Mnie się całkiem nieźle udawało grać po cichu - tu po prostu to wychodziło, w odróżnieniu od wspomnianego w tekście Enemy Front. Owszem, ten aspekt mógłby zostać jeszcze bardziej dopracowany, ale sama gra rasową skradanką też nie jest - efektowne x-raye czy pojemniki z paliwem bądź gazem od razu sugerują, co stanowi domyślny sposób grania w V2, czyli po prostu całkiem efektowna rozpierducha. Stąd też nie ma wyższej oceny, zaś przyznana odzwierciedla moje wrażenia: grało mi się bardzo przyjemnie, aczkolwiek rewelacją w żadnym razie bym tego nie nazwał.
"Wracając do głównego tematu, W EF mamy już właśnie taki wybór np: na wieżach Kościoła czy tuż przed kościołem wybieramy drogę którędy i gdzie idziemy. Widać że ten świat jest bardziej otwarty niż w poprzednim produkcje."
To tylko wybór korytarza, który w żaden sposób nie wpływa na wynik końcowy. Co więcej, często panuje w tej kwestii niespójność i gra rzuca Hawkinsem jak workiem kartofli: teraz znajdujesz się tu, a po chwili, która upłynęła na cut-scence gdzieś dalej i nie wiesz, jak się tam znalazłeś. Niby dobrze móc o czymkolwiek decydować, ale przydałoby się to dopracować. Druga kwestia - czasem ktoś proponuje Ci wybór broni. Super, ale to też iluzja - nawet jak wybierzesz coś, czego nie chciałeś, to zawsze możesz to naprawić, bo NPC zostawi drugą pukawkę. Coś bogaci w sprzęt ci powstańcy, nie ma co.
Widać dość mocno różnimy się poglądem na EF oraz GW2 i każdy z nas obstaje przy swoim. Ja nie mogę przejść obojętnie obok tego, co zapowiadano - a miała być swoboda itd. Wiadomo, że obiecanki to stały element marketingu, ale u nas chyba nikt tak nie zmyśla, jak CI Games. Zawsze mają być cuda na kiju, a wychodzi z tego krowi placek. Tu potrzeba uczciwego podejścia: "słuchajcie, robimy taką grę, ma być relaksującym shooterem". Zobacz zwiastun EF z rozstrzeliwanymi cywilami - gra na emocjach, prawda? A z finalną grą ma tyle wspólnego, co nic. Jak już mamy jedną wizję, to się jej trzymajmy.
A CoD-y ludzie kupują głównie do multi, choć ja sam preferuję singla.
@CyberTron: Tak to już jest, że często najwięcej z silnika wycisną jego autorzy. Niemniej jednak CI Games to specjaliści od marnowania potencjału i tylko Alien Rage względnie pokazywał możliwości UE3, aczkolwiek raczej z czasów, kiedy pojawił się na rynku.
"Co do chodzenia po sznurku - hmm , snajper ze swoim pomocnikiem, który każe mu zabijać wskazane cele, no wiesz po to on jest by stwierdzić i wskazać potencjalne zagrożenie, przynajmniej ja to tak widzę, i wiem że takowe sytuacje mają miejsce W armii. Nie jest to rytuałem ale mimo to są takie akcje gdzie jest osoba wyznaczająca cel i miejsce z którego będziemy strzelać."
Zgadza się - o ile ten spotter faktycznie nam towarzyszy. Gorzej, jeśli nie, bo przecież w GW2 roi się od takich scen, że już nie wspomnę o tym DLC, które zresztą dla mnie było jeszcze słabsze, niż podstawka.
Sami zgodnie stwierdzacie - plusem jest II wojna światowa, dziś już rzadko widywana w shooterach. CI Games dobrze to wiedziało i stwierdziło, że nostalgiczne realia pozwolą chociaż na trochę odciągnąć uwagę od ogromu niedociągnięć. A to jednak za mało. Nie ma też sensu dawać autorom taryfy ulgowej ze względu na pochodzenie firmy - czasy, kiedy musieliśmy patrzeć pobłażliwiej na twory naszych developerów już dawno się skończyły.
@causal/hardcore: Mnóstwo gier lepiej wygląda w teorii, niż podczas samej rozgrywki, gdy to Ty siedzisz przed monitorem czy TV. Potraktowanie tematu po macoszemu to dopiero czubek góry lodowej. Do The Saboteur nie ma co równać EF, bo tamten sandbox miał przynajmniej o wiele, wiele wyrazistsze postaci. Sean Devlin swoją osobowością zjada na śniadania Hawkinsa, który na dodatek wydaje się wręcz marnym klonem Blazkowicza. Poza tym sama gra była mimo wszystko ciekawsza i pozwalała na więcej.
@PaniPaniWrocky: Bo widzisz, zapowiadano coś całkiem innego, a już kompletnie pokazano środkowy palec graczom w DLC Siberian Strike. Łażenie po sznurku i odstrzeliwanie wskazanych markerami główek ma swoje zalety, ale te kończą się po kilku minutach z chwilą zdania sobie sprawy, że tak naprawdę masz związane ręce i niewiele możesz zrobić "po swojemu". Czym to się zatem różni od większości oskryptowanych shooterów poza zredukowaniem arsenału protagonisty do snajperek i klamek? Niczym.
Aby gra została wysoko oceniona, powinna być spójna (a EF takie nie jest), mieć dobry pomysł albo chociaż należyte wykonanie. Enemy Front jest przeciętne, słabe albo kiepskie w zależności od tego, na co spojrzysz. Weźmy chociaż możliwość wyboru drogi - niby jest, w teorii przynajmniej. W praktyce AI bywa tak nieprzewidywalne, że próba przejścia "po cichu" kończy się rozróbą na sto fajerek, a innym razem Niemiaszki są głuche jak pień. Jeśli daje się jakąś opcję, to powinno się umożliwić jej wykorzystanie.
Jak dla mnie CI Games powinno znów dać wolną rękę bydgoskiej dywizji, która stworzyła Alien Rage. Nawiązujące do oldskulowych klimatów shootery sci-fi wychodzą tej firmie znacznie lepiej, niż próby odtwarzania rzeczywistości.
You are Empty zdecydowanie nie należy do kaszanek. Na każdym kroku wyziera niski budżet producentów, ale i tak wycisnęli całkiem sporo z dostępnych środków. YoE jest bardzo klimatyczne praktycznie do samego końca - wrażenie psują tylko pojedyncze wstawki, kiedy ktoś coś do ma powiedzenia, a jest ich ze 3-4 na całą grę. Są zbędne, dałoby się poprowadzić narrację za pomocą samych notatek aż do wielkiego finału bez szkody dla atmosfery, a co gorsza, zostały u nas zbubbingowane, co czyni te gadki tym bardziej groteskowymi. Na uwagę zasługują także animowane wstawki pomiędzy misjami, z wolna odsłaniające przed graczem największą tajemnicę gry - biją na głowę klimatem sporo dziesiątki razy droższych produkcji. Szkoda tylko, że na pudełku umieszczono kłamstwo w postaci wzmianki o kilku zakończeniach. To liniowy tytuł, bez rozjeżdżającej się w pewnym momencie historii.
Warto dać szansę YoE, bo obecnie kosztuje grosze - jakieś 10 zł w hipermarketowych koszach, a nie jest to produkcja, którą projektowano z myślą o nich, jak bieda-shootery od dawnego City Interactive pokroju Terrorist Takedown. Widać to już po pudełku - grubym boksie z tekturkową obwolutą i soundtrackiem na dodatkowej płycie, wydanym u nas przez Cenegę w serii Rewolucja Cenowa za 30zł. Ta seria skupiała debiutujące na naszym rynku gry, głównie zza wschodniej granicy, które nie bardzo miały szansę wywalczyć od klientów większą kwotę - albo nieco odstawały poziomem od hitów, albo też były już nieco stare. Zresztą wystarczy wspomnieć, że również w tej serii debiutowało u nas fantastyczne Call of Cthulhu: Mroczne zakątki świata. :)
Swego czasu Muve.pl rozdawało nawet za darmo cyfrową kopię You are Empty. Sprawdźcie, czy czasem nie przypisaliście sobie tego do konta i zapomnieliście o tym. Zawsze warto spróbować. :)
A co do bugów - grę przeszedłem ze 3 razy, na różnych systemach (bodajże nawet na Siódemce w wersji beta bądź RC) i nie pamiętam aż takich jaj.
Również przychylam się do twierdzenia, że ważniejsza jest liczba klatek, niż rozdzielczość, tym niemniej sprawę należy rozpatrywać indywidualnie w odniesieniu do każdej gry. Tam, gdzie nie jest wymagana małpia zręczność i refleks, 30 klatek/s jest w porządku.
Jakiś czas temu, jeszcze przed premierą PS4 i XO (bo przecież pierwszą stacjonarką 8. generacji pozostaje Wii U, o czym mało kto pamięta) łudziłem się, że dla sprzętu Sony i MS standardem będzie wyświetlanie gier w 1080p, ale kolejne doniesienia szybko to rozwiały. Jednakowoż, przed developerami wciąż daleka droga do wyciśnięcia z nowego sprzętu maksimum wydajności zwłaszcza, że wciąż mamy do czynienia z okresem przejściowym, kiedy wiele gier powstaje w wersjach na previous- i next-geny - i bynajmniej nie są to całkowicie odrębne, pisane od zera pod dany sprzęt wersje.
Branżowe serwisy chętnie przepisują takie newsy, bo napędzają dyskusje, a przez to wejścia na daną stronę. Jak to mówią - "psy szczekają, karawana jedzie dalej". ;)
Wśród moich znajomych występuje prawidłowość: kto siedzi w temacie, woli napisy. Reszta widząca w takich produkcjach jedynie kolejny film akcji, nie mająca większego pojęcia o głównych bohaterach itd. preferuje lenistwo podczas seansu. A tych drugich jest więcej.
Hail Hydra!
Mnie również podobał się nowy Kapitan, ale seans faktycznie nieco psuły niedoróbki w napisach. Nie czarujmy się - Polska stoi filmami w TV i z torrenta, gdzie jedyna słuszna wersja to ta z lektorem czy z dubbingiem. Ludzie wolący słyszeć oryginalnych aktorów, a nie jakichś rodzimych bubków należą do mniejszości, bo przecież "czytanie nie pozwala się skupić na filmie" - i to jest właśnie target wydawców. No i jak sam wspominasz - skazywanie ludzi na badziewne 3D pozwala wycisnąć więcej kasy. Jeszcze trochę i chyba pożegnam się z wypadami do kina, bo to, co się wyrabia u nas, zasługuje na same nagany. Lepiej odłożyć pieniądze i kupić oczekiwany film na BD albo DVD.
@UP: Wiem obie te rzeczy, ale postanowiłem ich nie umieszczać w tekście, by zachęcony nim czytelnik mógł już sam je odkryć we właściwej grze. :)
I na szczęście granie jako "Raiden" kończy się ze zdjęciem maski. :P
Jesteś pewien, że na pierwszym zdjęciu uchwyciłeś Solid Snake'a....?
Mnie jakoś specjalnie Pyrkon nie ciekawi, choć doceniam skalę przedsięwzięcia i może wybiorę się na przyszłoroczny.
Jako nerd, bo nie wiem, co tam jest dla geeków. :P
Zależy też co rozumieć przez "taką samą treść" - jeżeli chodzi tylko o fabułę, wygląd gameplayu itp. to trzeba się w pełni zgodzić.
Dokładnie to miałem na myśli. Drobne zmiany i nowości są w porządku.
[...] Deus Ex: Bunt Ludzkości to reboty, restarty serii [...]
To nie jest reboot. To jest PREQUEL. Polecam zajrzeć do Wiki DE i linii czasowej serii.
Swoją drogą przydałoby się rozgraniczyć remake od edycji HD. W tym pierwszym gra jest tworzona praktycznie od zera pod względem technologicznym, a ze starej wersji pozostała cała zawartość merytoryczna - tak jest w przypadku np. Halo Anniversary, Tomb Raider Anniversary czy Resident Evil na GCN. A wersja HD to po prostu podniesienie standardu oprawy bez zbytniego kombinowania drogą podmiany tekstur, zmuszenia silnika do pracy w wyższej rozdzielczości, poprawek sterowania itd., ale większość gry pozostaje zwyczajnie nietknięta.
Fakt, misje eskortowe to jedna z najbardziej frustrujących klisz w grach. W Patapony jeszcze nie grałem, ale zamierzam, bo niedawno kupiłem PSP, choć teraz zaczynam mieć obiekcje. :D
Niemniej przychodzi mi do głowy jeden przykład dobrze wykonanej misji eskortowej, aczkolwiek z gry zupełnie innego rodzaju - F.E.A.R. W pewnym momencie trzeba odstawić istotną dla fabuły kobietę w bezpieczne misje. Tutaj akurat Monolith miał znacznie łatwiej, niż twórcy strategii, bo posłużył się prostymi skryptami - Alice chowa się w bezpiecznym miejscu aż do końca strzelaniny i wychodzi dopiero, gdy jest już spokojnie, więc nie ma mowy o porażce ze względu na AI.
Na drugim biegunie postawiłbym misję eskortową z Alien Shootera 2: Conscriptrion. Postać, którą musimy ochraniać ładuje się w sam środek masy obcych, więc nie pozostaje nic innego, jak... zrobić to samo, co jest praktycznie równoznaczne z samobójstwem. Ech, do dziś przechodzą mnie ciarki, gdy to wspominam...
Przyznam, że z mojego punktu widzenia teoria VR wydawała się bardzo sensowna, bo na jej korzyść świadczyło mnóstwo przesłanek. W czwórkę jeszcze nie grałem, bo dopiero zapoznaję się z tą genialną serią, więc jako następny miał iść Snake Eater, ale jeszcze przed nim przejdę Metal Gear 1 i 2, bo akurat także znalazły się na płycie z HD Collection.
Dla mnie zakończenie MGS2 z początku wydało się bardzo zagadkowe, ale nie gram/czytam/oglądam od dziś, by nie umieć zinterpretować mniej lub bardziej subtelnych znaków. Cieszę się, że Kojima poszedł w tak radykalnym kierunku, który od razu odfiltrował ludzi ceniących sobie głębię i przesłanie od tych, którym tylko wybuchy w głowie. Do zrozumienia Sons of Liberty trzeba po prostu dojrzeć - zarówno jako gracz, jak i człowiek. Bardzo się cieszę, że spotkałem tutaj prawdziwych fanów serii. :)
EA poszło po linii najmniejszego oporu. Po co się trudzić, by wymyślić coś nowego, gdy masz w zanadrzu znaną markę i gotowy pomysł? Nic, tylko doić pieniążki. Oj, chyba znów Elektronicy będą mocnym zawodnikiem w walce o następną Złotą Kupę...

@dRaiser: Cenna rada, sam się do tego nie dokopałem.
A o dziś jestem właścicielem Metal Gear Solid HD Collection. Po prostu nie mogłem dłużej czekać na poznanie kolejnych części.
UP: Już niedługo będę mieć okazję się o tym wszystkim przekonać na własnej skórze - wczoraj zamówiłem bowiem MGS HD Collection. Jeszcze tylko dokupię MGS4 i będzie niemal komplet, bo kiedyś mam zamiar jeszcze zaliczyć Portable Ops na PSP.
@ Medico della Peste: Kolega Waavee wyjął mi z ust to, co sam bym Ci napisał. MGS to nie telenowela dla gospodyń domowych, do której można przysiąść w połowie i po jednym odcinku wiedzieć kto, z kim i ile razy. Uczynienie z MGS4 części zamykającej wiele wątków z poprzedników dowodzi, że Konami dba o fanów serii, a nie próbuje się przypodobać każdemu, co dziś jest w modzie i często kończy się porażką.
@ Tomal_P: Kamera mi jakoś bardzo nie przeszkadza, bo to nie pierwsza gra, jaką przechodziłem w podobny sposób. Irytował mnie fakt, że nie mogę sterować Snake'iem za pomocą analoga. I to głównie tyle. :)
U mnie z miejsca wyskoczyła do czołówki najlepszych gier, w jakie grałem. Nie żałuję ani złotówki wydanej na ten tytuł.
Resident Evil miał już swój remake na Nintendo GameCube. Do dziś wygląda znakomicie.
"Przejdźmy jednak do pierwszoosobowych strzelanin. Generalnie lubuję się w starszych pozycjach. Nie przeszkadza mi w żaden sposób wszechobecna pikseloza, czy 8-bitowe dźwięku z muzyką na czele. Co innego, jeśli chodzi o sterowanie. Tutaj bywam bardzo wymagający i szczerze nie wyobrażam sobie zabawy w tytuły FPP bez obsługi myszy. Przeszkadza mi również brak rozglądania się z góry na dół oraz brak pełnego wymiaru. Oczywiście idzie się do tego wszystkiego przyzwyczaić, ale nie odczuwam przy tym takiej frajdy, jakiej pierwotnie oczekiwałem. I ten właśnie problem posiadają dla mnie takie hity jak obie części Doom, Duke Nukem 3D, Shadow Warrior, Blood, czy Redneck Rampage. Oczywiście przykłady można mnożyc, ale mnie najbardziej zależy właśnie na tych tytułach."
Waść trochę nie na czasie. Shadow Warrior oraz DN3D doczekały się swoich poprawionych wersji z teksturami wysokiej rozdzielczości i pełną obsługą myszy - odpowiednio Duke'a Nukema 3D Megaton Edition oraz Shadow Warriora Classic Redux. Jeśli natomiast interesuje Cię reboot tego ostatniego, to polecam zapoznanie się z Shadow Warriorem od polskiego studia Flying Wild Hog.
Swoją drogą zawsze psioczysz na brak nowych IP, klepanie kolejnych odcinków dobrze sprzedających się marek, a jednocześnie chcesz remake'ów...? :P
Dla graczy, którzy grają od lat i są na bieżąco - tak. Dla tych, którzy dopiero zaczynają i być może to właśnie ten tekst ich zachęci - nie. Trochę naiwnie jest zakładać, że wszyscy już wszystko wiedzą, prawda? Poza tym oceniłem również stan, w jakim gra się znajduję półtora roku od premiery - wciąż jest sporo bugów, a to raczej nie świadczy dobrze o twórcach. Co więcej, to jest blog, a nie zaś witryna stawiająca na gorące nowości pokroju GOL-a. :)
[8] Mam podobne zdanie w przypadku multi, choć tu trzeba rozgraniczyć na produkcje faktycznie proste i te naprawdę złożone - obie mają rzesze zwolenników i nie ma sensu ich obrażać. Dwa - finalnie Uncharted uznałem za dobrą pozycję, komplementowałem fabułę i postaci, a skoro chcę kolejne części, to chyba o czymś świadczy. Czepiałem się tylko tam, gdzie to uznałem za stosowne - wybacz, ale to nie jest twór doskonały i pewne rzeczy po prostu widać. Byłoby nierzetelnością z mojej strony, gdybym na te przypadłości przymknął oko. Dlatego nie ma oceny - każdy we własnym zakresie wartościuje sobie konkretne elementy gry. Koniec końców polecam Uncharted każdemu, bo to naprawdę dobra gra.
[6] Fakt, że jest różnica w zasięgu, ale mi chodziło o sytuację głównie na naszym poletku. Tutaj siły są mniej więcej równe, ze wskazaniem na Gothika.
[2] Podpinałem PS2 do dużego TV LCD, monitora Full HD i TV CRT 24". Z mojego punktu widzenia zdecydowanie najlepiej wygląda obraz na starym kineskopowcu z uwagi na niską rozdzielczość, która rozmywa piksele i tradycyjne proporcje 4:3.
[4] W God of War 3 na pewno nie zagrasz, bo to tytuł z PS3. Nie istnieje działający emulator tej konsoli.
Swoją drogą nie widzę sensu w graniu na emulatorach w produkcje z konsol 6. generacji, które wciąż można łatwo i tanio dostać. Za swoją PS2 z 8 grami zapłaciłem 160 zł, czyli niedużo. Na upartego tyle mogły kosztować same te gry. To po pierwsze. Po drugie - nie mam możliwości zdumpować BIOS-u własnej konsoli, bo tylko w takim przypadku (oraz oczywiście w połączeniu z oryginalnymi grami) emulowanie jest legalne. Wolę bez kombinowania doświadczyć gry w takiej postaci, w jakiej została wydana - i tutaj nie ma wielkich dylematów, bo pomimo wyraźnych dropów CoD 3 na PS2 jest wciąż grywalne.
[7] & [10] Miło, że sam się poprawiłeś. Nie ma sensu pchać tego narzekania na CoD-a wszędzie, gdzie się da. :P Natomiast używając sformułowania "kilkuletnia konsola" odnosiłem się do momentu, kiedy CoD 3 został wydany.
W tych wszystkich wywodach nt. IP i ciemiężenia klientów brakuje jednego: zwyczajnej, ludzkiej przyzwoitości. Nie trzeba roztrząsać licencyjnych zapisów czy obowiązującego prawa by wiedzieć, że jeśli ktoś sam nie rozdaje wytworów swojej pracy za darmo, to się po prostu ich nie bierze bez uiszczenia stosownej zapłaty. Nie ma co, dożyliśmy ciekawych czasów, kiedy to większe znaczenie ma cwaniakowanie na zasadzie "oni mogą, więc ja też!", niż własna moralność. Brawo, tak trzymać. Bardzo mi przykro z tego powodu.
Spotchecki, zwłaszcza najperfidniejsze, kasujące save'y lub w inny sposób uniemożliwiające dalszą zabawę złodziejom to mój ulubiony rodzaj zabezpieczeń. Pamiętam, ile jadu wysączyli piraci na spotchecki w Wieśku 2, zanim dowiedzieli się, że to jedno z zabezpieczeń i wspominając o swoim problemie automatycznie przyznawali się do złodziejstwa. Moim zdaniem to znacznie lepsze z psychologicznego punktu widzenia zabezpieczenie, niż paskudne DRM-y. Niech pirat wie, że to, co robi, nie jest i nie będzie akceptowalne. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy można pograć w kapitalne gry za dosłownie kilka zł.
Dziękuję. :) Owszem, dzieje się tu sporo i gorąco polecam zapoznanie się z SW, bo Redux jest bardzo, bardzo grywalny. Steam właśnie pobiera mi remake. Już jutro przekonam się na własnej skórze, czy dorównuje oryginałowi.
@ Gecko: Sam piłem go na Węgrzech, ale w Polsce też gdzieś spotkałem, chyba w jakimś hipermarkecie w rodzaju Tesco. Za to na pewno kupisz u nas Sherwood i Rekordelig w różnych smakach - m.in. gruszkowym i w przypadku tego drugiego także owoców leśnych.
raziel nie chrzań, cydr z reguły kosztuje tyle, co dobre piwo. Wystarczy przejść się po marketach czy monopolowych, a na pewno znajdziesz choćby Jokera, Fizz (straszne siury, nie polecam), Strongbow, X-Cider w cenach, które kieszeni nie urywają.
Ja już jakiś czas temu zrezygnowałem z ocen, bo moim zdaniem nie mają one większego sensu i stanowią tylko powód do kłótni w komentarzach - a często najbardziej wydzierają się ci, którzy w ogóle nie przeczytali tekstu i kierują się wyłącznie "jedynym słusznym swoim zdaniem". Odpowiednio rzetelny tekst sprawi, że czytelnik na podstawie jego lektury i własnych upodobań sam będzie w stanie wywnioskować, czy gra mu się spodoba i warto w nią inwestować.
O tym, że te growe "Bękarty wojny" nie zostaną nazwane Brothers in Arms, wiadomo już od jakiegoś czasu. Sam na ten idiotyczny pomysł Ubi utyskiwałem, gdyż bardzo lubię BiA, gdzie zawsze liczyło się ukazanie wojny jako ludzkiego dramatu, a nie okazji do beztroskiego "jatatatatatatatatata" i wciąż czekam na dalsze losy 101. Powietrznodesantowej.
Nie mam nic przeciwko F4, wręcz przeciwnie - chętnie go spróbuję, ale niech to się nikomu nie kojarzy z poważnym, wojennym cyklem.
Ja tam wolę recenzję kogoś, kto choćby tylko w teorii miał być fachowcem, niż 1/10 czy 10/10 od randomowego gimbusa z neta, który wystawia skrajne oceny wyłącznie przez pryzmat tego, że coś nie działa bądź trafia idealnie w jego gust. Po recenzentach zawsze będzie się jechać jak po łysej kobyle i choć czasami faktycznie dają ciała, tak nie można zapominać o jednym - recenzja to twór subiektywny, nie da się napisać "obiektywnej recenzji", bo to sformułowanie samo w sobie jest idiotyczne. Obiektywnie to może być zmierzone ciśnienie w oponach, gra jako całokształt to jednak twór abstrakcyjny, dla którego nie istnieją znormalizowane, mierzalne kryteria.
Oczywistym jest, że doświadczony recenzent widział już wiele i byle co go nie ruszy - dlatego jeśli on daje niższą oceną, to początkujący/niedzielny gracz może sobie spokojnie ją podwyższyć, bo więcej elementów go zaskoczy. Czasem sam dziwię się wysokim/niskim notom przyznawanym niektórym grom, ale są na to 2 rady:
1. czytać cały tekst, a nie tylko stopkę, bo cyferka to dopiero jakiś wstęp do dyskusji
2. czytać teksty różnych ludzi i znaleźć sobie autora o zbliżonym guście. Wtedy to, co napisze, powinno być całkiem miarodajne dla czytelnika.
Oczywiście, że grałem w więcej gier, ale nie porównywałem Dead Island z Borderlands wyłącznie dlatego, że obie oferują co-op dla 4 osób. Wspólnych mianowników jest znacznie więcej: otwarty świat, rozwój postaci, mnóstwo zadań do wykonania, kupa sprzętu do znalezienia. Oba tytuły łączyła także perspektywa - z oczu bohatera - i postawienie na równej szali cech RPG-owych (statystyki broni, skille) ze zręcznościowymi - bo nawet najbardziej wyapasioną bronią o złotej nazwie trzeba umieć jeszcze trafić. Nie da się ukryć, że obie produkcje są na swój sposób unikatowe, lecz Dead Island w mojej opinii wydaje się dość mocno inspirować dorobkiem Borderlands.
Z kolei pisząc o analogowej walce i kolesiu na obcasach miałem na myśli system free cutting. Możliwe, że istnieją gry pozwalające na podobne rzeczy, ale ta również dość mocno rzucała się oczy, bo przecież Platinum Games zachwalało to niczym jakiś niesamowity ficzer.
Tak czy siak widzę, że nie mnie jednego irytowały bugi. ;)
Fakt, muzyka dodaje świetnego klimatu całości. Jak to dobrze, że Capsized pojawiło się w Humblu, chociaż w uwagi na naprawdę dobrą klasę tej produkcji chętnie postawiłbym ją na półce. Chyba czas poszukać egzemplarza pudełkowego.
W moim przypadku nie wyrosłem z gier, a dojrzałem jako gracz. Teraz doceniam fabularną głębię, poruszanie aktualnej tematyki i puszczanie oka do gracza. Gram mniej, niż za szczeniaka, a bardziej interesuję się grami - poznaję tajniki ich tworzenia, chwyty stosowane przez twórców oraz dotykaną problematykę. Gdy byłem - nie przymierzając - gnojkiem, traktowałem gry jak fast food: ot, mam czas, to gram, by go zabić. Dziś widzę w nich znacznie więcej i odświeżam tytuły poznane w młodości, by w pełni poznać ich przesłanie. Po części wynika to z faktu, iż obecnie zawodowo zajmuję się grami, ale także z tego, że stały się one moją prawdziwą pasją. Nie tylko w nie gram - staram się je interpretować, rozumieć. W moim odczuciu jeśli ktoś mówi, że "wyrósł z takiej rozrywki" to albo na siłę stara się pozować na dorosłego (znam takich tetryków i aż się prosi, by im powiedzieć "skoro nic cię nie cieszy i wszystko uważasz za dziecinne, to masz tu łopatę i kop sobie już grób"), albo tak naprawdę gry nigdy nie były dla niego niczym więcej, niż zabijaczem czasu.
Jeśli coś się lubi robić, to nie ma sensu uważać tego za dziecinne. Budujesz kolejne makiety z elektrycznymi kolejkami? Zbierasz figurki? Gry? Nie ma w tym nic złego, ani dziecinnego. Przeważnie ludzie, którzy silnie krytykują takie hobby u innych, sami nie robią nic konstruktywnego ze swoim wolnym czasem. Już teraz słyszę historie o znajomych ojcach, którzy pomimo wychowania kilkorga dzieci wciąż grają i czerpią z tego radość. I prawidłowo, przecież po to mamy gry. :)
@ Sasori666: Do tego tytułu bardziej pasuje Castle Story. :)
@ create: Dizzy to faktycznie dobre porównanie, aczkolwiek znacznie bardziej pasujące do Toki Tori 2, niż pierwszej części - sequel nie ma bowiem zamkniętej struktury poziomów w formie pojedynczych wyzwań, tylko oferują ciągłą wędrówkę przez świat gry.
Stworzenie dobrego, kompletnego poradnika ujawniającego nie tylko miejsca ukrycia znajdziek, lecz również doradzającego najskuteczniejszy sposób działania w danym momencie to nie lada wyzwanie i z tego miejsca chylę czoła przed ich autorami, bo zdarzyło mi się wielokrotnie korzystać z ich pomocy.
Najwyższą formą poradników są tzw. strategy guides, gdzie oprócz w/w elementów znajduje się także mnóstwo ciekawostek - to takie książkowe Wiki danej produkcji. W Polsce są trudno dostępne i z reguły trzeba je ściągać z zagranicy (wybrane pozycje można znaleźć na internetowych aukcjach), przez co nie są popularne, a przyczynia się do tego również cena, przeważnie oscylująca ok. 100 zł oraz naturalnie brak polskiej wersji językowej. Sam chętnie bym je zbierał, gdyż to pięknie wydane, pełne wiedzy woluminy, które nie wstyd postawić na półce i z nich korzystać. YouTubowe lecpleje nie mają do nich żadnego startu, choć stanowią dość dużą pomoc, demonstrując przejście danego fragmentu "na gorąco".
BTW: Też lubię sprawdzać, w jakim fragmencie danej gry aktualnie się znajduję.
@ Ghost_: Po. Opisuje stan na dzień widoczny u góry tekstu. Naturalnie instalowałem wyłącznie oficjalne łatki, bez tych pochodzących od modderów.
Szczerze mówiąc nie zgłębiałem pochodzenia muzyki, choć przed recenzją jeszcze raz obejrzałem film i rzeczywiście pobrzmiewają w nim znajome nuty. Tak czy siak on przetrwał próbę czasu, zaś gra, obojętnie czy dziś, czy w chwili premiery prezentuje się żenująco. Dla mnie najbardziej dojmujący jest, że teraz, siłą rzeczy, uważam kiepskie AvP3 za całkiem niezłe - było słabe, ale nie aż tak...
A moim zdaniem ma sporo do zaoferowania, tylko ukrywa to między wierszami. Deadlight ma znakomity klimat, symbolikę, a przede wszystkim głównego bohatera - i to wystarczy. Obecne bugi bywają denerwujące, ale nigdy nie nazwałbym Deadlighta jedną z gorszych gier, w jakie grałem, a widziałem sporo - prędzej jedną z lepszych. Na długo zapadnie mi w pamięć.
@Scott P.: Bo zagraniczne wydanie obsługuje języki standardu EFIGS - czyli właśnie angielski (English), francuski (French), włoski (Italian), niemiecki (German) i hiszpański (Spanish). Jest to standardowy sposób lokalizowania gier na świecie - po prostu na te języki gry muszą być przełożone praktycznie obowiązkowo. Polski nie załapał się do tego szacownego grona, więc u nas często jest tylko jedna wersja - polska, czasami tylko jest wybór pomiędzy nią, a angielską. Chodzi także o fakt, by cudzoziemcy masowo nie sprowadzali gier od nas, bo w Polsce tytuły pecetowe są prostu tańsze, niż w takiej chociażby Wielkiej Brytanii.
Orange Box 65 zł? Albo mi się wydaje, albo ten zestaw ciągle drożeje w pudełkowej wersji, bo ja kupiłem go kilka lat temu za 50 zł... Poza tym zawiera gry od Valve, które już wielokrotnie mocno przeceniano na Steamie, a czasem nawet rozdawano za darmo (Portal), więc to nie do końca dobry przykład. Assassiny co prawda też bywały objęte wyprzedażą, ale to ma miejsce już zdecydowanie rzadziej. :)
Nie takie psie pieniądze - najlepiej kupić właśnie Antologię, gdyż w tej cenie jest bardzo, bardzo opłacalna. 1 i 2 kosztują ok. 30 zł/sztuka, Brotherhood 50, Revelations 70 i III liczmy ok. 100zł, co razem daje 280 zł. Wiem, że szukając okazji da się kupić za mniej, ale do 200 zł zejść praktycznie nie sposób kupując wszystkie części osobno w sklepie.
Poza tym to, że kupisz na Steamie, w żaden sposób nie uwolni Cię od Uplay - program jest wymagany do działania tych gier i już (poza częścią pierwszą). :/
To powinieneś już zacząć, tym bardziej, że pierwsze dwie części można już dostać bardzo tanio. :)
@ Ckliwa? Może i tak, ale jest tak dobrze skrojona, że po prostu robi swoje. Do mnie trafiła.
@ Wielka_Wieśniara: A tam, nie ma co narzekać na pełniaki, bo niektóre to świetne pozycje. A zachwalać musi, bo to przecież logiczne.
@ Nerka: Skuś skuś. Zdecydowanie warto. :)
@ sebogothic: Na darmową wersję na Steam nie licz, bo gra jest za krótka na coś takiego i za tania. Nie wydaje mi się, by 16 zł za CD-A czy 20 zł z Dobrej Gry było wysoką ceną za tak unikatowy, wartościowy tytuł, choć oczywiście każdy ma inne priorytety. Mnie To the Moon urzekło i nie żałuję wydanych pieniędzy.
@ GameSkate: Dzięki za doprecyzowanie.
@ r_ADM: Celowo nie wdawałem się w szczegóły, bo chciałem jak najwięcej pozostawić do odkrycia samemu widzowi. Przybliżyłem najważniejsze postaci, tło fabularne i rolę DS9 zarówno w polityce, jak i pośrednim wpływie na całe kultury dzięki spotkaniu w jednym miejscu różnych ras. Nie chciałem nikomu obiecywać złotych gór, tylko podejść do sprawy z dystansem, bo DS9 ma swoje wady i nie jest najłatwiejszy w odbiorze - dla kogoś, kto szuka po prostu sci-fi, może się wydać nudny. Długość? Tak już chyba mam, że lubię się rozpisać. :)
Enterprise'a jeszcze nie widziałem, ale sądząc po ilości odcinków, jakie wyprodukowano, tłumów raczej nie porwał.
"Czerwone uniformy" przeszły już zasadzie do legendy. Teraz faktycznie oficerowie ochrony mają żółte uniformy, aczkolwiek jeszcze w TNG wciąż się zdarzały "ofiary" w czerwonych.
Ze startrekowych absurdów jeszcze zawsze śmieszyło mnie, że statki klasy Galaxy, czyli wysyłane na krańce Galaktyki, by badać nieznane formy życia i cywilizacje (a przeto stwarzające pewne ryzyko), miały na pokładach setki cywilów, których zawsze trzeba było jakoś chronić bądź ewakuować. No i śmiesznota najbardziej widoczna - jeśli ktoś ginie na statku, to od wybuchającej konsoli. ;)
Dobrze wiedzieć, że są tu inni fani ST. :)
@ raziel: Niewykluczone, że doczekasz się tego Tomb Raidera - wszak do kupienia jest cała Antologia za niewielkie pieniądze, której przerobienie mam w planach. Za NFS-y się nie wezmę, bo średnio interesuje mnie motoryzacja, a to raczej ważny czynnik przy ocenie takich gier. :P
@ Lukas172: Revelations zacząłem niedawno, na razie wydaje mi się całkiem w porządku. ;)
@ zmudix: Dzięki, poprawiłem. Przy tak dużej objętości tekstu zawsze wkradnie się jakiś błąd. ;) Obecnie wersja pudełkowa kosztuje ok. 35 zł - myślę, że warto sobie kupić, bo to niewielka cena. Nie ma się co sugerować, że to tania seria Ubisoft Exclusive - pod obwolutą jest niemalże premierówka (różni ją tylko brak informacji o konieczności posiadania stałego połączenia z Internetem). A ten prezent rzeczywiście jest dość perfidny...
@ raziel: Recki Brotherhooda prawdopodobnie nie będzie z prostego powodu - już ją kiedyś napisałem i mimo sporej pokusy postanowiłem sobie darować ponowne jego przechodzenie, a tym samym tekst. Jest do znalezienia na moim blogu na Forum Actionum.
@ reksio: Mam pewną zasadę - jeśli chcę przejść najnowszą część serii i napisać coś o niej, to muszę zaliczyć poprzednie i napisać ich recenzje, by potem móc opierać się na własnych doświadczeniach. To pozwala mi zwracać uwagę na drobnostki, które często pomijają inni. Innymi słowy - do recki Black Flag też dojdziemy. ;)
@ jarooli: Cieszę się, że się podobają. :P
Owszem, w 2009 miała miejsce premiera wersji konsolowej, ale był to jego schyłek - więc 4 pełne lata nie upłynęły i wszystko się zgadza.
Co prawda są doniesienia o innych grupkach, ale dlaczego graczowi przedstawiono akurat taką? Przecież jak przychodzi co do czego, to wiadomo, kto musi odwalać całą brudną robotę. Dlaczego nie mają nawet choćby 1 żołnierza do ochrony? Przecież to bez sensu,
spoiler start
podobnie jak sami Templariusze, który napadają ich kryjówkę bez broni ostrej. Rozumiem, że mogli chcieć schwytać Desmonda żywcem, ale zabierać ze sobą tylko pałki teleskopowe zamiast czegoś, czym faktycznie mogliby ich postraszyć? Żal.
spoiler stop
Szkoda tego elementu, bo scenarzyści nieźle się napracowali, by ponaginać historię.
@ emek95: The Last of Us to akurat bardzo słaby przykład, bo ta gra może się sprzedać nie tyle dlatego, że na to zasługuje, ale dlatego, że zrobiło ją Naughty Dog, studio szeroko znane, o olbrzymiej, wypracowanej przez lata renomie.
Z kolei Remember Me to dzieło debiutanckiego DONTNOD. Owszem, pracują w nim weterani m.in. z Ubisoftu, ale gdy szukasz informacji o tym developerze, znajdziesz tylko puste dotychczasowe portfolio bez punktu zaczepienia, czego się spodziewać.
@ claudespeed18: Mnie zaliczenie wszystkich śledztw, punktów obserwacyjnych i pomocy mieszkańcom zajęło ok. 18 h. Nie zabiłem wszystkich templariuszy ani nie zebrałem flag, bo zwyczajnie nie warto.
@ phase83: Z tego co pamiętam recenzenci zwracali uwagę na wady gry, ale wtedy ogólna koncepcja gry i jej wykonanie łatwo wywoływały wielkie "WOW". Poza tym to, jak niedopracowana jest jedynka widać głównie po zestawieniu jej z sequelem, który poprawił praktycznie każdy wadliwy element.
@ sm142gi, raziel - Dzięki. :)
@ Imperialista - właśnie tego niepowtarzalnego klimatu brakuje mi w następnych częściach. Ziemia Święta fenomenalnie pasowała jako tło dla takiej opowieści, pozwalając zarówno na snucie politycznych intryg, jak i mistykę.
Ja tam nie mam większych obaw przed inwestowaniem w nowe marki. Jeśli pojawia się coś dotychczas mi nieznanego, szukam w nim punktu zaczepienia dla siebie i jeśli go znajdę, to grę po prostu kupuję - nieważne, czy stworzyła ją jedna osoba, czy kilkaset mając wsparcie wielkiego wydawcy.
Tak czy siak powszechnie wiadomo, że start nowego ip to duże ryzyko w obecnych czasach, kiedy developing pochłania spore nakłady finansowe, zwłaszcza w kwestii samej technologii. Gry stały się zbyt potężnym biznesem, by w pierwszej kolejności słuchać głosu projektantów, a dopiero potem rynkowych analityków.
W pełni zgadzam się z końcowymi wnioskami - również za największą zaletę gier uważam możliwość samodzielnego ich interpretowania, rozgryzania, a nie tylko oglądania cut-scenek.
Niestety, ale faktycznie istnieją całe rzesze ludzi, którzy nie mając czegoś podanego na tacy twierdzą, że tego nie ma. Tutaj znakomitym przykładem jest Dark Souls - fora są pełne komentarzy, że nie ma tam w ogóle fabuły, a o świecie nie wiemy nic, co jest wierutnym kłamstwem i wie to każdy, kto nie tylko biegał po Lordran i ciachał mieczem, ale przede wszystkim obserwował, słuchał, rozumiał. W tekście nie padło słowo "lore", ale wychodzi na to, że mise-en-scène służy właśnie jemu.
Podobnie jest ze wspomnianym Half-Life'm i to obojętnie jaką częścią. To smutne, że nieumiejętność czytania i oglądania ze zrozumieniem bywa dość powszechna wśród graczy.
Brzmi całkiem interesująco, bo czyste fantasy nigdy mnie nie jarało. Być może taki gatunkowy misz-masz przypadnie mi do gustu. Dzięki za polecenie.
Heh, słuszna uwaga. :) Tak czy siak indyków jest całe zatrzęsienie i trzeba podkreślać, które są faktycznie warte uwagi. ;)
To się zgadza, bo wychodzi coraz więcej takich gier, ale mimo to trzeba ten fakt podkreślać, by zainteresować graczy nowych bądź szukających odpoczynku od blockbusterów albo chociaż ignorantów twierdzących, że gry "to tylko szczelanie na 3 życia".
Znakomity tekst obalający wiele mitów popularyzowanych przez gry i filmy. Laik może się tylko domyślać absurdów, ale konfrontacja z nim wręcz wbija w ziemię...
Dziękuję. :) Ja akurat staram się nie opuszczać żadnej części, choć ta stagnacja i ciągłe powielanie utartych schematów doprowadzają mnie do szału. Chyba czas przerzucić się na inny gatunek, bo shootery zaczynają być odbijane na ksero.
AA to już legenda, ale nie uważam, by taka Wojna na Pacyfiku była naprawdę słabym tytułem, gdyż miała ewidentny potencjał, choć grę zjadły głównie bugi. Airborne odpływał w stronę fikcji, ale mimo to grając w niego czuło się, że to MoH - czy to dzięki samej akcji, czy muzyce. Teraz już tego nie ma. W konsolowe odsłony serii nie grałem, ale wiem, że tam również zdarzały się wzloty i upadki. Mimo wszystko jednak seria miała na siebie pomysł i starała się wnosić coś świeżego, jak np. skoki spadochronowe w Airborne.
Ja przeplatam gry oldskulowe z nowościami i nie trzeba mnie do tego dodatkowo zachęcać.
Powody do kontaktu ze starszymi produkcjami zależą od indywidualnych upodobań, choć u mnie jeszcze dodatkowo nakłada się pewien warunek - zanim sięgnę po coś nowego, muszę poznać wcześniejsze części, by mieć odpowiedni pogląd.
PS: raziel, weź Ty się w końcu zacznij cieszyć grami, a nie marudź bez końca. Wciąż pojawiają się dobre produkcje, które kiedyś też będą uważane za nostalgiczno-oldskulowe.
Dla mnie również cała ta sprawa jest dziwna i zalatuje hipokryzją osoby zgłaszającej takie roszczenia. Infinite dobrze pokazuje, że religia to kapitalny instrument do kontroli mas. Jednym się to może podobać, innym nie, ale heloł - wystarczy zajrzeć do historii, by dojść do wniosku, że tak się dzieje od wieków.
Jeśli tego człowieka obraziła scena chrztu, to ciekawe co myśli o części pierwszej i Rapture, gdzie dla Boga miejsca nie było w ogóle...
BioShock: Infinite ostatnio rządzi... mamy więc cosplay Elizabeth!
Nie żeby finalny wygląd growej Elizabeth bazował właśnie na cosplayerce... Teraz każdy kolejny cosplay to w zasadzie naśladowanie istniejącej kobiety, a już nie postaci z gry. :P
@ mały: To widać mamy inne zdanie nt. Elizabeth. :P
@ Kopec23: Tytuł faktycznie może sugerować "co on za durnoty wypisał", ale po to jest tekst, by wyjaśnić, o co mi chodziło. :)
Co do mechaniki strzelania - BioShocki nigdy nią nie stały, choć w jedynce bardzo sugestywnie strzelało się z Thompsona, zaś w dwójce szarżowało.
12h? Mnie zajął bodaj 18h, bo zaglądałem dosłownie wszędzie i kombinowałem, czy na pewno odnalazłem wszystkie klucze/szyfrogramy.
Elizabeth to oczywiście jeden z najlepszych elementów Infinite. Jest bardzo dziewczęca, marzycielska i wrażliwa, ale czuć, że dotychczasowe wydarzenia odciskają piętno na jej psychice. Do szczęścia zabrakło tylko lepszej interakcji.
@ Mały: Nie, na trzeźwo pisałem. Mogłem być jedynie pijany ze szczęścia. :) Co do Anny - to raczej nie wchodziło w grę, bo BioShocki mimo wszystko nigdy nie szły w realizm w kwestii odwzorowania twarzy - te zawsze miały charakterystyczny, "nierealny" styl.
@ GameSkate: Jak sam napisałeś - na początku. Booker przybywa do Columbii, gdy jest już względnie normalnym miastem z prawdziwą populacją, a nie pokazówką dla reszty świata. :)
@ Asusek: Mówisz? W sumie grałem tylko w demo V2, ale za jakiś czas wpadnie mi w ręce całość i wtedy zobaczymy.
@ kong123: Dzięki. :)
Dokładnie. Aż się dziwię, że mając taki wzór do naśladowania, CI Games woli dalej tłuc pseudo-budżetówki.
@ Stalin_SAN: Z poziomu gry nie da się już podłączyć do multi, chyba że w sieci lokalnej.
Balistyka balistyką, ale co z tego, skoro dotyczy wyłącznie karabinów snajperskich? Pistoletem da się ściągnąć w zasadzie każdego z niemal dowolnej odległości i to bez względu na wiatr i dystans. W grze snajperskiej jest to absolutnie niedopuszczalne.
I rzeczywiście są znakomite. Spokojnie można by się dać nabrać, że przynajmniej Ground Zero wyszło spod ręki id Software. Są trudne, choć The Reckoning znacznie bardziej od GZ. Tego buga niezbyt kojarzę. O co chodziło?
PETA powinna przyznać jakąś nagrodę Blizzardowi za zasługi w kwestii rozmnażania pand i podarowania im własnego kontynentu. Idąc tropem wyznawanej przez tę organizację logiki byłoby to całkowicie słuszne.
@ FireStorm95, phase83: Dziękuję za miłe słowa. Bardzo się cieszę, że ktoś docenia, ile pracy wkładam w każdy tekst, by przedstawić daną grę możliwie najrzetelniej. :)
@ FireStorm95: Już teraz można go kupić za niewiele więcej. ;)
@ phase93: Kwestia odbioru broni snajperskiej w grach to już sprawa dość osobista. Dziś, kiedy mamy do dyspozycji przycelowanie i różne kolimatory pozwalające sprzedawać headshoty z karabinów maszynowych bardziej poszukuje się samej otoczki związanej z zabawą w snajpera, co dobrze pokazał przytoczony przez Ciebie etap w Prypeci w Modern Warfare. Dawniej natomiast snajperka i jej lunetka były prawdziwym rarytasem i faktycznie odmieniały gameplay. Dokładnie pamiętam, z jaką lubością używałem Mausera w RTCW. :)
Co do Sniper Elite - wczoraj zainstalowałem, zdążyłem odpalić i już mogę powiedzieć, że zjada ładniejszego Ghost Warriora na śniadanie. Szykuję się kawał ambitnej gry i coś wątpię, by pomimo zapowiedzi CI GW2 zbliżyło się do jego hardkorowości.
@ sebogothic: Tu nie ma czego odwlekać, to gra na kilka h - razem z wszystkimi DLC zajęła mi nieco ponad 6. Na pewno gdzieś ją wciśniesz. :)
Dość krótko opisałeś jedną z najlepszych gier w historii, pomijając kilka istotnych rzeczy, jak chociażby genialny soundtrack, klimat odwiedzanych miejscówek czy multi. Niemniej jednak mamy coś wspólnego - mnie również pierwszy kontakt z DE nauczył moresu.
"ub po prostu przegadując większość konfliktowych momentów dzięki inwestycji w siłę perswazji i cięty język."
Jak rozumiem, to sugestia istnienia w grze augmentacji/umiejętności społecznych, tymczasem wprowadza je dopiero Bunt Ludzkości. Oczywiście w DE dało się kogoś przekonać, ale to zależało wyłącznie od wiedzy i wyczucia samego gracza.
Miło powitać człowieka, który osiągał sukcesy w tej grze. :) Mam nadzieję, że nie znalazłeś w tekście niczego, z czym się nie zgadzasz jako człowiek bardziej zorientowany w temacie samej rozgrywki. :)
Dzięki. :) Niestety nie, miałem tylko demo UT3, które eksploatowałem całkiem długo. Posiadam Antologię, a tam nie ma tego ostatniego "utecza". Niemniej jednak z pewnością kiedyś go dokupię.
Co do samego UT - owszem, utrzymuje "rewolucyjny" charakter wielkiego, singlowego pierwowzoru, tym razem zmieniając postrzeganie rozgrywek sieciowych. Steven Polge rzeczywiście odwalił kawał dobrej roboty z botami, bo sprawiają wrażenie autentycznych, żywych graczy. Jako ciekawostkę dodam, że nieco podrasowane boty bodajże z UT2004 przeszły zmodyfikowany do realiów gry test Turinga - 52% sędziów dało się nabrać, że boty były ludźmi.
Moje osobiste odczucia są trochę dziwne, bo z jednej strony przyjemniej mi się gra w Q3, a z drugiej o wiele bardziej cenię UT i jego klimat. I to nieśmiertelne "Headshot!". Normalnie poezja.
@ Koktajl Mrozacy Mozg: Wybór broni był też w pierwszym Hitmanie czy Soldier of Fortune (nie pamiętam, czy w jedynce, ale na pewno w dwójce), a to tylko przykłady. To jednak nowość w Call of Duty, gdzie zawsze było dużo broni (zwłaszcza począwszy od czwórki), ale graczowi poza multi w ręce wpadało bardzo mało z nich. Warto też docenić fakt, że można ukończyć kampanię z ulubioną bronią.
Killstreaki ogólnie bywają przesadzone, zwłaszcza ten heli (grając w BO1 na Nuketown można było wtedy iść coś zjeść), ale z drugiej strony taka jest tutaj rozgrywka, że dość łatwo wbić lepszym graczom kilka killi potrzebnych do jego użycia. Niemniej jednak faktycznie potrafią zepsuć zabawę innym, bo wtedy kille lecą same.
W MW3 podobało mi się to, że dzięki ich podziałowi nawet słabsi gracze (sam nie wymiatam) mogli wspomóc drużynę dzięki nie resetującemu się po zgonie liczniku do pakietów wsparcia. Było to całkiem sensowne i przynajmniej nie zostawiało na pożarcie ludzi o mniejszych umiejętnościach.
@ Stalin_SAN: Dziękuję. :)
@ adrem, Koktajl Mrozacy Mozg: Czepiając się czwórki trzeba jednak pamiętać, że był do niej Promod, gdzie wszyscy mieli równe szanse. :)
@ adrem: Zwracam honor, można dostosować celowniki. Nie zwróciłem uwagi na tę nieźle ukrytą opcję. W poprzednikach zdecydowanie bardziej rzucała się w oczy. :)
@ PierwszyWolnyJestZajęty: Nie, gram na PC. Po prostu wprowadził mnie w błąd brak stosownej ikonki do dedyków i osobnego modułu w Narzędziach na Steamie. Doczytałem, fakt, są dedyki, ale od Treyarcha i działają właśnie na takie zasadzie, jak napisałeś. Tak czy inaczej nie są to takie dedyki, jakich byśmy sobie życzyli.
@ Gambrinus84: I to jest nieco dziwne, bo z jednej strony na CoDy narzeka masa ludzi, a z drugiej praktycznie nie sposób ich "podrobić". Homefront miał niezły potencjał, ale nie potrafił złapać za serce; MoH miał klimat, ale zero pomysłu na rozgrywkę (mówię o pierwszym, bo w Warfightera jeszcze nie grałem, tak jak w BF3).
Jeśli o mnie chodzi, to bardziej ciekawi mnie w CoDach singiel, niż multi. To drugie potrafi mnie wciągnąć niczym czarna dziura, ale i tak priorytetowo traktuję kilkugodzinny rollercoaster.
@ marcus alex fenix: Oczywiście, że celowe. Pierwotnie miałem napisać "SzCoDa", ale wyglądałoby to dość pokemonowato. :)
@ Meno1986: Owszem, ale tutaj sytuacja jest nieco inna - CoD nie ma równorzędnego konkurenta, prezentującego tę samą filozofię. Jest BF, ale oferuje wojaczkę innego typu.
@ JohnKrwawy: Widziałem poprzedni komentarz. :P To tak ma być. :)
@sekret_mnicha, adrem: Błąd z scenka, w której protagonista dopiero się do konfitur poprawiłem. Tak to jest, jak się coś wrzuca nocą. ;)
@ adrem: Pamiętam ten dialog. Tak czy siak nie tylko o te akta chodzi - generalnie brakuje nieco wskazówek w grze, która nomen omen prowadzi gracza za rękę.
Co do "zestawu narzędzi" (bo tak się nazywa w polskiej wersji) - owszem, wiem skąd się bierze, ale bawi mnie groteskowość związanych z nim animacji. Rozumiem jakiś mały przecinak czy wytrych, ale sprzęt takiego kalibru to lekki absurd.
Celowniki - ja nie znalazłem nigdzie tej opcji. Jeśli masz pewność, to zwracam honor. :)
@ Harry M: Dzięki. :)
A ja od lat kupuję same oryginały, nawet słabszych gier. Ktoś tu rzucił, że gry wcale nie są tanie - bzdura. Najważniejszym czynnikiem jest cierpliwość. Owszem, nie uśmiecha mi się wydawanie 140zł za świeżynkę, ale czy istnieje jakiś przymus grania od razu? Czy coś się przez to traci? Nie.
Ten dość rygorystyczny pogląd wynika z faktu, że piraci jakich ja spotykam, to hipokryci. "Gry są za drogie" - krzyczą, po czym wchodzę na jeden czy drugi serwis z torrentami i widzę co? Gry z tanich serii i czasopism po 20zł. Jeśli to też jest za drogie, to niech szukają alternatywnej rzeczywistości, gdzie developer dopłaca klientowi za to, że ten łaskawie zagra w efekt jego pracy.
Niemniej jednak stosunek polskich zarobków do zachodnich jest dobijający - gdybym miał do rozdysponowania tyle euro, ile mam złotych, co miesiąc kupowałbym choć jedną premierówkę.
Czego jako płacący chciałbym od wydawców? Szacunku z uwagi na fakt, że przekazuję im swoje pieniądze, a przez to rozumiem chociażby brak premierowych DLC i online passów. Pirat leje na multi, a wszystkie dodatki do singla i tak dostanie. Nie mam też nic przeciwko zabezpieczeniom, o ile nie utrudniają mi życia, bo jak do tej pory godzą w tych, których powinny chronić. :/ Oczywiście chciałbym też lepszych gier i zaprzestania wmawiania mi, że mniej znaczy więcej - jeśli wydawcy szkoda nawet papieru na instrukcję, to już o czymś świadczy, zwłaszcza, że na reklamę jakoś go znalazł. Kwestię rozbuchanych kampanii marketingowych pomijam - ogarnięty gracz nie da się nabrać na "najlepsza gra eva" i wyczuje pismo nosem.
Mnie w tym całym pirackim jazgocie poza hipokryzją związaną z cenami gier najbardziej irytuje zarzucanie wielkim wydawcom, że to krawaciarze, że wciąż klepią to samo, że żerują na opatrzonych patentach, by potem... ściągnąć z torrenta grę niezależną, której twórca nieraz wypina się na obecne mody i serwuje coś nietuzinkowego, ambitnego. I to jest prawdziwa krzywda wyrządzana gamingowi.
@ Black Abyss: Właśnie trzeba się pozbyć także jego podopiecznych - za pierwszym podejściem unieszkodliwiłem tylko kilku, potem szefa w walce wręcz pozbawiłem nieprzytomności, ale gra kazała mi zająć się resztą. Od tej strony masz rację - to było nieco ciekawsze niż berek z którymkolwiek z bossów z podstawki, ale z drugiej strony również jest niezwykle sztampowe.
Bardzo słuszna uwaga. Też z chęcią zobaczyłbym coś takiego i z pewnością prowadziłoby to nie lada dylematu. Szkoda właśnie, że w podstawowej grze ten wątek rozwiązano po macoszemu.
Nie korzystałem z solucji. Początkowo też sądziłem, że są dwa wyjścia i z takim nastawieniem ukończyłem ów dodatek, bo zapomniałem o tym jednym miejscu, a potem wpadłem na nie przypadkiem. Jednak pisząc tekst musiałem wziąć pod uwagę wszystkie możliwości. Nie ma się co czarować, że prawdziwy dramat by się tu przydał.
Co do tego dysonansu - dlatego napisałem, że taka już "logika" gier. Moim zdaniem Eidos mógł opóźnić nieco premierę i wydać HR z etapem w bazie Belltower. Wtedy wszystko byłoby przyjemnie spójne.
Zamiast tego w DLC chętnie ujrzałbym wydarzenia z przeszłości Jensena (jak choćby słynną akcję SWAT-u, po której odszedł z policji), no ale nie dostalibyśmy modów z oczywistej przyczyny. Coś za coś. Chyba lepiej w ogóle zostawić tak zakończony wątek w spokoju, ewentualnie wprowadzić inną postać i wydarzenia z jej perspektywy.
7/10 to surowo? Chyba w skali Metacritika. :)
Owszem, to DLC się wybija na tle wielu innych rozszerzeń, ale mimo to nie może być uprzywilejowanej sytuacji tylko dlatego, że to Deus Ex. Owszem, podstawka była świetna, ale Missing Link troszkę nie nadąża za jej poziomem i ma trochę nieścisłości. Wszystko wyłuszczyłem w tekście. :)
@ Scott P.: Po zabawie z panienką wychodzi się przewietrzyć na dość wysoko położony, odosobniony balkon. Wystarczy tam na niego poczekać. :)
Cóż, faktycznie nie ma żadnego czynnika, który by mobilizował do wymyślania innych dróg do celu - wszystko zależy od chęci samego gracza. Takie coś, oparte na wyzwaniach, wprowadza dopiero Rozgrzeszenie, choć kosztem znacznie mniejszych, podzielonych lokacji. Tam masterowanie rzeczywiście ma sens.
@ Mac94: Rozwałka w Hitmanie nie pasuje - jako shooter te gry wypadają dość topornie. Owszem, można wszystkich wybić, ale jest to średnio satysfakcjonujące rozwiązanie, przynajmniej dla mnie. ;)
Niby da się załatwić każdego bez ceregieli, ale w ten sposób można sobie napytać biedy za sprawą rozgłosu. Z drugiej strony dowolność jest w porządku - zdecydowanie gorszym rozwiązaniem byłoby zostawienie 1 właściwej, przewidzianej przez twórców ścieżki, na co cierpi wiele gier. To jest właśnie piękno Hitmana - ilu graczy, tyle doświadczeń.
Moim zdaniem elementy RPG nie pasowałyby do Alana, oczywiście jeśli obaj myślimy o jakimś systemie rozwoju. To tylko pisarz uwikłany w historię rodem z horroru, a nie wojak. Namiastką takiego systemu są coraz potężniejsze źródła światła.
Za to chętnie widziałbym tutaj przynajmniej 2 zakończenia.
UP: Napisałem znośna, bo rozczarował mnie trochę finał i kilka postaci, co uwzględniłem w tekście. Poza tym motyw "nikt mi nie wierzy, że dzieje się coś dziwnego" widziałem już nie raz, więc nie stanowi objawienia.
Ogólnie jednak Alan się broni. :)
Ja generalnie ubóstwiam czepiać się drobiazgów, ale staram się całościowo spojrzeć na grę - i Alan w moich oczach na te 8+ zasługuje, bo to zacny tytuł.
"Balet time" to nie błąd, jeno polski przekład pomysłu tego wariata z kliniki dr Hartmana. :)
Pleonazm i tego nieszczęsnego Maksa zaraz poprawię, dzięki za zwrócenie uwagi.
Zdiełane. :)
UP: Dokładnie. :) Ja mam ponad setkę w tradycyjnej wielkości boksach i dziwnie to wygląda razem. Generalnie jestem zdania, że każda platforma powinna się trzymać swojego standardu.
@ Rick24: Zabezpieczenia? W sumie nie kojarzę nic takiego, bo to jest zależne od gry, ale znajomi mieli inne problemy, związane z kluczami do GfWL m.in. w Kane & Lynch: Dead Men, które nie chciały działać.
@ Rick24 & kęsik: Widzę, że się zgadzamy w kwestii tych koszmarnych pudełek. :) Nie wiem, kto i dlaczego wpadł na taki pomysł, bo w przypadku PS3 jest to zrozumiałe, ale na PC? Zgoda, blu-ray i na tej platformie kiedyś będzie standardem, ale jeszcze nie teraz, gdy w sprzedaży nie ma ani jednej pecetowej gry na takim nośniku.
Poza tym czasy, kiedy gry były naprawdę drogie w stosunku do dochodów (u nas) już minęły i większość z nich tanieje bardzo szybko. Chciałoby się, by wydanie większej ilości pieniędzy (np. na Premium Games) czymś owocowało, a tymczasem dostajemy praktycznie to samo, co w PKK. Kiedyś szukało się wyższych serii właśnie dla dodatków, dziś nie ma to sensu, przynajmniej u Cenegi. Jedyny naprawdę słuszny wybór to Premierowa Okazja i Tania Seria.
Intra do eXtra Klasyki nie pamiętam, ale Fronczewskiego dało się łatwo pozbyć.
@ SpecShadow: Przecież ten tekst jest już kultowy. ;)
@ stefcio01: Przejrzałem Twoją bibliotekę Steam. Szacun, nie spodziewałem się aż tak ogromnej ilości. :)
O Fronczewskim całkowicie zapomniałem, jakoś tak wypadł mi z głowy. :D Zresztą zawsze tworzę skrót bezpośrednio do pliku z grą, by było szybciej, ale faktycznie jego głos dodawał smaczku.
Opowiadania Pilipiuka? O tym akurat pierwsze słyszę, choć faktycznie dość niemiły incydent.
Rozmiar to faktycznie największa wada tych pudełek. Paskudnie to wygląda w zestawieniu z normalnymi.
Owszem, gra jest najważniejsza - dlatego mimo wszystko dość często kupowałem w cyfrowej dystrybucji - ale staram się wypalać gry i drukować do nich okładki, by jakoś zamanifestować na półce ich obecność w kolekcji.
UP: Często w ten sposób można się dowiedzieć czegoś pożytecznego. Kto powiedział, że poszerzanie horyzontów to jedynie nauka w szkole i ślęczenie nad opasłymi tomiszczami? Co do doświadczenia - owszem, poznanie na własnej skórze jak największej ilości tytułów to kluczowy wymóg, ale trzeba poza tym mieć jakieś podstawy, by jasno formułować swoje myśli, a przede wszystkim - dostrzegać pewne rzeczy. To, że ktoś widział tysiąc FPS-ów nie znaczy jeszcze, że potrafi je rzetelnie ocenić.
Jeśli chodzi o wartość samych gier - w tej kwestii zaczyna być coraz ciekawiej, bo choć z jednej strony mamy masowy nurt nastawiony na nieskrępowaną rozrywkę, z drugiej pojawiają się produkcje dotykające ważkich tematów. I ten trend moim zdaniem będzie nasilać, bo gry stają się ważną częścią kultury.
A czy przegonią książki? To zależy pod jakim względem. Książka ma jedną, istotną przewagę - oddziałuje bezpośrednio na wyobraźnię, podczas gdy gra serwuje gotowe obrazki i zrzuca z barków odbiorcy ciężar generowania swego fikcyjnego świata. Opowiadana historia i jej przesłanie to jednak zupełnie co innego - niemały procent beletrystyki stanowią pozycje bezwartościowe, taki literacki fast-food, a przecież zdarzały się już gry wybitne pod względem scenariusza. Nie ma się co trzymać stereotypów.
@ Seraf.: Wielu autorów tworzy wartościowe publikacje, w których jest masa ciekawych rzeczy, pozwalających nieco inaczej spojrzeć na dany element lub po prostu lepiej rozumieć gry i rządzące nimi mechanizmy. Jeśli ma naprawdę szerokie horyzonty, lepiej interpretuje dany tytuł i przekazuje tę wiedzę czytelnikowi. Z czytaniem samych stopek jest trochę tak jak z zaglądaniem w same specyfikacje samochodów - będziesz wiedzieć, jak szybko któryś pojedzie i jaką ma moc jego silnik, ale Twoja wiedza na temat interpretacji i odniesienia tych parametrów nie wzrośnie w żaden sposób.
Zresztą jak już ktoś naprawdę nie ma czasu, to może nie czytać nic poza ocenami - tylko potem niech się bezpodstawnie nie wykłóca o słuszność swoich racji, bo to częste zjawisko.
Recenzent może się tylko starać być obiektywny, ale i tak jego opinia będzie subiektywna, bo nie istnieje żadna skala, do której można by przyłożyć dany aspekt gry i sprawdzić, jaką notę osiąga.
Z tego co zauważyłem bardzo wiele jadu sączy się, gdy jakiś tytuł niedomaga technicznie i gracze po nim jadą równo z błotem, tymczasem trzeba z taką grą spędzić dużo czasu, by uczciwie powiedzieć, jak to się przekłada na gameplay. Jako przykład świetnie się nadaje pecetowe Dark Souls - wystarczy odrobina dobrej woli, by doprowadzić je do stanu używalności, a potem już się chłonie fenomenalny lore i klimat Lordran. W takim układzie uchybienia techniczne nie są prawdziwą przeszkodą.
Coraz częściej spotykam się z opinią, że recenzenci są opłaceni, a oceny kupione i wielu użytkowników pisze, że bardziej wierzy opiniom innych graczy, niż fachowcom. Szczerzę mówiąc sam się z czymś takim nie spotkałem, a jeśli jakaś gra wydaje się mieć zbyt wysoką ocenę, to warto spojrzeć na inne teksty danego krytyka - może po prostu skupia uwagę na czymś innym, niż czytelnik? Może jego punkt widzenia celuje w inny element gry? W takim układzie zamiast od razu robić kwas lepiej poszukać redaktora o zbliżonym guście.
Tyle że aby takiego znaleźć, trzeba teksty czytać, a nie zerkać wyłącznie do stopki z oceną. Osobiście najchętniej bym się ich pozbył, ale takie czasy, że większość ludzi ich oczekuje. Nieraz mi było przykro (sam redaguję dość kobylaste publikacje), gdy ktoś czepiał się jakiegoś plusa bądź minusa, choć wszystko było wyłożone w recenzji jak krowie na rowie, a przecież poświęcenie tych kilku minut na lekturę całości nikomu krzywdy nie wyrządzi...
@ Sethlan: Wybory moralne nigdy nie były istotą Deus Ex'a. Ciężko tu mówić nawet o jakiejkolwiek karmie, więc moim zdaniem to akurat nie minus.
@ graf_0: Najchętniej też bym wyrzucił z pamięci IW, ale tak se ne da panocku. Nie wiem, co się wtedy stało ze Spectorem i całym ION Storm...
Ja tam bugów w walce z bossami nie uświadczyłem, co najwyżej głupotę. :)
@ SpecShadow: Hangar18 był tajny? Nawet nie wiedziałem. Też go mam.
Mnie osobiście często się zdarzyło wywołać alarm, ale pozbawianie przeciwników przytomności daje więcej zabawy, bo jeśli nie ma się karabinu ogłuszającego, to trzeba do takiego dziada dość blisko podejść. Szczerze mówiąc spodziewałem, że charakter postępowania gracza wywrze jakiś wpływ na zakończenie, tymczasem filmiki są najwyraźniej przygotowane na sztywno i nawet jeśli ktoś wszystkich mordował, usłyszy to samo, co pacyfista.
@ graf_0: Owszem, finał nie jest godny tej opowieści. Niemniej jednak i tak jest znacznie lepiej niż w przypadku Invisible War, które moim zdaniem było zwyczajnie niepotrzebne.
@ Kreek: Moim zdaniem nie powinno być następnego DE, bo w jakim okresie miałby się dziać? Przed 2027? Wtedy nie będzie jeszcze wszczepów na odpowiednim poziomie, albo w ogóle. Po? Mamy DE1 oraz IW. Szczerze mówiąc nie widzę ciągu dalszego dla tego uniwersum, bo znowu stworzyłoby to fabularne powidło, jakim było Invisible War w stosunku do zakończeń jedynki.
Ja również inwestowałem w zabawki do skradania, ale w razie czego zawsze miałem w kieszeni dobrze ulepszone bronie, więc bossowie nie byli wielkim problemem. Gdybym tylko nie zapomniał, że kilku żołnierzom na początku wpakowałem kulkę, miałbym aczik za pacyfizm...
Dziękuję. :)
Teraz miałem trochę innych rzeczy na głowie i musiałem na chwilę go odłożyć do szuflady, ale pojawi się za jakiś czas - pewnie za rok, już po sylwestrze. :)
@ Persecuted: Jak widzisz siłą Dark Souls jest to, że ludzie szukają w nim różnych rzeczy i je znajdują - od wyzwań po fantastyczny świat. GameSkate słusznie prawi - ulga po pokonaniu bossów (zwłaszcza pewnych dwóch papużek nierozłączek) jest nieziemska. Poza tym same walki z bossami mają bardzo różne podłoże emocjonalne - jednych po prostu chcesz ubić, bo to paskudy, innych podziwiasz, lecz smuci Cię ich los, a jeszcze innych najchętniej puściłbyś wolno.
@ GameSkate: Uwaga - spoiler co do tego nie-zombiaka w lesie:
spoiler start
jeśli żal Ci go było pod koniec walki to wiedz, że można go odnaleźć w dodatku, lecz jest bardzo skrzętnie ukryty. Po jego uwolnieniu, już normalnych rozmiarów może Cię wspomóc w walce z tamtejszym bossem
spoiler stop
.
@ Persecuted: Tak. Jest fantastycznie zaprojektowany, a każda miejscówka na długo zapada w pamięć. Grasz kilkadziesiąt godzin i nie ma opcji, byś się w nim zgubił. GameSkate doskonale ujął, dlaczego tak imponuje.
@ GameSkate: Ja na New Game + raczej się nie porwę, bo mam do nadrobienia całą kupę innych rzeczy, ale gdybym tylko miał odpowiednio dużo czasu, pewnie jeszcze raz wsiąkłbym w świat Dark Souls. Z tą grą jest tak, że możesz od niej dostawać w kość, nie ruszać jej przez tydzień, lecz gdy już ją włączysz ponownie, ciężko przestać. :)
Dwójkę kupię na pewno. Mam nadzieję, że brak Miyazakiego nie będzie zbytnio widoczny.
Ambicja i żelazna zasada - jeśli już się do jakiejś gry zabieram, to ją kończę. Jeszcze bardziej motywował mnie niesamowity design i wizja tego ponurego świata. Kocham gry z wyrazistym charakterem, z własnym "ja", a Dark Souls jest właśnie czymś takim. Nie próbuje udawać innych gier, nie podpina się pod trendy, za którymi goni większość developerów, by wskoczyć do kieszeni masowemu graczowi - jest sobą aż do końca. Japończycy zawsze wydawali mi się nieco dziwni, ale mają wyobraźnię, jakiej próżno szukać w większości zachodnich studiów. I za to mam do nich ogromny szacunek. ;)
Dark Souls posiada też jeszcze jeden uwielbiany przeze mnie element - ma mniej przeciwników niż typowe gry akcji, za to bardziej wymagających, zaś walka z nimi pozwala na dużą swobodę i kombinowanie, co wprost uwielbiam.
Mając backupowe czy sklepowe nośniki z grami ze Steamworks nic nie zrobisz bez samej usługi - jeśli serwery siądą/zostaną wyłączone, to płytki staną się bezużyteczne. Sam mam na platformie Valve ponad 100 gier i czasami dopada mnie strach o to, czy tego kiedyś nie stracę. Zresztą, czasami Steam zrywa połączenie i choć działa, nie można korzystać z funkcji sieciowych, pobierać łatek czy gier. To źle wróży.
Co do pozbywania się nośników - nigdy mi coś takiego nie przeszło przez głowę, bo żywię ogromny sentyment do fizycznej manifestacji gry. Z kupowaniem indyków drogą cyfrową nie mam problemu, ale z bólem korzystam z promocji na tytuły AAA - co z tego, że taniej, jak nie mam gry na półce (w końcu chęć zagrania wygrywa). Dlatego też staram się je nagrywać na płyty i drukować do nich okładki, by jednak położyć je na półkę, a problem braku miejsca mnie nie dotyczy. Zresztą ile takie pudełko zajmuje, żeby w ogóle się nad tym zastanawiać?
@ Cainoor: Trzymam kciuki, a jak nie wyjdzie, to kupisz pudełko. Teraz można dorwać edycję specjalną w cenie podstawowej. :)
@ Sasori666: Sceptyk, co? To tak nie działa - Dark Souls rzeczywiście ma mnóstwo do zaoferowania, tylko trzeba samemu w nie zagrać i się nań otworzyć. Koledzy poniżej świetnie wszystko wyłuszczyli, że już nie wspomnę o moim kobylastym tekście. Starałem się jak mogłem, by zachęcić czytelnika do spróbowania swoich sił i z tego co widzę, niektórych przekonałem. :)
@ Cainoor: Jakiś wielkich uchybień na PC nie widzę. To już praktycznie to samo, co konsoli, tylko lepiej wyglądające. :)
@ trudnezycie: Steam przecież jest w Dark Souls, tylko dobrowolny. Moim zdaniem to świetna platforma. Mam tam ok. 120 gier i nie narzekam. Poza tym jak nie kochać Steama za wyprzedaże? ;)
@ kęsik: Z tym się nie zgodzę. Warto przecierpieć to & owo dla tak genialnej gry.
@ Sensai3D: W tekście wspomniałem o oszustach. Raz spotkałem gościa, któremu nie byłem w stanie zabrać ani 1HP, a on mnie ukatrupił 1 ciosem...
Co do fix'ów - daaaaawno nie widziałem oficjalnego patcha...
@ lordpilot: Dzięki za miłe słowa. :)
@ Asmodeusz: Jak najbardziej. ;)
@ Cainoor: Jest grywalna, ale nadal zdarzają się potężne spadki prędkości animacji w niektórych miejscach, bez względu na platformę. Moda odblokowującego 60 FPS nie testowałem, gdyż w początkowych wersjach blokował on ponoć GfWL. Teraz podobno jest lepiej i ludzie na tym grają. :) Co do ikon pada - chodziło o to, że choć grało się na myszy i klawiaturze, gra wyświetlała klawiszologie dla pada.
@ GameSkate: Dziękuję. :) Zawsze staram się jak najlepiej przykładać do każdego tekstu.
@ Aimath: Dziękuję. :) Tak, mody można pobrać z nexusa. Są tam również mody wizualne podmieniające niektóre tekstury, zmieniające HUD na wzór tego z Demon's Souls i wiele innych.
@ sekret_mnicha: Dziękuję. :) Fakt, do Dark Souls nie ma co siadać nie mając odpowiednio dużo wolnego czasu. Sam grałem weń od września właśnie z powodu uwagi, jaką trzeba poświęcać rozgrywce. I to jest piękne.
@ Scott P.: Oj tam, oj tam. :P W praktycznie każdym RPG i h'n's buduję pancerniki, więc i tutaj nie mogło być inaczej. To mój sposób na grę.
Myszka i klawiatura? Proszę Cię, nie po to kupiłem pada, by sobie leżał bezczynnie w takim tytule. :D
Cóż, ja szczerze mówiąc nie kojarzę w tej chwili portu o gorszej jakości niż Resident Evil 4, które aż przeszedłem na padzie.
Co do pomylenia nazewnictwa utworów w OST - tego nie wiedziałem, bo przesłuchując go pozą grą skupiłem na tych dla mnie najbardziej klimatycznych - czyli z Firelink Shrine, podczas walki z Gwynem i w napisach, a te są dobrze nazwane. W każdym razie cenna informacja. :)
@ Tunimure: To na szczęście jeszcze zależy od miejsca. Poza internetowymi rynsztokami jest dość dużo miejsc hejtem albo nieskażonych, albo błyskawicznie z niego czyszczonych.
Co do cwaniactwa we wszelkich Indie Bundlach bardziej wkurza zaglądanie do czyjegoś portfela. Dwa - parę dolców to dla kogoś, kto zarabia w $ jest małym wydatkiem. Dla innych (np. w tej części Europy, nad Wisłą) po przeliczaniu już jest trochę inaczej.
Dwa - nie zawsze jest możliwość dania większej sumy. Dzisiaj mam na koncie tyle, że mogę dać na bundle 20, 30zł a innym razem 5zł. I za to lubię ten system. Jeśli się tego czepiasz to nie najlepiej o tobie świadczy, delikatnie powiedziawszy.
Chyba nie do końca zrozumiałeś o co mi chodzi - bo wcale nie krytykuję ludzi, którzy kupując te pakiety w pojedynczych sztukach na własny użytek płacą choćby tego dolara czy tam mniej. To mi absolutnie nie przeszkadza, bo tak przecież to działa; denerwuje mnie natomiast czynienie z tego prostego sposobu na zarobek przez sporą rzeszę handlarzy-cwaniaczków. W mojej opinii jest to, jak już napisałem w tekście, nieetyczne.
Dla mnie rozmowy przez Internet na forach mają tą świetną cechę, że można rozmawiać szczerze, bez obawy że po drugiej stronie jest burak który wygraża czy pluje się jak ktoś się nie zgadza z jego racją „bo jest najmojsza."
Bo cóż jest piękniejszego niż pokonanie oponenta piórem (klawiaturą) niż mieczem...
Owszem, to jest ogromny plus, lecz nie z każdym da się tak podyskutować. Ostatnio miałem do czynienia z delikwentem, który nie chciał przyjąć do wiadomości faktu, że wydawcy wysyłają redakcjom czasopism i portali kopie gier przed premierą. Na nic się zdało tłumaczenie poparte zdjęciami, jak taka promka czy wersja debugowa wyglądają - on wiedział swoje. Nie ma i już. Równie dobrze można rzucać grochem o ścianę.
Niezbyt lubię lagery, więc dla mnie akurat nie byłby to prezent. :P Gratuluję sławy - nie każdego blogera piszącego o piwie spotyka coś takiego. :)
Taką już mam naturę, że nie lubię przymykać oka na niedociągnięcia, a produkcje bliskie ideału się zdarzają. Teraz, gdy znam już Contracts mogę przyznać, że jest gorszą częścią od Silent Assassin, choć przystępniejszą. Dwójka faktycznie jest tylko dla prawdziwych wyjadaczy.
Mogło być gorzej i paskudnie roztyć interfejs, co zdarza się w wielu grach. Moim zdaniem Kontrakty i tak wyglądają lepiej w 16:9 niż np. Max Payne.
No to mamy jasność. :) W każdym razie rozciągnięcie nie jest tak wielkie, by mocno oszpecać grę.
Rozciągnięty obraz? To już wina tej wersji Glaciera, gdyż wymusiłem panoramiczną rozdzielczość zgodnie z instrukcjami na WSGF. W dwójce proporcje były ok.
Jedynkę? Pewności Ci nie dam, ale być może. :)
A co do Krwawej Forsy - nie spoiluj. :P
Przyznaję, że sam jeszcze żadnej recenzji nie czytałem, gdyż możliwe, że na dniach dostanę tę grę w swoje ręce i nie chcę sugerować się czyimś zdaniem. I tak samo powstrzymam się od przedwczesnego wyrokowania nt. Rozgrzeszenia.
Moi znajomi również zachwalali mi przede wszystkim Blood Money. Jestem ciekaw jaki jest w praktyce, lecz już na papierze ma plusa za system rozgłosu, którego brakuje w poprzednich.
Co do najnowszego Hitmana - do mnie dotarły przede wszystkim entuzjastyczne opinie. Jakiś zagraniczny recenzent czepiał się, że przebranie nie gwarantuje 100% kamuflażu, ale najwyraźniej niedawno spadło mu się z Księżyca. ;)
@ sebogothic: Ta misja rzeczywiście jest dość wredna, choć moim zdaniem jej trudność wynika przede wszystkim z rozbudowania tej lokacji. Minęło sporo czasu, zanim nauczyłem się prawidłowej i szybkiej drogi do realizacji ostatniego zlecenia.
@ Scott P.: I tu mnie masz - w kolejne jeszcze nie grałem, ale już dość dużo o nich wiem i jeszcze dziś ruszam pełną parą z Contracts. Nie wykluczam, że obaj z razielem macie rację i dojdę do podobnego wniosku, lecz wtedy po prostu dostaną niższe oceny. Dwójka pomimo swojego czaru i swobody ma trochę niedoróbek, na które nie mogłem przymknąć oka. :)
Owszem, Internet bardzo pomaga w kwestii zapoznania się z zawartością jakiejś starej gry, ale to nie to samo, co własne doświadczenia. Należę do upartych, zdeterminowanych graczy, którzy łatwo nie odpuszczają, nawet jeśli gameplay jest toporny i frustrujący - a właśnie taki bywał momentami pierwszy Hitman, lecz udało mi się dobrnąć do napisów końcowych, choć jedną z misji wczytywałem dziesiątki razy. Dzięki temu mam wyrobioną opinię o tym tytule i mogę z przyjemnością odetchnąć z ulgą grając w Silent Assassin, które jak się okazało wyeliminowało mnóstwo przywar oryginału. Taki mały masochizm. ;)
Co do Residenta - faktycznie, Antologia wygląda bardzo smakowicie. I teraz zabiłeś mi ćwieka, bo cały czas byłem przekonany, że jeśli kupię konsolę (a być może już niebawem), to raczej X360... Pożyjemy zobaczymy - może na PC również pojawi się podobne wydanie.
Wyjątki są, ale tak pisałem - każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. W przypadku Elder Scrolls akurat nie mogę się wypowiadać, bo nigdy mi nie było po drodze z tą serią, ale pewnie masz rację i można sobie darować m.in. Buggerfalla. :)
Antologie to również moim zdaniem bardzo dobry pomysł, choć zdarzało mi się już trafiać właśnie na te niepełne, jak w przypadku Legacy of Kain, gdzie brakuje pierwszego Blood Omen. I jest to, niestety, brak dość mocno odczuwalny...
Tej petycji pewien nie jestem, bo wyczytałem o niej na forum Ubi. Niemniej jednak wydaje mi się to możliwe, gdyż to naturalny odruch - ktoś chce nam dać coś gorszego (jak się okazało, na pozór...), a przecież nie było problemu rozumianego jako bariera technologiczna, by na PC pojawił się DA next-genowy.
@ Scott P.: Na pewno wynikało to z przesiadki na nową technologię - wersje na previous geny musiały się zadowolić słabszą grafiką i mniejszymi lokacjami, ale trzeba nadmienić, że obie wersje nie powstały w jednym studiu. Za wersję next-genową odpowiadał Ubisoft Shanghai, które stworzyło Pandora Tomorrow. Natomiast wersję na sprzęt starszy zaprojektowało Ubisoft Montreal, czyli autorzy jedynki i genialnego Chaos Theory, co bardzo widać w zachowanej mechanice. Kolejna ciekawostka to fakt, iż pierwotnie pecetowcy mieli dostać wersję z PS2/NGC, lecz podnieśli szum, powstała petycja i tak oto blaszakowcy dostali port z obecnych konsol. I trzeba przyznać, że wyszliśmy na tym źle...
Po tym, co pokazano do tej pory niezbyt wierzę w obietnice Ubi. Zapewne w jakimś tam stopniu będzie można się skradać, ale nie będzie to ani wymuszone, ani specjalnie rozbudowane. Nie chcę teraz tego przesądzać, ale po Badzieviction naprawdę nie mam nadziei na powrót do tradycji. I małpki, z którą pożegnano się już chyba definitywnie...
BTW: Double Agent miało 2 oblicza. Jedno, szczerzej znane z PC i X360 (to gorsze) i znacznie lepsze z PS2. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy ta sama gra na różne platformy różniła się w tak dużym stopniu. Poza tym nawet next-genowe DA było znacznie lepszą skradanką, niż Badzieviction.
Zapowiedzi Primal Carnage rajcowały, lecz finalna wersja rozczarowuje niemal na każdej płaszczyźnie - począwszy od liczby trybów (w sumie aż 1) przez zbalansowanie klas po ogólnie rozumianą zawartość. Szkoda, że zmarnowano tak wielki potencjał... I choć zapowiedziano darmowe DLC nie liczę na to, że odmienią oblicze tego mniej niż przeciętniaka.
Zapraszam do recenzji: http://gameplay.pl/news.asp?ID=72597
UP: Faktycznie, masz rację - też nie widziałem ostatnio nic nowego w tej serii. Szkoda, bo była znacznie lepsza od Gamebooka.
UP: Też tak myślałem, dopóki nie urósł mi ogromny stosik gier do przejścia. Teraz wolę kupić coś rzadziej, za to w lepszej wersji.
Dzięki za oświecenie - sam do tej chwili brałem wersję na N64 za zwykły port. Chętnie go spróbuję, bo planuję zakup tej konsoli, choć zapewne będzie spory problem ze zdobyciem tego unikatu.
Z czasopismami akurat nie mam takiego problemu, bo nawet sam papier ma pewną wartość dla zbioru.
Nie wszystkie premierówki są ładne, to fakt - ale tak czy inaczej to premierówki. Miło jest posiadać właśnie takie wydanie.
@ Stalin_SAN: Jeszcze do niedawna nie miałem wielkich oporów w związku z kupowaniem tanich serii, ale od jakiegoś czasu udziela mi się Twoje podejście, zwłaszcza gdy widzę zdjęcia cudzych kolekcji. Na szczęście i tak mam więcej premierówek od tanich serii.
@ Rick24: TopSeller już zniknął? Eee, niemożliwe. Nigdzie nie widziałem takiego newsa, a jeszcze jakiś czas temu przeszły doń nowe tytuły. A co do reszty - zgadzam się w całej rozciągłości.
@ stefcio01: Takie promocje zawsze bardzo kuszą i łatwo im ulec. Z drugiej strony mam już taką "kupkę wstydu", że spokojnie mogę olewać takie promocje.
@ domyslnik28: Ja na szczęście nie mam wiele tych "karłów" na półce. Szkoda tylko, że zepsuto nie tylko najtańsze serie, lecz i te droższe - jak Premium Games. O niej (i reszcie serii od Cenegi) napiszę w następnym odcinku, ale już teraz powiem jedno: kto powinien za nowy image tej serii wylecieć z branży z wilczym biletem...
Też się napaliłem, bo 40zł to jednak niezbyt wygórowana cena, lecz rzeczywistość jest okrutna. Lepiej kupić wydanie w tradycyjnym pudełku...
Przykro, że wydawca tak paskudnie wprowadza w błąd pięknymi hasełkami w reklamach.
Mnie się zdarza exploitować bugi, gdyż nie wiążę z tym takiego balastu moralnego, co z cheatami lub trainerami - po prostu dana gra na coś pozwala i tyle. Oczywiście tylko w singlu, bo musi być wolne od jakiegokolwiek naginania zasad. Zresztą kto grał w Dark Souls i oberwał mieczem przez ścianę, ucieszy się z każdego babola pozwalającego mu się zemścić na oszukującej grze. ;)
@ racki: Odblokowuje się tylko etapy z bossami. Nie wiadomo, ile ich konkretnie potrzeba, gdyż gra nie podaje liczby, a jedynie orientacyjny pasek.
Sama gra jest znakomitą, trudną platformówką z rewelacyjnie zaprojektowanymi poziomami. Zapraszam do lektury recenzji, którą dziś wrzuciłem na gameplay.pl:
http://gameplay.pl/news.asp?ID=72407
@ michal13225: Najnowszą wersję pobierałem bezpośrednio ze strony Raptr. Pewnie któryś z nas ma starszy build.
@ Azazell3: Steam jest super dopóki nie przychodzi do zbierania statystyk z gier spoza niego, czego generalnie... nie potrafi. Ja nie widzę w Raptr żadnych głupich i zbędnych opcji - ma to, co powinien mieć. To, że Ciebie nie bawią szczegółowe zestawienia nie znaczy wcale, że nie jest to potrzebne innym graczom. A co do zasobożerności - w dobie komputerów do grania z gigabajtami RAM-u jakieś 30 MB, których potrzebuje Raptr (przy praktycznie zerowym obciążeniu CPU) to jest NIC. Przeglądarka internetowa potrafi zjeść sporo więcej na dzień dobry.
@ kęsik: Zaśmiecony? Nieczytelny? Nie - po prostu inaczej organizuje informacje i trzeba się do tego przyzwyczaić. Gdyby kopiował wszystko jak leci z Xfire, niczym by się nie wyróżnił, a po co komu kolejny identyczny program?
@ Rod: Co ma pojawienie się Raptr do Xfire? Xf przecież pozostaje niezmienny od lat. I dlaczego Raptr to gniot? Chętnie ujrzałbym jakieś rzeczowe, konkretne argumenty.
Ja również jestem zdania, że recenzje powinni pisać ludzie ze sporą wiedzą na temat gier i absolutnie nie kierować się masowym gustem, gdyż byłoby to pisanie wbrew sobie, a co za tym idzie - po co komu taki nierzetelny tekst, skoro casuale go nie przeczytają w ogóle, a hardkorowcy dosłownie zjedzą autora?
Nad recenzentami ciąży po prostu "klątwa doświadczenia". Znasz, człowieku, kilkaset tytułów, perełki gatunku, na dzień dobry rozróżniasz większość klisz, jakie pojawiają się w grach, więc chwalenie tytułu słabego i wtórnego byłoby zwyczajnie wbrew logice. I nie ma się co dziwić, że redaktorzy często powołują się na produkcje niszowe - w końcu od tego są, by coś komuś polecić. Przecież im więcej ludzi zacznie mówić o danym tytule, tym będzie mniej hipsterski i niszowy. To swego rodzaju misja, by nie tylko oceniać blockbustery, ale także nakierowywać czytelników na coś mniej wtórnego, a zarazem bardziej wartościowego. Zresztą... od tego są recenzje, by dowiedzieć się z nich czegoś o grze, zamiast wydawać pieniądze w ciemno na tytuł, którego w ogóle się nie kojarzy, prawda?
Poza tym indyki wcale nie są tak niszowe, jak się z pozoru wydaje. Być może nie zawsze widać to po sprzedaży, ale wystarczy zajrzeć na byle który serwis z torrentami... :/
Poruszyłeś bardzo ciekawy temat. Zgadzam się, że growy dziennikarz powinien być kimś ponad podziałami i oceniać gry w swojej kategorii, ale nie mógłbym się zgodzić na porzucenie tej "hipsterskości" na rzecz podłączenia się pod masowy gust. Niech sobie istnieją te wszystkie popierdółki dla niedzielnych graczy, lecz bez ingerencji w świat hardkorowców, co niestety ma miejsce coraz częściej.
Kiedy grasz od x lat, masz swoje ukochane serie i pojedyncze tytuły, które czymś Cię po prostu zachwyciły i nagle przychodzi pan od marketingu z prognozą "obniżamy poziom trudności i robimy z gry taktycznej zwykłego shootera", krew człowieka zalewa. Na pewno większość graczy-pasjonatów potrafi podać przykład serii zepsutej w imię zysków. I nawet nie chodzi o to, że nowy image jest kompletnie niegrywalny - po prostu przesiadając się z ferrari na poloneza czuć regres, choć do celu dotrzesz obydwoma. Wiem, że dziwna analogia, ale oddaje moją opinię na ten temat.
@ Harry M: Mnie również się to podoba, bo lubię tego typu zestawienia.
@ Goozys: Steam jest ograniczony tylko do gier do niego przypisanych. Nawet jak wkleisz doń skrót do gry spoza niego, nie zarejestruje żadnych statystyk. Mnie możliwości Raptr bardzo opowiadają, a poza tym czasami można się stamtąd czegoś ciekawego dowiedzieć.
@ SpecShadow: Ze starymi grami problem jest wszędzie, zwłaszcza u nas. Xfire jeśli już wykrywa np. Unreala, to tylko wersję na Steam. Da się to obejść, ale szkoda, że nie działa ot tak, po prostu.
Natomiast o Playfire jeszcze nie słyszałem. Sprawdzę co to, ale raczej pozostanę przy Raptr oraz Xfire. Nie ma sensu trzymać na dysku kilka różnych programów do tego samego zwłaszcza, że Playfire nie używa chyba nikt z moich znajomych, bo już bym o tym wiedział.
@ BliBs_Pl: W LoL'a nie gram, więc problemu nie zauważyłem, a być może już został wyeliminowany. Natomiast ten problem z powiadomienia łatwo zniwelować wyłączając je. Ja już tak bardzo się przyzwyczaiłem zarówno do Raptr, jak i Xfire, że szkoda mi grać, gdy net nie śmiga. ;)
@ trudnezycie: To już subiektywna opinia. Na płaszczyźnie funkcjonalności przegrywa z Raptr bez dwóch zdań.
UP: Wierzę na słowo, choć szkoda, że split screen wymaga tych dwóch padów na PC. Jak się tylko nadarzy jakaś okazja, to z kimś go wypróbuję. ;)
UP: Mogłeś wypróbować Rock of Ages za darmo w miniony weekend, choć tylko multi. Tytuł wciąż jednak znajduje się w promocji za 1,99 €. Tyle można wydać bez obaw.
UP: O tej grze wiedziałem, znajduje się na mojej liście "do zaliczenia". Dobrze, że mam jeszcze punkty na CDProgramie, to wezmę sobie z GOG-a. Również słyszałem, że to zacna pozycja.
UP: A ja z kolei nie wiedziałem o tym, że zrobili Redneck Rampage, dopóki nie poszukałem o nich informacji. Całkowita zmiana klimatu jak widać im nie straszna. :)
@ SpecShadow: W przypadku tego dodatku (i pewnie Ground Zero również) wystarczy zainstalować Ultimate Patch do podstawki, co przywraca muzykę jej oraz rozszerzeniom. Poza tym zawsze możesz podłączyć jakąś normalną klawiaturę i zagrać. Warto. :)
@ U.V. Impaler: Ground Zero muszę sobie odświeżyć, ale możliwe, że masz rację, choć na korzyść GZ przemawia fakt, że wprowadza nowych bossów - i to znacznie trudniejszych.
Ja również z Quake'ów wolę część drugą, ale jedynka także jest przyjemna, przede wszystkim ze względu na mroczną atmosferę, której sequel już nie posiadał.
Też skłaniałbym się ku stwierdzeniu, że Q1 mocno wpłynął na gatunek FPS, choć faktycznie w wielu źródłach podaje się Terminatora jako jedną z pierwszych trójwymiarowych strzelanin z perspektywy pierwszej osoby. Chętnie sam bym go spróbował, tylko gdzie teraz dostać taki staroć...
W zalinkowanych utworach poza Voodoo zabrakło mi Serenity, strasznie klimatycznego kawałka. Tak czy siak zacna kapela.
Polak rodzi się po to, by narzekać. PS+ to rzeczywiście świetna oferta i gdybym miał PS3, z pewnością poświęciłbym te kilkadziesiąt zł, by mieć dostęp do hitów, na konsolach przecież nie tanich.
Ja już się nauczyłem, że u nas nikomu się nie dogodzi. Ileż to już razy słyszałem, że ktoś piraci, bo gry za drogie... A tu Viking, slasher sprzed paru lat, świeżo przeportowany na PC, już do pobrania z torrenta. A w sklepie zdzierają taką kwotę, że można za nią żyć przez jakieś 2 miesiące w hotelu w Dubaju - całe 25zł. Żal.
Nigdy w to nie grałem, ale być może uda mi się kiedyś jeszcze spróbować - wszak konsolę wciąż posiadam.
@ Khuzdul: A co w tym takiego dziwnego? Jest mnóstwo fanów starych gier i nawet teraz, choć mamy 2012 rok, Internet jest pełen ich aktywności. Mnie nie przestraszy powrót do żadnej gry, bo dobrze wiem, czego się spodziewać. Poza tym dobrze jest znać klasyczne tytuły, nawet jeśli wiązałoby się to z takim powrotem do przeszłości.
@ JayL: Ja również dziwiłem się, za co Snowblind zebrał tak wysokie oceny. Być może ówcześni recenzenci machnęli ręką na fabularną miernotę i kretynizm poganiający kretynizm albo też po prostu nie rzucały się tak w oczy, a oceny podciągnęły do góry możliwości głównego bohatera.
Na niekorzyść "dzieła" Crystal Dynamics przemawia fakt, że jest cała masa innych, dobrych FPS-ów, które po latach smakują równie dobrze. Jestem ciekaw swoich odczuć gdybym z grą zetknął się w 2005 roku, lecz zakładam, że byłyby bardzo podobne. Ta gra jest po prostu kiepska.
@ Irek22: Słaba grafika nie przeszkadza w odbiorze gry, jeśli cała reszta jest świetna. Ja nie mam problemu z graniem w starocie. Trzeba jednak rozgraniczyć te gry na dwie kategorie - pierwszą, która w swoich czasach zachwycała wyglądem i drugą, która straszyła. I to właśnie do niej należy Project: Snowblind. Half-Life 1 czy 2 starzeją się z godnością, lecz o P:S powiedzieć tego nie można.
"Słaby design" czy "brak wyrazistego stylu artystycznego" nie oznaczają przestarzałej technologicznie grafiki, bo to coś zupełnie innego. Dobrze to pokazuje chociażby wydane ostatnio Dishonored - grze dostaje się za słabą grafikę, lecz recenzenci doceniają wizję artystyczną.
@ raziel88ck: Powiedziałbym, że CD potrafi robić gry akcji z elementami przygodami, lecz od FPS-ów powinno trzymać się z daleka. Ponadto zdecydowanie lepiej idzie im w klimatach fantasy. Soul Reaver jest absorbujący, mroczny i ciekawy, natomiast Snowblind to żałosny badziew.
@ PatriciusG.: To na szczęście tylko jakieś 6h. Da się wytrzymać. ;)
@Irek22: A kto Ci powiedział, że patrzę na Project: Snowblind z punktu widzenia współczesnego gracza? Przecież w tekście dokładnie napisałem, że był przestarzały już w swoich czasach. Czytaj cały tekst, a nie tylko stopki.
"Zresztą w tym momencie to nie jest ważne, jak gra wyglądała na początku 2005 r. Robienie natomiast zarzutu prawie 8-letniej grze, że w czasach, gdy dogorywa już następna generacja konsol, jest przestarzała technologicznie jest po prostu głupie. Tym bardziej jeżeli ma to miejsce w recenzji, a nie zwykłym komentarzu."
Idąc tym tokiem myślenia należałoby nie poddawać ocenie nawet mechaniki starych gier, bo przecież dziś w wielu przypadkach stosuje się inne rozwiązania. Gry należy oceniać rzetelnie, a nie dawać im fory z tego czy innego względu. P:S był przestarzały graficznie w momencie debiutu i należy mu się za to minus.
Dzięki za wyjaśnienie. :) Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że taka konstrukcja jest możliwa do zrealizowania.
Przyznaję bez bicia, że moja przygoda z NFS-ami zaczęła się dopiero od Undergrounda. Wcześniejszych nie znam ani też nigdy nie miałem ochoty/okazji nadrobić, gdyż nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem ścigałek.
Tak czy inaczej U1 i MW wydały mi się najlepszymi Need for Speedami, w które grałem - a przygodę z serią skończyłem na badziewnym Undercover. Mam jednak coś z Twojego podejścia, bo nie jarało mnie obklejanie auta jak choinki, by stworzyć wieś na kołach. Pierwszego Undergrounda cenię za poziom trudności, przy którym hołubiona dwójka (do tej pory nie rozumiem, dlaczego wielu ludzi uważa U2 za najlepszy - jeździło się ok, ale z gry zrobił się jarmark) to relaksator. Most Wanted z kolei podoba mi się za świetne, klimatyczne pościgi i przyjemny model jazdy. Carbona natomiast nienawidzę, ProStreet też nie bardzo wiedziałem jak ugryźć, zaś Undercover to było, jak już wspomniałem - dno.
Jeśli chodzi o Burnouty, grałem tylko trochę w Paradise, które mnie nie porwało, bo nie ciekawi mnie jazda dla samej jazdy i nawet te smętne historyjki z NFS-ów dawały mi jakąś motywację do zaliczania kolejnych wyścigów. W odświeżone HP nie grałem, ale widziałem już trochę materiałów z nowego Most Wanted i stwierdzam, że to jednak nie dla mnie.
Jednakże w pełni Cię rozumiem, bo doskonale wiem jak to jest, gdy jedna z Twoich ulubionych serii, przy której byłeś od samego początku, nagle zamierza niebezpiecznie zmierzać w złą stronę...
W bezpośrednim starciu z Metal Slugiem nie ma szans, ale pamiętajmy, że MS to seria związana z konsolami. Mnie strasznie cieszył gameplay Intrusion 2 i chętnie zobaczyłbym więcej takich sidescrollerów wśród indyków na PC.
Nie miałem kontaktu z tą grą, ale wygląda całkiem w porządku. Ech, kiedyś się oglądało Power Rangers i małemu dzieciakowi nawet przez myśl nie przeszło, jakie to infantylne i żałosne... :D
W PvP można grać praktycznie wszędzie, bo w dwójce ograniczono je tylko do pojedynków. Nie ma jednak dedykowanych (!) aren do tego rodzaju potyczek. Obecne w dwójce areny, na których walczy się z robotami i bandytami, to areny PvE, do ewentualnej kooperacji. Poza tym są elementem questów.
To nie był speedrun, to raz. Dwa - areny są, owszem, ale nie do PvP. Jeśli znasz takie w Borderlands 2, to chętnie się dowiem, które to.
Dla mnie najlepszym Bondem był oczywiście Connery, ale podobnie jak Orlando uważam, że Dalton także świetnie odegrał swoją postać i szkoda, że nie trafiło mu się więcej "bondowskich" ról. Moore był rzeczywiście sympatyczny i nie dało się go nie lubić, ale Brosnana tak wysoko bym nie stawiał. Choć filmy z jego udziałem nie były jakoś bardzo złe (no dobra, znikające auta były :p), tak on sam wydawał mi się... nijaki, bez własnego charakteru, czegoś, co by ewidentnie wyróżniało na tle innych (no może na tle Lazenby'ego, ale jego nie powinno się nawet brać pod uwagę).
Craig z początku bardzo mi się nie podobał i nie wiem, czy Skyfall da radę zmienić ten stan. Za dużo było w tej serii bonda-bawidamka, by się łatwo przestawić na człowieka o spojrzeniu zimnym jak stal.
Osobiście jestem dość mocno uczulony na ludzi krytykujących coś moim zdaniem dobrego, bowiem w przeważającej większości nie potrafili podać sensownych argumentów popierających swoje zdanie. Cudzą opinię trzeba szanować, ale też dopytywać się "dlaczego akurat tak myślisz?". Czasem zrodzi się z tego poważna, wartościowa dyskusja, choć to tylko pojedyncze przypadki...
@ Arxel: Obawiam się, że nie rozumiem, o co Ci chodzi.
@ radekplug: Aż tyle? To już przegięcie i psucie sobie gry. I bez tego można znaleźć dobry sprzęt. :)
Niepodzielność lootu to kolejna mała wada co-opa. W każdym razie zawsze można się jakoś dogadać, o ile ktoś w ogóle chce się dzielić. Za takie zachowanie powinna jednak być jakaś mała kara.
@ Kopec23: Tak słabo? A wydawało mi się, że na 50. levelu nieco poniżej powinny się tam znajdować wyłącznie pomarańczowe przedmioty... No nic, trzeba przyexpić.
@radekplug: O ile? 1 czy dowolną liczbę?
BTW: Gearbox przyspieszyło o tydzień wydanie DLC z nową postacią - Gaige, wspomnianą w tekście. Powinno się pojawić do pobrania na wszystkich platformach w dniu dzisiejszym. Za darmo otrzymają je tylko posiadacze gry, którzy zamówili ją przedpremierowo, reszta musi zapłacić ok. 10 € czy $.
Na 2 jest łatwiejszy, bo jeden odciąga jego uwagę, a drugi naparza. Polecam zajrzeć do tej skrzyni jak będziesz mieć możliwość, może znajdziesz tam coś, co ułatwi starcie. :)
Poprawione, dzięki za sprostowanie. :) Wszystkie klasy? No to trochę czasu Ci to zajmie. Ja muszę swojego Axtona dobić do 50 levelu i wtedy ruszyć na ostatni quest, bo próbowałem go ugryźć ze znajomym mając 37. i... dostaliśmy mocno w kość.
Tego Ci nie powiem, ale wiem, że i na konsolach zdarzają się produkcje z kiepską optymalizacją. Ponoć Dark Souls potrafi przyciąć na X360 tak samo jak na PC...
@ Flyby: Nie spodziewam się hejtu, bo nie obrażam ani ich, ani tej serii - po prostu mnie osobiście nie odpowiada taka koncepcja głównego bohatera, ale doceniam fakt, że to bardzo dopracowane tytuły. :) U mnie z kolei Sleeping Dogs pozwoliło uwierzyć w posiadany sprzęt - poza grafiką mam kompa sprzed 5 lat, a demo SD śmigało na full HD w pełnych detalach. Aż się zdziwiłem...
@ SpecShadow i Flyby: W RDR akurat chętnie zagrałbym, bo Dziki Zachód to jednak rzadko spotykane w grach realia. Słyszałem o tej grze mnóstwo ciepłych słów i żałuję, że nie ma tego na PC, no ale cóż - taki już jest Rockstar.
Tutaj akurat nie mam wiele do powiedzenia, gdyż GTA nie lubię - po prostu nie pasuje mi bycie mniej lub bardziej pospolitym rzezimieszkiem. Za to demo Sleeping Dogs absolutnie mnie kupiło, bo tam zaprezentowano inny archetyp bohatera.
Wspomniane wcześniej NFS-y też dojrzewają fabularnie - wiele odsłon miało swoją historyjkę (choćby Most Wanted czy ostatni The Run), a za smaczki można uznać w nich np. możliwość przejechania się legendarnymi wózkami. Z tego co wiem zdarzało się również, że jakieś auto pojawiało się w NFS zanim zawitało do rzeczywistej sprzedaży.
W GTA natomiast bardziej od samochodów trzeba docenić odwzorowanie wirtualnych metropolii, które rzeczywiście robią wrażenie.
@ Flyby: Być może to także kwestia podejścia Ubi - w końcu Brotherhood i Revelations to takie bardziej dodatki, niż pełnoprawne odsłony serii, w niewielkim stopniu rozwijające główny wątek. Pamiętam zapowiedzi przy okazji jedynki, że w każdej kolejnej grze pojawi się inny bohater, a wszyscy wiemy, co z tego wyszło. Chyba jednak wolałbym jedno porządne, naprawdę odkrywcze AC raz na kilka lat, niż kolejną odsłonę co roku, bo robi się z tego growa "Moda na sukces".
@ Aceofbase i Rod: Nie pamiętam takich geograficznych głupot w dwójce, ale w Brotherhood już tak. Nieźle się uśmiałem, wysyłając zabójców na misje. Prawie jak krążący wśród niektórych Amerykanów pogląd, że Polska leży gdzieś koło Iraku...
@ Quarez: Zgadzam się, bo tak jak sam wcześniej napisałem - wszystko zależy od gry. Niektóre istnieją tylko po to, by dawać rozrywkę i nie ma co ich za to krytykować. Warto jednak docenić wysiłek twórców ambitniejszych produkcji.
@ claudespeed18: Bo nie ma. :) Sam widzisz, że wcale nie wykładać wszystkiego jak krowie na rowie, by zachwycić. :)
@ Cyber Rekin: I to również się liczy. Zresztą dziś powstaje coraz więcej takich odstępstw od klasycznej formuły grania, czego dowodem chociażby Dear Esther.
@ dawdi17: O takie analizy też się postaram, choć ich przygotowanie jest złożone i bardzo czasochłonne. Dzięki za ukierunkowanie. :)
@ Flyby: Historykiem nie jestem i ta dziedzina jakoś nigdy mnie szczególnie nie pasjonowała, ale fakt faktem, że pewne popkulturowe głupoty często wpływają na pogląd szerokiej rzeszy ludzi, którzy biorą je za pewniki. Assassin's Creed lubiłem od samego początku i do tej pory z pełnoprawnych odsłon nie grałem jedynie w Revelations, lecz moim zdaniem autorzy trochę za bardzo poszli w sci-fi, wplatając tam cuda-niewidy. Można było skroić naprawdę ciekawą historyjkę rozpisaną na kilkanaście stuleci, ale łatwiej było zaprząc do pracy jakieś artefakty. Niemniej jednak z wnioskami poczekałbym do finału sagi - kto wie, co tam Ubi wykombinuje.
@ Tsume: Patrzenie na gry jako gry, czyli pustą rozrywkę wymusza bardziej otaczająca nas rzeczywistość, bo przecież to ona jest priorytetem, a nie żywot jakiejś istniejącej tylko na ekranie postaci. Dla mnie osobiście gry to coś więcej niż rozrywka - to pasja, której poświęcam swój wolny czas nie tylko po to, by grać, ale też zdobywać wiedzę na temat samych gier. Nie potrzeba wcale głębokich analiz, by w wielu grach dostrzec coś więcej, niż wyłącznie zabawę na ileś tam godzin, bo czasem wystarczy tylko dać się ponieść emocjom.
@ SpecShadow: Coś w tym jest, lecz wciąż trafiają się tytuły rzeczywiście wybijające się ponad resztę. W HR co prawda jeszcze nie grałem, ale zamierzam to nadrobić. Być może nie dorównuje jedynce, ale przynajmniej zmazuje plamę po kiepskim Invisible War.
@ Flyby: Scenarzyści serii bardzo radośnie popuścili wodze fantazji. Dla mnie to akurat nic złego, choć nie wolno tego traktować jak nowego spojrzenia na historię. ;)
@ gandzia125: Dziękuję. :)
To zależy, z jaką grą mamy do czynienia - bo mnie np. bawi i Deus Ex, i Serious Sam, który przecież opiera się na bezmyślnej rozwałce. Kluczem jest po prostu odpowiednia interpretacja tego, co dana gra oferuje - jeśli faktycznie posiada jakieś drugie, trzecie i czwarte dno czy smaczki, to warto je zgłębić i docenić pracę twórców. Owszem, duże znaczenie ma tutaj gust, a mój punkt widzenia przedstawiłem w tekście.
Ja natomiast od lat bawię się różnymi modyfikatorami wyglądu systemu i jeszcze nigdy nie spotkało mnie nic złego z ich strony, obojętnie czy na XP, czy na 7. Klucz to zrozumienie, co taki program dokładnie robi, by potem móc to bez problemów cofnąć w razie potrzeby.
Warto tym bardziej, że jest darmowy. Mam nadzieję, że znajdziesz wśród kompozycji coś dla siebie. :)
A mnie z kolei Złote Pszeniczne bardzo smakuje i wolę je od Czerwonego Lagera. Takie już mam dziwne preferencje smakowe. ;)
@yasiu: Raczej nie, bo spotkałem się z tym określeniem w serwisie Miasto Gier, a ten jest ogólnopolski, a nie śląski. ;)
Dobra dobra, pozbędę się "szpili" ze swojego słownika. :P
Mieszkam niedaleko Częstochowy, więc słaby ze mnie Ślązak. ;) Tego określenia nauczyłem się podczas lektury wielu recenzji, gdzie autorzy używali go zamiennie ze słowem "gra" (być może byli Ślązakami ;). Spodobało mi się i sam zacząłem je stosować w swoich tekstach.
Wstrzymywałem się z komentarzem do czasu własnego doświadczenia, choć już sporo wiedziałem o tej grze. Teraz, gdy mam za sobą kilka godzin gry i nabicie kilkunastu poziomów mogę stwierdzić, że zarzuty wymienione w tekście są krótko rzecz biorąc, w zasadzie bezpodstawne.
Mając pada ciężko narzekać na problemy z kamerą, bo prawa gałka umożliwia łatwą kontrolę. Owszem, zdarzyło mi się miejsce, gdzie rzeczywiście źle się ustawiła, ale to był epizod, jeden w skali kilku godzin; zresztą wystarczyło się nieco cofnąć i wyciągnąć przeciwnika na bardziej otwartą przestrzeń.
Toporne sterowanie? Meh, moim zdaniem jest właśnie bardzo dobre. Czuć każdy drobiazg, każdą zmianę proporcji na linii współczynniki postaci - parametry rynsztunku i to jest po prostu piękne. Potrzeba troszkę czasu, by przestawić się na odmienne od slasherów rozłożenie poszczególnych ruchów, ale przestawienie się jest proste, a bind wydaje się logiczny - np. moim zdaniem podłożenie mocnego ciosu pod RT jest wręcz intuicyjne, bo to spust, a żeby go nacisnąć, bierze się palcem mały zamach, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
Na co dzień nie grywam w RPG-i spod znaku miecza i smoków, ale DS wybitnie mnie urzekło i wciągnęło. Gdyby reszta technikaliów stała na takim poziomie, co sterowanie na padzie, mało kto by na pecetowe DS narzekał...
[12]: Najważniejsze, że nie ma na celu wywołanie szumu zagraniem na emocjach. Zresztą dzięki niemu czytelnicy bardziej poznają jego gust (o ile już nie poznali - Legacy of Kain :p) i przez to wywnioskują, czy ma podobny i czy warto doń zaglądać.
Poza tym ktoś może dopiero zaczynać przygodę z graniem, prawda? ;)
Jak tylko nadarzy się okazja - spróbuję. Nie ukrywam, że ten motyw brzmi trochę przerażająco - w końcu trzeba robić to samo kolejny raz. Zobaczymy, czy podołam wyzwaniu. :)
W takim razie na pewno spróbuję - w końcu Ocarina of Time to bodaj najlepiej oceniana gra wszechczasów. Wstyd nie znać. Dzięki za wyjaśnienia. :)
@ RobotKolejkowy EWA-1: "Rozżalonym pecetowcom"... W sumie tak, tylko po premierze Carmack sam stwierdził, że PC nie był wiodącą platformą dla tej gry.
UP: To jest dubbing by Sasza & Wania, ale najśmieszniejsze jest to, że profesjonalny często wypada tylko niewiele lepiej... I dlatego uznaję tylko kinowe lokalizacje.
Coś mi się, że mój pogląd na Rage'a będzie się nieco różnić od przedstawionego w recenzji. id Software bardzo lubię, kiedyś zresztą nie uznawałem innych FPS-ów, jak pochodzących właśnie z tego studia. Wynika to trochę z faktu, że dziś rynek zdominowały produkcje "realistyczne", w których brakuje odrealnienia. Zamiast kolejnego COD'a czy BF wolałbym nowego Prey'a czy Quake'a, dlatego też Rage'a witam z otwartymi ramionami.
Podczas lektury moja sympatia do dzieła Carmacka jeszcze bardziej się pogłębiła. Niesamowity art design? Super! Wolę charakterystyczną, świetną wizję artystyczną od najnowszych wodotrysków. Quasi-otwartość świata również mi pasuje, gdyż niezbyt lubię rozległe, otwarte przestrzenie. Klimat? Kolejny plus. Co do fabuły - ta nigdy nie była mocną stroną gier od id. :)
W sumie to wszystko, wraz z easter eggami (pokój twórców był w Q2) kreują Rage'a na coś w rodzaju pomnika minionej chwały id i gamingu sprzed lat.
Dobry tekst - dzięki niemu jeszcze bardziej przekonałem się, że Rage jest grą dla mnie. Od dziś będę u Ciebie szukać recek gier, na które narzekasz. :D
@ Pan P.: Niestety, nie miałem do czynienia z tą legendarną Zeldą. W każdym razie SR1 pod względem mechaniki bardzo przypomina współczesne slashery. Obojętnie, czy skądś skopiował czy nie pewne rozwiązania - liczy się, że przyjemnie się w niego gra. :)
@ Mephistopheles: raziel właśnie zapowiadał mi, że kompletny, właściwy pogląd na sytuację daje poznanie wszystkich części po kolei. Przestrzegał zwłaszcza przed graniem w SR2 bez znajomości BO1. Niestety, ale pierwsza część to dziś unikat, który nie wchodzi w skład Antologii... Mam nadzieję, że jakoś uda mi się go zdobyć.
Co do tego postrzegania sagi - choć dopiero zaczynam z nią przygodę, raczej nie nazwałbym LoK klonem jakiejś innej serii, bo wygląda na zbyt charakterystyczną, eksploatującą pomysły własnego autorstwa. Oczywiście parkour czy zagadki są wspólnym mianownikiem, ale SR, TR i PoP to jednak całkiem inne doznania.
Z tym "ojcem" to fakt, ale chciałem po prostu uniknąć spoilerowania w najprostszy sposób. Możliwe, że trochę rzeczy tu pominąłem, gdyż dopiero zaczynam przygodę z tą serią i mogłem nie dostrzec pewnych niuansów - w ten sposób dostajesz także punkt widzenia takiej osoby i dowód na to, że to dopracowana gra, w której ważny jest każdy detal - a nie każde oko go dostrzeże. Tutaj właśnie przydałoby się typowo fanowskie spojrzenie. Gdybym wcześniej wypytał raziela, zapewne zwróciłby mi uwagę na kilka rzeczy.
Szczerze mówiąc gra mnie nie chwyciła za serce, choć to również dlatego, że na co dzień gram w coś zupełnie innego. Niemniej jednak widzę i doceniam jej wielkość. Przy kolejnych częściach będę miał już dużo szersze pojęcie o tej serii. Dziękuję za cenne uwagi. :)
Na głównym ekranie programu jest opcja "Custom GameSave Entries". Wchodzisz w nią, klikasz Add, wpisujesz tytuł gry i Next. W kroku 2 z 4 możesz wpisać opcjonalne ostrzeżenie dotyczące backupu i przywracania kopii. Dajesz Next. W kroku 3 z 4 w polu "Files & directories to backup" dajesz Add, potem Next i w polu "Look in the following directory" wskazujesz katalog, w którym znajdują się save z dodawanej gry. Teraz w kroku 3 z 3 w polu "Files to include" wpisujesz rozszerzenia plików zapisu tej gry, np. *.sav czy *.ini. Opcjonalnie możesz dodać dane zgromadzone w Rejestrze. Potem dajesz Next i Finish. Brzmi trochę skomplikowanie, ale działa, wierz mi.
Gdy wszystko dodasz poprawnie, powinieneś bez problemu móc wykonać kopię zapasową save'ów. :)
Dla pewności dorzucam link do anglojęzycznej pomocy na ten temat: http://www.gamesave-manager.com/?s=support&c=custom_entry
@ Scott P.: Według CD Projekt i serii "Grywalność Ponad Wszystko" jest to indyk. Tak samo twierdzi Steam i wiele newsów.
Z opisanych tutaj indorów grałem jedynie w Botaniculę, która nie jest ani trochę epicka, a wręcz przeciwnie. Przedstawiony w niej świat jest czarujący, nietuzinkowy, urzeka stylistyką i soundtrackiem, lecz tak naprawdę samej gry w tym niewiele - Botaniculę bardziej się ogląda i słucha, aniżeli w nią gra. Zeno Clash natomiast muszę nadrobić.
Super Meat Boy ma całkowicie inny styl graficzny. Nie da się jednak ukryć, że to Shuggy jest przyjemniejszy dla oka. I nadaje się dla każdego, bez względu na wiek.
Mnie również strasznie przypadła do gustu. Gdy ją wybierałem do recenzji najwidoczniej zadziałała intuicja i strasznie się cieszę, że mogłem w nią zagrać. Świetny kawał kodu. :)
Z moich bliskich znajomych Twittera faktycznie posiada mało kto, a jeszcze mniej z niego korzysta. "Winą" można obarczyć także polską, zbliżoną usługę - blipa, mającego spore grono użytkowników. Sam korzystam z obu naraz, gdyż połączyłem ich konta, także z fejsem.
Poza tym 140 znaków to widać za mało dla Polaków, którzy jak wiadomo, strasznie lubią się wymądrzać na każdy temat. :P Mnie osobiście wydaje się, że to także wina lenistwa i wszechobecnego przycisku "Lubię to" - po co pisać cokolwiek, jak można tylko kliknąć. Zresztą, jak ktoś nie ma nic ciekawego do powiedzenia innym, to nawet lepiej, że nie używa Twittera. ;)
Wydawało mi się, że te argumenty prędzej trafią właśnie do dorosłego, niż do dziecka, które nie pojmuje pewnych rzeczy. Tytuły pierwszoligowe? Skoro siedzisz w tym tyle lat to doskonale wiesz, że gier AAA nie robią już jednoosobowe studia - teraz to wielkie projekty angażujące mnóstwo ludzi, kosztujące miliony dolarów, a ich marketing jeszcze więcej. Takie pieniądze z nieba nie spadają, to raz. Dwa - z pewnością znasz wartość wykonywanej przez siebie pracy i chcesz otrzymywać za nią wynagrodzenie. Na tej samej zasadzie zjawiają się codziennie w siedzibie firmy programiści, graficy itd. Owszem, zarabiają pewnie nieźle, ale to zasługa ich umiejętności i wykształcenia a także zysków ze sprzedaży gry. To tacy sami ludzie jak my. Gdyby nagle powiedzieli: "Hej, macie tutaj nasz najnowszy hit za free" - pobrałbym. Tak pięknie jednak nie jest.
Nie istnieje żaden logiczny argument na piractwo. :)
UP: Przecież w tekście jest mowa o tym, że da się pograć nawet za darmo, bez jakichkolwiek nakładów finansowych. To jedna kwestia.
Druga - gry to dobro zbyteczne. Nie ma co go równać z jedzeniem, ubraniami, lekami czy opałem. Nie grając nic nie tracisz.
Simsy nie tanieją, bo są skierowane do nieco innej klienteli, która widać płaci bez szemrania, a z GTA jest inny problem - kolejne gry z serii nie pojawiają się tak szybko. Póki nie wyjdzie piątka, czwórka i SA nie przejdą do najniższych serii.
Dziękuję. :) Owszem, CoD to ewenement. Gdyby nie świetne multi i wyrobiona marka traciłby na wartości równo z innymi. Jeśli o mnie chodzi, to przez krótki czas miałem parcie na cyfrówki za sprawą Steama i niesamowitych promocji. Szybko jednak się opamiętałem, bo i tak nie zdołam tego wszystkiego ograć (nieruszonych tytułów mam kupę i ho ho...), a brak pudełka na hit taki jak chociażby Portal 2 to wielka strata dla kolekcji. Również poluję na premierówki, ale nie zawsze da się takową zdobyć. Zresztą, jako recenzent nadal dostaję cyfrówki, choć głównie indyki.
Również u mnie używki stanowią sporą część kolekcji i nie mam zamiaru się tego wstydzić. Poza tym warto czekać na obniżki - w tym czasie i tak będzie w co grać.
@ r_ADM: Wiem o tym. :) W jednym z akapitów wspomniałem o kryterium ilości wolnego czasu na granie. Jednakże trzeba wziąć pod uwagę, że nie każdy, kto zarabia, zarabia dobrze i z reguły gry są z jedną z ostatnich rzeczy, na jaką idą pieniądze z wypłaty - zwłaszcza w naszym kraju, a taką właśnie perspektywę przyjąłem w całym tekście. Chodziło mi głównie o zmierzenie się z tłumaczeniem naszych rodzimych piratów "ściągam, bo gry są za drogie". Z pewnością niejednokrotnie słyszałeś taki argument. Tymczasem okazuje się on być prostacki i dowodzący lenistwa.
@ adrem: Nie można myśleć tylko w kategoriach "ja to wiem, więc po co to komu". Być może trafią tu ludzie, dla których pewne oczywiste dla nas rzeczy będą nowością. I czegoś się w ten sposób nauczą. :)
@ MERG: Można grać na padzie, choć moim zdaniem nie jest to zbyt wygodne.
Dla mnie ta gra nie zasługuje na więcej, niż 6.5. Za krótka, za prosta, zbyt monotonna i niemal pozbawiona fabuły. Miło się w to gra, ale szału absolutnie nie ma.
Jestem daleki od orgazmu i to nawet nie dlatego, że GTA jakoś nigdy nie było w stanie mnie przekonać - przecież to w końcu jedynie 3 obrazki, w dodatku pokazujące to, czego chyba każdy się domyślał. raziel dobrze prawi - niech Rockstar pokaże coś naprawdę ekscytującego to kto wie, czy w końcu nie zapałam miłością do ich gangsterskiej serii.
@ Stereo: Brak możliwości zapisu w dowolnym momencie to znak rozpoznawczy wielu gier, np. horrorów. Trzeba przyznać, że czasem to również wpływa na klimat - bo skoro zawsze możemy powtórzyć ostatnie kilka sekund, czujemy się bardziej bezpieczni, a przecież nie o to w takich grach chodzi. Kiedyś pewnie się to jednak zmieni. Problemem bywają również źle rozmieszczone checkpointy - np. zamiast przy bossie kilkunastu przeciwników przed nim. O cheaterach w grach online z pewnością coś napiszę, choć muszę zebrać trochę materiału. :)
@ .:Jj:.: Z tych, które ja pamiętam jeszcze /god mode, /give all i oczywiście nieśmiertelne sv_cheats 1. ;)
Są gry (np. wspomniana Guerrilla), które mają klasyczne kody i acziki. Oczywiście włączenie cheatów blokuje dostęp do zdobywania osiągnięć. Tak czy siak masz rację, a to w pewien sposób łączy się z ułatwieniami we współczesnych grach - skoro nie można od tak wstukać do konsoli "godmode 1", trzeba unikać tworzenia sytuacji bez wyjścia, kiedy gracz ma 1HP, zero amunicji itd., a właśnie czego go starcie z bossem.
Gry z kodami pojawiają się co jakiś czas, ale tak jak napisałem - często jest to nagroda za jakieś osiągnięcie. Poza tym dostępność trainerów sprawia, że autorzy często nawet nie wypuszczają kodów w sieć - gracze i tak sobie poradzą. Co do tych edytorów - fajna sprawa, ale też nieco wypacza rozgrywkę, bo przecież w RPG-ach trzeba liczyć się z konsekwencjami swoich decyzji, a nie je poprawiać w razie potrzeby. W takich sytuacjach wolałem wczytać jakiś wcześniejszy save.
@ SpecShadow: Tego jeszcze nie widziałem. Może niebawem znów wyemitują.
@ NewGravedigger: To zależy, na co się nastawiłeś i jakie masz preferencje. Mnie w "Hydrozagadce" śmieszyło właściwie wszystko, zaś momenty o których wspomniałeś są po prostu najbardziej oczywiste. Muszę zgłębić twórczość Kondratiuka, bo ponoć inne jego filmy też są utrzymane w podobnym duchu.
Podobnie jak raziel uważam, że powinieneś się wstrzymać z takimi newsami do czasu zebrania własnych spostrzeżeń. Fajnie jest publikować często, ale trzeba też dawać coś od siebie. Mnie głupia wersja RP zajęła 3 długie artykuły.
Życzę powodzenia na przyszłość.
O DLC wspomniałem w tekście. Zamiast skupić się na wyeliminowaniu błędów (multi troszkę ich ma), autorzy woleli zrobić złote boltery dla chętnych. Z DLC wartościowy jest tylko darmowy Exterminatus (czyli co-op) i pewnie dodatek wprowadzający Drednoty, w który jednak nie grałem.
Widać Ósemka to prawdziwy festiwal niespodzianek. U mnie nawet przed tym uaktualnieniem mogłem nagrywać pulpit, ale gier nie. Być może na takie zachowanie programu nałożył się również inny, nieznany mi czynnik, ale podobne problemy widziałem na forum programu.
Co do Frapsa - sprawdzałem tylko nagrywanie gier, które tak jak napisałem działa. Pulpitu nie.
Dziś dowiedziałem innej rzeczy świadczącej na niekorzyść Ósemki - otóż Metro (od niedawna ma zmienioną nazwę na Windows 8 Style UI, ale trzymajmy się starej nomenklatury, by nie mieszać) będzie domyślnym środowiskiem po uruchomieniu systemu, a to ustawienie nie będzie podlegać zmianie. To tylko potwierdza moją tezę, że MS zbyt nachalnie lansuje swoje pomysły.
@ Harry M: Ja natomiast mam dopiero w planach zakup Armageddon'u.
@ Piotrek321: Właśnie to mnie dziwi, bo Rekonstruktor był podobnie zapowiadany także w singlu, a wyszło z tego wielkie nic. Chyba to właśnie to Was kiedyś spotkałem, ale nie mogłem wbić. ;) Jak tylko doprowadzę system do porządku, włączę GfWL. Dzięki za zapro. ;)
@ Lukas172: RF nigdy nie było szczególnie wybitną serią, ale przynajmniej miało coś, czym się wyróżniało. Nie można tego powiedzieć o wszystkich przeciętnych shooterach...
UP: Zauważmy, że MS grami z nami w dobrego i złego glinę. Siódemka musiała być osobnym systemem, bo z psychologicznego punktu widzenia ludziom łatwiej było uwierzyć, że MS wypuści nowy, dużo lepszy system, niż naprawi stary - Vista bezpowrotnie straciła szansę na sukces.
@ hanys94: Duże różnice cenowe pomiędzy grami na PC a konsolowymi to wizytówka naszego kraju. Na Zachodzie nie są tak znaczne i widoczne.
@ Cainoor: Szczerze mówiąc to nawet wolałbym się mylić, bo to dość ponura wizja. W każdym razie fail Ósemki będzie dobry dla graczy - nikt nie będzie się musiał przesiadać.
@ SpecShadow: O tym kompletnie zapomniałem, ale nie wydaje mi się, by były z nim jakieś problemy, zwłaszcza w wersji z nakładkami. Co do Gearsów - również mam wersję z Platynowej Kolekcji. Sprawdzę w wolnej chwili, ale chyba wszystko będzie ok.
UP: A jaką miałeś wersję? Mnie działało wszystko. Pamiętam, że były problemy z jednym plikiem dla którego wygasł certyfikat, ale na stronie CDP pojawił się odpowiedni patch.
Co do gier z X360 - owszem, pewnie tak by to wyglądało. Wystarczy spojrzeć na wiele dzisiejszych portów, jak chociażby Ghost Recon: Future Soldier, które nawet WSAD'a nie obsługiwało... Co do Linuksa i Ubuntu - owszem, problemem jest DirectX, dlatego też Valve czyni wysiłki, by swoje gry przepisać na OpenGL, tak jak wspomniane w tekście L4D2. Tutaj mu się zapewne uda, ale co z resztą? Przecież to są czyjeś produkty i pomimo zapowiedzi, że zrobi wszystko, by te 2500 gier jakoś uruchomić, chyba nie może tak po prostu sobie zacząć w nich grzebać...? W każdym razie niech próbuje, ja osobiście trzymam kciuki.
Moim zdaniem z RF, w które grałem (1-3) to właśnie jedynka jest najlepsza. Była całkiem przyjemnym, dosyć trudnym FPS-em z miłym dodatkiem w formie destrukcji otoczenia. SpeShadow ma sporo racji - Guerilla i gry oparte na jednym motywie najlepiej dozować po troszku, bo choć model zniszczeń jest tutaj świetny, tak monotonna rozgrywka może znudzić.
@ Roniq: Też mi tego szkoda. Ten wielki budynek w EOS to było coś, podobnie jak ogromne mosty, ale przydałoby się jeszcze więcej takich molochów do obrócenia w perzynę. :)
@ domzz: Cytować może nie, no ale taka jest prawda. :)
@ NewGravedigger: Słyszałem. Przykre, bo dla klientów indywidualnych Ósemka będzie dostępna dopiero w październiku...
UP: Zauważ jednak, że dla większości tych gier na Origin to EA jest wydawcą, więc ceny zależą również od niego. Kupując na Origin np. Bulletstorm dostajesz dokładnie to samo, co miałbyś w pudełku, tylko że bez niego. Na Steam wygląda to trochę inaczej, bo Valve dla większości gier jest tylko pośrednikiem, sklepem, a z polskimi dystrybutorami (i innych krajów) nie łączy go prawie nic. Dlatego też często np. na Steam nie kupisz gry w polskiej wersji językowej, choć CD Projekt zlokalizował daną grę. Widać to również w blokadzie sprzedaży niektórych gier, np. RAGE - nie kupisz go na Steam, bo wyłączność na dystrybucję w Polsce na Cenega.
UP: Z Ósemki zadowoleni będą (jeśli przełkną Metro) Ci, którzy kupią ten system z nowym komputerem, a wcześniej mieli np. XP czy Vistę - tutaj zdecydowanie poczują różnicę na plus. Jeśli natomiast ktoś ma 7, absolutnie nie widzę póki co powodu uzasadniającego przesiadkę.
Windows 8 zostanie okrojony z kilku funkcji, ale też zyska w zamian inne. Co do swobody - chodzi tutaj o aplikacje dla Metro, dla których będzie jeden kanał dystrybucji - oficjalny Sklep. Nie będzie problemu z instalacją normalnych programów z innych źródeł. Oczywiście piszę to przy założeniu, że Microsoft nie wprowadzi takiej blokady, co w sumie jest mało prawdopodobne. Natomiast swoboda w dostosowywaniu Windowsa to zawsze kontrowersyjny temat i bez odpowiednich narzędzi tak naprawdę niewiele da się z nim w tej kwestii zrobić. Jak już napisałem w tekście - braki Siódemki niweluje się w banalny sposób, więc nie ma sensu wydawać bądź co bądź niemałych pieniędzy jeszcze raz. Windows 7 FTW!
Steam: Tę aplikację akurat lubię. Jest szybka, funkcjonalna, nie przeszkadza, no chyba że ma się problemy z łączem. Możliwość pobrania gry w razie problemów z nośnikiem i save'y w chmurze (choć nie we wszystkich grach) to ogromny plus. Moim zdaniem platforma bezkonkurencyjna wśród mi znanych, zbudowana na latach doświadczeń.
Games for Windows Live: W tym podoba mi się jedna rzecz - acziki składające się na ogólny Game Score. Do GfWL nic nie miałem aż do teraz, bo zaczął mi robić spore problemy. A zestawianie rozgrywki online przez ten badziew to koszmar, tak samo jak backup save'ów. Na szczęście GameSave Maganer daje radę.
Origin: Nienawidzę tego programu. Od samego początku EA puszyło się nim jak paw, a przy Steamie to jak wersja alfa programu sprzed lat. Uwielbiał mi gubić progres podczas pobierania gier.
Social Club: Nie miałem kontaktu, podobnie jak z Battle.net.
Uplay: Sama prawda.
Generalnie toleruję tylko Steam. Z jednej strony dobrze, że rynek pecetowy tak się rozdrobnił, bo w dobie zabezpieczeń opartych na połączeniu z Internetem awaria jednego z nich nie sprawi, że cała reszta będzie bezużyteczna, jak to było w przypadku ataku na PSN. Z drugiej strony trzeba instalować masę tego cholerstwa i zakładać kolejne konta, co denerwuje. A to wcale nie koniec, bo teraz każdy większy sklep lansuje swój soft...
Mądre słowa, sporo w nich rozsądku. Zawsze jest coś kosztem czegoś. W przypadku gier MS sam strzela sobie w stopę, bo posiada de facto dwóch z najmocniejszych graczy w branży (PC, X360), a chucha i dmucha tylko na tego drugiego. Ludzie mają problemy z GfWL, powstają petycje przeciwko implementowaniu go w nowych grach, Marketplace już na starcie przegrywa ze Steam (zarówno cenami, jak i programem do obsługi platformy), więc zamiast odbudować wizerunek, woli zwiększać swoją kontrolę. Cieszę się, że Steam idzie na Linuksa i mam nadzieję, że coraz więcej gier będzie dostępnych dla tego systemu. Niech MS choć trochę poczuje konkurencję.
Teraz już w sumie nic, ale chodzi o coś innego: wcześniej taka możliwość nie rzucała się w oczy, a tutaj podobną funkcjonalność zapewnia sam Windows, więc jest szansa, że zainteresuje się nią większa liczba ludzi, którzy wcześniej nawet nie mieli o tym pojęcia - wystarczy, że system sam ją będzie sugerować w określonych przypadkach. Kto będzie chciał, zgłębi temat i przesiądzie się na normalną macierz RAID.
@ pyzior: Jest? Nieźle się schował, ponieważ nigdy się na niego nie natknąłem. Być może dlatego, że wywaliłem na dzień dobry kilka funkcji dotyczących ekranów dotykowych. :)
Jeśli chodzi o zmiany w eksploratorze to również jestem do nich bardzo pozytywnie usposobiony, bo stanowią krok w dobrym kierunku. Szkoda tylko, że MS na siłę próbuje nam wmówić, że potrzebujemy Metro nawet na desktopie. Co ciekawe, polityka MS staje się chyba coraz ostrzejsza. W XP można było spokojnie wrócić i do starego wyglądu, i klasycznego menu Start, umożliwiała to również Vista i Siódemka. A tu bach - trzeba żyć z tym Metro czy się tego chce, czy nie.
@ ArtoseruS: Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że słusznie zrobisz - Windows 7 ma być wspierany ponoć do 2020 roku. Oczywiście chodzi o poprawki związane z bezpieczeństwem, bo przydatność do nowych gier może skończyć się wcześniej.
UP: Taki minimalizm nie wyszedłby na dobre grze, choć są i takie produkcje. Przykład to Symulator Demolki. :)
Jestem za, a nawet przeciw. Za, bo również Gears of War strasznie mi przypadło do gustu (gdyby tylko lepiej się sprzedało, a nie spiraciło, damn!), a i Halo jest w części pecetowe - na blaszakach wyszły 2 części. Niestety, przy Halo 2 MS pokazało swe chciwe oblicze - wymagało Visty, a nie miało DX10 i generalnie odstawało graficznie od swoich rówieśników, bo to de facto gra z 2004 roku.
Przeciw, gdyż podzielam obawy w kwestii jakości takiej usługi. Już teraz wiele portów jest niedorobionych technicznie. MS wie, jak używać takich rzeczy, by podnieść sprzedaż nadchodzącego systemu, ale potem średnio się ze swoich obietnic wywiązuje.
Temat Windows 8 i gamingu zgłębię w 3 odcinku swojego cyklu o nowych Okienkach. raziel, dzięki za trop. :)
Taka już specyfika Marsa - skały, skały, skały... Mnie przy grze trzymał świetny model zniszczeń, dający sporo radochy. Być może Armageddon jest bardziej urozmaicony, lecz jeszcze weń nie grałem.
UP: http://synonim.net/synonim/ascetyczny Ascetyczny to synonim do "prosty, oszczędny, skromny". W tym kontekście odniesienie tego epitetu do określenia interfejsu Metro jest w pełni trafne. Rozumienie samego pojęcia nie ma tutaj nic do rzeczy. I tak jak napisałem - nie chodzi mi o całość interfejsu, a jedynie o Metro, które rzeczywiście tak wygląda. Wystarczy przeczytać tekst ze zrozumieniem.
Do tego jeszcze dochodzą pieniądze pozyskiwane w wyniku procesu certyfikacji gier oraz oczywiście abonament w przypadku MS. Generalnie - rynek, który dość łatwo kontrolować, a który łatwo wabi kolejnych klientów obietnicą bezstresowego grania przez kilka lat, bez konieczności upgrade'u sprzętu. Naturalnie jest to pozytyw, choć trzeba pamiętać, co się za nim kryje.
Kurde... Chciałbym już teraz mieć przygotowany materiał o graniu na Win 8, by móc rzeczowo się o tym wypowiedzieć, ale jeszcze go nie skompletowałem. Powiem jedno: MS znów zapowiadał, że to kolejny system "dla graczy". Oczywiście wszyscy wiemy, jak to się skończy - cacany i tak będzie kolejny XBOX, a GfWL nadal nie doczeka się załatania dziur, które tak denerwują ludzi. Nie bez przyczyny powstała petycja w sprawie zniesienia obecności Games for Windows Live w Dark Souls.
@ graf_0: Dla pecetów będą 3: zwykła, Pro i Enterprise. Dla architektury ARM będzie przeznaczona edycja RT, integrująca w sobie Office'a 2013. Niemniej jednak masz rację - nie ma sensu tak tego rozdrabniać. Najlepszy podział miało XP - HE i Pro. I wystarczyło.
@ Persecuted: Wydaje mi się, że następna generacja konsol software'owego szoku nie wywoła, prędzej sprzętowy. Zresztą, o co się martwimy, skoro krążą wieści, że deweloperzy już pracują z prototypowymi urządzeniami? Jeśli tak jest, to można spokojnie założyć, że w momencie premiery next-geny nie zawieszą poprzeczki tak wysoko, jak się może wydawać.
Uaktualnienia do Windows 8 mają być atrakcyjne cenowo - np. niecałe 40$ do wersji Pro. Brzmi całkiem dobrze, choć to cena upgrade'u online, pudełkowy wyceniony zostanie na prawie 70$. System z jabłuszkiem jest tańszy, lecz pamiętajmy, że przeznaczony tylko na sprzęt produkowany przez Apple.
MS niżej raczej nie zejdzie, bo kosi niezłą kasę na dostawcach sprzętu. Poza tym domowy użytkownik jeśli już musi mieć BOX, to kupi edycję domową za ok. 500zł. Lepsza mu niepotrzebna.
MS jak dla mnie strzelił sobie w stopę także faktem, że prace nad Ósemką zapowiedziano, zanim wyszedł finalny 7. Ba - już teraz przebąkiwano o następny Windowsa 8... Na chłopski rozum można to przyjąć jako "teraz kupcie to, na podstawie Waszych opinii dowiemy się jak działa i poprawimy w następnym". W tym sensie Ósemka to swego rodzaju prototyp.
Z monopolem się zgadzam - dla gracza nie istnieje inny system. Na Linuksie jest Wine czy inne sposoby na uruchomienie gier z Windowsa, ale raz, że lista w pełni sprawnie działających gier nie jest zbyt bogata, to dwa, że są na niej przeważnie same najpopularniejsze gry, a przecież jest sporo tytułów nieznanych ogółowi, lecz wartych uwagi. Brakuje prawdziwych portów na ten system, które mają i to sporo Maki. Pewne nadzieje może rodzić zapowiedziane wejście Steama, ale póki co jestem sceptyczny - to tylko jeden wydawca.
Była kiedyś piękna wizja ReactOS'a, ale system rozwija się w tak ślimaczym tempie, że szkoda nawet go wspominać.
Co do ceny - to jeszcze można jakoś uargumentować:
1. na Zachodzie wygląda ona dużo lepiej w stosunku do tamtejszych zarobków
2. system operacyjny to program na lata - wystarczy przypomnieć sobie, jak długo trzymało się XP. Siódemka miejmy nadzieję też "dożyje" jako w pełni funkcjonalna platforma co najmniej tylu.
UP: "Gracze pecetowi nie są priorytetem" - owszem, dopóki nie widzi się w nich kolejnych nabywców. Wystarczy sobie przypomnieć, jak to było z DX10 i Vistą. "Kupujcie, damy Wam robionego od tylu lat Alan Wake'a z niesamowitymi efektami, mnóstwo innych gier i w ogóle będzie kisiel w spodniach". A jak wyglądała praktyka? AW na polecenie MS stał się exclusivem dla X360, a DX10 w Crysisie to tak naprawdę podrasowane ustawienia, które dało się osiągnąć na XP...
Tutaj kłania się przede wszystkich dostępność takich usług dla laika. SkyDrive jest akurat bezpłatny, lecz i on i DropBox mają łatwe w użyciu aplikacje do przesyłania plików - ściągasz, instalujesz i masz, bez zbędnych ceregieli. To przyciąga zwykłych użytkowników. SkyDrive na początku był dość nieprzystępny, lecz niedawno pojawiła się odpowiednia aplikacja do jego obsługi (Mesh oferował chyba tylko synchronizację). W Windows 8 już na starcie ma monopol, bo odpowiedni kafelek od razu rzuca się w oczy (a przecież identycznie było z przeglądarką, czyli IE). Zdecydowana większość użytkowników woli prostotę i łatwość dostępu, a terabajtów miejsca wcale im nie potrzeba. Poza tym o ile Wiem SkyDrive ma nielimitowaną pojemność na pliki Office'a.
Z hostingami bywa różnie, a przede wszystkim trzeba się trzymać z dala od tych kojarzonych z warezami. Home.pl akurat będzie w tym względzie bezpieczny, ale typowe usługi tego rodzaju niekoniecznie, co pokazał przypadek Megaupload - razem z piratami po tyłku dostali wszyscy inni. Po tym wydarzeniu koniec działalności ogłosił jakiś inny serwis. Ja zawsze mam obawy przed trzymaniem ważnych plików w chmurze. Nigdy nie wiadomo, co się z nią stanie.
Na koncie Live jest Office Web Apps, czyli coś innego niż nadchodzący 2013. Jeszcze nie miałem przyjemności go testować, ale być może sprawdzę na własnej skórze i dowiem się szczegółów. W każdym bądź razie na pewno jest silnie zintegrowany z chmurą MS.
@ Persecuted: Co do nowej wersji DX - to samo napisałem we wcześniejszym komentarzu. :) Zresztą to nie dotyczy tylko DX - nowy Office nie zadziała już na Viście, a co dopiero XP. Microsoft na ten moment broni się promocją - jeśli zakupisz komputer z Siódemką od czerwca 2012 do stycznia 2013, będziesz mógł aktualizować Windę do 8 Pro za 69zł. Brzmi atrakcyjnie, tylko pytanie, czy rzeczywiście potrzeba.
No i graf_0 ma rację - MS trzepie kasę głównie na nowych komputerach. Gdyby nie preinstalowane systemy, Visty używałby naprawdę mało kto.
@ graf_0: Kiedyś pewnie Windows z tym zerwie, ale na pewno nie stanie się to w Ósemce. To byłby bardzo odważny i jednocześnie kontrowersyjny krok.
@ hopkins: Farciarz. :P
@ graf_0: I to jest właśnie balast, którego Windows zrzucić nie może. Póki co było na tym polu świetnie, a Siódemka radziła sobie nawet z bardzo starymi aplikacjami. Pytanie tylko, kto poza graczami używa programów np. z połowy lat 90.? Być może jestem krótkowzroczny, ale nie znam takich profesjonalnych zastosowań. W wielu zakładach produkcyjnych komputery podpięte do maszyn i tak są zbyt stare, by migrować do Win 8, więc tutaj chyba nie ma tematu.
@ NewGravedigger: Moim zdaniem na rynkowy przebój nie ma co liczyć. Siódemka ma ugruntowaną pozycję i opinię świetnego systemu, zaś póki co poza Metro oraz pewną integracją z chmurą Ósemka nie żadnego asa w rękawie. W zasadzie najłatwiejszą do przekonania do migracji grupą są... gracze. Wystarczy, by MS bezczelnie zablokował np. możliwość aktualizacji DX do nowszych wersji tylko dla Ósemki. Póki co DX11 to bardziej ciekawostka, ale kto wie, co będzie w przyszłości, gdy pojawi się nowa generacja konsol, a przecież to one dyktują warunki na rynku gier. Podobnie było już z DX10 i Vistą.
Z tego co mi wiadomo ma się takowa pojawić. Dowodem tego chociażby testowe kompilacje 32-bit.
Mnie podoba się integracja różnych urządzeń (sam korzystam z np. Evernote i kalendarza Google na Androidzie i PC), ale nadal jestem zdania, że każde powinno pozostać przy swojej ścieżce rozwoju zostając tylko wzbogacone o funkcje pozwalające na wzajemną komunikację. Nie od dziś wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego, to przeważnie jest też do niczego.
Jestem ciekaw moich odczuć, gdy wrócę do Siódemki, co stanie się na pewno, gdyż jeden ważny dla mnie program nie Windows 8 nie działa. Czy będzie mi brakować Metro? Czy zainstaluję jego "klony"? Czas pokaże.
UP: Jednoznaczne opowiedzenie się za czymś mogłoby się spotkać z jeszcze większą krytyką, choć to zależy, którą opcję wybrałby MS. Nie oszukujmy się - Windows 8 to nadal system dla typowych pecetów, więc moim zdaniem producent powinien się skupić na usprawnieniu go pod kątem pracy. Miał być nowy system plików (chyba nawet razem z Vistą, a potem Seven), a chyba go nie będzie. Miała być tylko 64-bitowość, a Ósemka i tak otrzyma wersję 32-bitową. Ogólnie dużo zapowiadano, a niewiele z tego wychodzi.
W mojej opinii powinny być 2 wersje Win 8, skoro już MS tak bardzo chce atakować tablety - jedna dla desktopów, a druga właśnie do przenośnych urządzeń. Nie ma sensu mieszać tego ze sobą.
UP: Na ten temat niestety nie posiadam informacji. Gdybym się gdzieś natknął, dam znać. :)
UP: Owszem. ^^ Myślę, że duże znaczenie ma w tym przypadku słowo-klucz "Windows". Słysząc je, od razu myślimy o Starcie, okienkach i całej reszcie, a zwłaszcza tym pierwszym, obecnym od lat elemencie. A tu zonk, bo nazwa "Windows 8" o ile nie jesteś zorientowany w branży na nic Cię nie przygotuje. Ten filmik całkiem dosadnie to pokazał. Jak się już tylko odkryje sposób na przełączanie się pomiędzy tymi środowiskami, dalej idzie z górki.
@ JJM: O tym menu wiem, sorry, że nie wspomniałem o nim w tekście, ale głównie miałem na uwadze osadzanie otwartych aplikacji Metro na zwykłym pasku zadań. Powinna być przynajmniej taka opcja. Menu Charms, obojętnie z której strony, w moim przypadku denerwowało zbyt powolnym reagowaniem na wysunięcie. Dziwi mnie, gdyż używałem w ten sposób już różnych sidebarów i żaden tak wolno nie reagował.
Odnośnie rozmiaru aplikacji - pocieszeniem jest to, że Ósemka nieźle zarządza pamięcią i usypia niewykorzystywane programy. Zgadzam się co do ich obsługi - mam telefon "macany", więc teoretycznie tego typu interfejs nie powinien być dla mnie obcy, a mimo to można się w Metro poczuć często niczym dziecko we mgle. No i ta niesforna mysz... Tyle pustego miejsca, a ja muszę klikać w mały pasek przewijania. Absurd.
@ GameSkate: Gabe Newell już nazwał Win 8 "katastrofą". :) Poza tym były jeszcze plotki o tym, że na nowych komputerach z Win 8 nie będzie można zainstalować Linuksa, ale to chyba okazało się nieprawdą.
@ graf_0: Z tego co mi wiadomo aplikacje na Metro można pisać właśnie przy użyciu HTML5 i JavaScript. O szczegóły techniczne mnie nie pytaj, bo moja wiedza tak daleko nie sięga. :) Tutaj znajdziesz udostępnione już SDK: http://msdn.microsoft.com/en-us/windows/apps/br229516
Na sam system staram się patrzeć pod kątem zwykłego użytkownika, przede wszystkim gracza, a nie geeka. :)