Po 100 godzinach rozgrywki jedyne co w tej grze męczy to ciągłe napady na drogach. No nie idzie przejechać z miasteczka do miasteczka, żeby nie wpaść na przynajmniej jednych kumanów, czy innych bandytów, a potrafi być tego więcej. Rozumiem, że gdzieś trzeba szkolić sztuki walki, ale lepsze już by chyba były jakieś walki na arenach w ramach nie tyle turniejów, bo ten przecież jest, tylko okazjonalne wyzwania na pojedynek jakiegoś rycerza, czy rębajły.
Nie mówię, że tych zasadzek w ogóle nie powinno być, boli jedynie ich częstotliwość, gdzie wybijają trochę z immersji, bo to wygląda trochę jak jakiś Fallout od Bethesdy, gdzie szybko się okazuje, że zabiłeś więcej bandytów, niż spotkałeś neutralnych postaci.
Pierwsze 20 godzin to jedno wielkie wow. Szkoła, świat wokół, pełno smaczków z uniwersum. Potem następuje jednak lekkie otrzeźwienie. Poboczne treści zaczynają się powtarzać i lekko nużyć, a zamiast rozbudowanych zadań pobocznych gra oferuje szukanie znajdziek i odhaczanie znaczników rodem z ubisoftu. Dla mnie na minus jeszcze to, że trzeba ciągnąć za uszy główny wątek, żeby odblokować odpowiednie czary i skille, co by potem nie powtarzać rejonów, w których ich użycie było potrzebne. Dla mnie to marnowanie czasu. Gra generalnie jest godna swojej uwagi, dla fanów przygód o czarodzieju z blizna, wrecz pozycja obowiązkowa, ale mimo wszystko nie jest to produkt najwyższej jakości i ma swoje wady.
Jedynkę dostałem kiedyś za darmo od ubisoftu, druga część kupiłem za 5 złotych na wyprzedaży. Stosunek rozgrywki do ceny jest zdecydowanie na korzyść tego pierwszego, bo to też całkiem dobra gra. Pierwsza część czasem ogrywałem, ale ta wciągnęła mnie na tyle że już nabiłem prawie sto godzin, co jak na grę wyścigowa jest u mnie sporym wyczynem. Ogromna liczba wyścigów, trybów, nawet typów pojazdów jest aż nadto. Cotygodniowe eventy z samochodem i wizualnymi bajerami do wygrania. Są tu też wyścigi po 100km+ bez przeciwników i limitu czasowego które zawsze lubilem. Jakiś podkast w tle i jedziemy przed siebie przez pół godziny. No dobrze się po prostu w to gra. Jak ktoś lubi wyścigi, to myślę że śmiało można dać szansę.
Wow, podziwiam cierpliwość we 'wbijaniu' statystyk impowi i zresztą nie tylko jemu.
Moi woje po ukończeniu kampanii mieli max 7 lvl doświadczenia, a byłem wszędzie, niekiedy też sporo opóźniając progres fabuły i wybijając wędrujące oddziały przeciwnika. To by trzeba chyba grać głównie 1 oddziałem, żeby zrobić te 10 poziomy, nie mówiąc już o nabiciu takich statystyk.
Ukończyłem, na raty ale się w końcu udało. Lizanie ścian i włażenie pod każdy kamień generuje w tej grze około 200 godzin rozgrywki.
Na koniec kilka takich luźnych przemyśleń i komentarzy.
Na początku gry jest ciężko ze sprzętem i kasą, z czasem przy odpowiednim zarządzaniu sprzętu jest w bród, a na pieniądze w ogóle nie zwraca się uwagi. Na koniec na koncie miałem jakieś 1,5 bańki i nie miałem tego na co kompletnie wydawać.
Co do sprzętu, to nie spotkałem w ogóle dwóch rodzajów broni. Tej snajperki M82 i karabinku G36, a przeszukiwałem wszystko i wyczyściłem mapę ze wszystkich wrogów. Szkoda, może następnym razem.
Tak jak w 2 części można z najsłabszych najemników zrobić totalnych kilerów i grę przejść po kosztach. Choć ich rozwój jest chyba trochę bardziej ograniczony niż w poprzedniej części, albo tez może nie ma takich patentów jak tam na szybkie wbijanie cyferek. Grę kończyłem bez zatrudniania najemników legendarnych, a i tych elitarnych brałem z braku laku w drugiej części gry na zasadzie zapchajdziury.
W grze jest sporo rodzajów amunicji, z czego połowy nie używałem przez całą grę, kolejne z ciekawości na zasadzie eksperymentów. W praktyce w użyciu jest głównie amunicja podstawowa, bo jest jej najwięcej, podnosząca szansę na obrażenia krytyczne, w późniejszej fazie przebijająca pancerz, resztę można śmiało zignorować.
Nigdy nie znalazłem użytecznego zastosowania do strzelb. Niby działają obszarowo, ale w praktyce lepiej chyba rzucić granatem.
Początkowo psioczyłem na słabą użyteczność pistoletów, ale kilka z nich daje nawet radę, również w końcowych fazach rozgrywki.
Granatniki i wyrzutnie rakiet są OP na każdym etapie gry. W pewnym momencie zaburzające chyba nawet balans. Przy zwrocie akcji jaki pojawia się w grze, na niektóre obszary nacierają grupy silnych przeciwników i wchodzą do sektorów grupami. Jeden strzał z RPG, poprawić z granatnika i zostaje ewentualnie podobijać ogryzki. W pewnym momencie zaczynałem już z tym odpuszczać, żeby mieć jakiekolwiek wyzwanie.
W grze jako przeciwnika zabijamy tylko jedną kobietę, reszta to sami faceci. Mało to różnorodne.
Wbijanie atrybutów najemnikom działa na zasadzie losowości co akurat się trafi przy odpowiednim nagromadzeniu łącznego doświadczenia i nie rozwijają się one niezależnie od siebie. Finalnie dochodzi do lekkich absurdów, że najemnik który np. ma za zadanie głównie strzelać do przeciwników, może przez całą grę wbić w strzelectwie 2-3 punkty, a w tym czasie zręczność, czy zwinność podnieść o 2-3 razy tyle. Gdzie inny skupiony np. na mechanice, wbić tego strzelectwa 8 punktów, zabijając 3 razy mniej przeciwników niż ten poprzedni. Dość powiedzieć, że jeden z moich najemników przez większość gry zajmował się szkoleniem milicji, a nie wbił w tym atrybucie żadnego punktu. Jedynym wyjątkiem jest sam poziom najemnika, który wbija się uczciwie w miarę wbijania jego atrybutów.
Mapki nie są duże, ale na tyle optymalne, że dają możliwość różnego podejścia do walki z przeciwnikiem w danym sektorze. Tereny są różnorodne co na duży plus, ale gro z nich jest niewykorzystana, bo przeciwnicy poruszają się po ustalonych trasach, co powoduje, że na niektórych mapkach walczymy po kilka razy, a innych z kolei wcale. Brak luźnych oddziałów przeciwnika, maszerujących losowo po mapie, powoduje trochę niewykorzystany potencjał części regionów.
Archetypy postaci - nożownik pod skradanie, snajper pod krytyki i podnoszenie morale, szturmowiec pod broń ciężką, czy saper pod wybuchy są niemal równie użyteczni i sprawdzają się w rozgrywce. Jak dla mnie jeden z mocniejszych punktów gry.
Ja od x czasu jestem raczej klientem goga niż steama. Promki nowosci na podobnym poziomie, czasem nawet lepsze, a stare gry które gdzieś tam sobie odświeżam na gogu regularnie kosztują grosze.
Pograłem kilka godzin i pierwsze wrażenia mam takie, że to prawilny spadkobierca 2 części. Rozgrywka jest miodna, walka przyjemna a sama gra zdaje się stawia większy nacisk na fabułę niż w drugiej części, co uważam za plus. Lokacje są mniejsze niż w 2 części, ale zdobione tak żebyśmy mieli kilka możliwych opcji rozegrania walki z przeciwnikiem. Mi pasuje, zwłaszcza że w dwójce większości mapy i tak się nie wykorzystywało, bo się gro oponentów zbiegało w jeden rejon sektora. Najemnicy mają fajne teksty pogłębiające immersję, dając odczucie że nie są pustymi kuklami, a różnią się nie tylko statystykami. Podobają mi się też te nowe akcje typu strzał w biegu, czy rozstawienie taktyczne, urozmaicające rozgrywkę. Brakuje mi z kolei takich detali jak zmiana stroju po przywdzianiu kamizelek czy hełmu, czy animacja przeładowania broni. Niby w ja2 też tego nie było, ale po 20+ latach to raczej powinien być standard, skoro mają dziś takie bajery nawet gry indie. Tym nie mniej poki co jestem zadowolony i to jako wieloletni fan tej marki.
Rzadko tak mam że po skończeniu podstawki ogrywam od razu rozszerzenia, z reguły daje sobie trochę czasu na regenerację chęci do grania, zwłaszcza przy okazji dużych tytułów. Ostatnim wyjątkiem był wiedźmin 3, więc już raczej dawno. Podstawkę atoma przeszedłem w 145h, czyli wystarczająco żeby osiągnąć zmęczenie materiału. Tylko Trudograd to taka podrasowana wersja gry podstawowej która wszystko robi lepiej i zrobiona jest z większym sensem. Kolejne godziny płyną a gra dalej przynosi przyjemność z jej poznawania. Zdecydowanie mój gatunek i coś czego od czasu Fallouta 2 brakowało.
Kiedyś jak skończyłem po raz n-ty Fallouta 2, stwierdziłem że szkoda że już to wszystko znam na pamięć i chętnie bym znów w niego zagrał z czystą kartą. No to po 20+ latach mam; atom RPG, czyli fallout 2 w nowym wydaniu. Nie skończyłem jeszcze, ale na to co pograłem kilkanaście godzin to jestem zachwycony. Dla każdego miłośnika klasycznych Falloutów pozycja obowiązkowa.
Właśnie o to mi chodzi. Trolle są wszędzie, a tutaj wyjątkowo liczna grupa się zebrała. Dziwne, tym bardziej, że gra nie ma złych recenzji.
Ja sobie bardzo chwalę barda z tego względu że jest to idealna postać do odbywania rozmów z niezależnymi postaciami pobocznymi. Przez to że jest to główna postać, to jest zawsze w drużynie, więc zawsze idzie pierwszy na wszystkie słowne konfrontacje. Lepsza też immersja, bo to 'my' prowadzimy wszelkie rozmowy. A od walki są pomagierzy, choć bard wcale nie jest taki bezbronny i co nieco potrafi.
Trochę się z tym zgodzę, trochę nie.
Gra pod względem seksualnych preferencji nie wyróżnia się z tłumu innych nowych gier czy filmów idących z 'duchem czasu'. Cierpią na tym romanse, które są przez to rozwodnione. Taki CD Project w Cyberpunku, któremu daleko do wyróżnienia się z tłumu, zrobił to trochę subtelniej, postacie były różniej orientacji, ale były ukierunkowane. Larian poszedł po najniższej linii oporu. Oczywisty błąd; postacie posiadające preferencje płciowe i rasowe są zdecydowanie bardziej wiarygodne.
Osobną kwestią jest dziwna maniera przydzielania domyślnych klas towarzyszom. Postacie kobiece - silne niezależne wojownicze niewiasty, postacie męskie - słabi fizycznie magowie i czarownicy. Jak pierwszy raz spotkałem gościa co się zwał klinga pogranicza, to myślałem, że to będzie jakiś łowca albo szermierz. Jakie było później moje zdziwienie, że to jakiś magiczny cudak. Na szczęście można samemu zmieniać ich klasy, choć chyba nie bazowe statystyki, więc rodzi to pewne ograniczenia. Wiem też na pewno, że jeśli kiedyś jeszcze zagram od nowa w BG3 to będzie to gra męskim wojowniczym samcem alfa, ot tak na przekór.
Nie wszyscy towarzysze są młodzi, druidzi mają trochę lat na karku, o czym sami raczą poinformować, a to że nie wyglądają na sędziwych staruszków, wynika tylko z tego że są długowiecznymi elfami, czy półelfami. Drowka zapewne jak wyżej, ale z nią nie grałem, więc ciężko się odnieść.
Samych interakcji z towarzyszami natomiast jest całe mnóstwo, myślę że dość żeby zaspokoić nasze oczekiwania. Komentują praktycznie każde większe wydarzenie w grze, trzeba ich po prostu zagadywać nie tylko jak mają wykrzyknik nad głowami. Pod tym kątem jest na prawdę bardzo dobrze. Jedyne co mi się w nich nie podoba, to to że są mało różnorodni rasowo. Same elfy/półelfy/ludzie. Od biedy pojedyncze githkianki i diabelstwo. Gdzie gnomy, krasnoludy, czy orki ja się pytam? Zwłaszcza, że sami gracze do grania najczęściej wybierają przecież najbardziej popularne rasy wśród towarzyszy. Wesoły gnom Jan Jansen, albo krasnoludzki siepacz Korgan. Bardzo takich postaci brakuje u boku towarzysza.
Także z jednej strony zdecydowanie przegięta rozwiązłość seksualna, z drugiej natomiast pełna segregacja rasowa do kilku, zamiast kilkunastu ras. Od skrajności w skrajność. :)
Często jak coś ogrywam zerkam z ciekawości na stronkę z czasami przejścia gier i porównuję jak się mają moje czasy grania do średniej. Zawsze w zależności od długości gier jestem 10-30h+ ponad to co jest średnią. Taki styl grania. Czasem zdarzają się anomalie w górę jak DOS2 ale jeszcze w granicach rozsądku, Baldur przebija pod tym kątem wszystko inne. Ta gra przez swoją ponadprzeciętną złożoność jest czasowym 'koszmarem' dla graczy liżących ściany i próbujących wyciągnąć wszystko co się da przy jednym przejściu.
A ja mam taką radę dla graczy którzy mają tak jak ja tendencję do lizania ścian i włażenia w każdą dziurę. Gdzie na wszelkie sposoby próbuje się zaliczać wszystkie zadania dostępne w grze, klikać w każdą jedną interakcję, dopieszczać każdy element ekwipunku, czy odkrywać sekrety i smaczki gry - nie zaczynajcie grać w ten tytuł. Spędzicie z tą grą pół roku nerdząc godzinami, a i to nie jest gwarancja na jej ukończenie, a tym czasem kupka wstydu z innymi tytułami tylko urośnie. Larian nie szanuje naszego czasu, w grze jest morze opcji dialogowych, praktycznie każda jedna postać niezależna ma coś do powiedzenia i to w dwóch fazach; po ponownym kliknięciu mają jeszcze coś nowego do powiedzenia. Towarzysze też komentują wiele wydarzeń w grze, także gro czasu idzie na samo klikanie w postaci, bo a nóż mają coś ciekawego do powiedzenia. Plus każdy z nich ma swoje zadania, które się przeplatają jedno zaraz obok drugiego, więc jeśli chce się wyłapać najważniejsze interakcje, pogłębiając immersję, to się co chwila gania do obozu żeby wymieniać skład drużyny. Ekwipunku jest multum, skrzynek, pojemników, worków, a w nich pełno śmiecia i chcąc to wszystko sensownie posegregować i dopasować lecą kolejne godziny. Oczywiście 3/4 z tych itemów się nie wykorzysta, odkładając je, bo teraz to szkoda, a to później nigdy przecież nie nastąpi.
Pierwszy akt jest długi, jest tego wszystkiego powyżej sporo, drugi jest bardziej hermetyczny (co nie znaczy że jest krótki). ale trzeci to apogeum dłużyzn i statycznego grania. Oczywiście można zmienić nastawienie na granie po łebkach i oszczędzić sobie niemało czasu. Tylko ta gra to ciekawa i klimatyczna przygoda, jest esencją tego za co lubiliśmy staroszkolne gry crpg. Także jak ktoś nie ma całych dni na granie, a w grze nie umie przejść obok kamienia koło drogi, żeby go nie obadać, bo a nóż coś tam się kryje, to niech lepiej nie zaczyna, bo może nie skończyć. :)
Czemu ta gra ma tak niska ocenę? Na gameplayach w sieci nie wygląda źle, mało tego jest raczej chwalona, a ocena tu na poziomie paździerza.
Lizanie ścian swoje robi, do tego powtarzanie rzutów, inne wybory, zagadywanie postaci niezależnych różnymi postaciami, częsta wymiana towarzyszy, częste kombinacje z wymianą ekwipunku, a czas leci nieubłaganie. Ja pierwszy akt skończyłem chyba koło 80 godziny. Obecnie siedzę w trzecim na pierwszej mapce i jest już 200+, choć samej gry w grze koło 180. Divinity 2 zamknąłem pod 250 godzin, tu się raczej nie uda. ;)
Moim zdaniem całkiem dobrze się zestarzała. Ogrywałem trochę za małolata, niedawno kupiłem za jakieś grosze i z marszu wsiąkłem na kilka godzin.
W BG1 nie było romansów z tego co pamiętam. BG2 miało w mojej skromnej opinii najlepszy romans, z jakim spotkałem się w wirtualnym świecie gier komputerowych. Burzliwa relacja z Viconią, prowadząca lub nie, do zmiany jej charakteru i niekoniecznie szczęśliwego zakończenia w jej epilogu. Złoto i to wszystko bez animacji, cutscenek, tylko słowo pisane, dubbing (ś.p. Pani Kowancka bardzo dobrze się wczuła w rolę uważam, potęgując tylko charakter bohaterki) i nasza wyobraźnia. Zresztą romanse z Aerie i Jaheirą też były w sumie niczego sobie, choć ten z Vicki je mocno przyćmiewa. Relacji protagonistki z Anomenem nigdy nie próbowałem, więc tu akurat nie mam zdania. W BG3 romanse są...poprawne, plus może jakieś małe przebłyski. Generalnie uważam, że jest bardzo mało interakcji i dzieją się za szybko. Przynajmniej w dwóch pierwszych aktach. Choć w 3 akcie się może jeszcze czymś zaskoczę. Na pewno fakt, że każdy z każdym ma ochotę baraszkować psuje immersję i mocno rozwadnia same romanse. W BG2 panie miały swoje typy i nie romansowały np. z krasnoludami, a relacje homo w ogóle były nie do pomyślenia. Co kto lubi, ale dla mnie lepiej było się skupić na rozwinięciu opcji romansowych, koszem ograniczenia ich ilości i możliwości, bo póki co to BG2>>>BG3 pod tym względem i myślę, że to się już nie zmieni.
Na liczniku wybiło mi 150h ciągłej rozgrywki, plus jeszcze kolejne 20h na testowanie różnych rozwiązań, a nie wyszedłem jeszcze z 2 aktu. Ta gra sprawia że rośnie mi kupka wstydu z innymi tytułami, do tego trzeba ją dawkować, bo przy tylu godzinach pojawia się niekiedy zmęczenie materialu. Ogrom wyborów w Baldurze jest jego jednym z najmocniejszych punktów (do tej pory podobny klimat widziałem tylko w pillarsach II, ale na dużo mniejsza skalę) jak i przekleństwem (chęć wypróbowania kilku możliwości jest zbyt silna), a zamiast grać dalej, to stoi się w miejscu jak kołek. :) Potężny zjadacz czasu.
Po ostatnim patchu chyba jeszcze został podkręcony model jazdy pojazdami. Czuć ciężar samochodów i prowadzi się je jeszcze przyjemniej niż po 2.0. Plus kilka innych bajerów, smaczków i aktywności w świecie gry, więc można by rzec, że mamy w końcu grę jaka powinna być w grudniu 2020. Lepiej późno niż wcale. :)
Żeby grać w dodatek trzeba wykonać misje główne w Pacyfice. Pytanie czy wykonywanie lub nie, innych misji z podstawki będzie miało jakiś wpływ na przebieg fabularny dodatku? Albo czy nie wykonując wszystkich misji podstawki stracimy jakieś smaczki związane z misjami w dodatku? Zacząłem grać od nowa i chciałbym chociaż liznąć fabularnie dodatek. Są tam też misje które odbywają się w reszcie miasta plus nowe drzewko rozwoju, więc gra zachęca do odwiedzin nowej lokacji, ale z drugiej strony niechcialbym też stracić ewentualnych powiązań czy nawiązań do podstawowej części gry. Także kiedy najlepiej rozpocząć dodatek, żeby nie stracić opcjonalnych zawartości?
Taka sytuacja. Strzelam się z jakimś gangiem. Na co reagują przechodnie i samochody. Niby ok, ale po walce jeden z tych co uciekał zderzył się z innym. Podchodzę, kierowca leży na kierownicy, więc chyba nie żyje. Ulica to akurat wąskie gardło, probuje go wyprzedzić inny, ale rozbija się o wszystko po drodze, zaczyna robić zawijasy i przebija się za barierki na pobocze. Później jeszcze kilka razy jeździ przód tył, próbując wrócić na ulicę, ale bez rezultatu, więc sztuczna inteligencja chyba odpuszcza i stoi już do końca jak kołek. W tym czasie na ulicy do blokującego pojazdu z trupem podjechało kilka aut, w tym policja. Próbują go ominąć, jednemu się to nawet udaje, ale potrąca moją postać. Na to reaguje policja i na kogutach rzuca się w pościg, tylko ruszając sami uderzają w jeszcze inny samochód, co z kolei powoduje, że policjant wysiada z auta i oddaje kilka strzałów do auta które sam potrącił. Po czym funkcjonariusz zastyga, auto do którego strzelał też zastyga i gość który wcześniej próbował wrócić na drogę też stoi bez ruchu. Wymęczona sztuczna inteligencja chyba odpuściła dalsze działanie, wiec litościwe zostało się chyba już tylko oddalić. :) podsumowując; ruch uliczny w night city, to wciąż jest kolos na glinianych nogach. Niby na pierwszy rzut oka wszystko jakoś działa, ale czasem wystarczy mały patyk między tryby, żeby wszystko się radośnie wyłożyło. Poziom gta pod tym kątem to niestety w tym przypadku Himalaje.
Bałem się tej aktualizacji, bo wcześniej mój komputer spełniał jako tako wymagania, tak po niej nie spełnia minimalnych w żadnym aspekcie. Nawet dysk jest HDD, bo SSD jest mały i służy tylko dla Windowsa. No ale pozytywnie się zaskoczyłem. Wszystko dałem średnie, tekstury tylko zostawiłem wysokie i gra wyciąga średnio te 50 klatek. Jak na poniżej wymagań minimalnych to jest więcej niż dobrze. Zostaje czekać jaki będzie odbiór dodatku przez graczy (jedynie słuszne niesponsorowane recenzje) i jego faktyczne obciążenie dla słabszych komputerów. A nóż się uda go ograć.
A jak to z tymi romansami jak się ciągnie kilka srok za ogon; pokłócą się później o głównego bohatera jak niewiasty w drugiej części gry i będzie trzeba wybrać, czy można tak skakać z kwiatka na kwiatek do końca gry bez konsekwencji?
Czy sztabki złota czy srebra i kamienie szlachetne w tej grze do czegoś służą czy można je śmiało spieniężyć? Trochę to waży a kończąc pierwszy akt jeszcze nie znalazłem dla nich zastosowania, więc tak to sobie noszę, pytanie czy nie bez sensu.
Po 70 godzinach grania ogarnąłem że można teleportować się w inne miejsce, bez konieczności odwiedzania punktu do teleportacji. Ot wybierasz punkt nawigacyjny na mapie i hyc. Co ja się wcześniej nacudowalem żeby nie wyrzynać w pień obozu goblinów to moje. Cała droga powrotna w kuckach. Swoją drogą trochę to słabe, że nie ma możliwości bezpiecznego odwrotu z lokacji w której nagle wszystkie postacie stają się wrogie jak właśnie te gobliny, czy szkółka Zwłaszcza że teleport z czapy z losowego miejsca na drugi koniec świata jest strasznie lamerski.
Jak to tak? Mam nadzieję, że to spotkanie da się rozwiązać pokojowo (tylko prośba już tego nie spojlerowac, sam się przekonam). To był najlepszy możliwy romans z drugiej części gry i jego zwieńczenie pełne satysfakcj, kiedy dziewoja miękła i udawało się zmienić jej charakter. Czas leci, ale sentyment zostaje. Jak mnie zmuszą do walki z nią to ich znienawidze.
Ja raz trafiłem żabę, gdzie było 5% szans na trafienie. Ot uroki takiego a nie innego systemu walki.
Szybkie pytanie; Gale podczas imprezy w obozie zaprasza mnie na intymny pokaż magicznych sztuczek. To ma na celu pogłębić wiedzę o tej postaci, czego bym przegapić nie chciał, czy jest to raczej początek płomiennego romansu,, w co wplątywać się raczej nie mam najmniejszej ochoty? Swoją drogą to że postacie nie mają żadnych preferencji romansowych jest akurat słabe. W dwójce żadna z towarzyszek nie chciała romansować np. z krasnoludem, już o blokadach w postaci niewłaściwej płci nie wspominając, w tu każdy z każdym i każdą. Rozumiem, że to świat fantasy ale postacie tracą na swoich charakterach tak się zachowując.
Mnie zastanawia czym podyktowane są tak bardzo zwiększone wymagania sprzętowe. Ja rozumiem, że to rok 2023, ale to przecież nie nowa gra tylko dodatek do gry z 2020 na tym samym silniku. Jest to trochę absurdalne. Mam tylko nadzieję, że gra nie wymusi aktualizacji i tym samym zwiększonych wymagań dla samej podstawki. Żeby się nie okazało, że gracz miał grę w którą mógł grać, a teraz ma grę w którą grać nie może, mimo że nie kupił dodatku.
Tak, tylko zajmują jedno miejsce w obozie i Minthara ( a nie Miranda, to nie mass effect :) ) ponoć ma zbugowane dialogi. Interakcji między nimi też nie ma żadnych. Wychodzi na to, że twórcy nie przewidują ich wspólnego podróżowania, a to że można jest zwykłym przeoczeniem. Nad czym ubolewam, bo wybory wyborami, ale towarzyszy powinno dać się zrekrutować wszystkich. Może w ramach któregoś patcha zamiast łatać mozliwość ich wspólnej rekrutacji, dadzą formalnie taka możliwość. Ponoć słuchają się graczy, a już sam fakt że gracze kombinują jak ich wszystkich zrekrutować świadczy o tym że taką możliwość mieć by chcieli.
To wiem, ale chodzi o to żeby wszyscy towarzysze byli cali i chętni na wspólne podróżowanie.
Dotyczy kompanów w 1 akcie.
spoiler start
Jest jakiś sposób żeby zrekrutować jednocześnie druida i mroczną elficę? Zawsze gram tak, żeby rekrutować wszystkich kompanów, a tu jest ewidentnie konflikt interesów pomiędzy tymi postaciami. A jak jeszcze nieopatrznie zgodziłem się na rejzę na gaj to obecna przy tym diablica miała co do tego poważne wątpliwości i z dialogu raczej wynika, że nie zaakceptuje rzezi jaką chcą zrobić gobliny. Więc zapewne odpadnie jeszcze przynajmniej jeden towarzysz. Wylla dało się odwieźć żeby nie mordował Karlach, więc może i tu jest jakiś sposób? W przypływie bezradności palnąłem elficy obuchem w łeb i lezy w samych gaciach z 1 hp (plus jeszcze jeden sierota goblin, którego litościwie oszczędziłem, bo zaciął mu się atak i stał jak kołek czekając na egzekucje). Quest podpowiada, że ją odhaczyłem, więc może będzie żyła i jakoś da się to później wszystko poukładać.
spoiler stop
A co się stało z dzieciem Bhaala, protagonistą dwóch pierwszych części? Gra się w jakikolwiek sposób do tego odnosi? W zasadzie jeśli nie odrzucił mocy i zasiadł na tronie to mógłby się pojawić i w tej części. To byłoby ciekawe doświadczenie spotkać samego siebie sprzed 23 lat. :)
Hej, a jak to jest z romansami? Jeden blokuje drugi, czy można jednocześnie ciągnąć kilka srok za ogon, przynajmniej do czasu jak to było w BG2? W jednej z pierwszych rozmów obozowych githianka wzięła mnie z zaskoczenia i się z rozpędu zgodziłem na jej propozycje. Szybko doszło do konsumpcji. Tylko później nie miałem już żadnej propozycji tego typu od żadnego innego kompana. Pytanie czy jak teraz bym to przerwał, bo jest taka opcja dialogowa, to się inne odblokują, czy już temat zamknięty i albo ta albo nikt?
Gra jest absolutnie wyjątkowa, przypomina czemu jest się graczem. Grałem w dos2, grałem też w stare baldury i jest to przyjemny mix tego wszystkiego po trochu. Dodałbym tylko, że jest jeszcze potężnym pożeraczem czasu niczym jakiś football manager. Zwłaszcza przy stylu gdzie zagląda się pod każdy kamień i zagaduje do każdego jednego ludzika. Mozolne zarządzanie ekwipunkiem tylko to jeszcze wydłuża.
Trafiają się pomniejsze błędy, ale myślę że z czasem wszystko połatają. Taki nagminny, dość upierdliwy to że czasem znikają paski relacji z towarzyszami jak się któregoś przyłączy po jakimś czasie. Pojawiają się chyba dopiero jak towarzysz na coś zareaguje. Na szczęscie się nie zerują.
Z rzeczy które mi się nie podobają, to brak małych ras jako towarzysze. Pełno elfów, ludzi i półelfów, a np. krasnoluda czy niziołka żadnego. Szkoda, myślę że można było jakiegoś dodać dla urozmaicenia. Można się oczywiście w takiego zmienić za pomocą czaru, albo stworzyć głównego bohatera, ale to już nie to samo. Uważam też, że dużyna 4-osobowa jest za mała na tak dużą ilość dostępnych kompanów. Postacie są ciekawie napisane, dlatego chce się z nimi podróżować i rozwijać więzi z każdym jednym, efektem czego częste rotacje drużyny.
No ale poza tym palce lizać. Rozgrywka miodna,fabuła ciekawa i pełna smaczków, no i tak zwyczajnie przyjemnie jest wrócić do tego uniwersum po tylu latach. :)
Nie robić speedruna i spokojnie się uda. To nie wyścigi.
Takie produkcje jak bg3 powinno się chłonąć kawałek po kawałku, na spokojnie, a nie gonić po napisy końcowe.
Ja po 20h wyszedłem z gaju druidów. Po 30h zawędrowałem niewiele dalej, finalnie 200+ pęknie jak nic.