jacu007

jacu007 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

14.11.2017 07:28
odpowiedz
jacu007
1

Było słoneczne grudniowe przedpołudnie, kiedy Albert spakował swoje obrazy i wyszedł ze swojego warszawskiego mieszkania w kierunku galerii Zachęta. Ubrany był w długi płaszcz z kapturem zarzuconym na głowę tak, aby nikt nie rozpoznał jego twarzy. Szedł szybkim krokiem, nie rozglądając się wokół, żeby nie zwracać uwagi przechodniów. Zbliżając się do galerii, spojrzał na portiera, uśmiechnął się i wyprostował.
- Pana godność? – usłyszał już z odległości kilku kroków.
- Albert Miklaszewski, przyniosłem swoje obrazy na wystawę – odpowiedział Albert i wyciągnął z kieszeni płaszcza legitymację Związku Artystów Polskich.
- Przepraszam, że tak wypytuję, po prostu widzę tutaj Pana po raz pierwszy – odparł portier.
- Nie jestem z Warszawy, przyjechałem tutaj tylko na wystawę – odpowiedział i szybkim krokiem ruszył w kierunku sali wystawowej.
Będąc już w środku, rozejrzał się badawczo i odnalazł wolne haki.
W sali było zaledwie kilkoro artystów, ale widać już było pojawiających się pierwszych oficjeli.
Albert rozglądał się nerwowo, przyglądając się każdemu przybyłemu.
„Jasny szlag, gdzie on jest!” mruknął Albert pod nosem.
Minuty mijały, tłum gęstniał, a serce Alberta zaczynało bić coraz mocniej. Nagle w drzwiach pojawił się on, Eligiusz Niewiadomski, szczupły, łysy jegomość z teczką u boku.
Albert wiedział, że nie może stracić ani minuty, więc pośpiesznie doszedł do Eligiusza, potrącając go delikatnie tak, że jego teczka spadła na ziemię.
- Przepraszam Pana najmocniej, pomogę – powiedział Albert i podał teczkę Eligiuszowi, który spojrzał na niego nieco zmieszany.
– Dziękuję Panu, wszystko leci mi dziś z rąk, ta cała wystawa teraz, kiedy na ulicach rozruchy… Wszystko to doprowadza mnie już na skraj rozpaczy.
- Proszę się nie obawiać, to już niedługo… - odrzekł Albert i odsunął się krok do tyłu, gdyż na sali pojawili się adiutanci zwiastujący przybycie prezydenta.
- Templariusze… - syknął tylko Albert, bo na sali pojawił się już Prezydent Gabriel Narutowicz.
Prezydent powiedział kilka słów do obecnych, podał rękę kilku oficjelom i ruszył w stronę wiszących na ścianie obrazów.
Albert uśmiechnął się delikatnie pod nosem, nie spuszczając wzroku z prezydenta i czekał…
Po kilku minutach Narutowicz podszedł do obrazu Alberta i stanął przy nim zszokowany.
- Nareszcie - szepnął pod nosem Albert.
- Czyje to dzieło? Czy jest tu autor? – zapytał głośno prezydent. – Chciałem zapytać, co oznacza ten znak, jak gdyby czaszka orła?
Nie ucichły jeszcze słowa prezydenta, kiedy Albert podniósł swoje przedramię, wycelował je w Narutowicza i wystrzelił trzy kule ze swojego automatycznego ostrza. Wszyscy stanęli jak wryci na huk wystrzału, a z rąk Eligiusza wyleciała teczka, z której wypadł rewolwer.
Wszyscy stali przez ułamek sekundy jak zahipnotyzowani, kiedy ktoś nagle krzyknął: Morderca! – i wskazał palcem na Eligiusza.
Miklaszewski stał nieruchomo, patrząc na rewolwer, który wypadł z jego torby, nie rozumiejąc zupełnie, co się stało. Jak? Dlaczego? Skąd? W jego głowie kłębiły się tysiące myśli. Nie mógł zrozumieć, co się stało, kiedy dopadło go dwóch adiutantów i momentalnie powaliło na ziemię. Zakuli go w kajdany i wyprowadzili z sali. Eligiusz zdążył jeszcze spojrzeć na Alberta i zaczął się domyślać, skąd pojawił się rewolwer.
- Prawda zawsze zwycięży - powiedział cicho Albert, jednak na tyle głośno, że Eligiusz musiał to usłyszeć.
- Narutowicz nie żyje, Polska wolna! Niech żyje ojczyzna! – wykrzykiwał Eligiusz, kiedy był wyprowadzany.
Misja wykonana, prawda znów zwyciężyła.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl