Tłumaczę gry zawodowo od paru lat. W ostatnich latach zdarzało mi się pracować nad polskimi lokalizacjami absolutnie niszowych gier od indie deweloperów, tłumaczyłem np. grę sieciową w early accessie, w którą w ciągu 24h grało maks. 400-600 osób. Ostatnio pracowałem nad tłumaczeniem gry tworzonej przez kilkuosobowy team z Czech, a która ma grubo ponad 200k słów, co dla tak małego studia jest sporym wydatkiem. Decyzja Capcomu dziwi tym bardziej, że Residenty nigdy nie miały zbyt wielu słów - obstawiam, że maks. gdzieś tak 100-150k (choć prawdopodobnie to i tak przesada). Ponadto, od dłuższego czasu polski figuruje na liście 10 języków, na które najczęściej tłumaczy się gry (a czasem nawet pośród 5 - ostatnio coraz częściej mówi się, że standard EFIGS zmienia się na EPFIGS - "P" oznacza polski i portugalski w wariancie brazylijskim). Wbrew temu, co twierdzą Internetowi znawcy, w Polsce gry sprzedają się świetnie (mimo że płacimy za nie tyle co Francuz czy Niemiec), a skala piractwa jest porównywalna do krajów Europy Zachodniej (ten fakt był już znany w roku 2016). Podawanie przykładu osób kupujących gry taniej przez VPN jest absurdalne - wytwarza się klimat, jakby tylko i wyłącznie w Polsce się tak robiło. Tak naprawdę jest to zjawisko marginale. Równie absurdalne są komentarze szukające przyczyny braku polskiej lokalizacji w tym, że kupujemy gry na przecenach albo używki - bo, rzecz jasna, tylko w Polsce kupuje się gry na przecenach albo na aukcjach... Natomiast komentarze osób, wręcz agresywnie sugerujących, że polscy gracze powinni się nauczyć angielskiego, są po prostu śmieszne - biorąc pod uwagę to, ile osób u nas dobrze zna angielski (pośród graczy znajomość angielskiego jest prawdopodobnie jeszce lepsza). W komentarzach można jak w kalejdoskopie zobaczyć nasze narodowe autostereotypy (czyli stereotypy na nasz temat, w które sami wierzymy), z których chwilami wynika, że Polska to Trzeci Świat. XD
Protesty są jak najbardziej słuszne.
Pytanie do osób, które miały okazję zagrać: czy ta gra faktycznie jest tak niepokojąco brutalna, jak piszą?
A propos celebrytów. Na początku roku w Warszawie była Ellen Page, holywoodzka aktorka, która już raz wystąpiła w grze (Beyond: Two Souls). Przeprowadzał z nią wywiad gościu z Onetu (w samochodzie, podczas jazdy) i Ellen mówiła, że przyjechała w interesach, ale więcej powiedzieć nie mogła. Ciekawe. :)
Dane nie dziwią, natomiast należy pamiętać, że większość dochodów Blizzarda generują mikropłatności i inne z gier mobilnych, a w gry mobilne w domyśle może zagrać każdy, kto ma smartfona, zarówno 7-latek jak i 70-latek. Zagrać może w tramwaju, w kolejce, na drugim końcu świata, gdziekolwiek. Szybka rozrywka i sposób na nudę. Dlatego też grupa odbiorców gier mobilnych zawsze będzie nieporównywalnie większa niż w przypadku tytułów konsolowych i PC. Z tego, co wiem, mikropłatności mniej drenują kieszeń graczy na mitycznym zachodzie, to wręcz kwestie groszowe. Dlatego mimo że sam nigdy w życiu nie wydałem ani złotówki na mikro (i nie zamierzam), wiele osób jest do tego skłonnych, bo to drobniaki, a przewaga zyskana nad innymi (i w związku z tym wygrana), szybsze postępy czy zdobycie upragnionego przedmiotu niesłychanie mile łechcą ośrodki przyjemności. :) Choć mierzi mnie, gdy wielcy wydawcy wypuszczają bezpłciowe i mdłe tytuły, segment gier AAA najwyższej jakości i średniaków obliczonych na zysk mogą że sobą współistnieć.