Zostawiam tą opinię, mimo że już kilka lat po premierze PS5 i Playrooma, w geście ogromnego szacunki i hołdu dla ludzi, którzy wpadli na pomysł stworzenia takiej marki jak Astro. Dobrze, że sprzęt Sony znowu ma swoją pocieszną maskotkę, choć to demko i późniejszy Astro Bot udowadniają mam, że to rozgrywka jest tym, co porywa w kosmicznym świecie tych bocików, a one z przyjemnością na nowo pokazują nam magię świata PlayStation (lub czynią to po raz pierwszy, bo ilość nawiązań wszelakich jest tu wielce obszerna!)
Astro Bot to przygoda, których rynek gier lat dwudziestych XXI wieku potrzebuje najbardziej - łagodna, niewinna, bijąca radością i zaangażowaniem twórców, a może przede wszystkim ogromnym szacunkiem do końcowego odbiorcy, przemawiając na swój sposób do każdego z nas. Każdy element tej platformówki przełożył się na ostateczny wielki sukces - czy to wykorzystujący potencjał PS5 i Dual Sense'a gameplay, czy przepiękna oprawa audiowideo, czy wreszcie rozległe i wzorcowo przemyślane poziomy, a wszystko to dostajemy w nostalgicznej i wypełnionej nawiązaniami otoczce uniwersum konsol od Sony. 10/10!
W wersji na PSV niezwykle zbugowana, toporna, nawet w miejscach, w których, wydawać by się mogło, implementacja nie powinna sprawić twórcom większych problemów. Jakikolwiek dobry smak po produkcji pozostawia tutaj grafika, która na małym ekranie Vity faktycznie wykonuje dobrą robotę, oraz fabuła, która choć może trochę niekompletna i pozostawiająca wątpliwości, zaciekawiła mnie swoją tajemniczością i intrygami.
Brzydka, nudna, jednostajna, ale nade wszystko okazała się być całkiem niegrywalna - na 4 etapie, podczas przejeżdżania przez wzniesienia i obniżenia na parkingu (jakże ekscytująca trasa!), w losowych momentach zostajemy wyrzucani i teleportowani, przez co wygranie tego wyścigu staje się niemożliwie irytujące i doprowadziło do mojego pożegnania się z tym "dziełem". Biednych twórców widocznie przerosło zaimplementowanie działającej kolizji, tak samo jak i dostarczenie produktu, który wywoła w uczuciach graczy cokolwiek więcej niż reakcję śmiechową.
Jak na każdą odsłonę cyklu F1 od Codemasters, również i na tą patrzę przez pryzmat mojej fascynacji tym sportem w rzeczywistości. Stąd względnie wysoka ocena, jednak całkowicie rozumiem osoby, które uznały tą część za wprost niegrywalną. Grze kompletnie brakuje poczucia prędkości czy faktycznej walki na torze, dźwięk nowych wówczas hybryd został źle odwzorowany, a boty odpuszczają nam podczas rywalizacji koło w koło, hamując o dobre kilkadziesiąt metrów za wcześnie. Mimo tych błędów licencja wystarcza, abym ja osobiście bawił się w niej co najmniej nieźle i znajdował powody do zadowolenia.
Bardzo oryginalna i trzymająca swój świetny poziom do dzisiaj pozycja mariokartopodobna, głównie za sprawą fantastycznej oprawy audiowizualnej i przyciągającego uwagę gameplayu. Co prawda patrzyłem na nią również przez pryzmat fana F1, a w tym kontekście dostaje ona jeszcze więcej aprobaty ze względu na przepięknie zrealizowane trasy inspirowane prawdziwymi i umieszczenie kierowców z sezonu 2012. Czasami trochę irytuje, ale popsucie całego wyścigu przez rywala miotającego w ciebie bańką z tyłu to akurat stały element tego podgatunku, a i z czasem tych sytuacji uczymy się coraz lepiej unikać.
Xtreme poprawia wiele elementów, które mnie osobiście w poprzedniczce irytowały, jak choćby niewyważone ai i zmuszający do grindu system ekonomii. Dzięki temu tryb kariery oraz samo w sobie prowadzenie pojazdów stało się przyjemniejsze. Niestety wraz z wydaniem tej odsłony Techland wyrzucił serię do otchłani, a szkoda, bo miała ona w sobie naprawdę duży potencjał i nigdy nie została należycie rozpromowana na świat.
Na plus zdecydowanie schludnie wyglądająca grafika, poczucie prędkości i duża liczba licencjonowanych, dobrze odwzorowanych samochodów. Powtarzalność tras i wyzwań zaczyna jednak szybko męczyć, irytują też bezsensowne i losowe błędy podczas jazdy, które pojawiały się zwłaszcza w dalszej części kariery.
Gra miała w sobie naprawdę duży potencjał, odpowiadał mi tutaj dość przyjemny i dobrze zbalansowany pod względem trudności model oddawania skoków. Zabrakło jednak samej zawartości, która utrzymałaby mnie przy produkcji na dłużej - mamy tu jedynie bardzo krótką, dwusezonową kampanię na max. godzinę gry. Potem zostają już tylko pojedyncze skoki albo tworzenie własnych zawodów z również dość małej liczby skoczni - w grze jest ich tylko 18.
Jedna z najlepszych gier wyścigowych w historii, powracam do niej co jakiś czas. Bardzo obszerna i przyjemna, w ogóle nie czuć tego, że jest to gra z 2006 roku. Jedynie ostatni, dodatkowy etap w World Tour przysparza mnie o ciarki - nigdy nie udało mi się go ukończyć, a szkoda - bo odblokowuje się dzięki niemu zawartość z Hondą.