Dawno dawno temu gdy gry komputerowe były rarytasem wpadły mi w ręce dwie gry The Neverhood i Abe`s Odysee. W jednej plastelinowa pokraka rozwiązywała zagadki, w drugiej zielony stworek łaził w podziemiach uwalniając innych zielonych dziadów, którzy się sami uratować nie mogli. Zarówno pokraka jak i stwór były absolutnie cudowne. Teraz mają miano kultowych ale wtedy były dla mnie największym wyzwaniem z kulturą nie mającym nic wspólnego. Ponieważ mój ówczesny komputer nie pauzował ani nie akceptował komendy save, trzeba było grać do śmierci mojej albo któregoś z bohaterów. Dłuższa przerwa w aktywności powodowała, że wszystko się wysypywało i trzeba było zaczynać od nowa. Było zatem sikanie w biegu, ograniczenie picia żeby nie sikać w biegu, minimalna ilość jedzenia żeby ... sami wiecie co (w biegu tego nie da się zrobić) pełna popielniczka, bo nerwy były nieziemskie. Plastelinowy został pokonany, niestety Abe po 2 dniach grania pokonał mnie – wystarczyło pół godziny snu i wszystkie poziomy legły w gruzach. Tym samym sinoniebieski Abe`s jest cały czas na liście rzeczy zrobienia przed śmiercią. Jest remake więc – GRAŁABYM.