Wielka wojna dosięga zenitu. Rozpoczyna się bitwa, która stanie się w przyszłości symbolem Polskiej historii.
Grunwald.
Oczywistym jest, że w centrum tych arcyważnych wydarzeń, będą brały udział zakony, które były zwaśnione od wieków. Assasyni i Templariusze.
Chowając się wpośród drzew na granicy pomiędzy lasem a polem, na którym toczyła się bitwa, Radosław bacznie obserwował sytuację. Powinienem powoli się przygotowywać - pomyślał. Z uwagą sprawdził swój inwentarz, a następnie założył charakterystyczny, biały jak śnieg kaptur.
Fale wojsk obu stronnictw zderzyły się, wydając z siebie huk, potężny niczym grom. Słońce biło swym światłem zawzięcie, jakby samo ono chciało dołączyć do bitwy.
Radosław ocierając się z potu zobaczył swój cel, Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego - Ulrich von Jungingen, potajemnie kolaborujący z Templariuszami. Był tuż za pierwszą linią wojsk krzyżackich, zawzięcie wykrzykiwał rozkazy. To dobry moment. Assasyn zeskoczył z drzewa miękko jak piórko i powoli wkraczał w obręb bitwy. Przechodząc uważnie obok centrum batalii, nikt mnie nie zauważy i łatwo dopadnę mistrza – zaplanował dokładnie. Zaczął już zmierzać w kierunku swojego celu, gdy nagle zobaczył coś, co zszokowało go niespodziewanie. Jego brat zakonny Janek, który był jego wiernym przyjacielem, zmierzał powoli na Króla Polski, Władysława Jagiełłę, z wysuniętym ostrzem. To niemożliwe! Czyżby Janek był zdrajcą? Cichym człowiekiem Templariuszy? Znieruchomiał na moment, po czym bezmyślnie rzucił się w kierunku Janka. Widział jak król w bitewnym zgiełku krąży pomiędzy wojskami, nie zwracając uwagi na assasyna, który podążał za nim jak cień. Radosław biegł z całych sił. Jest już blisko. Ledwo uniknął konnego jeźdźca, który przybiegł z boku i prawie przez przypadek staranował Radka. Już Janek miał rzucić się na króla, wtem szybszy Radosław dogonił go i przewrócił na ziemię.
- Jak mogłeś? - Spytał Radek z niedowierzania.
- To nic osobistego, życie Jagiełły tylko pogorszy sprawę – Janek odpowiadając, starał się wyglądać na opanowanego.
- Działasz na zlecenie Templariuszy, prawda? Ty głupcze! Zdradziłeś nas! Stoisz po złej stronie barykady!
- Kto ci niby powiedział, że Templariusze to ta zła strona konfliktu? – zaśmiał się przerażająco. - Przewaga Państwa Zakonnego w rejonie jest wymagana, aby zapanował na tych ziemiach porządek.
- Nie masz pojęcia o czym mówisz! Złoto Templariuszy cię oślepiło!
Radek wysunął ukryte ostrze.
- Przykro mi bracie, ale stałeś się zagrożeniem. Zagrożeniem, które muszę wyeliminować. - Powiedział, po czym natychmiastowo wbił ostrze w pierś Janka. - Żegnaj.
Umierający Janek zaczął gwałtownie pluć krwią. Krew obryzgała twarz Radka, a ten siedział sparaliżowany. Co się właściwie stało? - Po chwili pytał sam siebie. Czy ja dobrze zrobiłem? Mogłem przecież jeszcze nawrócić go na dobrą drogę.
Sięgnął ręką i wytarł krew z twarzy.
Nie.
Zrobił dobrze. Gdyby nie on, Władysław Jagiełło już dawno by nie żył. Zrobił dobrze. Teraz nastał czas, by wypełnić zadanie, zlecone przez bractwo.
I chociaż Radkowi udało się w trakcie bitwy zabić Ulricha von Jungingena, to w jego głowie ciągle brzmiały słowa nieżyjącego Janka. „Kto ci niby powiedział, że Templariusze to ta zła strona konfliktu?” Wiedział, że zrobił to, co należało, ale słów umierającego Janka nie mógł zapomnieć do końca życia.