściowa cenzura - brak portretów Adiego i brak gmachówek z hakenkreuzem, choć na opaskach już są. Dżwiękowo jest nawet nieźle. Przewodniego wątku fabularnego w zasadzie nie ma, ot nasz bohater jest przesłuchiwany co do swoich, dość mocno zróżnicowanych misji - a to trzeba uwolnić więźnia z obozu koncentracyjnego, a to wysadzić most, wykraść dokumenty czy zabić zdrajcę - nawet są pojazdy. Poziom trudności jednak jest wyśrubowany i miejscami przegięty - w czym nie pomagają bugi.
Mogło być gorzej. Dodatek mocno odstaje na minus poziomem od podstawki, czy też Pirates of the Flying Fortress. Jest dość łatwy, chociaż bugi dają się mocno we znaki i blokują część zadań. Powszechne są graficzne glitche i kolorystyka jest "dziwna". Na plus jednak nawet fajna fabuła, przynajmniej na początek, oraz zabawne zadania poboczne z nawiązaniami. Graficznych poprawek względem podstawki nie widać, a dźwięki otoczenia często nie pasują do otaczającego środowiska. Muzyka ma parę nowych kawałków, chociaż słychać spory recykling z podstawki.
Bardzo dobra przygodówka. Grafika dość stara i nie wyróżniała się w momencie gdy gra wychodziła, ale ścieżka dźwiękowa robi nastrój. Sekwencje walki stanowią fajne urozmaicenie i nie są frustrujące, a zagadki nie są przesadnie przegięte. Należy jednak pamiętać o miksturach leczenia. Fabuła jest mocną stroną, pomimo mało zróżnicowanych lokacji i pewnej ilości backtrackingu. Ta gra nie jest zbyt długa - około 10h, warto odkurzyć na wolny wieczór czy dwa.
Dobra gra, choć jak na ruski tytuł przystało ciekawych pomysłów masa, ale z realizacją bywa różnie. Szczątkowa fabuła stanowi tylko pretekst do wzorowanej na Carmageddonie bardzo miodnej rozwałki wspomaganej przez dobrą fizykę i model zniszczeń. W szerzeniu rozwałki pomaga nam tuning wozów, który jest niestety ograniczony tylko do części pojazdów. Ilość fur też nie powala, ale na szczęście są zróżnicowane. Grafika jak na swoje czasy nie odstaje, a muza zawiera całkiem fajne kawałki. Poziom trudności jest niezbalansowany. Z największych wad to jest dość krótka i pozostawia niedosyt.
Oceniając przez pryzmat czasów w jakich wyszła jest przełomowa. Mimo wszystko sterowanie zestarzało się okropnie, może grający na padach mieli lepsze doznania. Najgorszy był brak precyzji sterowania wynikający z praktycznie losowego input lagu, przez co walki bywają mocno frustrujące, ze szczególnym uwzględnieniem tej z finalnym bossem. Po za tym tytuł nawet dzisiaj w pełni grywalny. Warstwa audiowizualna jak na swoje czasy robiła ogromne wrażenie. Fabuła może nie jest wysokich lotów, ale za to lokacje są różnorodne i możnna się w niektórych pogubić. Zagadki środowiskowe nie są jakieś trudne.
Gra zdecydowanie lepsza i bardziej dopracowana od jedynki. Fabuła też jest lepiej napisana, w szczególności humorystyczne questy poboczne. Grafika jest bardzo ładna, warstwa dźwiękowa również. Mimo drewnianych animacji system walki jest bardzo dobry, a system magii po prostu wymiata. Do tego są jeszcze fajne urozmaicenia jak pływanie łodzią i jazda konna. Crafting jest dobrze zrealizowany. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to oprócz bugów, walka z finałowym bossem jest fatalna.
Grałem w Anniversary Edition, która poprawiając grafikę, dodaje nowe bugi - najbardziej rzucały się w oczy glitche tekstur w trybie TPP, a szkoda bo jest lepszy niż w jedynce. Generalnie gra jest krótsza od jedynki i do tego znacznie upraszcza mechaniki, choć moim zdaniem jednak na plus - szczególnie rozwój postaci, który w jedynce dało się skopać złym doborem atrybutów i umiejętności. Mocno zredukowano ilość frakcji, ale za to te istniejące są bardziej różnorodne. Muzyka mocno nawiązuje do klimatu jedynki. Fabuła w porządku, nawet z obowiązkowym zwrotem akcji, choć w jedynce była lepsza.
Fajny dodatek. Chociaż idzie w zupełnie inne klimaty jak podstawka, to fabularnie główny wątek jest mocniejszy. Jest dość ciekawy, od mniej więcej połowy zmienia się jego motyw i do tego po drodze jest kilka zwrotów akcji. Zadania poboczne są zrobione z humorem i brak jest typowych fetchquestów. Klimat zdecydowanie na plus, choć nie tak mocny jak w Vendeccie to jest dobrze, dopełnia go muzyka. Dodatek jest dość długi. Dużym minusem są jednak bugi, które są zdecydowanie gorsze jak to co było w podstawce, chociaż to głównie wina raczej remastera z 2017, niż oryginalnej gry.
Bardzo dobry dodatek, trzyma poziom podstawki. Grałem w edycję kompletną, gdzie misje obu stron są wymieszane. Pomimo narzekań niektórych na takie rozwiązanie, w mojej opinii dobrze sprzyja ono rozwojowi fabuły. Misje są zróżnicowane, jedyne o co można by się przyczepić to o ich trochę za małą ilość.
Genialny RTS. Pomimo trochę naciąganych realiów, główny wątek jest świetny, szczególnie motyw z atomówką w połowie historii. Grafika jak na tamte czasy bardzo dobra, ale prawdziwą robotę robi fizyka zniszczeń, szczególnie przy wzywaniu na pomoc lotnictwa lub artylerii. Oprawa muzyczna pomaga tworzyć klimat, a nawet znalazło się miejsce dla kultowych kawałków z lat 80. Spodobało mi się też to że w przeciwieństwie do większości RTSów dowodzimy małymi siłami w obrębie większej całości, co stanowi miłą odmianę od mikro-zarządzania całej mapy. Misje są zróżnicowane i nie mam się czego przyczepić.
Gra przełomowa jak na swoje czasy. Szczególnie pod względem, wielkich, żyjących miast. Oprawa graficzna do teraz dobrze się trzyma, chociaż rzuca się w oczy, modny wtedy, shithole-filter. Oprawa dźwiękowa trzyma klimat. Fabuła jest dobra, a zabieg przeskakiwania pomiędzy "teraźniejszością" i przeszłością z zastosowaniem dwóch oddzielnych bohaterów był całkiem niezły. Do wad należy jednak zaliczyć ogólną monotonię wykonywanych zadań i miejscami problematyczne sterowanie. Warto ograć, choć z perspektywy czasu gra znajduje się w "cieniu" swoich sequeli.
Głównym trzonem rozgrywki tej ciekawej gry jest eksploracja. Wychodzi to nieźle, choć oryginalny pomysł nie ratuje przed mankamentami. Graficznie gra jest piękna, a widoki Afrykańskiej dziczy robią wrażenie. Od strony dźwięku muzyka pasuje klimatem, a dźwiękowe podpowiedzi stanowią kluczowy element gameplayu. Jeśli chodzi o grywalność to gra posiada bardzo wysoki próg wejścia i nie instruuje gracza w żaden sposób co do tego co robić dalej, włączając sterowanie. Minusem jest jednak brak wyzwań w późniejszym etapie gry, od dwunożności jest się dominującym gatunkiem. Mimo to liczę na kontynuację.
W zasadzie to nie dodatek tylko wycięte zakończenie z Arcanii. Poza sprofanowaniem lore Gothica fabularnie nie wyróżnia się zbytnio. Szkoda że tak na dobrą sprawę nie stanowi żadnego wyzwania i jest bardzo krótki. Do tego jest jeszcze bardziej korytarzowy od Arcanii, w podstawce przynajmniej przechodziło się z wycinka świata na kolejny przez większość gryć. Z dobrych pomysłów fajne są segmenty w których wcielamy się w Gorna i Lestera, niestety nie ratują całej produkcji. Widać że dodatek powstawał na szybko, bo zdychające JoWood potrzebowało kasy.
Nie jest to zła gra, dostało się jej za to że nie jest to Gothic. Z RPG z żywym i otwartym światem zrobili mocno liniową korytażówkę. Takie uproszczone Diablo w TPP, nie jest to złe samo w sobie, lecz nie ma nic wspólnego z poprzednimi częściami. Sterowanie jest mocno drewniane, nawet jak na tę serię. Mocno ratują widoki i soundtrack, ciągle gdzieś jest jakaś namiastka klimatu. Sporym problemem gry są bugi i kiepska optymalizacja, widać że JoWood mocno twórców poganiał. Gdyby Spellbound dostało więcej czasu może gra byłaby lepsza, szkoda zmarnowanego potencjału.
Szczerze, to co zrobili hindusi na zlecenie dogorywającej wtedy już JoWood to profanacja serii i po prostu kiepska gra. Autorzy kompletnie nie załapali różnic kulturowych między nimi a Europą, robiąc z Beziego walniętego ultrapatriote. Gra chodzi fatalnie nawet na całkowicie współczesnym sprzęcie, a grałem w edycję rozszerzoną, która największe bugi ma załatane. Fabuła nie trzyma się kupy, a dialogi to tragedia. Ale żeby nie było że tylko na autorów narzekam, to przynajmniej postarali się o ciekawe projekty zadań względem trójki wypełnionej po brzegi fetch-questami. Podsumowując: Świt Bugów
Szczerze, przechodziłem tylko singla, bo serwery już dawno są wyłączone. Ocenę więc będę opierał na nim, chociaż multi musiało być miodne, sądząc po tym co widziałem. Grę przeszedłem w 2024 roku, tym samym w którym odbywa się akcja i muszę przyznać że twórcy te 16 lat temu przewidzieli sporo, szczególnie powszechne użycie dronów na polu walki, pandemię i współpracę ruskich z chińczykami. Fabuła nie jest jakąś silącą się na ambicję historią, raczej stanowi wstęp do multi, chociaż nie jest zła, jak dobry film akcji. Największym atutem jest model zniszczeń zawstydzający współczesne produkcje.
Bardzo sympatyczna przygodówka. Humor jest w dość stonowanej formie (nie jest to komedia), a zagadki nie są przekombinowane. W razie utknięcia w jakimś punkcie możemy odblokować odpowiedź za pomocą minigierki. Największym atutem jest jednak wykreowany świat i jego oprawa audiowizualna, rysunkowy styl grafiki pięknie komponuje się z muzyką. Polecam w ramach odskoczni.
Naprawdę dobra gra z mocnym klimatem, o ile jest się graczem odpornym na bugi i kiepską optymalizację. Wielu narzeka na system walki, ale grając na padzie nie jest aż tak źle. Generalnie cała gra była projektowana pod pada i to i z nim zalecam rozgrywkę. Miejscówki wręcz ociekają klimatem, udźwiękowienie tylko tego dopełnia. Główny wątek to przyjemna opowieść, ale ważne aby nie wybić rezydencji na Cumanie bo można zablokować główny wątek. Grafika nie jest tragiczna, aczkolwiek nie należy jej podbijać na maxa bo grozi to wywalaniem sterowników do GPU (w każdym razie miałem tak na Linuxie).
Bardzo fajna gra, stosunkowo krótka. Klimat i fabuła poza drobnym zwrotem akcji sztampowa, lecz momentami pojawiają się lekkie elementy humoru. Jest raczej dla odprężenia niż brania na poważnie. Gameplay niezły, zróżnicowane bronie i zdolności specjalne. W sumie przeszkadza trochę zbyt wysoko umieszczony celownik, jakby twórcy chcieli byś zawsze walił headshoty i problematyczne wykrywanie uników. Grafika jak na tamte lata bez większych zastrzeżeń. Jej największą wadą jest czas wydania - wyszła w tym samym czasie co spora część legendarnych gier, więc przeszła bez echa.
Nie nazwałbym tej gry typowym horrorem. To raczej nasycona symboliką i otwarta na interpretacje produkcja artystyczna. Jak ktoś lubi analizować postaci pod kątem psychologicznym, ze szczególnym uwzględnieniem problematyki dorastania, to mogę polecić.
Dobry pomysł, ale z wykonaniem już gorzej. Gra jest krótka, przejście zajmuje tylko 3 godziny. Grafika nie odstaje jak na budżetową produkcję z tamtych lat, najgorzej wypadają drewniane animacje. Soundtrack jest w porządku, chociaż bardzo skromny. Fabuła jest prosta niczym młot parowy, nie pomagają drewniane teksty głównego bohatera. Finał, chociaż zaskakuje, to następuje za szybko: myślałem że ostateczny boss to dopiero przystawka. Nie jest to jednak gra zła, na dwa wieczory odskoczni jak znalazł.
Powiem tyle: z jednej strony zmarnowany potencjał przez bugi i nielogiczny system walki, z drugiej nawet fajny klimat. Grafika przestarzała była już w dniu premiery. Ogólnie przeciwnicy są ostro przegięci pod względem ilości zdrowia, a w szczególności ostatni boss. Ma ze 3x tyle HP co moja postać i ma mnie na hita: czyli ukończenie gry jest niemożliwe. Może na niższym poziomie trudności by się dało, ale nie mam ochoty powtarzać całej gry. Gra jest krótka: dojście do ostatniego bossa zajęło mi 8 godzin.
Graficznie nawet-nawet, ale przez bugi i nierówny poziom trudności jej przejście jest praktycznie niemożliwe. Od potrząsania kamery podczas gry można się porzygać.
Gra nawet niezła. Dla każdego kto umie odczytywać między wierszami jest oczywiste że Koreańczycy robią tu tylko w zastępstwie za Chińczyków. Historia to jedno wielkie nawiązanie do słynnego amerykańskiego filmu akcji "Czerwony świt" z lat osiemdziesiątych. Nawet nazwa drużyny że stadionu który zwiedzamy podczas jednej z misji, to nazwa drużyny antysowieckich partyzantów z filmu. Grafika nawet ładna. Jedyne do czego można się doczepić to gameplay: chowanie się za osłonami i spawn wrogów w nieskończoność do momentu ruszenia naprzód. Przynajmniej co jakiś czas urozmaicone np. pojazdami.
Szczerze, to poza absolutnymi klasykami i grami które pochodzą z naszego kraju, wszystko wole ogrywać w oryginale.
Nawet niezły jak na niezobowiązująca nawalankę na pojedynczy wieczór. Posiada wszystkie cechy budżetowego fps w stylu kopiuj-wklej na silniku Chroma. Nie oceniam go jakoś surowo przez nostalgie i fakt ze była to tzw. gra z kartonika za 20PLN. Na Linuxie podczas pierwszej misji potrafiła mi się wykrzaczac, ale później była stabilna.
Fajna, tylko zdecydowanie za krótka. Przeszedłem ją na najwyższym poziomie trudności bez większej ilości zgonów w ciągu 3 posiedzeń. Zakończenie nastąpiło dość nagle, gdy akcja zaczynała dopiero się rozkręcać. Po za tym nie mam absolutnie do czego się doczepić, grafika w porządku jak na tamte czasy, fizyka i model zniszczeń (z obrażeniami na czele) fajnie urozmaicają rozgrywkę. Ogólnie polecam.
Naprawdę świetna gra, ale posiada kilka problemów obok których nie sposób przejść obojętnie.
Pierwszy to nierówny poziom trudności, głównie wynikający z kiepskiego rozstawienia checkpointów.
Drugi to optymalizacja i ogólne bugi. Ta gra ma już 15 lat, a mimo to klatkuje, często w najmniej odpowiednich momentach.
Z pozytywów to bycie kamieniem milowym w dziedzinie grafiki, całkiem dobra fabuła i klimat oraz otwarty projekt większości misji.
Dobry dodatek. Posiada ciekawy klimat i można w nim zdobyć perki znacznie wzmacniające postać. Wątek główny jest ciekawy, a lokacje interesujące. Jest trochę do zwiedzania. Pewnym problemem jest błąd tekstur niektórych budynków, choć może być to zasługa modów. Większość dodanych przedmiotów nie jest jednak interesująca i przydatna później. Może poza słoikiem, który postawiłem sobie na biurku w Megatonie.
W zasadzie dobry dodatek. Zmienia Fallouta w typowego FPSa. Nie ma tu zbyt dużo dialogów, ale jest klimatyczny i stanowi fajną odskocznie od lokacji z podstawki. Największą jego wadą są problemy techniczne, będące plagą wszystkich gier Bethesdy. W tym przypadku doszło do zacięcia się windy, i konieczności ratowania się poradami z internetu.
Od paru lat ta gra leżała mi na półce na Steam po jakimś giveawayu i jakoś dopiero niedawno postanowiłem ograć. Wprawdzie grafika niedzisiejsza (co nie było dla mnie żadnym problemem), ale głównym problemem mi przeszkadzającym był dziwny model sterowania nieprzypominający tego z obecnych fps-ów. Mimo to polecam z powodu wciągającej fabuły w całkiem ciekawych klimatach.
spoiler start
PS: Polecam zachować laskę Florentina na ostatniego bossa, chyba że ktoś lubi wyzwania.
spoiler stop
Gra bardzo dobra, ale głównie przez wzgląd na fabułę. Balans jest dokumentnie skopany: pada się po kilku strzałach, a przeciwnicy potrafią brać po kilka headshotów ze strzelby na klatę. Do tego mają kolimatory w oczach. Broń jest różnorodna, ale jej użyteczność pozostawia wiele do życzenia. W grze jest jedna lokacja ale na plus warto wspomnieć o urozmaicających sekwencjach. Niestety stabilność również pozostawia wiele do życzenia. Grafika jak na tamte lata bardzo dobra. Muza robi spoko klimat.