Matrix to raczej kolejny przykład nieco wyeksploatowanego Kina Nowej Przygody, tak więc zestawianie go w jednym rzędzie z przedstawicielami hard sf (czy ściślej mówiąc - cechami) jest w gruncie rzeczy przesadzone. Zwłaszcza, że poszczególne elementy były podporządkowane założeniom klasycznego budowania opowieści/mitów (Campbell się kłania), a nie na odwrót.
A czy przypadkiem nie narusza to w jakiś sposób ustawy o nieuczciwej konkurencji? Bo dlaczego tylko te określone marki?
Potwierdzam to co napisał kolega Fett. "Gramatyka..." pod względem czysto filmowym (plany, ujęcia, montaż równoległy, itp.) jest lepsza, ale i bardziej skomplikowana. "Sztuka..." obejmuje wszystko, ale jak to już jest z takimi pozycjami, "wszystko" tzn. nieco po łebkach. "Gramatyka..." to natomiast swoista "biblia" montażu na planie (bo żeby potem montować na stole, trzeba dostarczyć odpowiedni materiał ;) ), więc jeżeli już co nieco wiesz o filmowaniu to polecam, a jeżeli zaczynasz to raczej poleciłbym "Sztukę...". Zresztą praktycznie wszystko z tego wydawnictwa jest godne uwagi.
PS Jest jeszcze jedna książka o reżyserii (czyli o zawodzie rozumianym całościowo) "Reżyseria filmowa. Ujęcie po ujęciu" - nie przeczytałem jej w całości, bo miałem ją tylko na kilka dni, ale też była interesująca.
Zdaje się, że zdjęć do filmu jeszcze nie zakończono. Ale rzadko zdarza się na planie coś takiego, żeby w miejscu publicznym scenografowie pracowali kilka/kilkanaście dni przed okresem zdjęciowym. Oczywiście piszę tu o już o właściwej instalacji "tła filmowego". Zresztą pamiętam jak Wajda kręcił "Katyń" na rynku w Krakowie gdzie na fasadach kamienic umieszczone były swastyki (zapewne zgodne z prawdą historyczną), ale zawieszono je w konkretny dzień zdjęciowy. I jeżeli chodzi o film, to taka scenografia powinna być tworzona jedynie w tym okresie czasowym. Przecież teren nie jest zamknięty, turyści mogą zwiedzać obiekt - no i moim zdaniem co najmniej nie na miejscu jest umieszczanie wizerunków/napisów ludobójców. Bo przecież wówczas po co zmieniać nazwy ulic, które wybudowali komuniści jeżeli ktoś tam wspomina o "wiernej rekonstrukcji" Porównania do Auschwitz są naciągane, widząc to wszystko wywoływane są inne emocje, itp (widząc "Arbeit mach Frei" od razu kojarzymy we właściwym kontekście). Tu jak słusznie zauważył Fett jest to miejsce pracy (nie przymusowej), więc rodzi to zupełnie inne konotacje (niekoniecznie negatywne - wszak stoczniowcy nie protestowali przeciwko swojemu miejscu pracy - wystarczy przejrzeć ich postulaty).
Ja uważam, że jest to kolejny krok w "oswajaniu" i relatywizowaniu komunizmu. Podobnie jak z wieloma pomnikami na terenach polskich hołdującym okupantom.
Żeby Wam się ta Unia czkawką nie odbiła. Już więcej dopłacamy, aniżeli dostajemy. Ale nie, bo przecież mi pod domem wybudowali pływalnię. Pomyśl człowieku! Nie ma nic za darmo i oddasz to prędzej czy później z dwukrotną nawiązką.
Co do bzdurnych wyjaśnień w stylu: "to jedyna alternatywa". Po co Wam w takim razie demokracja? Po co te wszystkie piękne frazesiki o wolności, godności i sprawiedliwości? Po co, jeżeli Wy świadomie z tego rezygnujecie i jeszcze śmiejecie jak posłuszne małpy. Pamiętaj, że swoim idiotycznym wyborem w kłopoty wpędzasz nie tylko siebie, ale i innych obywateli (uroki demokracji).
Śmiejecie się z Korwina, ale czy czytaliście cokolwiek Misesa, Hayka, Friedmana? To co mówi w sprawach obyczajowo-społecznych nieraz woła o pomstę do nieba, ale jeżeli chodzi o sprawy ekonomii tu z pewnością ma rację. Wystarczy spojrzeć na kraje które te metody wprowadzały (chociażby USA z początku wieku), a które potem zostały zniszczone przez Keynesowskie recepty solidarności społecznej (oczywiście tylko z nazwy).
Widzący w socjalistycznym świecie każdy płaci podatki, nawet 5-latek kupujący lizaka w sklepie ze swojego kieszonkowego.
Argument, że maturzysta/nie pracujący nie może wypowiadać się jest nieco absurdalny. To tak jakbym powiedział, żebyś nie wypowiadał się w kwestiach gospodarki, bo nie jesteś ekonomistą.
Ha! Widzę, że indoktrynacja postkomunistyczna (dzisiaj nazywana "socjaldemokracją") robi swoje. Po prostu żyjemy już w takim chorym systemie w którym nie potrafimy wyobrazić sobie życia bez emerytur. Po pierwsze w tym wszystkim chore jest to, że Tusk dał się zrobić ludowcom. Gdzie tu zapewniona w konstytucji sprawiedliwość? Dlaczego rolnicy niby mają płacić mniej, itd? O budżetówce tu nie wspomnę już. Ale wracając do meritum, bo tu już ktoś wyjeżdża z Korwinami, itd. No tak, bo Wy jesteście za wychowankami Keynesowskich magicznych receptur na ocalenie gospodarki. Wszystkie te dzisiejsze kryzysy (wydumane czy nie) są właśnie efektem tych zabiegów. Mój ojciec pracuje już od ponad 30 lat i jakiś czas temu przyszło mu pisemko, że obecnie przysługuje mu bodaj 250 zł miesięcznie. I to nie jest kpina? A Wy dalej będziecie bajdurzyć o tym, że "to składka na rodziców", "żeby nie umrzeć z głodu", itp. Ty jako dziecko masz zadbać o rodzica we własnym zakresie, a nie poprzez państwo (które obsługę tego sobie również policzy). Nie da się zrobić mitycznego socjalistycznego podziału dóbr!
A Polska to szczególny przypadek. Popatrzcie sobie ile żyje przeciętny Polak, potem sprawdźcie czas pracy, a potem policzcie ile kasy wpłacił, a ile dostał od "państwa". Porównywanie na zasadzie "bo na Zachodzie też tak jest", jest więc w tym przypadku co najmniej nie na miejscu.
W przeciwieństwie do reklam komercyjnych taka forma promocji jest paradoksem ;) otóż płacimy za to by próbowano nas przekonać (bo przecież reklama powstaje z publicznych funduszy). W reklamie komercyjnej mamy możliwość wyboru produktu (i tym samym dorzucenie się do reklamy). Tak więc moim zdaniem jest to taka "metafora" całego systemu emerytalnego ;)
A znasz może choć jakiś przedział czasowy produkcji filmu? Podejrzewam z treści, że jest hamerykański?
Zawsze wszelkie konsekwencje podatków ponosi konsument. I przykład banków jest tu oczywiście najlepszy. Pamiętacie też zapewne np. wprowadzanie kas fiskalnych (również w niedługim czasie wzrosły ceny produktów).
Mniejsze obciążenie podatkowe = zwiększona konsumpcja = pobudzenie gospodarki
A co to znaczy "luksus"? Przecież dla jednego to może być tabliczka czekolady, a dla innego drogi samochód. Po drugie czy takiego podatku już nie ma? Przecież kupując powyższe produkty podatki w różnej formie płacisz (a wcześniej producent).
i tu właśnie występuje klasyczny przykład pojęciowego bajzlu, jakże charakterystycznego dla naszego kochanego współczesnego świata. Bo co stanowi o stronie ideologicznej danej partii? Stosunek do historii? Kościoła? Czy też zapatrywanie na gospodarkę, działanie administracji, etc? Bo jeżeli to drugie to Kaczyński i PIS idą nieco dalej niż zwolennicy katolickiego solidaryzmu społecznego. Przecież to socjalizm w tej swojej populistycznej formie.
Druga sprawa: tylko idiota myśli, że "bogacze" wszelkie dziury budżetowe załatają. Bo albo uciekną do rajów podatkowych, albo znajdą taki sposób by podatków uniknąć. W sensie gospodarczym jest więc raczej niewielką alternatywą.
Kingdom Under Fire ;) To jeszcze z czasów gdy gry były naprawdę wymagające.
Władzy zależy na tym aby ta grupa (w uproszczeniu "moherów", co by gawiedź zrozumiała) wyraźnie się zradykalizowała. Wówczas dużo łatwiej kogoś wyśmiać czy odrzucić jego argumenty w debacie. A robi się to w bardzo prosty sposób, czyli np. odmawia koncesji telewizji. Odbiorcy zaczynają postrzegać takie działania w kategoriach "spisku", "ataku na wolność słowa", etc. Ponieważ środki stają się radykalne (akcja i reakcja), także i odpowiedź na to staje się radykalna. No i w konsekwencji prowadzi to rezultatów pokazywanych chociażby wczoraj w telewizji - oczywiście rozmówcy dobierani są w odpowiedni sposób, ażeby wydumaną przez media tezę podbić. No i tym samym władza piecze dwie pieczenie na jednym ogniu - z jednej strony wyklucza z debaty publicznej niemałą grupę społeczną, z drugiej strony "podpuszcza" owe środowiska, ażeby w oczach innych wywołać pewien efekt o którym można przeczytać m.in. na tym forum.