Garret obudził się. Znajdował się w ciemnej i wilgotnej celi. Na kamiennej podłodze leżała kromka czerstwego chleba i drewniany kubek wypełniony wodą. Jedynym źródłem światła była pochodnia wisząca na ścianie korytarza ciągnącego się między celami. Światło dobrze oświetlało jego sąsiada z celi obok. Mimo silnie obitej twarzy Garett rozpoznał w nim Steve’a. Utwierdził się w tym przekonaniu gdy przemówił on swoim śliskim, choć nieco zachrypniętym głosem:
-Bober ty świnio! O wszystkim wiedziałeś! Współpracowałeś z tą suką Maggie. Swoim gadaniem namówiłeś tego złodzieja, żeby jej pomógł w zabiciu Verminusa. Powinniśmy donieść na ciebie z Mattem jak tylko zacząłeś kraść te świeczniki. Wtedy wisiałbyś tu zamiast mnie. Co ta dziwka ci obiecała za pomoc? Może też ci się oddała jak Verminusowi? Mam nadzieję, że skończysz jak on.
Dopiero teraz Garret zwrócił uwagę na ciemiężyciela Steve’a. Był to istotnie Bober, który nie sprawiał już wrażenia niedojdy. Był dumny i z dziką satysfakcją okładał kijem byłego strażnika.
-Jestem materialistą. Dała mi wystarczająco złota żeby mieć cztery takie jak ona i by grać do woli. Ten złodziej zjawił się w idealnym czasie, choć zaraz odpłacę mu za tak dotkliwe obicie mnie.
Garett czuł olbrzymie pragnienie, lecz wiedział jak lepiej wykorzystać wodę z kubka. Podszedł z kubkiem do krat i chlusnął wodą na pochodnie. Pochodnia zgasła momentalnie i przy celach, które pochodnia oświetlała nastała ciemność. Garett natychmiast poczuł się o wiele bezpieczniej.
-Cholerne przeciągi – mruknął Bober i poszedł zapalić pochodnie na nowo.
Złodziej zdążył w tym czasie zdjąć pęk kluczy z pasa Bobera i otworzyć drzwi jego celi. Nim Bober zrozumiał, że to nie był przeciąg został po raz kolejny ogłuszony przez Garetta.
-Ten gość naprawdę nie będzie mnie lubił - pomyślał z ironią Garett.
Ukrył Bobera w swojej celi zamykając ją na klucz, zabrał z krzesła swój ekwipunek i ostrożnie wspiął się schodami w górę posiadłości. Został oczywiście pozbawiony wszystkich kosztowności, które udało mu się zrabować więc na cel postawił sobie jedynie odzyskanie Formuły i wyrównanie rachunków z nową właścicielką posiadłości. Następnie przeszedł drogimi schodami w górę i omijając strażników chodzących po posiadłości znalazł się przy sypialni Lorda. Ostrożnie wszedł do środka i otworzył skrytkę za obrazem tak jak wcześniej Maggie. Tak jak się spodziewał była pusta, ale musiał się upewnić. Właścicielka miała najpewniej Formułę przy sobie, więc to ją musiał znaleźć. Aby dostać się niepostrzeżenie do pokoju Maggie wyszedł przez okno i po gzymsie dostał się do jej pokoju. Poczuł znajomą woń różanych perfum, lecz właścicielki nie było w pokoju. Na biurku leżał natomiast list. Był napisany kobiecą ręką.
Drogi Mistrzu.
Wszystko idzie zgodnie z planem. Verminus został wykluczony z gry. Odebrałam mu Formułę. Konieczną ofiarą była również jego żona Leanna, która poznała nasze plany i chciała go ostrzec. Złodziej niedługo również pójdzie w zapomnienie. Niedługo dokończymy dzieło.
Chwała Mistrzowi Budowniczemu
Maggie
-„Banalna robota” – mruknął Garret – Basso nie wspominał, że to są jakieś sprawki Młotodzierżców.
Złodziej wyszedł z pokoju i zobaczył, że Maggie stoi pod drogocennym żyrandolem. Na jej szyi błyszczała Gwiazda Polarna. W około nie było żadnej straży. Taka sytuacja mogła się nie powtórzyć. Celnym strzałem z łuku strącił żyrandol, który zabił dziewczynę na miejscu. Garret zabrał z jej szyi naszyjnik oraz Formułę, którą trzymała w ręce po czym zniknął w czeluściach nocy.