Gra jest fenomenalna, ale nie oszukujmy się, pożyje parę miesięcy i puff. Evolve też był czymś innym, skok w bok, potworki, ale gra multi bez potencjału i nawet możliwości na implementację e-sportu w tych czasach zostanie zjedzona.
Za dużo. Ta gra to nie moba, i nie ma sensu robić bigosu z tryliardem nieciekawych typów. Już teraz pomysły się powoli kończą, i mamy trójkę operatorów z pozoru identycznymi umiejętnościami, granaty i miny z innymi właściwościami. Niedługo kolejni bohaterzy będą się różnić wielkością dziury, którą mogą w ścianie wyrąbać, albo jednym granatem takim i takim.
Jako Asasyn zdecydowanie dwójeczka, jako gra czwórka. Wielki świat, piraci, jedyna część, która zdołała mnie zachęcić do zbieractwa, tylko że nie jest to Asasyn. Powinno to wyjść bardziej jako oddzielny tytuł, ale mający easter egga z Asasynami, zresztą tyle tego tam było. Coś jak Watch Dogs, tylko bardziej zarysowany wątek, nie przypuszczenia. Ogólnie kierując się samym głównym wątkiem, to byłoby tak:
AC2>ACBr>AC3>ACU>ACRo>ACRv>AC1>ACSyn>AC4>ACLb
AC2 - za genialny powrót, samą postać Ezia
ACBr - to samo, ale nigdy to samo nie jest tak dobre jak za pierwszym razem
AC3 - ujmując fatalną postać Connora, fajne przeniesienie serii na inny kontynent, swoją drogą jestem fanem historii Stanów, także 3 miejsce, gdzie nikt inny by tego nie umieścił
ACU - najbardziej niedoceniona część, a szkoda, już 2 miechy po premierze grało się bez problemu
ACRo - średnio, oj kurwa średnio, nie porwała mnie totalnie
ACRv - na plus Konstantynopol, na minus cała reszta, rozwałkowany mielony
AC1 - gra niegrywalna po wyjściu drugiej części, na plus tło
ACSyn - zdecydowanie najgorsza gra oficjalnej serii, podobnie mi się w to grało jak w Mafię 3, powtarzalne dziadostwo, dodatkowo z mało zajmującą historią i najgorszym głównym złym
AC4- j.w, badziewny Asasyn, genialna gra, niestety musi grzać zaplecze
ACLb - gra z Vity, i nie traktuję tego jako części oficjalnej serii, z wiadomych powodów mało rozbudowana
Mam wielkie nadzieje na Origins, bo ta seria ma nadal potencjał, jak Ubi nie spierdoli, to bez bicia, znowu mają u mnie rispekt.
Fajniutko, byle nie wyszło jak w innych takich "łamigłówkach", że albo sprawa się ściąga do skakania na czas, albo znalezienia wajchy 5 metrów obok. Co do odwzorowania, to jestem spokojny, bo akurat w tej kwestii Ubi can into.
Festiwal paralityki, przeprostów i stwardnienia rozsianego. Walka z jednym fajansem już wygląda fatalnie, a co będzie w większych grupach? Brak jakiejkolwiek satysfakcji, miało być realistycznie mówili. Jestem w stanie zrozumieć, że walka w zbroi jest ociężała, to na pewno. Ale na Odyna, walka na piąchy wygląda nawet gorzej, kto jest za to odpowiedzialny? Grafika niezła, słowiański klimat działa, ale to wszystko. Jakbym chciał ciąć po słowiańsku, to zagram w nieznanego nikomu na tym forum Wieśka, przynajmniej oczy nie bolą.
Trochę niestety zalatuje biedą, ale jest nieźle, gorzej to sobie wyobrażałem. Sam zamysł i klimat działa, powiedzmy, mimo, że gra absolutnie nie jest tym, czym miała być wcześniej (2013/4: wyczepista graficzka, wodotryski, pampa rampa). Wstrzymam się z oceną nim kupię, przynajmniej wymyka się z trio potencjalnych polskich kupsztali w tym roku.
Liczyłem na większy trip po nazi świecie, ale jest bardzo dobrze. Czekam na pierwszy gameplay, tradycyjnie.
Nie jest to ten ogromny rework, który zapewniali, ale wygląda to neutralnie. Klimat niezły, walka przynajmniej na tym fragmencie dość mocno się różni od ostatnich części, tylko jak zwykle, i wcale mnie to nie dziwi, przeciwnicy durni jak tylko można. Głusi, ślepi, chodzący po linijce. Gdyby zmienili charakter serii na trochę bardziej skradankowy, nie karzący, tak żeby można było grać na wiele różnych sposobów, wtedy można by to było nazwać reworkiem. Grafika pewnie przejdzie mocniejszy lub słabszy downgrade, ale na ten moment trudno się przyczepić. Nadal jest to Asasyn, i trudno było oczekiwać czego innego.
No i to jest news, zajebiste E3 w tym roku. Czekam na zwykły gameplay, bo ta scena jest cholernie klimatyczna.
Cholernie, aż do bólu oskryptowane. Wygląda efektownie, ale na Boga, nie o to chodzi. Do tego doczytująca się roślinność, na pokazowym materiale, nu nu NFS. Sama misja, mi się to podoba, jestem starym fanem FaF, i mi to pasi. Ale reszta badziew, wóz z tytanu, artefakty graficzne na pokazowym materiale, model jazdy też z butów nie wypierdala. Kolejny średniak, a szkoda.
No tego się nie spodziewałem, brawo EA, w końcu jakiś zaskok. Ale są wątpliwości, granie po sieci z randomami działa tylko w grach z teamem, tu nie ma tej możliwości, to się nie uda. Order dla tego, co lubił coopa w chociażby AC: Unity. Są gracze, grający non stop solo, wtedy ta gra nie ma żadnego sensu. Świetny pomysł, w końcu kto nie oglądał Prison Break'a, więzienia i ucieczka z nich, zawsze były ciekawe, ale boję się, że to nie wypali. Gra jedynie na granie z kumplem.
Byle fabuła nie była wysrana od niechcenia, ale to marzenie ściętej głowy. Multi zapewne doda parę map, broni i postaci, a reszta rozłożona na pierdyliard DLC.
Gdyby tylko kampania była ciut dłuższa, bo jednak nie da się ukryć, że nowy Wolfenstein to gra na maksymalnie 2-3 razy. Fajnie byłoby zobaczyć inne miejscówy wspomniane w New Order: Ruskie, kitajce, Nowy Jork..
Osz kurwa, straszna podjara na Wolfa. Resztę jebać, byle Blazko znowu hełmy sklepał. Z mokrych marzeń gejmera, może jeszcze nowe Metro, nowy Silent Hill, lub Resident, Obcy, albo jakikolwiek inny dobrze zapowiadający się horror.
Dodanie fabuły, po takich kwiatkach jak The Run, to pijarowy cios w kolano. Jak nie będzie to co najmniej growy FaF, to nie ma to żadnego sensu. Gdy fabuła w takich grach jest szczątkowa, nie zwraca się na nią uwagi, z kolei gdy gra usiłuje ją promować, gra jest niegrywalna i wkurwia. W tak zamkniętej mechanice, gra co najwyżej da święte quick time'y, a jak to się kończy, każdy wie. NFS potrzebuje solidnej zmiany, a ten z 2015 delikatnie mówiąc, nie spełnił zadania. Albo to pójdzie w klon Drivera, albo zostanie przy samych wyścigach i będzie plecami dla wschodzących dużych marek z wyścigami. Niestety NFS chyba kończy żywot, a kolejne odsłony w tym utwierdzają. Jedynym ratunkiem byłby wielki, otwarty, barwny ,nieoklepany i przede wszystkim INTERAKTYWNY świat (Azja?); i tu wybór, albo tourne, albo gonitwa z psiarskimi. Po raz n-ty.
Ło panie, jakie polowanie na heretyków w tym wątku. Fanboizm gry, która nie wyszła, to to samo jak bezpodstawna krytyka, bo obie strony nie mają większej podstawy ,by tak tą grę oceniać. Mimo wszystko, obrona Częstochowy argumentem o wielkości studia, i peany bite w kierunku tego argumentu, śmieszy w chuj. Sprawdził by się dobre paręnaście lat temu, nie te czasy, nie ta technika. Szczególnie gdy tak modne są gry indie, tworzone przez dużo mniejsze, nierzadko amatorskie studia, które równie nierzadko są perełkami; i gameplay'owo i artystycznie. Toporność to problem, a występował on w każdej grze tego studia, gdyby to nie była Piranha, tylko chociażby Ubi...noo kurwa, nie byłoby fajnie, rodzinnie i optymistycznie. Kibicuję, bo pewnie historia zacna, ale błagam ludzie.
Pamiętam gdy gra była reklamowana w zapowiedziach z bodajże 2014. Mam nadzieję, że wypali bo brakuje gier o stricte średniowieczu, bez magii i innego barachła, ale jak zwykle to bywa, mechanika, na podstawie bety, delikatnie mówiąc ssie.
Z całym szacunkiem do Piranii, ale w 2017 roku wydając grę z TAKĄ mechaniką, to drobna przesada. Ja rozumiem, że nie ten budżet, że studio małe, ale no kurwa ludzie, zimny kubeł. Gothic jest uwielbiany głównie przez nostalgię, mnie nigdy nie przypadł do gustu, bo ograłem go dopiero w 2014 roku. Mocno za późno, dlatego mnie umęczył. W przeciwieństwie do pierwszego Risena, który również był toporny, ale był grany od razu po premierze, nostalgia? Nie inaczej. Sam setting świata może być ciekawy, ale wygląda to badziewnie, szczególnie strzelanie, i przypadnie do gustu tylko tym, którzy uwielbiają Gothica. A tych nie jest dużo poza granicami naszego kraju.

Odwróciłem kolory, w antycznym i dostępnym tylko dla lepszego sortu programie Paint, i otrzymałem takie barachło. Definitywnie Seattle, sądząc po tej wieży.
Ostatnio zrobiłem sobie powrót po kilkumiesięcznej przerwie od OW, i muszę przyznać, że jednak ta gra ma to coś. Coś co pamiętam z początków TF 2, po prostu wciąga jak cholera, nie skupiając się na rankedach, to kawał dobrej zabawy. Wiele rzeczy nie działa, lub działa w odwrotną stronę, ale gdy nie skupia się na wygranej, nie powoduje bólu dupska. Istotnie, Paladins jest bardziej skomplikowane, ma inne podejście, i przede wszystkim na razie jest za darmo (jest to beta, więc nie dziwi), ale nie ma szans by mnie przytrzymał, jako gracza OW od pierwszej closed bety, na dłużej niż 1 mecz. Zbyt podobne w założeniu postacie, gra wygląda mimo wszystko tanio i badziewnie, bohaterowie mają potencjał, ale mam wrażenie, że to zlepek wszystkich uniwersów. Niby to fajne, ale nie wciąga w ten sam sposób, bardziej darmowa alternatywa, dla ludzi ze słabszym kompem. Rozumiem ludzi co grają w Paladinsa, sam chciałem się przerzucić, gdy miałem kryzys cierpliwości w OW, ale gra jest i pozostanie w cieniu większego konkurenta, Blizzard całkowicie zjada podobne gry w tym czasie.
Rednecksi? Montana? Nie moje klimaty zdecydowanie. Na poważnie siostrojebów z bimbrem i kamizelą, latających samolotami rozpylającymi gnojowicę trudno traktować. Co do mechaniki, jak poprawią zajechany schemat, to może i poklikam, ale na Boga, dlaczego to nie western. Zdecydowanie wolałbym Clinta Eastwooda, niż brodatego menela czy księżulka z bojową kropielnicą. Humor Ubisoftowi kulejąco wychodzi, jak to było w Blood Dragonie. Przesadzony, kiczowaty i banalny, a jak dodają wsiórów jako wrogów, to co można oczekiwać?
Byle nie było powtórki z Inner chains, to może się bata z tego ukręci. Jakoś nie zerwało mi szkliwa z zębów jak dotąd, ale zamykam mordę do premiery, horrorów nigdy mało.
Ojoj chyba kolejna kupa, nie interesowałem się tym ostatnio, ale pamiętam chuczne zapowiedzi przełomu w grafice, a co jest? Badziew, i to z jakimś ciemnym, granatowym filtrem, coś co jest u mnie na prostej drodze do graficznego piekła, zaraz za tanim efektem "Borderlands". Abstrahując od tego, będzie to chyba kolejny symulator chodzenia, przynajmniej w założeniu, nowa polska miłość? Zalatuje barachłem, ale się okaże.
Jeden z lepszych shooterów w historii, godnie reprezentuje Wolfena. Szczególnie warto zauważyć naprawdę fajną historię, rzadko napierdalanka, i to tak kultowa, znana z niczym nieskrępowanej jazdy, wprowadza coś tak dobrego. Wciąga, chce się grać. Plusik za kawał polskiego tematu, parę misji, polski dubbing dla polskich postaci, i teksty z gazet po polsku, to się kurna ceni. Do tego Berlin (Germania) i inne miejscówki, odwzorowane według planów wąsacza, świetna sprawa. Bardzo szczegółowa grafika, jak to na silniku Rage, niewielu przypadła do gustu, ze względu na kulejące tekstury, ale dla mnie bomba, dużo bardziej wolę detale, niż wyfiltrowane i wymuskane plenerki. Gra niestety krótka, 5 h i na blat, można było się pokusić też o trochę większy poziom trudności, jak to zrobił dwa lata później nowy Doom, ale jest znośnie. Drogę na skróty szczególnie widać w późniejszych etapach: księżyc-jego powierzchnia/über krótki ostatni etap, ale to narzekalstwo. Dycha jeśli chodzi o napierdalanki, ósemka z hakiem jako gra.
Człowieku, przecież ta gra jest prosta jak konstrukcja cepa..Rozumiem, zginąć w walce, szczególnie stojąc jak oszołom, jeśli masz problemy z normalnymi skokami i poruszaniem, to podejrzewam, że tak to u ciebie niestety wygląda. Ale ginąć raz po razie spadając lub spędzać godziny na 'ekspedycjach' po klucze? I ty mówisz, że jesteś stare pokolenie? W pierwszym i drugim Doomie mapa była z tego co pamiętam dodana później, lub w innej edycji, i tak była złożona z artefaktujących się siermiężnych kresek, generalnie poziomy trzeba była oblukać i pamiętać gdzie co było, nie było znaczników. A ty masz problem gdy ten znacznik masz, wszystko jest intuicyjne i masz wyraźną mapę ze swoją pozycją? Skoki co do centymetra to masz w oldschoolowych platformerach, bluźnisz. Daj sobie spokój z shooterami, ogólnie z grami gdzie liczą się jakiekolwiek umiejętności zarówno logiczne jak i zręcznościowe, bo co widać po twoich ocenach, nadajesz się do gier typu Angry Birds.
O Odynie jaki crap. Toporna jak cholera, wystarczyły mi 2 minuty powyrywane z longplaya. 60 dublonów moje. Na plus grafika i styl, tyle. Zero fabuły, zerowa chęć grania i oglądania, siermięga, ultra powolna rozgrywka. Gość odpowiadający za animację bicia, i nakurwiania z tesli - Sybir. AI też dziadowskie, ale to się zdarza w większości gier, w mniejszym i większym stopniu. Ocena byle była, nie ograłem, całej nie widziałem, nie zamierzam; ależ widownio,to o czymś świadczy. Trója, nie jest to legendarne gówno.
W którym miejscu napisałem, że faktycznie z nimi gram, szczególnie na rankedach? Wiem jak jest, zdaża mi się jebnąć solo, ale to rzadkość. Wystarczy samemu pograć quick playa, przednia zabawa. Jeśli to master, kurwa, MASTER, samo słowo coś powinno znaczyć, wyżej od średniej, czyli nie powinny zdarzać się kwiatki z Gengu master i tak dalej, granie z randomami w innych grach nie świadczy, że masz mniejsze szanse by wygrać. A tu taka ci kurna niespodzianka.
Screen z piramidą/grobowcem ewidentnie Asasyn, widać symbol na <tarczy?>. Szczerze mówiąc coraz bardziej mi to przypada do gustu, odkrywanie grobowców; zajebista sprawa, kto nie lubił Tomb Raidera, albo choćby Indiany Jonesa. Byle nie zajebać terenu milionami znajdziek, poprawić absurdalnie prosty system walki (stopnie trudności?) i gra się sama uklepie.
Rayman to gra niszowa, dla fanów platformerów, i też niestety dzieci; z kolei POP to gra martwa, o której gro graczy nawet nie pamięta. Fora, jak rozumiem polskojęzyczne. POP święcił triumfy w Polsce w latach 2006-8, bo Piaski Czasu miały stałą posadę na przecenach w Empikach, kioskach i Biedronkach. Sam w tym okresie w to grałem, to że paru kolesi z forum by chciało odrodzenia serii, nie świadczy o dobrej sprzedaży gry; byłaby zbyt anonimowa dla ludu. Chyba nie powiesz, że Ubisoft, który pracuje na lepszą opinię w publice, po paru wtopach, wydałby grę z starej, porzuconej serii, zamiast kolejnego odcinka bardzo popularnej telenoweli. Co do Raymana, zbyt niszowa gra, o czym mówi sprzedaż ostatnich części. Gracze, którzy zjedli zęby na serii, i dzieci (bo gra ma taką stylistykę) kupią, nic więcej.
Osz karwa, na co komu ten wątek współczesny? Desmond, mimo że nudny i bez ikry, trzymał to jeszcze w jakiś ryzach, ostatnie odsłony to klony bez własnego ja, bez imienia, i bez osobowości. Po co to. Co do Egiptu, jestem za. Możliwy wątek z obcymi/Prekursorami, duże pole do popisu, do tego starożytność. Jak będzie Grecja, kupili mnie.
Crysis nadal wygląda świetnie, rozumiem, że tu chodzi o Next Geny, ale wystarczy tu port. Przydałby się remake np. pierwszego Sniper Elite, który nie przetrwał próby czasu, całej pierwszej trylogii Codów, z portem części 3 na PC, czy pierwszego Dragon Age'a, który też już trąci myszką.
Ma znaczenie, bo jest większa szansa na pojawienie się uzdolnionego gościa. Generalnie porównywanie się z Azją nie ma sensu, bo tam gry mają pewien kult, niektórzy się z mychą albo padem rodzą.
Trochę zajeżdża biedą, jak to CI, taki Far Cry dla mało wymagających. Trzyma poziom średniaka, co jak na to studio, to już sukces; na pewno lepsza od dwójki. Nie wydam na to mojej krwawicy, ale z tego co widziałem, nie taki diabeł zły jak go malują, mogło być o wiele gorzej.
Gra zamiata inne klony GTA, głównie przez to, że to w końcu Azja, taką jaka powinna być. Brudna, chaotyczna, pełna kontrastów, i śmierdząca sajgonką z kilometra. Ból, że kontynuacja, jeśli te przesłanki coś mają z tym wspólnego, nie będzie prawdopodobnie tak skupiona na (bardzo dobrej zresztą) fabule, bo gra błyszczy pod tym względem. Niby nic odkrywczego, tajny agent w gangu, oklepany temat. Ale Śpiące psy robią to dobrze, po 4 latach nadal mam dobre wspomnienia z tym tematem. Model jazdy dało się przeżyć, w porównaniu do Watch Dogs to całkiem zjadliwy temat. Błyszczy klimat, mechanika, triada (w porównaniu do GTA bardzo fajnie przedstawiona), sam Hong Kong, poznawanie lachonów, ogólny odbiór. U antyfana Azji, szczególnie do kultu Japonii i Korei, gra wzbudza pozytywne emocje, to już jakiś znak.
Gra wciąga jak cholera, za drugim podejściem nawet lepiej się w to gra. Tradycyjny Max Payne, i to co w nim najlepsze, ciężki klimat i efektowne akcje. Swoją drogą, gra dość zubożona poziomem trudności, grając na trudnym, bez odblokowanych dodatkowych stopni, wyzwanie jest dosyć nikłe, w porównaniu do chociażby części pierwszej, szczególnie finału. Wiele osób narzeka na zmianę miejscówki, ale Brazylia nawet lepiej się sprawdza w grze o gangach niż Nowy Jork, przypomina się Miasto Boga, mimo, że to Sao Paulo, a nie Rio. Można się przypierdalać, że gra trochę szaleje z ilością akcji, bo Max robi za absolutnego Terminatora już na początku, ale przecież o to chodzi. Dziewiątka, bo gra jest niestety na tradycyjnej trudności zbyt łatwa (delikatne masło maślane), bo przechodzi się to jak za dotknięciem różdżki, ale to dla małej krytyki dla uciechy. Na dyszkę Payne nie zasłużył.
Gra ma strasznie tandetny HUD, jak i stylistykę, odstrasza mnie coś takiego. Wygląda jak z taniej gry na komórkę, patologia. Sama mechanika bez zastrzeżeń, ale i bez szału, jakoś to tam działa. Nie chce mi się wierzyć, że goście odpowiedzialni za świetne klimatycznie Dishonored, wypuszczają babola z takim kiczem na ekranie; mam swoje demony, ale przez taką głupotę raczej poczekam na pierwsze recenzje. Nie umywa się do Preya z 2006, i żal pozostaje, że usunęli wcześniejszy projekt, ale się okaże.
Zajebista opcja, zdecydowanie wyższa liga straszenia. Jak utrzymają tendencję z niemożliwością ubicia Obcego, to preorder murowany.
Jeśli kampania będzie podzielona, to gra podejdzie pod remake każdego innego staroszkolnego Coda, także z II wojny. Co z tego, że jest to 2 wojna, jest grono ludzi ,którzy oczekiwali powrotu "tego samego", ale jest to DOKŁADNIE to samo, z ulepszonymi wizualiami, to na jaki chuj mamy oddawać peany w stronę Activision. Są hipokryci, jak zawsze, szczególnie snujący się po Asasynach, ale kto chciał takiego kotleta? Mało jest osób, które uważały kolejne części Coda za coś odkrywczego, ale na Boga. Zapowiada się gra identyczna do pierwszych części. I to identyczna w złym świetle, bo nie tylko mechanicznie, ale też fabularnie, DOKŁADNIE to samo. Nie ma gier AAA na podstawie wojny Koreańskiej, odważnych pokazujących okrucieństwo Niemców (poza Wolfensteinem, ale to alternatywna historia), nie ma innych frontów, historii cywili (czasem ruch oporu, ale tylko francuski). Nie jestem z jasnowidzów, którzy przekreślają grę na starcie, ale jeśli gra od razu po zapowiedzi operuje plakatami silnie nawiązującymi do Omaha beach, to nie wróżę niczego nowego. Z bogiem.
Ja rozumiem, że to Ameryka, i inne fronty chuja kogo obchodzą, ale bez żartów, Normandia? Serio? Po plakacie sądząc to wręcz główny chwyt, no jo cię pierdolejszyn. Jakież to nowinki Sledgehammer nam serwuje, hmhm czyżby lądowanie, bunkierki, kościółeczki i wielkie normandzkie żywopłoty, gnojowicą pachnące? Nie ukrywam, chciałem przełamania w Codzie, ale no kurwa, ileż można to przerabiać. I tu nie chodzi o Polskę, czy kampanię wrześniową, bo to walka z wiatrakami. 6 lat wojny, do tego największej w historii, wojny ŚWIATOWEJ, miliony żołnierzy, plama XX wieku. Co dostajemy za każdym razem? Rajd na Berlin, Normandia, przy odrobinie szczęścia, gdzieś tam o Pacyfiku napomkną. I dzielni Amerykanie ratujący Europę, tego nie może zabraknąć. I paru ruskich, może nawet uda się im umieścić powiewający czerwony sztandar na Reichstagu. Ale gra się kończy, i nikogo to nie obchodzi. Pierwszy Cod, który mnie totalnie nie interesuje. Czemu? Bo mimo głupot jakie nam serwowali ostatnio, grę ratowało multi. Świetne, i nie da się temu zaprzeczyć. Czemu świetne? Bo szybkie i zręcznościowe. I takie się wykreowało od czasów MW. Jakoś ciemno mi się maluje multi z 2 wojną, z kolorowymi MP44, Thompsonami, czy Garandami. Murica rulez.
Albo się kocha, albo się nienawidzi. Do kultowego 1.6 i tak nie ma podjazdu. Wylęgarnia prawdopodobnie najgorszego ścieku dzieciarni eva; EVA. Więcej nie trzeba dodawać, Valve kładzie żur na to co się odpierdala, jak zielone przyleciały.
Obrzydliwość =/= strach, Outlast jest cholernie przewidywalny. Też czekam na Outlasta, ale fanem nie jestem. Horrorów jest na tyle mało, że każdy jest dla mnie MH.
Też fanem Outlasta nie jestem, ale w końcu jego sukces może bardziej spopularyzować horrory, które rzadko są na przyzwoitym poziomie. Zresztą bądźmy szczerzy, najpopularniejsze horrory zarówno filmowe jak i gry, to horrory polegające na jumpscare'ach. Mało kto docenia choćby Lovecrafta, czy horrory operujące dźwiękiem czy pracą kamery. Dlatego takie shity jak Slenderman, FNAF lub Jeff the killer osiągnęły popularność, bo są prymitywne do bólu.
Pewnie, nie mówię, że są postaci stricte casualowe, bo Symmetra czy Łaska to nadal bardzo dobre postaci, i często nimi gram. Paradoksalnie w najniższych dywizjach popularne są głównie postaci atakujące. Być może niedokładnie się wyraziłem. Miałem na myśli bardziej to, że jest grupa postaci, którymi (nawet z powodzeniem) można grać, nie ruszając się z miejsca, co jest absurdem. Ile to razy zagranie meczu dostaje Torb, napieprzający młotem po ścianie, na włączonym ulcie, lub Łaska kisząca ulta tylko na zagranie meczu. To przyciąga więcej casuali, a sama postać taka nie jest. A dobra statystyka Bastionem, Trollbjornem czy Łaską (nie dostaje dużo punktów, ale działa na każdej mapie) przenosi graczy trollujących, casualowych, mainujących co łatwiejsze postaci, na w założeniu poziom wyższy od średniej. Co powoduje frustrację, gdy nie idzie się dogadać z *pro* mainem, trollem czy kimkolwiek innym, idącym po najniższej linii oporu, żeby się zabawić. Nie jestem akurat zdania, że Harambe to postać wyjątkowo przydatna, bo jest to jedna z postaci kłujących, duża mobilność, słaby dmg (porównywalny do Sombry), i niknie przy o wiele bardziej przydatnych tankach, jak Rein czy Wieprz. Jest to w założeniu kontra na Genjiego, ale tylko dlatego, że stosuje nieodbijalny atak. W praktyce dużo lepiej sprawdza się Zaria, dlatego Winston to właśnie jedna z najmniej przydatnych postaci, jakby nie patrzeć. Nie wspominam o absurdalnej polityce Blizza, który zamiast wyrównać poziom postaci słabszych do lepszych, osłabia postaci idealne do poziomu gorszego. Dlatego meta to postaci, którym się nie dostało (a w założeniu każda postać powinna być wykorzystywana na równym poziomie, zależnie oczywiście od mapy i drużyny przeciwnej, bo główną zaletą na papierze, miał być system kontr).
Niezła gra, fatalne community. Toksyczność zdarza się, ale procent osób nie mających pojęcia how to play jest ogromny. Gram w masterze, a można odnieść wrażenie, że ludzie przeskoczyli tu z brązu. Pełno trolli, dzieciarni, boostowanych noobków, i tak dalej. Granie solo to udręka, przynajmniej 3-4 znajomych w drużynie, niewyobrażalne jest to, że na poziomie, który w założeniach ma być powyżej średniej, znikomy procent używa voice chatu, a czasem nawet ciężko dogadać się na zwykłym czacie. Gra jest niestety casualowa, a co za tym idzie, przyciąga niedzielnych graczy. W założeniu, takie osoby, grające for fun, powinny być nie wyżej niż silver-gold. W rzeczywistości (szczególnie przez to, że są tu postaci niewymagające dobrego movementu czy celności) tacy gracze dochodzą o wiele wyżej, a jeśli ich main (zazwyczaj jest to Łaska) zostanie zajęty, jest koniec gry. Idiotyczne picki (Symmetra w ataku, Torbjorn na KOTH..) i inne sytuacje. Tak czy inaczej, czysto gameplayowo, jest to nic innego jak kolejny hero deathmatch, gra nie wyróżnia się ani ciekawą stylistyką, ani odmiennym gameplayem, ani nawet tym, czym się reklamuje, czyli kontra za kontrę, w praktyce jest to daleko od ideału, a wiele postaci jest bezużytecznych.
@zielo_
Bo gry japońskie, szczególnie w takiej stylistyce, nie są u nas popularne. Jaki sens jest robić oficjalne spolszczenie dla paru osób na krzyż, które się w Polsce interesują takimi grami.
I był fatalnie zrobiony? Większość o ile nie wszystkie dubbingi w grach, poza oczywiście grami polskimi, i nielicznymi wyjątkami psują cały gameplay, także.. Chyba, że podobają ci się teksty typu: mam kulę z twoim imieniem, albo ugryzę cię w dupę, peace
Niestety Mongolię już zdążyli zapodać w China. A Afganistan czy inny Pakistan w India.
Ja czekam na ME, Snipera- może coś uda się zrobić z tej crapserii?, Wildlands, Outlasta i RE - horrorów nigdy za mało, Asasyna- duże nadzieje w Ubi no i oczywiście na RDR. Chyba tyle, mało ciekawych premier w tym roku, chyba gorzej niż 2016.
Gra jest zajebiście zacofana technologicznie, gdyby to był 2011.. ale nie jest. Tylko dlatego, że gra jest pseudo filozoficzna, i wszyscy srają pod siebie, że wychodzi zacofany tytuł ze szczurem i bachorem, nie wysuwam takiego tworu na piedestał; robienie się w chuja przez producenta, że daje nam gówno w encyklopedii jakoś mnie nie bawi. Adios compadre
Ta, po 20 wychodzi.. nie było w tym roku, czyli przerwa od Asasyna to conajmniej 2 lata, daj im kurwa szansę
Taaa, nikt juz nie pamieta BF3 :') Gadanie o wyzszosci starszych gier, to zwykla ignorancja. Daikatana tez jest swietna gra? Bo jest stara?
tosiekkeisot
Przecież ten asasyn jest w produkcji przynajmniej od wyjścia Black Flaga...Dalej sie zgadzam
Ktoś wgl na to czeka? Kiedyś COD miał jakiś hype na e3 czy innych eventach a teraz jakoś cicho było wokół niego, zresztą nie ma się co dziwić
Londyn nie jak po rewolucji przemysłowej tylko rewolucji gejów. Zero klimatu, który uwielbiam i to jeszcze kopia gameplayu poprzednich części...Kupię z zasady chyba tylko