
Dziennik kapitana E. Kenwaya.
Tortuga, A.D. 1724, 20 stycznia.
Widziałem już w życiu wielu ludzi, jednak nikt nie wzbudził dotychczas we mnie takiego podziwu jak dzisiaj spotkana zabójczyni. Od razu zwróciła moją uwagę gdy tylko wszedłem do tawerny obok portu. Pomimo klimatu tego miejsca jej poza i wygląd silnie kontrastowały z ciepłym blaskiem świec i były kwintesencją tego za co kocham pirackie życie. Spojrzenie które wyrażało wolność, dumę, chęć zdobycia fortuny, powodowało u mnie dziwny niepokój a zarazem ekscytację. Perfekcyjne ukryte ostrze, dopasowany strój oraz kunsztowny pistolet i nóż którym się bawiła wraz z jej spojrzeniem wzbudził we mnie prawdziwy respekt. Zrozumiałem, że mam przed sobą pirata z krwi i kości, idealnego kompana zarówno do picia rumu jak i walki. Prawdziwą wilczycę morską której jedynymi pragnieniami są bogactwo i chwała. Na szczęście po długiej rozmowie tajemnicza osoba przystała na moją propozycję i załogę Kawki wzbogacił nowy pirat o pseudonimie BlackElf.