Co mnie najbardziej zawiodło w tej grze to płytkość. To jak przedstawili Abby to tragedia, mogli pokazać jak ta postać się przeistacza ze zwykłej dziewczynki w napakowaną maszynę do zabijania, jak nienawiść ją pochłania i na tym się skupić. Wtedy może miałbym do niej choć trochę sympatii. Dostaliśmy natomiast dwie sceny Abby i jej ojca i te dwie sceny miały zrównoważyć całą historię Ellie i Joela z 1szej części? W ogóle płytkość tam bije po oczach Owen, Jesse, Yara, Lev po co tyle płytkich postaci? Chyba za dużo chcieli na raz... Wygląda to trochę tak jakby planowali 90godz a w ostatniej chwili postanowili skrócić do 30godz... A zakończenie to facepalm na całego. Tak jak ktoś napisał wcześniej Ellie zabija dziesiątki jak nie setki ludzi bez mrugnięcia okiem a na koniec Joel gra na gitarze i nagłe oświecenie? Tragedia. Gdyby wrzucili jakieś cut scenki co się dzieje w głowie Ellie jak topie Abby np. jak sobie wyobraża że po śmierci Abby, Lev rusza by ją zabić a potem JJ rusza by zabić Leva i się opamiętuje żeby wyjść z tego kręgu, to jeszcze bym zdzierżył, ale Joel gra na gitarze i to wszystko? Dramat