
Jest jedno zwierzątko którego nigdy nie zapomnę. Chodzi o tytułowego zwierzaka z 'Obcy: izolacja'.
Prawdziwa miłość do zwierząt objawia się kiedy nie możemy przestać o nich myśleć, a Obcy nie dał o sobie zapomnieć nawet na chwilę. I ten moment kiedy nie było go widać ale za to dał sie usłyszeć... od razu sie cieplej robiło
Enter the Gungeon, bo nie raz na ekranie jest tyle kolorowych pocisków, że aż sylwestrowe nocne niebo może pozazdrościć
Do melodii: Dzisiaj w Betlejem
Dzisiej w Sosnowcu, dzisiej w Sosnowcu
wieść tako wesoła:
Że gro od Redów, że gro od Redów
W końcu sie pobroła!
Internet słaby, mi to nie wadzi!
Sołtys coś godo, światłowód podo,
Ino niepotrzebnnie, bo to już pobrane-
Zaraz, zaraz będzie grane!
Mojo Matuszka, mojo Matuszka
Już mi suszy głowe;
I też mój stary, i też mój stary
"Zadanie bojowe".
Internet słaby, mi to nie wadzi!
Stary coś godo, robota cho no,
Chyba cie posrało, już mi sie pobrało-
"Jak cie pizdna!" "Oj bolało!"
Przyszli wujowie, przyszli wujowie
Od sklepu przybyli;
I dary piwne, i dary piwne
Staremu złożyli.
Wszyscy se poszli, w końcu jest chwila!
Myszka klikana, cyberpunk działa,
Gra sie już odpalo, w spodniach mi coś stało-
Zaraz, zaraz coś nie działo!
Komputer słaby, komputer słaby
Gry tej nie uciągnął,
Gry tej nad grami, dzieła nad dziełami,
Aż mi coś komp chrupnął!
Internet słaby, mi to nie wadzi!
Ale komp słaby, niemrawy stary,
Ale mam pomysła, na jutjuba gnamy-
Zaraz, zaraz OGLĄDAMY!
Definitywnie Helltaker. Słońca tam raczej nie zobaczymy, ale ciepła zdecydowanie nie brakuje... i gorących diablic też sporo
Agent 47.
Profesjonalista w swoim fachu, gdzie liczy się perfekcjonizm, niezawodność i dyskrecja.
Ekspert w każdej możliwej dziedzinie, prowadzący każde swoje zlecenie bez chwili zawahania do końca.
Plus, może przyjść w stroju Mikołaja żeby nie niszczyć nastroju świąt

Logiczne jest, że na dobrym pc gra będzie wyglądać lepiej, ale akurat w tej produkcji chodzi o coś więcej, co każdy nieważne na jakim sprzęcie i tak doświadczy
Opinia na załączonym obrazku
Drake - Co... Co to jest?
Lara - Wygląda na jakąś średniowieczną skrzynkę.
Drake - Jakby jakieś metalowe urządzenie z plastikową osłonką z jednej strony?
Lara - Skąd plastik w tamtym okresie?
Ja, zdyszany po wspinaczce wchodząc do komnaty - O!... Napęd CD/DVD... Dawno takiego nie widziałem... Jak nie macie nic przeciwko to bym go sobie wziął, bo mam gothica na płytce, a nie mam jak zainstalować.
Dzierżąc topór w dłoni, Eivor wyrusza ściąć drzewko na choinkę.
Wyrusza wraz ze wschodem słońca, zakładając z niewiadomego powodu, że ścięcie dorodnego świerka będzie wyczerpującym i niebezpiecznym wyzwaniem, co tylko zachęciło krnąbrnego wikinga do podjęcia się tego zadania pobocznego.
Palce u stóp Eivora nie zdążyły jeszcze poczuć chłodu srogiej zimy, a idealny świerk był już w zasięgu jego wzroku. Podszedł do drzewa, zamachnął się toporem, jeden raz, po nim drugi i trzeci, aż nieugięty świerk położył się na biały puch.
To było proste, pomyślał biorąc iglaka pod pachę.
Nie wybiło nawet południe, kiedy Sigurd otworzył drzwi swojemu bratu, który dumnie wszedł do chaty ze swoim krukiem na ramieniu i drzewkiem za plecami.
- Oho! Już jesteś bracie? - rzekł ze zdumioną miną Sigurd.
- Zaskoczony? - odparł Eivor zastanawiając się skąd ta zdurniała mina.
- Na Odyna, gdzie tam... możesz postawić zdobycz koło paleniska, żeby się osuszyła - odpowiedział wymijająco.
Stawiając świerk usłyszał jak uradowany Finnr mówi coś o wygranym zakładzie, a zawiedziony Sigurd dając jakieś świecidełko napuszonemu Finnrowi mamrocze z wyrzutem, że przecież wieszcz mu powiedział o nieudanej wyprawie brata po drzewo na Jun.
- Jak to nieudanej?! - wydarł się gniewnie Eivor.
Walka słowna, która rozgorzała w chacie nie miała końca. Ludzie z wioski zaczęli podchodzić pod okna by posłuchać jak w ten święty dzień jednają sie bracia.
- Ta, hmm... rozmowa nie wskazuje na pojednanie, co? - zapytał ktoś z tłumu pod chatą.
- Cicho! Bo nie słyszę, a mówią coś o drzewku w miejscu gdzie słońce nie dochodzi. - uciszył gadułę ktoś obok.
Słońce zaszło. Synin znudzony rozmową spojrzał się na drzewko i nagle wystartował z ramienia swojego właściciela, jakby z uśmiechem w oczach wleciał w piękny świerk przewracając go prosto na palenisko, po czym obierając kurs na okno uciekł przed płomieniami wybuchającego iglaka.
Nie minęło długo zanim cała chata stanęła w płomieniach, a przekleństwa i obelgi braci stojących przed wielkim ogniskiem można było usłyszeć w Uppsali.
-Jun... Niby najkrótszy dzień w roku, a ja tu widzę jak jedna chata zamieniła się w słońce i zrobiła dzień. - powiedział drwiąco kruk głosem Lokiego.