Słaby ten test, skoro autor artykułu nie wiedział, że można sprawdzić jakie "oficjalnie" nasze dane ma Google. Plik jest do ściągnięcia (może ważyć setki GB). Znajdują się na nim zapisy audio każdego wywołania asystenta. Asysten sam nie przetwarza mowy, wysyła plik audio na serwer. Znajdziemy tam również nasze zdjęcia, również te usunięte, czy te które nam się od razu nie spodobały. Wprawdzie nie jest to takie szpiegowanie, o jakim mówią fani teorii spiskowych, ale to i tak za wiele, jak na dane potrzebme do persobalizacji AdSense.