Jedyne, co mi zgrzyta w fabułę tej gry to motyw z postarzeniem Comstocka wytłumaczony wielokrotnym przechodzeniem z jednego świata równoległego do drugiego. Uważam, że zrobiono tak jedynie dlatego, aby gracz nie mógł domyślić się, że prowadzona przez niego postać jest tą samą osobą. Robert i Rosalind Lutece z pewnością przechodzili przez wyrwy dużo częściej niż Comstock, a nie widać, aby miało to wpływ na ich wygląd. Nasz bohater również przechodzi wielokrotnie przez wyrwy, podobnie jak Elisabeth, i ani trochę go to nie postarza, nie mówiąc już o wywołaniu u niego raka. Ta jedna rzecz jest naciągana, reszta bardzo fajna i ciekawa. Jestem wielkim fanem teorii wielu światów i jarałem się mocno grając w tę grę, bo chyba nie ma drugiej, która by opierała się na tej teorii.