Niestety żyjemy w takich czasach, że przewegetowanie życia... jest kurcze normą. Ale co z tego, że jest przyjemnie (a przynajmniej tak sobie wmawiasz), wygodnie (kwestia sporna), jak przyjdą starsze lata... i jedyne co będzie można wspominać to 46 poziom w Lineage czy kampania w Heroesach na poziomie niemożliwym. Fajne osiągnięcia, ale ile w tym RZECZYWISTEGO życia? Ja też kiedyś przesiadywałam tonę czasu przed monitorem, jeszcze więcej przed tv... i nagle obudziłam się z ręką w nocniku, zdając sobie sprawę, że sama sobie to zgotowałam ignorując znajomych i ich wszystkie zaproszenia, nie mając życiowego partnera ani nawet głupiego zainteresowania (chociaż obecna presja społeczeństwa, żeby MIEĆ PASJĘ też jest chora)... Taki zimny kubeł wody na głowę był błogosławieństwem, bo w końcu skończyłam z serialami, szperaniem w ciemnych stronach internetów i wyszłam do ludzi.