Typowy Resident, nic odkrywczego. Bez szaleństwa. Zbalansowanie poziomu trudności pozostawia wiele do życzenia, na normalnym wydawało się, że gram na trudnym. Trudny to po normalnym banał do ostatniego bossa, który na trudnym jest oczywiście gąbką na pociski i twórcy nie potrafili zrobić nic innego jak "teleportację" za plecy gracza i wbicie mu kosy, która zbija 1/2 HP. Dochodzi do tego ograniczony ekwipunek i nielogiczna mechanika niemożności łączenia amunicji do kuszy w ekwipunku (chociaż w broni jest możliwość umieszczenia w magazynku 2-ch nabojów? Bełtów? to w ekwipunku już nie). Dodatkiem są jumpscare-y, które w późniejszym etapie są zwyczajnie męczące i wtórne. Duży plus za znajdźki- komiksy i koty. Duży minus za brak języka polskiego w dubbingu- toż to szok. Grafika- Monotonna szarość przeplatana obrazami z kolonoskopii, połączona z wystrojem polskiego mieszkania lat '80. Klimat komuny w Polsce jest zachowany jak najbardziej. Dziwna mechanika wspinania się na wyznaczone punkty- na początku myślałem, że nie ma skoku, gdyż no skafander wygląda jak do nurkowania głębinowego - ok rozumiem jest to logiczne bo ciężki, ale jak dotarłem do pierwszego punktu na który się postać wspina to ręce mi opadły. W późniejszych etapach są platformy magnetyczne, więc dało się wyeliminować tą mechanikę. Czarę goryczy przelał ostatni punkt zapisu... jak się ginie nasty raz z rzędu na trudnym poziomie i trzeba znowu wchodzić po tej cholernej drabinie, pomijać scenki jedna za drugą i dopiero walczyć z bosem to krew jasna zalewa. Generalnie mam mieszane odczucia po zrobieniu gry na 100%, gra nie jest gniotem i może się podobać, chociaż bardzo wymagający gracze dopatrzą się zapewne większej ilości mankamentów. Czy się zrelaksowałem przy grze? Nie. Czy się wystraszyłem? Również nie. Czy zagrał bym ponownie? Raczej nie. Jeśli wyjdzie druga część to zagram tylko ze względu na fabułę- może się coś więcej wyjaśni- bo w mojej ocenie po zakończeniu gry mam więcej pytań niz odpowiedzi.
Dwemerowie. Po pierwsze jakość wykonania. Setki lat, a ich maszyny działają.
Drugie finezja w tworzeniu "dronów" .
Trzecie, ochrona środowiska. Mniej śmieci bo "zabawki" się nie psują.
Czwarte... jak masz sąsiada, który bez przerwy wierci, to Kulisty Centurion toczący się po mieszkaniu będzie idealną zemstą, a i orzechy będzie czym łupać.