Na pewno główny bohater z Sunset Overdrive! Skoro zorganizował kozacki koncert rockowy dla chorego dzieciaka i specjalizuje się w spełnianiu marzeń, jestem pewny że obskoczyłby wszystkie dzieciaki w jeden dzień. Umie grindować trampkami po liniach, odbijać się od wszystkiego, słowem: szybko przemieszczać się jak nikt inny. ??
Duchowy spadkobierca pierwszego Undergrounda. Fajny system progresji pod reputację, cieszy też fakt, że śmiało można pozostać przy swoim ulubionym samochodzie i stopniowo go ulepszać bez konieczności kupowania high-endowych pojazdów. Całkiem nieźle zrealizowano fabułę - wstawki filmowe nadają klimatu, postaci nie są rysunkami z kartki papieru, coś między nimi się dzieje. Muzyka w porządku, sporo nocnej, ciężkiej elektroniki, czasem trafi się gitara albo rap. Policja trochę na doczepkę, pościgi są mierne, ani razu nie czułem zagrożenia z ich strony. Model jazdy lekko driftowy, satysfakcjonuje.
Nigdy nie sądziłem, że dam dychę rogalikowi. Przez pierwsze pół godziny miałem sporo flashbacków z Bastionu od którego się odbiłem, potem było już tylko lepiej. Szukam w głowie haków na tę produkcję i nic do mnie nie trafia: gameplay niesamowicie wciągający (jeszcze jedna ucieczka!), styl graficzny zachwycający, poziom aktorstwa wyborny, genialna muzyka, historia (i tło mitologiczne) doskonale splata się z rozgrywką, każdy jeden detal sprawia wrażenie przemyślanego i dopasowanego do całości. Czapki z głów.
Podpisuję się rękami i nogami pod tym tekstem, Arkane to moje ulubione studia. Po ukończeniu pierwszego Dishonored leciałem do sklepu na premierę każdej z ich gier i nigdy się nie sparzyłem. Robią doskonałe rzeczy, niestety kochane jedynie przez doświadczonych graczy i branżę.
BTW: fajnie że wspomniałeś o rezydencji Jindosha, dla mnie jednak niedoścignionym wzorem jest etap z A Crack In The Slab. Pomysł (i wykonanie!) z dwoma równoległymi liniami czasowymi tej samej lokacji jest doskonały.
Dokładnie tak samo uważam. Aż spojrzałem, czy nie ja napisałem ten komentarz. Prey minimalnie nad NC u mnie.
Shadow Tactics jest świetna przecież. Nie dlatego, że wygrałem ją parę lat temu na GRYOffline, tylko serio sprawia dużo frajdy. Muzyka jest niesamowita, postacie różnorodne, biorące udział w ciekawym wątku. Polecam zagrać z japońskim dźwiękiem, dobry klimat. :)
Podczas grania w zamkniętą betę miałem takie samo zdanie na temat tej gry jak recenzent. Niestety im dalej w las, tym coraz gorzej. Najgorzej jest z designem map: stoją co najmniej o półtorej półki niżej niż te z CSa. Grając w Valoranta, zamiast walczyć z przeciwnikiem, walczy się z mapą (zwłaszcza tą 3-site'ową) i ogarnięciem umiejętności postaci. Od razu mówię, niektóre są bezużyteczne. U Brimstone'a Nadajnik Stymulujący nie przydał się ani razu, za to u Cyphera miałem mecze, w których ulta nie użyłem ani razu, bo nie było okazji.
Zestaw broni także pozostawia trochę do życzenia: mam wrażenie, że niektórymi pukawkami nie da się fragować, choćby nie wiem jak się starać. W CSie coś takiego jest nie do pomyślenia, średniowprawny gracz da radę zabić Dual Berettami, Novą czy Bisonem.
Kilka zmian dodaje świeżości grze, niestety giną one w gąszczu ważniejszych elementów. Nieco zmarnowany potencjał moim zdaniem.
"Nie ma chyba na świecie osoby, która nie klęłaby na wspomnienie lokacji z Drzewem Ginso, dlatego pragnę wszystkich uspokoić – podobnie wyśrubowanego poziomu trudności w kontynuacji nie stwierdziłem."
Szkoda. Liczyłem że wraz ze stylem gameplayu poziom trudności również podąży w stronę Hollow Knighta. Ginso było frustrujące, zwłaszcza gdy ktoś jak ja przechodził Ori And The Blind Forest na starym laptopie, gdzie dana sekwencja działała w 15-20 fpsach. ??
Ale za to ile satysfakcji było!
Po lekturze zapowiedzi to brzmi jak spełnienie snu: dopiero co ukończyłem Hollow Knighta i w mojej głowie odbyła się zażarta walka nad tym, która gra platformer/metroidvania jest lepsza, aż tu nagle wjeżdża wyczekiwany Will of the Wisps i okazuje się być mieszanką tych dwóch. <oblizuje się>
"Pamiętamy, że debiut Wiedźmina na małym ekranie nie uniknął kilku błędów."
Debiut? No chyba nie.
Wszystko byłoby fajnie, gdybym mógł zmienić wystawioną już ocenę grze z 8,5 na 9,5, ponieważ jest arcydziełem i w lepszą platformówkę nie grałem.
Miałem duże oczekiwania względem tej gry po recenzji na GoLu, dodawszy do tego moje miłe wspomnienia z XCOMami. Niestety Mutant Year Zero: RtE leży co najmniej klasę niżej od wspomnianej gry. Wysoki poziom trudności sam w sobie powinien być zaletą, lecz mieszając go z modelem rozgrywki sprawia problemy. Mam wrażenie, że gra to festiwal partyzantki, przez co w większości jest ślamazarna. Nie warto rozpoczynać otwartej walki z wrogami, dopóki po cichu nie wyeliminujesz ich do liczby mniej więcej 3 w danym obszarze (tylko ile liczy twoja drużyna). Ale jest ciekawy, ładny świat i niezła fabuła.
Wygrałem egzemplarz na GryOffline, dlatego mam sentyment do tej gry choćby z tego powodu. Poza tym gra jest naprawdę wciągająca, ale nie wybacza błędów, uczy cierpliwości. Najprościej mówiąc: komandosi w czasach feudalnej Japonii, co nie każdemu musi odpowiadać. Shadow Tactics jest grą niezwykle urokliwą, twórcy stworzyli przepiękne, różnorodne i charakterystyczne lokacje, które przemierzamy w różnych warunkach: czasem jest to złota jesień, czasem noc, a czasem zdradliwa zima z sypiącym się z nieba śniegiem. Warstwa muzyczna również nie odstaje: niektóre motywy zapadają w pamięć.
Co zaskoczyło mnie najbardziej (poza udanym gameplayem), to postacie i fabuła. Piątka śmiałków którą kierujemy, odróżnia się od siebie stanowczo. Każda z nich dysponuje kilkoma innymi umiejętnościami, posiada inne zdolności związane ze wspinaniem się oraz przenoszeniem ciał. Detale takie jak te układają nam rozgrywkę. Co więcej, za każdą postacią którą gramy stoi inna historia. Mają one swoje motywy i cele, a ich losy się ze sobą splatają i na odwrót.
Warto zagrać!
Ta gra to niesamowicie zmarnowany potencjał. Przenosisz się w lata '80(!) do Paryża(!) zarządzanego przez hitlerowców(!), a w zamian dostajesz taką nudną, śmierdzącą kupę. Nie wiem co sobie wyobrażali panowie z MachineGames/Arkane/Bethesdy, że obrali taki kierunek. Szkoda strzępić ryja, mógłbym dać wykład na temat, co w tej grze spierd..ono. Ani dobry shooter, ani dobry RPG. Bezpłciowy szajs, w przeciwieństwie do poprzednich Wolfensteinów.
Rewelacja. Smakowite pixelartowe szachy z bardzo dużą dozą regrywalności, niezwykle przyjemnym soundtrackiem. Łatwe zasady, ale trudna rozgrywka, czasem trzeba spędzić kilka minut nad jedną turą, by nie przegrać. Za to jaka satysfakcja nadchodzi, kiedy zoptymalizujesz swoje ruchy i przeszkodzisz robalom! Od czasu XCOM2 nie grałem w nic, co przyssałoby mnie aż tak bardzo.
"Aj, zagram sobie jedną planszę" - wielokrotnie pomyślałem. I co? Jedna, druga, potem wyspa, następna wyspa... W rezultacie zamiast siedzieć pół godziny przy Into The Breach, rozgrywka przeciągała mi się do kilku godzin.
Wyborny tytuł!
Nie grałem w żadną przygodówkę od czasu Machinarium i Samorost 3, dlatego podchodziłem z dystansem do TSIOQUE. Wciąga od pierwszego momentu, wdzięczy się ładnymi rysunkami i animacjami, humor i efekt "wow" przychodzą co chwilę. Do tego bardzo klimatyczna muzyka. Zagadki zazwyczaj logiczne (chociaż czasem wydawało mi się, że podpowiedzi i schematów jest więcej niż to wymagane), natomiast jedyne zastrzeżenie mam do zbyt małych "pól" interakcji. Długo błądziłem, zanim w ogóle zdecydowałem się na kliknięcie okna/parapetu w strażnicy czy kosza na śmieci w pracowni. Ale to drobne minusy. Polecam!
Wszystko super, tylko
spoiler start
nie ten paranormalny wątek. W Metro zawsze mnie najbardziej pociągała strona socjologiczna po apokalipsie, kwestia powrotu do plemiennych wojen na maczugi i kamienie, a tu pół gry jest gonitwą za jedną postacią, nagle potem główny bohater odkrywa, że jest jedyny w swoim rodzaju...
spoiler stop
Niemniej, grało mi się bardzo przyjemnie. Klimat robi robotę, a widok pewnych charakterystycznych moskiewskich budowli stojących bez życia zapada w pamięć. Soczyste strzelanie, urocze pukawki do wyboru, zwiedzanie kolejnych stacji, drobne wybory moralne... Polecam.
Czy naprawdę warto na 9 miesięcy przed premierą wrzucać taki artykuł? Wiadomo, że jeszcze muszą grę zoptymalizować na koniec, skoro ma działać na obecnych konsolach. Dlatego żadne 12k (ten tytuł też moglibyście sobie darować), a najwyżej kilka.
Trochę zbyt liniowa rozgrywka, mimo to dobrze było odbyć podróż po stacjach moskiewskiego metra niczym w rewelacyjnej książce Głuchowskiego. Na plus fajne, realistyczne pukawki z opcją ulepszania, gęsty klimat zaszczucia oraz zagrożenia, kilka elementów surwiwalowych. Na minus "chore jazdy", elementy paranormalne (wiem, w książce odgrywały pożyteczną rolę, tu niekoniecznie), czasem uciążliwa walka z potworkami. O wiele przyjemniej walczy się w grze przeciwko ludziom. Ten sam typ mutanta czasem ginie po 1 strzale ze strzelby, czasem po 3. Dodam, że niektóre typy broni okazują się niekoniecznie przydatne: całą grę przeszedłem przy użyciu rewolweru, kałacha i strzelby, z czasem je ulepszając.
7,5 ode mnie.
Metroidvania w stylu Spelunky/Supaplex, a jeden utwór muzyczny zaczyna się jak Tristram z Diablo. :)
Prześliczna grafika, udźwiękowienie spoko, znajdźki, mechanika to cykliczne kopanie w dół -> zbieranie rud i klejnotów by wymienić za monety -> kupno lepszego ekwipunku w celu dalszego kopania w dół. Wciąga, 15 godzin zleciało szybko, a było trochę backtrackingu (97% sekretów zdobyłem).
To ja może zacznę od minusów. MOGĄ BYĆ SPOILERY!
spoiler start
Widowiskowość i pomysłowość walk mija z czasem - druga tura w hotelu nie jest już tak fantazyjna. Brakowało mi wykorzystania autoshotgunów w jakiejś fajnej choreografii. Po motywie bojowych psów i początku bitwy w Continentalu jesteśmy świadkami jedynie racjonowaniem śrutu i strzelaniem po kolei w każdego kolejnego antagonistę.
Czasem gun-fu w przeciwieństwie do poprzednich części wytraca wartość skutecznej walki na śmierć i życie. Odniosłem wrażenie, że pod koniec filmu przeciwnicy Johna mieli już go w garści i mogli niejednokrotnie zadać kończący cios, jednak wprowadzone zostało niepotrzebne zawahanie.
Największym zarzutem moim zdaniem jest postać "judicator". Taka trochę emo-cizia z telefonem i żetonem, bez głębi, bez ekspozycji grozy The High Table. O wiele bardziej podobała mi się w dwójce Ares, migająca asasynka. No i Santino D'Antonio. Widziałbym w tej roli jakąś bardziej znaną twarz plus ciut podkręcony scenariusz pod tę akurat postać.
Jeszcze delikatny niesmak pozostał mi po końcowym upadku Johna z wysokości. Nasz heros z krwi, kości i zemsty winien zostawić na chodniku placek złożony ze swoich tkanek po szybowaniu z kilkudziesięciu metrów.
spoiler stop
Ale nie bierzcie do siebie moich zarzutów. To jakiś drobny procent całości tego świetnego dzieła ociekającego krwawą brutalnością, fenomenalną oprawą wizualną i świetną walką. Cieszy dalszy rozwój uniwersum, lepszy, one-liner'owy humor (He shot my dog. <pauza> I get it. :D ), murzynek konsjerż w boju, Morfeusz z jajami i ogólnie wszystko. Soczysta mordobicio-strzelanina duchowo z ery VHS, ale odwalona w najbardziej eleganckie, współczesne ciuszki. Najlepiej wydane 3 dychy przeze mnie od dawna!
Nie korzystam z pre-orderów. Zamiast tego wnikliwie czytam recenzje, opinie tuż po premierze i dopiero wtedy decyduję się na kupno lub poczekanie na przeceny (i ewentualnie patche, bo np. taki Dishonored 2 po premierze jakością optymalizacji zawiódł). Jedyny wyjątek zrobiłem gdzieś z tydzień temu: zamówiłem przedpremierowo nowego Wolfensteina, ale to głównie ze względu na fajną edycję. Bo gra i tak będzie dobra.
Czy da się jakoś włączyć polskie napisy do scenek w nowym Deusie? Niby zrozumiem z 80% tego tekstu, ale jednak nie po to czekałem tyle czasu na kontynuację jednej z moich ulubionych serii gier, żeby teraz nie "poczuć" jej całkowicie...
Bardzo dobre zestawienie. Mieszczą się w nim wszystkie soundtracki z gier z tego roku, które doceniam. Rzecz jasna Wiedźmin pozamiatał (razem z dodatkiem), od czasu premiery ta muzyka towarzyszy mi prawie cały czas. Nawet wczoraj wracając do Krakowa pociągiem jechałem ze słowiańskimi rytmami. Następnie Ori and The Blind Forest - najwyższy stopień zespolenia ścieżki dźwiękowej z grą. Przez całą grę muzyka podkreśla to, co się widzi na ekranie, ani razu nie odpływa "gdzieś w dal". Użyłeś dobrego stwierdzenia z tym wzruszeniem - wystarczy tylko wejść w ekran tytułowy tej gry, zobaczyć ją i usłyszeć, a ciary gwarantowane. Cieszy mnie, że nie zapomniałeś o indykach, bo warstwy muzyczne Undertale, drugiego Hotline Miami i Necrodancera powalają.
Tak na boku chcę też przypomnieć o fajnym zestawieniu 100 najlepszych soundtracków z gier, które to wrzuciliście w tym roku. Dzięki temu mogłem poznać kawał dobrej muzyki, m.in. z Neverhood czy Mirror's Edge, które ograłem w tym roku.
Słucham bardzo dużo muzyki z gier i z wieloma wyborami się zgadzam : Skyrim, Deus Exy, Wiedźminy, Assassiny, Diablo, Gothiki, Heroesy, Mass Effecty, Machinarium, Mirrors' Edge, Morrowind, Torment, Baldur's Gate'y znaleźć się musiały.
Ale że nie ma żadnego Bioshocka to wstyd. Brakuje mi Ethana Cartera, Fallouta i np. Hotline Miami.
Treść, którą wyciągnąłem z tego materiału to: "takie średnie czy nawet słabe gierki którą polaczki kochają, a prawdziwi ZACHODNI gracze mają najlepsze zdanie o grach i wszystko wiedzą najlepiej".
Nie mogę zaprzeczyć, że do wielu gier sprzed lat ma się sentyment i nie zwraca się uwagi na ich liczne błędy. Jak słusznie panowie zauważyli, te 15 lat temu rynek gier w Polsce wyglądał inaczej. Dopiero zaczęto wydawać gry po niższej cenie i na dodatek je polonizować w pełni. To na pewno przyczyniło się do wielkiej popularności gier, o których mówicie. Nie mogę się natomiast zgodzić, że te gry są słabe. Sam darzę wielką sympatią Original War czy Gothika (mimo iż w tego ostatniego zagrałem dopiero w 2007 roku). Wkurza mnie tylko to, że mówi się np. o OWarze w stylu "na zachodzie gra spotkała się z chłodnym przyjęciem, dlatego jest słaba". Ta gra nie jest odgrzewanym kotletem, ma świetną fabułę i klimat, a dużym jej plusem jest właśnie również świetna polonizacja. Do tego wprowadził nieco usprawnień w gatunku, że tylko wspomnę o elementach RPG i ograniczonych zasobach (zwłaszcza ludzkich). Nie przypominam sobie strategii w podobnym stylu (może trochę jednak C&C ma coś wspólnego) i w którą dałoby się chętnie grać po latach. A, właśnie: w pewnym stopniu miarą jakości gry jest to, czy da się w nią grać dziś. Zawsze chętnie wracam do Original War, Gothika, Gorky 17, Majesty, Airline Tycoon, nawet Jazza Jackrabbit. Istnieją natomiast gry z tamtego okresu, w które nie mam chęci grać i to raczej je bym uznał za średniaki. Dobra fabuła i klimat się nie starzeją, a tych czynników nie brakuje w grach, które wymieniłem. Wasz kochany zachód wyprodukował te 15 lat temu również masę gniotu, ale tego nikt nie jest w stanie zauważyć. Tak samo dziś, kiedy Assassiny, CoDy i FIFY wyjeżdżają co roku na taśmach, często niedopracowane.
Zrobiliście ten materiał tylko dla prowokacji i tyle.
Wybrałem okładkę pierwszą, gdyż zdecydowanie bardziej pasuje do mistycznego klimatu prezentowanego w grze. Pasmo górskie Ural kojarzy mi się z tajemnicą, niezbadanymi dobrze terenami Rosji, dziwnymi zdarzeniami w tym kraju (obok zdarzenia na górze Chołatczachl jest przecież katastrofa tunguska). Na okładce 1 widać czaszkę osobliwego stwora, drzewa z jego skroni, rozbłyski i dziwne znaki pośród szarości, co idealnie podkreśla aurę tej gry.