1 mają 1791
Zostałem wysłany przez zakon po to aby udaremnić próbę uchwalenia konstytucji rzeczypospolitej. Jestem całkiem blisko celu. Spotkałem tutaj templariusza który został wysłany aby mi pomóc, jednak nie ufam mu całkowicie. Nasz plan był bardzo prosty, zabić Poniatowskiego, wywołać chaos i ulotnić się. Brakowało nam tylko jednej rzeczy. Broni. Nazajutrz z rana mieliśmy spotkać się z kontaktem który dostarczy nam ukryte ostrze, zmyślna broń wymyślona przez naszych największych wrogów. Asasynów. Ponoć według tego co zostało mi przekazane też mają się tu pojawić, prawdopodobnie będą chcieli nam przeszkodzić więc muszę mieć się na baczności. Jest już późno sądzę że około 22, a mój pomocnik dalej nie wrócił. Wysłałem go aby popytał ludzi czy coś wiedzą na temat terminu ustalenia konstytucji. Jak na razie idę spać, nazajutrz porozmawiam z Pawłem.
2 mają 1791
Wstałem skoro świt, zbudziłem Pawła i razem udaliśmy się na spotkanie. Przebiegło szybko i bez komplikacji. Ostrze wydawało się sprawne, jednak po sprawdzeniu okazało się że trzeba ów przedmiot naoliwić. Zleciłem to Pawłowi, który szybko się z tym uwiną. Zamach mieliśmy zamiar przeprowadzić jutro. Plan był prosty, ja zabijam Poniatowskiego a muj pomocnik podkłada i detonuje dynamit.
Atmosfera robiła się coraz gęstsza ludzie niecierpliwili się, co mogłoby nam pomóc więc wysłałem Pawła aby ten jeszcze bardziej podburzył ludność. Ja w tym czasie postanowiłem jeszcze raz przejżeć nasz plan. Znaleźć ewentualne niedopatrzenia itp.
Paweł gdy wrócił powiedział że ponoć jutro ma się odbyć zgromadzenie na którym uchwalona zostanie konstytucją. Sprawdziłem czy wszystko gotowe aby nie zrujnować planu który nasz zakon planował już od tak dawna. Czuję wielką ekscytację naprzemnian ze zdenerwowaniem. Czy podołam wyzwaniu, czy nie zawiodę zakonu a może okryję go chańbą. Wszystko okaże się jutro.
10 mają 1791
Jaki ja byłem naiwny i nieostrożny. 3 maja udaliśmy się na zgromadzenie aby wykonać zadanie. Po powtórzeniu planu rozdzieliliśmy się z Pawłem i udałem się na miejsce. Miałem z niego blisko do króla. Gdy ten zaczął mówić o konstytucji zrobił się koło niego spory tłum. Uznałem to za doskonałą okazję do ataku. Przepychają się przez tłum wysunąłem ostrze aby zrobić to szybko. I gdy byłem w odległości około 3 kroków od celu ktoś chwycił mnie za usta i poczułem jak ostrze wchodzi między żebra. Zanim straciłem przytomność usłyszałem słowa które brzmiały jakoś tak " Requiescat impache". Ocknąłem się w jakimś domu a koło łurzka na którym leżałem na krześle siedziała młoda kobieta. Wytłumaczyła mi że znalazła mnie na ulicy ledwo żywego. Powiedziała mi że mam ranę kłutą na plecach, widać w tym zamieszaniu ktoś popchną Pawła i nie trafił w ważne narządy, tak Paweł oszukiwał mnie cały ten czas. Mogłem się już domyśleć gdy tak łatwo poradził sobie z mechanizmem ukrytego ostrza. Okazało się też że ten przeklęty asasyn tak je uszkodził że więcej nie zadziała. Anna, bo tak miała na imię kobieta która mnie uratowała, powiedziała że za dzień lub dwa wypuści mnie. Zastanawiam się co ze mną wtedy będzie, nie mam krewnych, do zakonu lepiej nie wracać. Co ja biedny mam ze sobą uczynić, ja Aleksjej Glchowicz człowiek który dał się oszukać i zniszczył plan wielkiego zakonu Templariuszy?
1 mają 1791
Zostałem wysłany przez zakon po to aby udaremnić próbę uchwalenia konstytucji rzeczypospolitej. Jestem całkiem blisko celu. Spotkałem tutaj templariusza który został wysłany aby mi pomóc, jednak nie ufam mu całkowicie. Nasz plan był bardzo prosty, zabić Poniatowskiego, wywołać chaos i ulotnić się. Brakowało nam tylko jednej rzeczy. Broni. Nazajutrz z rana mieliśmy spotkać się z kontaktem który dostarczy nam ukryte ostrze, zmyślna broń wymyślona przez naszych największych wrogów. Asasynów. Ponoć według tego co zostało mi przekazane też mają się tu pojawić, prawdopodobnie będą chcieli nam przeszkodzić więc muszę mieć się na baczności. Jest już późno sądzę że około 22, a mój pomocnik dalej nie wrócił. Wysłałem go aby popytał ludzi czy coś wiedzą na temat terminu ustalenia konstytucji. Jak na razie idę spać, nazajutrz porozmawiam z Pawłem.
2 mają 1791
Wstałem skoro świt, zbudziłem Pawła i razem udaliśmy się na spotkanie. Przebiegło szybko i bez komplikacji. Ostrze wydawało się sprawne, jednak po sprawdzeniu okazało się że trzeba ów przedmiot naoliwić. Zleciłem to Pawłowi, który szybko się z tym uwiną. Zamach mieliśmy zamiar przeprowadzić jutro. Plan był prosty, ja zabijam Poniatowskiego a muj pomocnik podkłada i detonuje dynamit.
Atmosfera robiła się coraz gęstsza ludzie niecierpliwili się, co mogłoby nam pomóc więc wysłałem Pawła aby ten jeszcze bardziej podburzył ludność. Ja w tym czasie postanowiłem jeszcze raz przejżeć nasz plan. Znaleźć ewentualne niedopatrzenia itp.
Paweł gdy wrócił powiedział że ponoć jutro ma się odbyć zgromadzenie na którym uchwalona zostanie konstytucją. Sprawdziłem czy wszystko gotowe aby nie zrujnować planu który nasz zakon planował już od tak dawna. Czuję wielką ekscytację naprzemnian ze zdenerwowaniem. Czy podołam wyzwaniu, czy nie zawiodę zakonu a może okryję go chańbą. Wszystko okaże się jutro.
10 mają 1791
Jaki ja byłem naiwny i nieostrożny. 3 maja udaliśmy się na zgromadzenie aby wykonać zadanie. Po powtórzeniu planu rozdzieliliśmy się z Pawłem i udałem się na miejsce. Miałem z niego blisko do króla. Gdy ten zaczął mówić o konstytucji zrobił się koło niego spory tłum. Uznałem to za doskonałą okazję do ataku. Przepychają się przez tłum wysunąłem ostrze aby zrobić to szybko. I gdy byłem w odległości około 3 kroków od celu ktoś chwycił mnie za usta i poczułem jak ostrze wchodzi między żebra. Zanim straciłem przytomność usłyszałem słowa które brzmiały jakoś tak " Requiescat impache". Ocknąłem się w jakimś domu a koło łurzka na którym leżałem na krześle siedziała młoda kobieta. Wytłumaczyła mi że znalazła mnie na ulicy ledwo żywego. Powiedziała mi że mam ranę kłutą na plecach, widać w tym zamieszaniu ktoś popchną Pawła i nie trafił w warzne narządy, tak Paweł oszukiwał mnie cały ten czas. Mogłem się już domyśleć gdy tak łatwo poradził sobie z mechanizmem ukrytego ostrza. Okazało się też że ten przeklęty asasyn tak je uszkodził że więcej nie zadziała. Anna, bo tak miała na imię kobieta która mnie uratowała, powiedziała że za dzień lub dwa wypuści mnie. Zastanawiam się co ze mną wtedy będzie, nie mam krewnych, do zakonu lepiej nie wracać. Co ja biedny mam ze sobą uczynić, ja Aleksjej Glchowicz człowiek który dał się oszukać i zniszczył plan wielkiego zakonu Templariuszy?