Mamy rok 2118. Siadam do komputera i odpalam moją ulubioną grę. Zaczynam kolejny etap wyczerpującej misji i w ogóle nie odczuwam tego, że siedzę na fotelu przed monitorem. Mój arcynowoczesny fotel gamingowy potrafi mnie bowiem przenieść do świata z gry i całkowicie odizolować od otaczającej rzeczywistości. Fotel współistnieje ze mną w grze, towarzyszy mi podczas kolejnej misji i zmienia się, tak jak warunki w niej panujące. I tak – jeśli aktualnie przemierzam dżunglę, odczuwam gorąco i większą wilgotność dzięki specjalnym czujnikom znajdującym się na fotelu, potrafiącym emitować ciepło. Jeśli przemierzam natomiast Syberię, mrozi mnie nieprzyjemny chłód, również mający swe źródło w fotelu. Kiedy przechodzę w grze przez ciasne korytarze, fotel bardziej przywiera do mnie, zmniejsza moją przestrzeń. Szczególne dreszcze emocji przeszywają mnie, gdy nadlatują wrogie samoloty, zrzucając bomby, bo wtedy również mój fotel się trzęsie, potęgując dramatyzm chwili. Fotel zapewnia mi zatem nadzwyczajne doznania, a przy tym jest wręcz niemożliwie wygodny – mogę grać w nim przez cały dzień, a gdyby zmorzył mnie sen, jego ergonomiczny kształt zapewni mi komfort i wypoczynek. Dzięki temu zaraz po przebudzeniu będę mogła znów ruszyć w dalszą misję. Ponadto ma on funkcję masażu, emitowania przyjemnych woni i aromatów, posiada panel do sterowania elektroniką w całym domu, zapewnia możliwość dzwonienia, kontaktu ze światem. Jest tronem, centrum dowodzenia, Olimpem, na którym zasiada tylko jeden bóg i władca – ja. Jego cudowność sprawia, iż w ogóle nie odczuwam potrzeby jego opuszczania – czynię to tylko pod wpływem fizjologicznych przymusów.
Fotel przyszłości dla mnie pozostanie na zawsze niedostępnym. Zasiąść w nim będą mogli co najwyżej moi potomkowie. Przyznam jednak, że mimo przewidywanego przeze mnie postępu technicznego w zakresie tworzenia foteli, mi całkowicie wystarczyłby FotelPunk2017. Jest to tron na miarę moich potrzeb, potrzeb człowieka z 2018 roku.