Grą na którą czekam jest z całą pewnością Need for Speed.
Za serią szalałem w młodości następnie przerzuciłem się na bardziej realistyczne wersje typu Colin Mcrae jednak zawsze było coś w tej serii.
Główną zaletą jest zapewne "rozwój postaci" a w tym przypadku posiadanej przez nas bryki. Niby prosta sprawa: zdobywasz kasę kupujesz/ulepszasz autka i w drogę. Towarzyszy temu wszystkiemu jednak fajny klimacik undergroundowych potyczek do którego chętnie powrócę.
Na uwagę zasługuje również multiplayer, no zobaczymy co tym razem z tego wyjdzie. 3mam kciuki :)
Darkest Dungeon jest moim typem na pierwszy miesiąc 2016 roku. Trzeba przyznać, że nie jest to jakoś bardzo mocno rozreklamowana pozycja jednak względem rywali ze swojej półki, chyba zdecydowanie góruje.
Pozytywne opinię recenzentów i graczy spowodowały, że taka osoba jak ja, która na dobrą sprawę w ten typ gry za wiele nie grała, tą pozycją się zaciekawiła.
Mroczny klimat, niebanalny poziom trudności, ładna choć prosta grafika.
3mam kciuki!!!
Bezkonkurencyjnie pierwsze miejsce u mnie ma Just Caouse 3. Po takim miesiącu jaki mieliśmy chwile temu trudno oczekiwać aby grudzień rozkwitał wielkimi tytułami premier. Może najbardziej rozreklamowanym tytułem Just Caouse nie jest ale za to na pewno zapowiada kilka nieprzespanych nocy. Przez większość życia uwielbiałem strategię no i nadal uwielbiam jednak pochłaniają one niesamowitą ilość czasu co w przypadku zapracowanego człowieka stanowi często sporą barierę. Just Caouse to gra w którą mogę przysiąść na 30 minut bez żadnej "spiny", piękne widoczki sporo eksplozji, ciągła rozwałka, nareszcie nie trzeba za dużo myśleć... No i jeszcze te skoki wingsuit-> miodzio :)
3mam kciuki za tą pozycje i oby tylko były zróżnicowane misje... ;)
(13) -Co ja tutaj robię, kim ty jesteś? - pomyślała spoglądając z przerażeniem na swojego chłopaka, który właśnie celował między jej oczy z Glocka 9 mm. Była w ciemnym pomieszczeniu, śmierdzącym stęchlizną i męskim potem wymieszanym z tytoniem. Sona Jackson miała 26 lat a od 3 lat pracowała dla rządowej organizacji, wydział piąty, sekcja pirotechniczna. Ostatnie lata jej pracy nie zapowiadały niczego obiecującego aż do przełomowego momentu, wyprodukowania niebezpiecznej substancji wybuchowej o nazwie santax. Całą sprawę trzymała jednak w tajemnicy nawet przed przełożonymi. Nie mogła jednak nie powiedzieć swojemu chłopakowi, któremu bezgranicznie ufała.
(14) Mike Thomson, prawdziwe imię Abd as Salam, barman z Nowego Yorku, chłopak Soni, poderwał ją kilka miesięcy temu w metrze. Czuły, romantyczny, nieco nieśmiały a nieoficjalnie członek grupy terrorystycznej działającej na zlecenie Abdur Rhamana, syryjskiego biznesmena.
Przez lata członek legii cudzoziemskiej a obecnie najemnik i radykalny wyznawca Allaha.
(11) Opuścił broń i powolnym ruchem zdarł taśmę z jej ust jakby chciał aby dłużej czuła ból. Sona nie była twardą zawodniczką i szybko zdradziła kody dostępu do laboratorium. Mike uśmiechnął się tylko i położył na jej kolanach wybuchowy prezencik a czerwone cyferki pokazały jasno, że zostały jej 3 minuty życia (12).
(29) Oddział SWAT rozpoczyna szturm na domek w środku lasu, kryjówkę terrorystów. Szybka przeprawa przez drewniany mostek, wszyscy na pozycjach. Kate: wiek 32 lata, członek SWAT od 5 lat, specjalistka od broni ciężkiej i walki w bliskim kontakcie, pseudonim "Blondie". Mówią, że potrafi odstrzelić facetowi jaja z odległości 100 metrów, zawsze w pierwszej linii (30).
(31,33) Szybkie wejście do budynku, pierwszy cel namierzony, cel unieszkodliwiony.
Słychać kroki na pierwszym piętrze. Jako pierwszy idzie Joe (1): wiek 35 lat, 10 lat na służbie. 190 cm wzrostu, 95 kg, biceps 45 cm. Jego życie to poligon: Jugosławia, Afganistan i dzielnica Nowego Yorku Bronx.
ksywka- G.I.Joe.
(2,3) Granat ogłuszający, padają pierwsze strzały, są pierwsi ranni, w pomieszczeniu unoszą się kłęby dymu, dominuje zapach prochu. SWAT vs. Al-kaida 4:0. Trzy sekundy i jest już po wszystkim, terroryści unieszkodliwieni. Joe odpalił już Marlboro.
(21) Bomba rozbrojona, ładunek zabezpieczony.
(34) Wychodzimy, zakładniczka jest już bezpieczna, misja zakończona.
StarCraft II: Legacy of the Void, mimo wszystko, mimo ponad 15 lat od czasów wydania pierwszej części ta gra w moim odczuciu ciągle jest klimatyczna i zawsze będę do niej wracał. W I nie grałem dużo ale pamiętam kiedy to w firmie ojca mojego kumpla spotykaliśmy się w kilka osób (bo tylko tam było kilka komputerów połączonych w sieci a internet nie był jeszcze tak powszechny i łatwodostępny jak dziś) i graliśmy po nocach przy Coli i chipsach. Ekscytacja jednak minęła i przez wiele lat o StarCrafcie nie pamiętałem. Oczywiście im bliżej premiery II części tym bardziej się jarałem... No właśnie czym...? Dla mnie I i II to kampania na najwyższym poziomie i zawsze ona będzie priorytetem przez pierwsze dni po zakupie każdej z części i dodatków. Zwroty akcji, ciekawe postacie, nigdy nie białe czy czarne w sensie dobra czy zła. Kampania i jeszcze raz kampania a dopiero po przejściu wszystkiego na "brutalu" wisienka na torcie jaką jest gra online, oglądanie turniejów na Blizconie czy ligi grandmaster, rozmaite build-y i "rush-e" i ogólnie cała otoczka esportowa.
Ta gra to must have dla mnie ale chętnie dostanę ją od was dzięki czemu kupie sobie jeszcze Fallouta 4 jako prezent na urodziny które mam dzisiaj :D:D
STARCRAFT FOREVER!!!
Game of Thrones: A Telltale Games Series -> ze względu na niską tolerancyjność mojej dziewczyny w stosunku do jakichkolwiek gier, sądzę że jest to jedyna gra, którą Kamila jest w stanie zaakceptować ;P.
Jest to oczywiście związane z jej całkowitym uwielbieniem w stosunku do serialu a w szczególności do niektórych aktorów (tych bardziej umięśnionych rzecz jasna...). Ja oczywiście podzielam jej uwielbienie z tą tylko różnicą, że bardziej zwracam uwagę na aktorki (Emilia Clarke). Jeśli chodzi o samą grę to zapowiada się ciekawie, zwłaszcza dla fanów serii.
TAMTEGO LATA PRZYJMOWALIŚMY OBELGI I BŁOGOSŁAWIEŃSTWA Z TĄ SAMĄ OBOJĘTNOŚCIĄ. MASZEROWALIŚMY NA PÓŁNOC, A WOKÓŁ NAS KRAINA OBRACAŁA SIĘ W POPIÓŁ. Nasz cel był bliski. Powoli na horyzoncie, ujawniały się sylwetki szczytów Gór Mroźnego Grzbietu, spokojnie pogrążające się w mroku nocy. Ich widok pomimo wielu dni podróży sprawiał, że na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Jedynie Żelazny Byk od kilku dni konsekwentnie nie zmieniał swojego poirytowanego grymasu. Znaliśmy go bardzo dobrze i wiedzieliśmy, że jedyne co może w tej chwili poprawić mu humor to możliwość wypatroszenia przynajmniej tuzina pomiotów. Robiło się coraz ciemniej a bliskość tajemniczych gór i bijące od nich przeszywające zimno zmusiło nas do rozbicia obozowiska. Zboczyliśmy nieco z szlaku by nie przykuwać uwagi. Ognisko było małe a ciepła wystarczyło jedynie na ogrzanie kawałka ciała i powolnym podpieczeniu kilku złapanych przez Leliane wiewiórek. Mieliśmy właśnie zacząć posiłek gdy zauważyłem w oddali dwa świecące czerwienią i wpatrujące się w nas ślepia. Zamarliśmy w bezruchu. Kątem oka dostrzegłem jak Żelazny Byk powolnym ruchem sięga po leżący obok topór. Byliśmy otoczeni... Z każdej strony spoglądało na nas wiele par mieniących się czerwienią ślepi a my, byliśmy gotowi na to co się wkrótce wydarzy...