Mam takie dziwne wrażenie, że ja nie steruję tu postacią, tylko jej cyfrowym mózgiem :P I może się to wydać komuś śmieszne, ale niech sam spojrzy na działania jakie postać wykonuje i opóźnienie w czasie.
No bo jak inaczej nazwać tą "latencję" czasową, gdy ja wciskam przycisk, np lewy myszy, a postać dopiero po chwili wykonuje tą czynność. Gdy wciskam przycisk "W" czyli do przodu, to postać pochyla się i dopiero zaczyna iść. A gdy wcisnę przycisk odpowiedzialny za cios specjalny, to jest dokładnie tak samo, tylko jeszcze wolniej. To dosłownie wygląda, jakbym sterował cyfrowym mózgiem tej postaci, który po wciśnięciu danego przycisku (wysłania cyfrowego neuronu) wysyła sygnał do cyfrowych mięśni mojej postaci O_o
Opóźnienie we wszystkim jest tak duże, że ciężko tu cokolwiek zaplanować. I nie, nie jestem melepetą, która nie wie, jak działa obciążenie w tego typu grach. Nagrałem się w Soulsy (1 i 3), Elden Ringa. Poczytałem fora, piszące ile powinno się nosić obciążenia względem udźwigu (<=40%) ale mimo tego pewne ciosy są tak wolne, że ma się wrażenie, że coś się tu chyba zepsuło w obliczeniach. Szczególnie, że szybkość ataku opisana przy broniach, jest bardzo niekonsekwentna. Taka broń od pierwszego ze Strażników - Ognisty miecz.... jest może jakieś 8% wolniejszy niż szybkie sztylety łotra. Oczywiście wg opisu. Bo w walce... to wygląda to tak, jakby moja postać miała jakieś slow-mo, a przeciwnicy nie. Jak oglądam broń i ataki niższe = wolniejsze niż ten miecz, to nagle się okazuje, że one są ciut szybsze. Nie jakoś przesadnie, ale to widać. A w statach, różnica jaka jest między nimi jest olbrzymia = 30-40%!!!! Do tego miecz pali się i świeci jak typowy Fire-Sword... ale w statach obrażeń od ognia ni ma.... bo po co ? no zwyczajnie się pali, taki bajer <facepalm>
Dobra, bo się tylko znęcam nad tą grą. A ona wcale nie jest tragiczna. Jest ciekawa i ładna i udaje Soulsy. Ale mam wrażenie, że to jest ten doskonały przykład projektowania gier, gdzie twórcy mieli jakiś plan, jakiś pomysł, ale przyszła jakaś miernota za menedżera i zaczęła gwiazdorzyć, bo naczytała się gdzieś, jak się robi gry w tych czasach. No i wyszło co wyszło.
A wydaje mi się, że był tu potencjał. Widać to w pomysłach na lokacje. Na klimat, który jest pokazany wręcz wzorowo (momentami przypominało mi to Blade of Darkness, ale tylko momentami).
Żeby gdzieś od pewnego momentu to wszystko powielić i wydać jako takiego klona Soulsów. Szkoda kurde, bo mogłoby to być świeże spojrzenie na ten gatunek, który mógłby coś wnieść ciekawego. Ale ktoś na etapie produkcji to spłycił i efekt końcowy został mocno średni.
Wstęp do tej gry i jej początkowe sceny dają mglistą nadzieję, że coś ciekawszego się tam potem zdarzy. Bo sam początek, to taki bieda-tutorial, który nawet świata w którym jest osadzony nie umie ciekawie zaprezentować.
No bo ciężko uwierzyć w kolejny motyw... no właśnie ... zemsty ? Hmmm... W scenie początkowej pokazuje nam się, że to jest nasza Waifu, ale nie mam z nią żadnych więzi wcześniejszych (no scene z kwiatkiem pomine milczeniem) . Żadnego podłoża fabularnego. Ze swoim synem miałem sparing i to w zasadzie tyle (to żaden spoiler, jest to sam początek gry). Niespecjalnie za nimi tęsknię, bo nie mam żadnych więzi z nimi. Do tego później twórcy chyba też byli tego świadomi, że nie umieją w fabułę i cokolwiek, to też niespecjalnie ten wątek wraca. Jasne, czasem coś się tam pojawia, ale to jest ... no biedne no...
Po tym wstępie mamy już mięso! ... czyli walkę z agentami Smithami... a nie! wróć! z nieskończoną (dosłownie) ilością orków. Mógłbym zażartować, że jest ich więcej, niż rusków podczas oblężenia Stalinigradu...
Serio, są tu nieskończone zastępy wrogów, którzy będą napływać i napływać i... zzzz... zzz
AArrgh! obudziłem się. No więc na czym to ? A tak orkowie... no to będziemy z nimi walczyć (pisałem już o tym?). Ale nie to jest najgorsze. Bo takie beat'em up-y są całkiem fajne i wciągające, jak jest tam coś więcej niż ... no właśnie... Niż to co każda gra będąca klonem gier od UBI(j)soft/EA proponuje! Bo tu gra od samego początku próbuje nas przekonać, że "eej mordo! tam jest coś więcej, zobacz!" tu jakiś efekciarski błysk, jakaś animacja i CYK! masz EPIC-ką runę do miecza!! AhA! a tu zobacz cyk! masz umiejętność ! zobacz jakie to fajne! Potem pokazuje się nam mapę, że tam coś niby jest, jakieś rzeczy do odwiedzenia, "eksploracji", "okrycia".... Bawi to przez pierwsze dwie godziny. Potem kopiuj-wklej, to samo...
No kurde... niczym bieda-giereczki na komórkę :/
No ja nie mogę no!
Dalej nie jest lepiej, bo te "misje" jak gra nam stara się nas przekonać, są pisane chyba przez dwunastolatka. Ciul już z tym, że reżyserowanie ich jest ok, ale teksty i ich target to żenada w opór.
Są tu też takie mini-misje...Typu kurier Znanej-firmy-dostarczającej-jedzenie. Wygląda ona tak - zabij 10 orków łukiem. Ktoś sobie chyba zamówił orkowine na ostrym, ze strzałą w dupie, bo nie potrafię zrozumieć bzdury tego zadania. A zapomniałem dodać, że musimy popierdalać na wargu (które tutaj nazywają się "Cara'gors" :/ <facepalm>) w 3 lokacje, gdzie te orki (AKURAT TE) się znajdują i je ubić.... Bo innych nie można...
No przecież jaki debil to tak zaprojektował?!
Jak po 4-5 godzinach kapniemy się, że to wszystko, to taki assasins creed, tylko, że w świecie Władcy Pierścieni, to zaczyna przychodzić zwątpienie i chęć usunięcia tego badziewia z dysku...
Ehhh... ja nie rozumiem. Świat Władcy! Mnóstwo postaci, pomysłów... Ja się domyślam, że pewnie nie mieli licencji i dało się kupić te same dodatki co gówniany "rings o pała" ale noo... noo... cokolwiek co daje jakiś feeling... poczucie bycia w tym świecie... cokolwiek ? Bo zbieranie run, kwiatków (nieważne jak się nazywają) i walka z orkami - to nie jest immersja świata Tolkiena...To jest obraza dla graczy. A jeszcze większa obraza dla fanów Tolkiena.
Ja tego nie polecam. Szkoda czasu i pieniędzy.
Grafika jest tu chyba najmocniejszą stroną. Pięknie narysowana, te surrealistyczne światy. Pięknie to wszystko wygląda. Muzyka też jest bardzo ładna i pasuje do tego co się ogląda. I całość bardzo miło by mi się oglądało, ale bardziej jako serial. Trochę taki amerykański, łagodniejszy brat Studia Ghibli ;-)
No ale właśnie oglądało, bo wg mnie rozgrywka tutaj jest mocno średnia. Mamy tu mieć zagadki i przygody, ale jedyne co robię, to podążam po ustalonej ścieżce i zbieram przedmioty, które na niej leżą, by je dalej użyć. Nie jest mi przedstawiony problem i pozostawiony do rozwikłania przeze mnie, tylko na bieżąco mi się pokazuje mini-problemiki z natychmiastowym praktycznie rozwiązaniem. Lub, jak bywa miejscami, coś, co mam użyć, wymaga jakiegoś przedmiotu, który muszę tu przynieść, tylko nie wiem gdzie jest i gdzie mam go szukać, ale zaraz jedyna ścieżka mnie tam zaprowadzi, więc tam idę.
Ok, przyznam się, że pograłem dopiero godzinę. Może później jest lepiej. Tak, że na razie nie oceniam, dopóki nie ukończę. Ale jest tu chociaż pewien zarys. Może komuś taki rodzaj prowadzenia rozgrywki się podoba. Mnie niestety nie. Ale będę próbował to przejść, bo kreacja świata i klimat na mnie działa :-)
Świetna metroidvania! Sporo wyzwań. Przepiękna grafika i muzyka! Coś wspaniałego.
Styl walki jest bardzo dobry, trochę rozszerzony "Hollow Knight". Ale nieco inaczej.
Kupiło mnie wiele zapożyczeń z popkultury.
Dla mnie - zajebista pozycja :-)
Ten typ gier, jest WZORCOWYM przykładem gier dla casuali.
Jeśli tytuł podliczyć, to graficznie jest WYPIERDOLCZY, udźwiękowienie jest świetne, poruszanie postacią jest dobre, tzw 'gameplay' jest tragiczny....
Wszystko błyszczy, doskonale oddaje tekstury, fizykę. Nad tym ostatnim spędzono chyba baaardzo dużo czasu i to czuć w grze.
Niestety czuć również ten casualowy styl gry, gdzie gracz jest tylko 'odgrywającym' wszystkie sceny. Taki bieda-teatr.
Ale nie to jest najgorsze. To scenariusz scen wszystko dobija. To wygląda i jest dosłownie tak gówniane, jak filmy Stevena Seagala. Sceny akcji są tak poprowadzone. No żenada w opór.
Ogólnie jeśli chodzi o wierność marki, to.... chyba coś wywaliło w kosmos, bo teraz Lara, to taki Nathan drake/Sam Ficher/Agent 47/Ezzio Auditore.
Trochę brakuje jej słabości, bo mocne strony ma tylko takie od innych postaci. A jednak wielu rzeczy brakuje. Np dobrych zagadek!
ale to już przemilczę. Taki jest target, to tak gry robią. Mnie jedynie oceniać.
Grę oceniam na dobrą, bo mechanika walki jest dobra, a nawet całkiem niezła. Podoba mi się sposób, w jaki rozwiązano rozwój postaci. Nie jest to jakiś sztos, ale taka solidna, jak na taką gierkę mechanika. Jest lekka broń, ciężka broń i broń dystansowa. Z czasem odblokowuje się ulepszenia do nich oraz lepsze modele tych broni. Mamy skille, które możemy dodatkowo się uczyć i od nas zależy w co pójdziemy, bo punktów na wszystko nie wystarczy. Jest też tu crafting, który jest dość ciekawie rozwiązany. Można też pewne przedmioty rozmontowywać i zdobywa się surowce... Niestety nikt nie tłumaczy, z jakiego przedmiotu pochodzi dany surowiec. Trzeba się tego uczyć. A często czegoś brakuje i człowiek nie wie, skąd to ma. Bo tego złomu się zbiera sporo.
Sama grafika to już kwestia bardzo subiektywna. Dla fanów henta... znaczy anime może być to ciekawa pozycja ;-)
Taki cyberpunkowy trochę świat, z kilkoma zapożyczeniami z popkultury.
Fabuła jakaś jest. Nie powala, ale potrafi zaciekawić.
Natomiast najgorsze dla mnie są tutaj te dialogi czy zwroty, które postacie wymawiają... Jestem fanem anime, ale niektóre postaci są strasznie infantylne. Te wszystkie "ach!" "och!" i przesadne budowanie napięcia po prostu mnie męczyło strasznie.
Nie dość, że wkurzało, to jak rozmawia z nami postać Ayane, to nie pojawia się informacja, że dany pojemnik/skrzynkę można otworzyć, więc na pewno coś mi przepadło, bo skapnąłem się z tym, dopiero w połowie gry :/
Takie to "pomocne" te dialogi... nie dość, że irytują, to jeszcze przeszkadzają.
No ale można je pomijać, jak i cut-scenki... niektóre są dla mnie na żenującym poziomie. Szczególnie, jak się taka scenka kończy... to często postać/postaci stoją i nic się nie dzieje. Ktoś przy tworzeniu dał chyba za dużo czasu po tekstach i tak se wszystko czeka. Więc polecam pomijać. Będziecie zdrowsi ;-)
Tak bardzo się zgadzam z wieloma punktami! Szczególnie z 1, 2, 3 (ooo to już do szewskiej pasji), 6, trochę 7, 8, 9 (TAK!), 10, i 11. Choć nie walczyłem z ostatnią, ale prawie każda walka z walkirią, to taki przykład, jak bardzo zdupiony jest system walki.
Podsumuję na szybko, bo praktycznie te same wrażenia, więc nie ma co powtarzać. Jedynie mogę dodać coś do punktu 7 i jednocześnie odpowiedź dla
Przecież ten typ, by im łby pourywał jednym machnięciem dłoni. Echh...
Większą frajdę miałem grając w Titan Quest, gdzie postać była czasami tak silna, że po ciosie przeciwnicy wręcz fruwali w powietrzu, albo odrzucani w tył. Tu tego nie czuć prawie wcale. Silnik jest tak skopany, że Kratos może zapodać tak z 3, 4 ciosy, nie ważne jakie, a przeciwnik nagle odzyskuje równowagę i zdąża uniknąć kolejnego ciosu(!).
I tu właśnie kolejny problem dodany do pkt 11. Ja się praktycznie z każdą walkirią męczyłem. Nikt mi tyle krwi nie napsuł (tylko labirynt w Niflenheim całościowo) co one. Niby ich ataki różnią się detalami, ale .... omg! Niektóre ataki są tak zabójcze i szybkie, że trzeba się uczyć od podstaw. A nagroda za ich pokonanie, to jest jakiś śmiech. To jest lenistwo deweloperów. Ta sama, żenująca animacja, nudna pogadanka, zbieranie hełmu i tego chłamu po ich pokonaniu. Nie wierzyłem, że po każdym razie jest tak samo. Nie uratowałem wszystkich i nie chce mi się nawet.
Wielką frustracją był też wspomniany labirynt. Mnóstwo różnych elementów w nim i zabójcza mgła (gra na czas) w kontraście z upierdliwymi przeszkadzajkami (bo pułapkami ich nazwać nie można). Żeby tu dobrze wypaść, trzeba szybko zabijać, liczyć na fart, że będzie tyle skrzyń, które odnowią czas trującej mgły (a animacja jak Kratos otwiera skrzynie i powolutku podnosi ten woreczek i go chowa, dłuży się niemiłosiernie!) i przeżyć. Bo wrogowie są tu podrasowani levelowo. Taki team wilki + volwery i inni to jest kaplica. Volwerów nie umiem skontrować bez utraty życia. Nawet kontra tarczą nie działa, bo ich cios mnie odrzuca do tyłu i kontra tarczą bije w powietrze.... Co za biedna walka.
Są tu też skrzynie te z niebieskimi runami, tylko te runy są rozsiane po całym labiryncie, a nie w pobliżu skrzyni. Więc trzeba by albo je zapamiętać (powodzenia), narysować je sobie na kartce, zrobić zdjęcie i ich szukać przy jednoczesnym uwzględnieniu powyższych trudności....
Jedynymi pozytywnymi aspektami są tu grafika i design poziomów (dla mnie miażdżąco zajebiste!). Mitologia nordycka, którą uwielbiam i całkiem fajna, choć lekko na siłę miejscami relacja ojca z synem. Gdyby podejść do tej gry casual-owo, to już wiem skąd te wysokie oceny. Bo nie walczysz z tym całym ustrojstwem i nie widzisz, jak to jest średnie albo złe momentami. A całe wrażenie jest z chłonienia gry oczami i okazjonalnymi walkami.
Graficznie ładnie się prezentuje, roślinność fajnie pokazana, sporo krzaczków, kwiatków, drzewek. Czuć tu klimat takiej przygodówki, choć ledwie wyczuwalny. Zagadki ... ekhem "zagadki" są jakieś. Tyle mogę powiedzieć pozytywów.
Większość rzeczy jest nieinteraktywna. Są te interaktywne, ale czasem nigdzie za bardzo nie prowadzą, albo nie dają czegoś ciekawego. Gdzieś idziemy, ale nie mamy jakiegoś celu ustalonego na współrzędnych, czy mapie, czy ki diabeł wie gdzie. Ot se łazimy i zwiedzamy teren. No i te "zagadki". W większości polegają na otwieraniu drzwi, szukaniu klucza. Są trzy rodzaje drzwi. Te które można otworzyć, te które da się otworzyć, ale w obecnej chwili nie możemy (i nie wiemy czy w ogóle je otworzymy) i są takie, które robią za teksturę (średniej jakości dodam), z którymi nie ma żadnej interakcji. Do tego powłączamy kolorowe przyciski i będziemy czytać różne notatki, zostawione przez poprzednich pracowników. A no i zbieramy baterie do latarki i do aparatu, które chyba mają jakieś zwarcie, bo zużywają się szybciej, niż bateria w smartfon przy włączonym routerze wifi. Ogólnie to wieje tu nudą i niską złożonością świata i zagadek. Zero swobody pozostawionej graczowi, żeby sobie wybrał sposób dostania się w jakieś miejsce. Brak jasno wytyczonego celu. Ot taka swobodna eksploracja. No w sam raz na VR, ale na PC to stanowczo za mało.
Gra swoim klimatem i podejściem do gracza miażdży. Klimat ciężki i gęsty. Nie ma tu cukierkowości czy głupich dialogów dla dzieci z przedszkola. To gra, która traktuje gracza poważnie, nie zabiera mu rozterek czy wątpliwości, czy to co robi jest właściwe i gdzie go zaprowadzi. Fabuła ciekawie pokazana, choć dość prosta, ale nie pozbawiona właśnie głębszego podłoża. Kilka razy zastanawiałem się czy faktycznie to co widzi główny bohater, to prawda, czy jego urojenia. Tutaj gra błyszczy. Do tego ten śmieszny stworek, który często nam towarzyszy jest świetny. Jest zabawny, ale to co mówi, powoduje, że czujemy, że jest coś gorszego od nas i to dużo.
Niestety gameplay już kuleje mocno. Bardzo ograniczone lokacje-areny. Wszystko nastawione na szybkie zabijanie i to dość precyzyjne, bo amunicji nie ma jakoś sporo (to w sumie jest akurat dobrym podejściem, ale tutaj to mocno utrudnia). Goście czasem wytrzymują po kilkanaście kul na klatę (mam wrażenie, że w głowę też, ale czasem liczy mi headshoty, więc już nie wiem).
Mimo, że mamy te demoniczne ramiona, to nie czuć tu tej zajebistości, że jest się "badassem". A raczej takim dziwnym kolesiem, który oprócz strzelania walnie kogoś mocno macką-ramieniem, albo złapie za nogę i trzyma głową do góry.
Często się tu ginie i to w dość głupi sposób. Wrogowie się pojawią z automatami, przeciwnicy zabierający nam broń takimi a'la biczami, wrogowie ze światłem, które dodatkowo jeszcze razi i nie tylko. Tak, światło też jest naszym wrogiem i o ile na początku, jest to bardzo fajnie zrobione, to w lokacjach (np wesołe miasteczko :-O), gdzie wszyscy do nas strzelają i do tego są te światła niewiadomo-kurde-skąd, to robi się naprawdę irytująco. Dołożyć do tego przeciwników, którzy się respawnują czasem za plecami i mamy poziom trudności przesadzony o kilka kresek. Do tego te skrypty, że szukam jakiegoś przycisku, by otworzył mi jedyne przejście w grze jest żenujące. To chyba to konsolowe podejście, którego osobiście nienawidzę. No i brak save-a. Jest checkpoint i tyle, diluj z tym. Kolejne gówniane podejście.
Ale pomimo tak rażących minusów uważam, że warto się przemęczyć, chociażby dlatego, by zaznać odmiany w postaci ciężkiej, mrocznej i gorzkiej opowieści.
Ukończyłem i uważam, że ocena jest ciut za wysoka. Sam dałem 7.5 i myślę, że za dużo. Bo tak do połowy gry, jest naprawdę dobrze, ale potem bardzo, ale to bardzo twórcom brakowało pomysłów, albo chęci, bo takiej powtarzalności i poziomów zrobionych na siłę, to już dawno nie odczułem :-(
Przy końcu gry to się już męczyłem. Musiałem robić przerwy, jak widziałem, że znów muszę kolejne dwie dźwignie przestawić, żeby drzwi się otwarły, albo znów muszę popylać całą mapę, żeby otworzyć jedne drzwi, a potem wrócić przez całą mapę i przejść do jednego pomieszczenia. A potem kolejna wielka mapa usrana przeciwnikami co kilka metrów i znów to samo :-( Pod koniec, to w "skrzyniach" to już nic ciekawego do zebrania nawet nie ma, bo 1xPotion, pod koniec gry, to jest jakiś śmiech. Podczas jednej walki, z 2, 3 się takich użyje. A tych walk trochę jest.
Najbardziej chyba męczą te opóźnienia kolejnej akcji, kiedy trzeba czekać (czasem nie wiadomo na co) aż skończy się dana animacja. Taki atak granatem np, to po pokazaniu się wartości obrażeń, czeka się z 3-4 sekundy, aż można coś w ogóle zrobić. Ale to jeszcze nic! Po ataku błyskawicą, ten czas to 6-7 sekund! Gdzie czekamy, aż można wreszcie coś w ogóle kliknąć na ekranie! No absurd!
Sam finał jest trochę za krótki, jak to ma być TEN WIELKI FINAŁ, to trochę za mało się dzieje. Ale nie jest źle. Jest tak po prostu ok.
Ale sam system kart losu i czary, które można z nich wykonać, są fantastyczne! Postacie są ciekawe. Muzyka bardzo pięknie brzmi i są naprawdę ładne utwory! Każdy Shell ma swój tune. Co się chwali.
Ale uważam, że to trochę za mało, jak na taką ocenę.
To jest dramat :-(
Nowa postać, Furia... Już od początku wkurza swoimi pustymi gadkami. Przerysowana postać i przesadzona w wyobrażeniu siebie samej. Nie wiem kto to pisał, ale dla mnie mega antypatyczna.
Ledwo radzi sobie ze początkowymi przeciwnikami rangi "cienias". Skoki to dla niej wysiłek i nie potrafi wskoczyć na większość półek, tylko musi się wspinać. Nie czuć tu w ogóle siły tej postaci. Ba! czułem się jakbym grał początkową postacią w hack'n'slashu na 1 poziomie, gdzie się dopiero zaczyna zdobywać pierwsze punkty EXPa.
Do tego poziomy raczej malutkie, niby ładne, ale też bez szału.
Dialogi... OMG... Tego się nie da słuchać lub czytać. Tu są takie brednie, że pomijałem każdy dialog po rozpoczęciu.
Czytam w komentarzach, że tu za bardzo zagadek nie ma. Loot zresztą też jakiś mierny.
No nie ukończę tego barachła. To już bardziej wciągnęła mnie część Genesis, pomimo zupełnie innego widoku rozgrywki!
No i tu jest już troszeczkę gorzej, niż pierwsza część, ale nie tak, że wszystko. Po kolei.
Postać Śmierci jest bardzo fajnie zrobiona, nie ma w nim podobieństwa do Wojny, ma inną osobowość i to jest fajne.
Do tego fajny loot w grze, podział na klasę jakości. Trochę przeszkadza, jak mamy sporo fajnych broni i zbiera się śmieci, które dobrze by sprzedać albo wyrzucić, bo nowe się nie mieszczą. Ale jak się o to dba, to tego problemu nie ma. Ciekawy pomysł z przedmiotami typu "Possessed", można je rozwijać wedle własnego gustu. Choć sporo przedmiotów trzeba przepalić, by to było chociaż dobre. Ale pomysł fajny.
Bossowie są ciekawi i niektóre zagadki. Design poziomów jest bardzo ładny. Ale...
Mam wrażenie, że ten kto był obecny przy tej grze do pewnego etapu
spoiler start
Dotarcie do Drzewa życia, bo do tego momentu wszystko jest takie wielkie, monumentalne oraz czynności, które wykonujemy czy zadania, jakie dostajemy
spoiler stop
to nagle wygląda na to, jakby ten ktoś odszedł z zespołu, bo po tym etapie, jest taka kosmiczna nuda i powtarzalność oraz questy typu "goniec", że bardzo mnie to nudziło i odrzucało. Zmuszałem się by ukończyć tą grę. Jak podchodzi się do kolejnego NPC-a i znów dostaje się misję typu "musisz coś dla mnie zrobić" to się odechciewa. I tak za każdym razem...
spoiler start
Najbardziej boli to, gdy po wielu godzinach zdobywamy wreszcie ARCYWAŻNY klucz do Studni Dusz i co się okazuje ? Że to nie wystarczy, bo nagle ktoś sobie przypomniał, że musimy mieć jeszcze drugi klucz od Demonów... Serio, mam wrażenie, że wymyślano to na spontanie, by wydłużyć czas gry sztucznie.
spoiler stop
I do tego jeszcze zbieranie barachła, monety Vulgrima, kartki z książki, które na początku są tak rzadko rozsiane, by później leżeć praktycznie jedna obok drugiej ot tak po prostu za rogiem. W pewnym momencie są nowe znajdźki - Gnomy... po co ? Nie wiadomo... Ot tak, żebyś miał czego szukać jeszcze... No tu już jest bieda. Gdyby nie ciekawi bossowie, to bym tą grę porzucił już gdzieś w połowie, bo dialogi jakie tu są, to są po prostu mierne. Powtarzane są kwestie, jak do kogoś, kto ma pamięć złotej rybki - kilka razy w trakcie dialogu wspomina się o pewnych rzeczach.
Po tej części już nie miałem takich wielkich nadziei, że każda część będzie taka zajebista jak pierwsza, ale to co zobaczyłem w trzeciej... to tak miernego poziomu się nie spodziewałem...
Gra z 2010 roku, a posiada miodność, grywalność i klimat dawnych gier z końca lat '90 i początku 2000. Bardzo dobrze się bawiłem przy tym tytule. Bardzo cieszy mnie fakt, że twórcy nie traktują gracza jak debila i nie wyjaśniają wprost, co trzeba zrobić. Dają graczowi "zabawki" i pokazują problem i zostawiają gracza z nim, niech sam się pobawi i znajdzie rozwiązanie. Jak dawno nie czułem tego wrażenia! Aż zapomniałem jakie gry mogą być wciągające i angażujące. Głównie z powodu dzisiejszych gier AAA, gdzie w większości gracz jest prowadzony za rączkę.
Same zagadki bardzo fajnie zrobione, może w dwóch miejscach czułem lekką irytację, ale przy tak dobrze zrobionym produkcie, całkowicie zostały zapomniane. Sama postać Wojny jest świetnie pokazana i zagrana. Czuć, że ma się do czynienia z konkretnym typem, który się nie cacka. Fajnie można sobie postać rozwinąć w tym, co lubimy używać. Mamy tu dowolność. I to jest fajne!
Dialogi nie są nudne, czy przaśne czy głupie. Są ciekawe i mówią akurat tyle, że nie zdradzają za bardzo pewnych tajemnic, ale też nie ukrywają oczywistości.
Jednym słowem, chciałbym żeby kolejne części takie były... ale no niestety tak nie jest... Ale to w innym komentarzu...
Mam swoje wątpliwości. Z gameplayu wygląda, jakby ciosy były leciutko opóźnione względem dźwięku. Nie wiem czy to wina gameplayu, ale wygląda to jakby coś z samą postacią nie do końca działało. Nie wygląda na responsywną, skoro to souls-like. Podkreślam, nie wygląda. Może to wina y-t. Zapowiada się ciekawie, ale mam wrażenie, że postać nie ma tej lekkości i zwinności, co bym oczekiwał od souls-like. Ale! Skoro jest tu nawiązanie Dead Space, gdzie postać była ciut mniej responsywna, to może to właśnie taki klimat ma być. Nie wiem. Ale mam nadzieję, że się dowiem :-)
Powtórzę wiele opinii jeśli chodzi o grafikę, ale mam też kilka uwag.
Tak, gierka jest pięknie wykonana. Ja uwielbiam postacie anime i tutaj mi się podobają (choć część średnio, bo to takie dzieci, ale o tym za chwilę). Piękny, kolorowy świat i ładnie, naprawdę ładnie wykonane obiekty i postacie.
Jest tu fajna mechanika, bazująca na słabościach i mocnych stronach żywiołów. Co prawda, to całe Anemo, jest wyjaśnione ot tak, bo tak. Ale działa i ma swój cel.
Jasne, całość jest dość powtarzalna i ja np dotarłem do 18 poziomu przygody. I po prostu przestało mi się chcieć grać...
Głównie przez dialogi i Paimona. Najpierw te dialogi. Na początku wersja angielska mnie irytowała strasznie. Zmieniłem na japońską z napisami angielskimi i ... było niewiele lepiej, ale tylko niewiele.
Postacie wyrażają takie emocje przy byle pierdołach, jakby to miała być ich sprawa życia czy śmierci. Po 5 takich dialogach zacząłem naparzać w klawiaturę by jak najszybciej je pomijać.
Nie wiem kto to pisał, ale nie potrafię słuchać tych bredni. Coś, co mogłoby być wyjaśnione krótko, jest rozpisywane na kilkanaście linijek. Podejrzewam, że dla osoby, co to pisała, nalepka na Domestosie, to epopeja i chętnie czyta ją innym domownikom, siedząc przy okazji na klopie :-/
Druga rzecz to ten Paimon... noo tu już pojechali. Czy odbiorcą tego ma być 3latek ? Bo ta głupia infantylność i debilność tej postaci jest po prostu idiotyczna. Od pierwszej chwili chciałem go wyj... wywalić, pozbyć się go, zamienić, na coś innego... Nie wiem, kot Cheshire z Alicji, czy choćby Ryuk z Death Note. Nawet wg Wikipedii to - Pajmon – w tradycji okultystycznej upadły anioł, demon, król piekła i wierny sługa Lucyfera. Znany również pod imionami Paimonia, Paymon i Paimon.
A tu odj... no stworzyli coś tak żałosnego.
No i wiele postaci, to ... dzieci... serio ? To mają być ci wielcy bohaterowie ? Odblokowałem ze dwóch takich i miałem ich serdecznie dość, już przy animacjach.
Trzecia rzecz, to powtarzalność zadań, walki i całe te triale i pokazywanie, że to wszystko w ogóle ma jakiś sens.
Ogólnie fajny świat, podoba mi się wykonanie niektórych postaci, w miarę fajna walka i ciekawy system. Ale cała reszta to dla mnie pogrzebała.
Miałem podobne odczucia i też nie wiem sąd te zachwyty, ale zamieniłbym wyrażenie "nie da się grać" na "granie w to jest nudne" :P
Mnie też początek zaciekawił, ale nie za bardzo pojąłem, kto jest kim i chyba (bo grałem w to dwa lata temu) nie jest to jasno powiedziane i imiona też nie są podane. Całość, jest trochę jak dupiaty trailer filmu, cięcie, sekunda, dwie materiału, cięcie itd. Niezbyt zżyłem się z postaciami, które przypominają mi tępe ofiary w horrorach, gdzie kibicuje się antagoniście :P
Ale tak, sam świat wypada przepięknie. Jak widzę dziś screeny, to dalej urzeka grafiką, roślinnością i błękitem wody. Strzelanie jest bardzo fajnie oddane, immersyjne i bronie są zaprojektowane ciekawie. Kolorowanie ich to dla mnie akurat niepotrzebna bzdura, ale może ktoś to lubi. Chyba jedna ciekawa rzecz tutaj, taka naprawdę, to te zlecenia na zwierzęta, które trzeba ubić danym typem broni.
No i to chyba tyle... po pewnym czasie, zaczyna wszystko już powoli nużyć.
Ale mnie najbardziej dobił tu brak logiki w wielu aspektach i powtarzalność akcji.
Czyli wejdź na wieżę (sentyment do AC ? :P), odkryj obszar, odbij posterunki, zbierz znajdźki, sprzedaj, kup naboje, itd, itd... Czasem misja fabularna i znów powtarzalność.
Brak logiki w wielu aspektach. Jak inteligentny portfel, który wie, z jakiej jest skóry i doskonale wie, ile pieniędzy ma pomieścić i ani centa więcej! No chyba, że zrobisz portfel ze skóry np. geparda, to już więcej może pomieścić, ale też ma swój limit...
Inteligentny plecak, który wie, do jakich miejsc wchodzi dany typ amunicji i chociaż jej nie ma, to nie można umieścić w nich więcej innego typu... no nie, bo by się inne naboje obraziły....
Fabuła jest poprowadzona tak, że złapali moich znajomych (chyba) i chcę ich odbić. Jak uwalniam jakąś dziewczynę, to ja nawet nie wiem kto to jest, bo zapomniano tu pokazać jakichś więzi/relacji między głównymi bohaterami. Potem, żebym wiedział co się stało przed tym, jak nas złapali, to muszę łykać piguły z napisem "zjedz mnie" jak w Alicji z krainy Czarów i wtedy mam retrospekcję, w której muszę odtworzyć sytuację, która się wydarzyła, a której nie znam! <facepalm>
Tubylcy, niby biedni, uciemiężeni, ale skupują każdy złom w ilościach hurtowych, jaki im przyniosę, zużyte strzykawki, blachy, cokolwiek. Mają też amunicję! I broń, zawsze!
Sprzedają też mapy ze skarbami na swoich terenach, no bo... są biedni... wiadomo.
Są też takie automaty, coś jak z batonikami, tylko tutaj można w nich handlować, sprzedawać złom, kupować naboje. Zgaduję, że uzupełnia je po cichu pan Henio, żeby zawsze była odpowiednia ilość. Albo to zaawansowana technologia z przyszłości...
Na szczytach zawsze czeka na nas lotnia, albo quad, pewnie przyprowadzana z dołu przez wymienionego wcześniej pana Henia.
Punkty szybkiej podróży... to już osobna linia partactwa. Bywają miejsca, gdzie na obszarze kilkunastu metrów kwadratowych są aż trzy punkty! (po co ? nie wiadomo).
Ale są też olbrzymie połacie terenu, na którym nie ma ani jednego i trzeba poginać z buta albo tym quadem, albo lotnią. Ale to też nie jest takie łatwe, bo quadem jadąc, nie zawsze jest droga, a lotnią lecąc, nie wzniesiemy się wyżej :-/ tu akurat logika u twórców zadziałała.
I właśnie to wszystko sprawia, że ja się dziwię, skąd te zachwyty nad grą. Samo strzelanie jest przyjemne i zwiedzanie wyspy i zabijanie dzikich zwierząt, ale to mógłby być symulator łowiectwa. A tak jest jakaś biedna fabuła, brak logiki, brak relacji między bohaterami (nakreślona dramatycznie przez bohatera w pewnych momentach, ale kompletnie bez podłoża wcześniejszego).
Gra ukończona, choć mam bardzo, bardzo mieszane uczucia.
Jak wielu mówi i pisze, można tu poczuć klimat Fallouta, Bioshocka czy Preya (tego ostatniego najmniej). Nie grałem w Rage, więc nie odniosę się do porównania.
Ale tak, na początku jest bardzo dobrze, nawet rzekłbym, świetnie. Mamy swój cel, zadania są dobre i ma się swobodę w dialogach! To jest akurat ta najlepsza strona gry. Można czasem właśnie powiedzieć komuś, że ma spieprzać, albo okłamać go, że syn matki nie żyje. To jest dowolność i nie apeluję do moralności, ale właśnie skoro jest możliwość (która rzadko się pojawia) to może spróbować tak i zobaczyć, co z tego wyjdzie :P
Dalej temat broni. Jest tego całkiem spora ilość. Ale ja np za użyteczne w walce uznałem z 6 rodzajów. Reszta była wg mnie nieefektywna. A najgorzej jest, że spotykamy ich wersję MK2. Nosz... to niby mamy opcję ulepszania, ale nagle wjeżdża opcja MK2 i zjada na dzień dobry ulepszoną, przez ciężko zarobione piniondze? To może tą opcję dać nieco później ? By miała sens.
Postacie - no są fajnie napisane. Owszem to nie jest Sulik, czy Vic, albo postacie z Mass Effect. Ale no, są, coś tam mówią, odnoszą się. Nie udają, że tylko są. Ale to jest minimum ich obecności.
Dialogi - są ok. Od naprawdę niezłych, przez średnie i na takich nudnych kończąc (których pod koniec wg mnie jest za dużo).
Motywacja i zakończenie - właśnie - jak pisałem, początek jest dobry, jest fajny i ciekawy, pcha do przodu. Ale po pewnym czasie brakuje takiego "pusha", takiego "kopniaka" bym miał chęć gdzieś lecieć, niż tylko po EXPa albo naboje. A zakończenie już sobie daruję, bo... powiedzieć, że byłem rozczarowany, to za mało. Dodam, że trzeba się bujać i strzelać do innych w ilościach hurtowych (jakbym wcześniej tego nie robił), do tego oni są dość sztucznie napakowani, no bo wiadomo, MUSISZ robić misje poboczne, bo co, by były. Nie ważne, że to zapychacze. Jak nie zrobisz, to się będziesz męczył. Niby ma to jakiś sens. Ale mnie kompletnie mija się z celem ogólnym, po tym co napisałem.
Ogólnie powiem, że dobrze się gra, poprawnie się strzela. Są ciekawe i niecodzienne zakończenia questów, zależne od nas samych. Jest crafting. Ale całość potrzebuje nieco życia. To wygląda, jak demo (bardzo długie demo) wersji pełnej. Może po 5 DLC i pomysłach kogoś, kto to dociśnie lepiej, to będzie coś na miarę Mass Effect+Fallout+Bioshock ?
W wielu aspektach i opinii się zgadzam. Bywa, że niektóre kwestie jakbyś czytał w moich myślach :P
Sam ukończyłem grę po około 100 godzinach. Robiłem większość misji niebieskich i żółtych. Po pewnym czasie uznałem, że nic poza kasą (easy money+parts) niewiele dają. Oczywiście jak wspomina
Ale od początku :P
Podobnie uważam, że gra trochę niesłusznie dostała po dupie, bo fabuła i postacie są rewelacyjne! Piękny świat i ogromny. Ale też osobiście uważam, że sami sobie ukręcili trochę tego bata. Bo promocja była ogromna, a to czym to w istocie jest, nie sądzę, że zasługuje na AŻ TAKĄ promocję. Na pewno na jakąś i na szacunek za całokształt, ale nie AŻ tyle.
Co by nie mówić, to o każda postać fabularna ma osobowość. Jest dobrze napisana. Nie tylko te główne, ale poboczne też. Czuć w tym świecie tą samotność w przyszłości, niczym w filmie "Johnny Mnemonic". Ja to tak czuję...
Interakcje, rozmowy, emocje. To jest naprawdę dobrze pokazane! Sama postać Johnnego Silverhanda jest wg mnie wspaniała.
Strzelanie jest bardzo dobre, czuć feeling broni, wyciąganie np snajperki :D (miodzio) oraz wady i zalety każdej broni. Do tego modyfikacje i dodatki. Piękne!
Crafting jest bardzo fajny, choć nie mówi skąd np mam wziąć schemat pewnych, elitarnych broni, by ją ulepszyć. Nikt ze sprzedających go nie miał (obskoczyłem wszystkich) może fabularnie przegapiłem, ale taka informacja mogłaby być użyteczna. Raz, przyznaję się, sprzedałem broń typu "Iconic" i dwie kurtki tego typu. A to właśnie one są potrzebne by ulepszać dalej i rzadko się zdarzają znów (ubrania mi wróciły jakoś ale broń nie :-( )
No i schematy są losowo u sprzedawców w ilości 1-4 ale jak jeden ma ten typ, to reszta albo wcale nie ma, albo ma dokładnie ten. Coś tu nie tak z losowością jest.
Nie wiem jak u innych, ale u mnie zbieractwo złomu wzięło górę na tyle, że jak była strzelanina z udziałem kilku osób, to ja zamiast strzelać, biegałem i zbierałem te kolorowe złomy - białe, zielone i ... niebieskie... a z czasem fioletowe, pomarańczowe czy czerwone. Byle jak najszybciej zebrać i zachować, bo one on po Load Game nie są te same i nie tej samej klasy :-O
Jazda pojazdami jest fajna, tak jak opisał mgr. Kuba. Każde nieco inaczej się prowadzi. I dokładnie jak opisał, nie jest to poziom Rockstara. Ale nie dużo mu brakuje. Samochody są fajne, ciekawie zaprojektowane, czuć ten futuryzm. Ale i dbałość o egzotyczne samochody z naszych czasów. Choć mam wrażenie, że trochę za dużo do kupienia, a za mało one oferują różnic względem siebie. Np, ja kupiłem jeden samochód, taki pomarańczowy, śmieszny, mały samochodzik, za +20k. Resztę wozów dostałem. Jeden znalazłem po powrocie do miejsca z misji z Panam. I tyle. Nie czułem potrzeby kupować innych, bo po co ? Jest sporo punktów szybkiej podróży i są dość dobrze umiejscowione. Jak ktoś chce, to można pojeździć po ulicach dłużej, ale przez całą grę się jeździ i jedyne co się spotyka, to właśnie bandyci lub misje NCPD. Ewentualnie jakieś małe zleconka, które mają ten sam schemat. Nie krytykuję tego, bo to jest część świata otwartego w wielu grach i tak samo jak to służy temu, by zdobywać surowce ($ i części). Ale po prostu poza tym jakoś tak brak tej innej aktywności. Wiem, że GTA też niewiele daje, ale po tej wielkiej reklamie Cyberpunka, to właśnie będzie coś więcej (widzicie?! właśnie tak to działa, obietnice, jak to nie będzie rewolucyjnie, a potem jest jak jest ;-) )
Ale właśnie pomimo tego, gra najbardziej błyszczy dialogami, postaciami i wyborami. Czułem tu trochę Deus Ex-a, trochę Johnnego Mnemonica (jest tu nawet broń z tego filmu :P) i klimat tego świata. To mnie kupiło i grałem bez zmuszania się. Byłem ciekaw jak się to potoczy, na tyle, że dotarłem do finałowej misji bez odwrotu i gra mi o tym napisała (bardzo dobrze, że to zrobiła! :P) bo bym pominął kilka ciekawych, pobocznych misji :P
Jeśli wyjdzie coś podobnego albo może DLC albo prequel o Johnnym od CDP to ja to chętnie zobaczę :-)
Gry jeszcze nie skończyłem, więc nie wystawię oceny. Ale też nie wiem czy skończę :-/ Sam świat, tereny działań są świetnie pokazane. Taka operacja "pustynna burza". Postacie są dobrze napisane, mają ciekawe dialogi i fajnie się ich słucha, mają swoje relacje względem siebie. To działa i fajnie to widać. Do tego gra podchodzi do tematu wojny dość poważnie i w sposób dorosły.
Niestety, całość zarzyna projekt rozgrywki :-( Nie wiem, nie jestem w stanie pojąć, czemu projektują gry w ten sposób i jeszcze się to podoba!
Biedackie skrypty... takie z pokroju bieda/crap - przykład mogę stać godzinami na piętrze, żodyn z przeciwników się nie pokaże, żodyn. Ale wystarczy, że ruszę się o kilkanaście centymetrów i już nagle wyskakują z każdej dziury, niczym szczury. Ja wiem, że działania wojenne to nie jest stanie w jednym miejscu, ale nie mogę tu dla odmiany ja KOGOŚ ZASKOCZYĆ! Ciągle tylko odpowiadam na zaskoczenie mnie! Jedyna radość jaka była (krótka, jak dzwonek na przerwę w szkole) to jak mogłem po cichu zabić dwóch gości. Co to dało ? Nic, bo i tak za 2 minuty skrypt uruchomił atak innych na mnie...
Cut-scenki na siłę, oskryptowane również, ale tutaj to aż czaszka boli - jeden z dwóch przykładów - we trójkę obserwujemy dwie postacie. Jedna przesłuchuje drugą (agenta FBI). Cała nasza trójka to widzi, są tuż obok, mają wyciągnięte bronie, naładowane, mam nawet tłumik! i żodyn nie strzeli, zamiast tego, ktoś robi hałas. W tym momencie ten, który był w gorszej sytuacji odebrał broń przesłuchującemu i strzelił! A nasze patałachy nic nie zdążyły zrobić!
Drugi przykład - 4 czy tam 6 wrogich żołnierzy i kilka cywili. Jedna osoba próbuje przestraszyć jedną cywilkę, po czym jednak strzela do niej i zabija. Cały czas nasza trójka na to patrzy, mogłaby ich sprzątnąć, bo jakby nie było rozwalaliśmy chwilę wcześniej kilkunastu/kilkudziesięciu wrogich żołnierzy, ale nie, oni patrzą (i chociaż widzę, że w scenie mój bohater jest widoczny, jak pryszcz na twarzy nastolatka, to nie, tu akurat go nikt nie widzi, bo to cut-scenka :facepalm).
I po śmieci tej cywilki jednak ustalają, że jednak warto uratować resztę cywili... Nosz... Ja rozumiem, że to ma budować to napięcie i obserwację brutalności, ale w obu przypadkach mamy przewagę i można ją wykorzystać.
Oliwy do ognia dolały dwa elementy. Jeden nie do pokonania (tylko uciekania) - czyli helikopter :/ a drugi to ci goście z CKM. Ja rozumiem, że oni mają zbroję i niewiele im robię, to na twarzy nie mają zbroi a szklany/przezroczysty hełm...
no to nie... To szkło jest z adamantium. Nie mogę nic z tym zrobić, tylko sticky bomb ich załatwia... fajnie... tylko nie mam żadnej obecnie, a dwóch moich kompanów leży :/
Nie mogę wczytać "sejwa" bo jakiś debil zaprojektował to na zasadzie kontynuacji.
Kolejny temat, to uzbrojenie. Fakt fajnie potęguje to realizm, że nie nosimy pół wagona amunicji, 10 broni, z czego każda waży kilkadziesiąt kilogramów. Czasem są "inteligentne skrzynki", które "wiedzą" której amunicji nam brakuje i akurat tą uzupełniają ;-) Po wrogach naboi jest tak akurat, by przy dość oszczędnej wymianie ognia wystarczyło na chwilę dalej. Mocno to ogranicza. Biegam po każdej potyczce jak patusy do MOPSu i zbieram każdy rodzaj uzbrojenia i sprawdzam gdzie mam najwięcej. Ale nie wiem czy ta broń, którą zostawiam i ta druga, będą miały jakieś uzupełniacze za chwilę, czy nie. Gra w ciemno.
I właśnie na tle tych wszystkich poważnych akcji, rozgrywka wydaje się śmieszna i psuje obraz wydarzeń. No bo trzech żołnierzy na terenie wroga pokonuje kilkuset żołnierzy na "swoim" (znają go lepiej) terenie. Do tego bez zapasów. Doliczyć do tego inteligentne skrzynki, głupie skrypty i dla mnie robi się śmiesznie. A miało być poważnie.
Echh... a tak byłem ciekaw wydarzeń dalej. Niestety narastająca frustracja oraz bardzo oszczędnie udostępniane bronie sprawiły, że nie mam sił by grać dalej. Szkoda, bo zapowiadało się znakomicie.
Jestem praktycznie przy końcu gry, ale już teraz chcę opisać co tu wg mnie najbardziej działa a co niezbyt. Na początek będzie "beczka miodu". No a na koniec chochla piołunu, dziegciu i goryczy życia.
Jakby co, grałem na poziomie normalnym. Choć teraz byłbym się w stanie pokusić o trudniejsze wyzwanie. Ale to może następnym razem.
Klimat jak i oddanie średniowiecznego świata robi tutaj robotę. Jak kogoś to przekonuje, to od strzała gra zyskuje w oczach. Do tego takie detale, jak ludzie po wodę chodzą. Kowal coś tam kłuje w kuźni, przekupki się przekrzykują, straż robi obchód, a cała reszta sobie chodzi, a na koniec dnia udaje się do karczmy. Fajne to.
Walka! O tak! to jest coś nowego. Pięć kierunków ataku, obrona, kontratak. Jak się już trochę dostanie po mordzie, ponarzeka, potrenuje i zdobędzie ciut lepsze wyposażenie, to nagle zaczyna się to podobać. Wiadomo, dalej się dostaje po mordzie, ale już nie aż tak, a i częściej wychodzi się zwycięsko z tych potyczek.
Ale na początku? O matko! Jeśli był jeden przeciwnik, to ledwo, ale dawałem radę. Leczy gdy było ich dwóch lub więcej ? No to mnie nie ma. W sumie dość życiowe i wpisuje się w powiedzonko "gdzie wrogów kupa, tam i Herkules dupa" :P
No niewiele to pomaga, trzeba to jakoś przełknąć. Przemykać się gdzieś bokiem, omijać niebezpieczne zagajniki.
Ale jak się nagle dowiedziałem, że jest trening umiejętności i moje skille poszły w górę oraz ogranie, to na turnieju z DLC prawie zwyciężyłem z Czarnym Piotrem :-)
No brakło mi nieco. Ale następnym razem już wygrałem :-) Ręka bolała jak diabli, bo się tu trzeba nieźle namachać, ale satysfakcja była :-)
Dbanie o jedzenie jest fajne i nawet bym się pochylił nad tym, by była jeszcze statystyka pragnienia/nawodnienia organizmu. Tak, teraz będzie przemawiał przeze mnie duch "jak tu jeszcze utrudnić by zbliżyć się do realizmu" :D
Nie jestem znawcą metalurgii, ale czy np zbroja albo miecz mogą zardzewieć gdy przebywają przez dłuższy czas w deszczu bądź w rzece ? Może dodać jeszcze rdzewienie :P Nie żartuję, podniosłoby to immersję bardziej :-)
Do tego może odżywianie konia i dbanie o niego, jak mycie czy czyszczenie.
Ale to może jak powstanie druga część :-)
Jest tu też skradanie i złodziejstwo. I powiem szczerze, że jest tu zaimplementowana jedna z lepszych mechanik otwierania zamków (zaraz rozwieję wątpliwości, że nie grałem chyba w Thiefa).
Otóż jest jedna misja, opcjonalna, wykradnięcie pewnej książki z klasztoru.
Sama misja i jej dowolność przypomniała mi właśnie wspaniałe części Thiefa (1 i 2) gdzie dowolnie możemy się skradać, uważać na mnichów i do tego jeszcze mamy cel, co ukraść. Serio, ta jedna misja dała mi więcej radości niż cały Thief z 2014 roku. A to chyba coś znaczy.
Dobra, była beczka miodu, to teraz ta gorzka część.
Postać blokuje się na wielu elementach :/ Czasem to schody, czasem krzaki, czasem deska jest nierówna, a czasem jakiś podest.
Krzaki... właśnie... wiele z nich jest pancernych. Postać na nie wchodzi. Albo jak ugrząźnie, to wylatuje z nich, jak z katapulty. Wystarczyłoby dać, że krzaki spowalniają KAŻDEGO i ranią co niektóre i byłoby git.
Przeciwnicy .... to są terminatory na cheatach. Poruszają się na segway-ach, mają instynkt Spidermana, wzrok Wiedźmina i każdy to urodzony szermierz :-/ To jest chyba największa bolączka. Szczególnie na początku, gdy wszystko jest przeciw Tobie, a na dodatek gra oszukuje - przykład - skradałem się od około 200m do dwóch bandytów w lesie (zlecenie od smolarzy). Zaczaiłem się w krzaczorach, strzeliłem z łuku w jednego i nawet nie zdążyłem naciągnąć drugiej strzały, a oni we dwóch (w tym ten ze strzałą w ciele) byli przy mnie z wyciągniętymi mieczami! A ja byłem w krzakach!
Pod koniec też nie jest lepiej, gdy zasadzki są już grubsze i najlepszą taktyką to poginać na koniu i strzelać do tych gnojków z łuku :D Wiem, że to słabe, ale oni widzą w ciemnościach, wiedzą gdzie jestem i jeszcze potrafią do mnie trafić z łuku. W nocy.
Inna sprawa to jazda konno. Wg mnie ciut lepsza ale też nie doskonała była w RDR2. Tutaj ten koń to taki karton z głową i uszami.
No i na koniec - "cutscenki" O_o czyli każda nasza czynność, jak siadanie, wyciąganie miecza/łuku, dosiadanie konia, alchemia, przeskakiwanie - to jest mechanika animacyjna. Nie możesz nic w tym czasie zrobić. Do tego kamera trzęsie się jak by ktoś popił grubo. A co do picia, to przy strzelaniu z łuku, to łapy trzęsą się postaci, jak menelowi przy delirce. I nagle znika jakikolwiek punkt odniesienia. Ja rozumiem, że celowników w oczach nie było, ale wskaźnika jak trzymamy miecz, też nie było. Bardzo to psuje immersję strzelania. Jak masz monitor, który se może taki celownik walnąc na środek, to masz już ułatwienie. Niezbyt duże, bo te trzęsawki i tak utrudniają, ale masz przynajmniej punkt odniesienia.
Uff... to chyba tyle. Mimo wszystkich tych wad, wydaje mi się, że miało być to coś wielkiego. Coś ciekawego i dopracowanego na tyle, na ile było to możliwe.
Samą grę dostałem na Epic za darmo, ale potem zakupiłem na GOGu. Bo myślę, że warto. I to chyba jest ostateczna rekomendacja :-)
"Niewidzialne ściany w postaci roślin" - po niektórych roślinach poruszamy się bez problemu, ale nagle... po niektórych nie możemy bo blokują nas... niewidzialne ściany. Wiem, że jak to czyta ktoś spoza świata gier, to się można za głowę chwycić :P Ale tu akurat taka sytuacja. Nie wspomnę o chamskiej niewidzialnej ścianie w pewnej twierdzy, przy zapalaniu ognisk. Ale to nie chcę spoilerować.
Ja nie rozumiem, skąd te zachwyty. Gierka jest średnia, taki dobry średniak. Ale nic poza tym. Maleńkie, ciasne poziomy z jedną ścieżynką, po której możemy się poruszać. Niewidzialne ściany w postaci roślin, czy niewielkich wzniesień, tak, że akurat po nich nie da się przejść, albo nie wyświetla się opcja „space” gdy podejdzie się do krawędzi <facepalm>. Nie ma potrzeby angażowania wyobraźni, czy myślenia nad rozwiązaniem. Nie, tutaj masz przejść to dokładnie tak, jak to zaprojektowano i ani metr dalej. Do tego te pseudo zagadki. Gra spokojnie mogła by być wydana na komórki, bo nie ma tu nic, co w najmniejszym stopniu potrzebuje akcji czy szybkości i zręczności wymaganej przy grach na PC/konsole (może walki finałowe, ale jak zobaczyłem jak ludzie na komórkach grają w PUBG, to chyba zostaję przy swoim zdaniu).
Ale fakt, jest tu coś, co zasługuje choć na trochę uznania. To historia, podana jest bardzo ładnie i ciekawie, świat fajnie przedstawiony, dobrze pokazany. Jest tu też świetna muzyka i dźwięki, które budują klimat. Mogłoby być lepiej. Dużo lepiej. Ale jest średnio. Na pewno lepsza mechanika sterowania i większe poziomy, pozwalające na pomysłowość i wymagające myślenia.
Gra jest słaba, "zagadki" słabiuteńkie. Może z 3 na całą grę są ok. Cała reszta jest albo tak trochę na siłę, albo bez sensu. Jedna jest absurdalna, bo nie ma nawet mini podpowiedzi - weź ustaw fotel by się katapultować... i tyle. Bez rady czy maleńkiej podpowiedzi. Często ma się góra 5 przedmiotów w ekwipunku. Historia i postacie - to jakby pięciolatek pisał. A te dialogi... omg... myślałem, że w NFS: Payback były złe. Ale tu ? To już jest tragedia.
Gra jest dobra. I to tyle. Ocena 7 idealnie oddaje, czym ta gra dla mnie jest. Graficznie jest wspaniale! Starożytna Grecja, sporo mitologii. Ma to potencjał. Ale ja chyba nie jestem odbiorcą tych "pytajniczków" i otwartego świata z powtarzalnymi questami. Bo fabuła jest. No tyle mogę powiedzieć. Sztos to nie jest. Ale głupsze już poznałem. Szkoda, że poza tym nie ma za bardzo co robić. Gra zaczęła mnie nudzić już przy 25% głównego wątku. Chyba najbardziej męczy i nudzi powtarzalność. Mało zróżnicowane questy, a i tak przy większości to jestem operatorem przycisku akcji (w tym przypadku "E"). Bez refleksji, bez pomyślunku... ot pobiegnij, wciśnij "E", pobiegnij, wspinaj się, wciśnij "E". Nuda. Jedyna radość, albo wyzwanie, to walka. Ale i tak jest mega uproszczona, bo są tu skille, które mogą przerwać każdy(?) atak wroga. Ludzie piszą, że walka lepsza niż w Wiedźminie 3. No nie wiem. Dla mnie tu walka jest OK, ale jakby zbyt ułatwiona. Lepiej się bawiłem w Wiedźminie.
Bitwy morskie są dla mnie czymś fajnym. Choć do "Sea Dogs" to sporo brakuje. Są oczywiście uproszczone, jak wszystko w tej grze, ale można mieć pewną radość. Po 10 potyczkach wkracza nuda i powtarzalność.
Chyba najbardziej blado wypada muzyka, bo nic tu nie zapada w pamięć. Nawet załoga na statku nie ma jakiegoś fajnego "tune". Ot coś tam śpiewają, ale nic specjalnie fajnego dla mnie.
Zbieractwo dla mnie jest takie, trochę na siłę. Bo drzewka (określone) i ruda (określona) to zbyt mało, by wypełnić te puste przestrzenie, w których prawie nic nie ma, oprócz powtarzalnych do bólu obozów/warowni/etc + zwierząt alpha do ubicia. Jak dla mnie, to ta seria od pierwszej części idzie dokładnie tak samo. Powtarzalność, powtarzalność, piękna grafika i otwarty świat z jakąś tam fabułą w tle. Może jak zapomnę czym ta seria jest, to za parę lat wrócę do Valhalli...
Ogólnie nie jestem fanem konsol ani "konsolowatości" gier i kierunku w jakim zmierzają. Ale ta gra, jest po prostu wspaniała! Tu tą "konsolowatość" czuć na prawdziwie pięknym poziomie. Nie męczy, a wręcz fascynuje. Wszystko tu jest podane w taki sposób (subiektywnie), że czuję, jakby mi ktoś wszedł do głowy i wiedział, że to mi się będzie podobało. Albo ta poza, albo ten styl, albo ... wszystko! Jak dla mnie to jest dowód na to, że Pecetowcy mogą pokochać gry konsolowe.
RE-WE-LA-CJA! Poziom trudności, możliwość powtarzania i nauka na popełnianych błędach! No po prostu coś, czego dawno nie widziałem, zrobionego tak dobrze! Ode mnie 10ka nawet z serduszkiem :P
Nareszcie po roku od grania w Prey i w Wiedźmina 3 poczułem taką jakość, jak tu! Tak nadrabiam zaległości, ale Quantum Break jest w moim odczuciu blisko ideału. Wiadomo subiektywnie, ale nawet obiektywnie, to nie ma tu wiele błędów. Czy niedociągnięć. Jasne, czasem pewne rozwiązania są ... dziwne, albo niezbyt przemyślane, ale jest tego na tyle mało, że całość to tłumi.
Jak dla mnie, dzieło, które mimo, że wyszło w złym czasie, powinno być docenione.
EDIT: sam gram na i5-9600K i RTX2070, 32GB RAM. Dysk WD Black. Nie widzę przycięć.
Nareszcie gra, która ma nieco wspólnego z dawnym gamingiem. Gdzie żywi aktorzy odgrywali pewne role. Do tego jest tu możliwość wyboru ścieżki! Czasem jest to wybranie tej, która akurat nas interesuje, a czasem wybranie mniejszego zła. Jak dla mnie tytuł wyprzedzający swój czas i miejsce czyli ponadczasowy, co dobrze podkreśla temat gry ;-)
Nie rozumiem, jak ta gra się wam podoba. Serio. Do jedynki nawet startu nie ma. Pomysł lokacji i zagadek jest na tak niskim poziomie, że aż to nudzi. Bronie, takie jakie były. Może harpuna nie było, ale serio, to jest marginalna broń, no i może bieda wyrzutnik granatów. Zero frajdy z poziomów. Logiki zero. Wszystkie wajchy porozmieszczane tak, że nie musisz się nawet zastanawiać co robią, bo to już wiesz. Może dwie były małym zaskoczeniem, bo myślałem, że otworzą coś akurat innego. No bieda straszna. Najlepsza tu jest grafika tylko. Naprawdę ładna i ciekawa (oczywiście na swoje czasy) oraz muzyka próbuje ratować ten gniot od totalnej porażki. Bo z nazwy "Tomb" to tutaj powinna być nazwa "City" albo "Junk" bo grobowców czy ogólnie przyjętych lokacji świątyń, to tu nic takiego nie ma do odwiedzenia, tylko cienkie i słabe poziomy miastowe albo w jakichś starych wrakach.
Chyba najgorsza część ze starych Tomb Raiderów. W ogóle ta część powinna się nazywać City Raider, albo Junk Raider... Projekt poziomów to jest bieda. Nawet nie ma startu do poziomów z 1ki czy 3ki. Zero logiki, zagadki... one nie istnieją. Przełącz wajche, biegnij, postrzelaj, przełącz wajche, biegnij postrzelaj, przełącz... itd.
Ot zwykły średniak. Stalker przy tym to majstersztyk. Niewiele jest tu elementów, które mogą zaciekawić. Cała gra, to trochę taki korytarzowy FPS i trochę taka gra na szynach :-( Nie ma tu opcji by wrócić, pójść gdzie indziej ... NIE MA MAPY! Ale w sumie poziomy są tak malutkie, że musiałoby to biedacko wyglądać. Demony - to worki na naboje. Nie wiadomo ile ich jeszcze przyjmą, do czasu, aż padną. Nie ma nazw broni, które podnoszę. Upgrade broni jest tylko u sprzedawców. Handel to jakiś żart... naboje kupuję za naboje...Ogólnie gra, to niewykorzystany potencjał
Gra przeciętna. Niewiele wspólnego łączy ją z kultowymi poprzednikami. Misje są średnio ciekawe, strasznie liniowe. Fabuła mocno słaba. Jedynie ciekawym elementem jest "customizowany" poziom trudności. Przedmioty które Garrett zabiera ze sobą, można potem podziwiać (??) w swojej kryjówce. Tylko po co ? Skoro nie mają żadnego tła historycznego. Widać, że wszystko w grze jest zrobione tak na lenia. Jakby się studiu nie chciało.
Gierka genialna! Mnóstwo tras do wyścigów. Piękna sceneria. System dzień/noc. Pory roku. Wspaniały model jazdy. Olbrzymi wybór samochodów. Tak mogłoby wyglądać TDU 2 :D Jedyne co czasami może dodać nieco dziegciu do tej beczki miodu, to czasem te "pogadanki" postaci, których pominąć się nie da, albo przerywniki w misjach taxi/dostawcy/etc. Ale to jest niewielki minusik. Grunt, że wszystko inne działa i wygląda wzorowo, co jest ważne dla gry wyścigowej. Twórcy serii NFS i TDU mają się od kogo uczyć ;-)
Całość adresowana do tak wielu osób, że przez to właśnie nie trafia za bardzo w jakiś target. Ani udany klon Dungeon Keepera, ani manager lochów, ani śmieszna gierka mająca trafić do dużego grona osób. Taki średniak, zrzynający tematy i znane postacie ze świata fantasy i sci-fi oraz innych gier (pozwów za to nie dostali ?!) Ta groteskowość ktoś pisze w komentarzach mnie akurat męczy. Do tego tak nieinteresujące teksty i dialogi, że pomijałem każdy potem. Humor dla mnie słaby, ale to jest subiektywne odczucie, więc może ktoś się tu bawił wybornie (jest tu taki ktoś ?)
Nie wiem jak to możliwe, ale 2ga część jest gorsza niż pierwsza. Dodano jakieś "szkoły jazdy". Ja rozumiem, samochodówka, można takie coś dać, ale jest to tak słabe, że wygląda wrzucone na siłę. Ale nie to jest najgorsze. System jazdy. To jest jakaś porażka. Po ograniu i skończeniu TDU dwukrotnie, nie byłem w stanie się przyzwyczaić do tego drewnianego/kartonowego prowadzenia samochodu w TDU2. Do tego te postacie ... omg. Gra może się podobać, bo brzydka nie jest, ale dla mnie osobiście to krok w tył, albo nawet i dwa.
Podobnie jak "Humalien" uważam, że jest to gra dobra. Częściowo się z nim zgadzam, bo miałem podobne rozterki i podobne wnioski oraz rozkminy. Jednak nie zgadzam się z resztą wypowiedzi, ale to potem opiszę.
Na razie zacznę od tego... że to NIE JEST "Mafia". To ma ten tytuł, ale to nie ta gra. Gdyby wyciąć tytuł i jedną postać poboczną, która jest z drugiej części - to w życiu bym nie powiedział, że to jest kontynuacja serii! Gdyby tytuł brzmiał "Black Gangsta's Revenge" - to gra pewnie nie dostałaby tylu łapek w dół, a i rozgrywka może by spasiła większości i byłoby to ogólnie bardziej strawne. Ale niestety tak nie jest, więc przejdźmy do konkretów.
Gra wygląda (dosłownie i w przenośni) jakby robiły ją dwa zespoły, albo część ludzi się zwolniła i zostali Ci co niezbyt ogarniali temat ? Nie wiadomo, ale zgadzam się, gra jest nierówna pod względem dopracowania. Czasem są zajebiste wstawki rodem z filmu, by za chwilę raczyć nas "nudną" pogadanką naszej postaci z inną w jakimś garażu z ujęcia kamery "na ukos" jak gadają.
Świetny temat i muzyka oraz klimat - w kontraście z prostą jak konstrukcja cepa - motywacja głównego bohatera.
Do tego nuda wieje z tej gry często. Na chwilę co jakiś czas nas zaciekawia ... i znów nuda. Powtarzalność misji, zadań - nuży strasznie, tak że momentami lepiej sobie dać spokój i odpocząć.
Muzyka! Tutaj błyszczy! świetne kawałki - można słuchać godzinami. Czy ich mało ? Dla mnie w sam raz. Jasne mogłoby być więcej, ale jest super.
No i te nieszczęsne lustra! Jak można zjebać lustra?!
Styl jazdy moim zdaniem jest słaby (mimo, że ustawiłem opcję "symulacja").
Do tego te błędy - 3 lata po produkcji. Albo obiekty się nie wczytują zawsze, albo gra się wyjebie czasem na plecy bez komunikatu.
Ale ogólnie tak - ocena 7 wg mnie jest ok. Bo wszystko inne działa (powiedzmy) bez zarzutu... tylko to trochę wygląda tak, jakby twórcy nie mieli pomysłu i podpierdolili pomysły z innych gier -system osłon, skradanie (sic! co za bzdura), widzenie wrogów przez ściany (sic!! #2 bzdura znów) AI przeciwników to jakaś kpina, podrzucenie auta na "telefon" żywcem ze "Scarface" ale to akurat jest na plus, tak samo jak zamawianie Vana z bronią, tuning wozów (no to jest jakiś żart chyba - 8 samochodów ? serio?! ) do tego wyścigi, tu jest średnio, ale nie ma też tragedii, system znajdziek i same znajdźki - bieda, do tego najebali w chuj torów na całej mapie - ale... nic po nich nie jeździ XD npc-e czekają na dworcu na wiecznie nieobecny pociąg XD
No i ... to byłby koniec z czym zgadzam się z gostkiem, natomiast resztę jego wypowiedzi skomentuję "chłopie! czy ty spadłeś z łóżka na głowę?!" - cytuję "TAK Mafia II to nadal mistrz w swoim fachu ale trójce nie wiele brakuje. Zaś jedynka nie ma do niej startu" ???? WTF? chyba 3ka nie ma startu do jedynki! No przecież pierwsza część "zjada" 3cią i nawet "nie popija" bo nie ma po czym XD
Do tego pierwszy Hitman i pierwsza Mafia to gniot? Panie, idź się przebadaj, bo coś z główką chyba nie tak. Ja rozumiem, że dziś to są trudne gry, zwłaszcza, że nikt tu nikogo nie prowadzi za rączkę, nie ma kropki na mini-mapie, nie ma "gwiazdki" jako celu. Ale nosz! ja jebie! to są świetne gry! trudne, ale lepsze niż dzisiejsze odpowiedniki w moim odczuciu dla "casuali" (ten sam problem widzę w nowych Hitmanach - to nie jest Hitman). Ja rozumiem, że lubisz nowszą szatę graficzną, ale to nie powód by "hejtować" starsze tytuły.
Sam sobie odpowiadam... wiem... psychiatra mi już leki przepisał i biorę. Ale nie mam innej opcji, niż edytuj post w celu dodania "EDIT" bo nie jestem VIPem i nie posiadam abona... "co k**wa" abonamentu ? Narzekacie na płacenie w NFS a tu, żeby się móc pewne rzeczy pisać, trzeba mieć abonament :P Dobra, śmieszki na bok.
Dałem grze drugą szansę. Powiedziałem sobie (hehe, nie, nie powiedziałem "sobie dość" :P ) że skoro grę kupiłem, to może warto dać jej szansę, bo wszak pograłem w nią z niecałą godzinę.
Teraz mam za sobą jakieś 20-30 godzin grania. Posłuchajcie co napiszę, a może komuś się to spodoba...
1. Mechanika - tu dalej cierpię. Dalej to jest "mydło po krawędzi wanny". Ale z czasem "idzie się jakoś" zaadaptować. Ale czasem jeszcze razi tym "konsolowym/komórkowym" sterowaniem dla "casuali".
2. Rozwój i kupowanie samochodów - Tu muszę się nie zgodzić z przedmówcami, gdyż kasy jest na tyle dużo (nazwałbym, że w "ch*j") że spokojne wystarczy na zakup i tuning po 1-2 sztuki na każdy rodzaj aut! A przypomnę, że mamy 5 rodzajów! Co daje nam luzacko po około 2 modele na każdy typ! To jest DUŻO! A dodam, że nie wydałem ani złotówki. Dla przykładu podam mój "setup" - "Wyścig - Fairlady + Skyline od Eddiego (ale to extra nagroda - nie grałem nim długo bo było za łatwo) + Porsche / Teren - Land Rover + VW Garbus / Drag - Mazda RX7 + Dodge Charger / Drift - Camaro SS / Ucieczka - BMW M3 Evo II 30. A w zapasie jeszcze z 700K kasy. Każde auto ustawione na 250+ (obecne ulepszenia mam w Warsztatach na 11/12 poziom MAX).
3. Fajny tryb szukania wraków i części. Wymaga od gracza kojarzenia miejsc lub rozpoznania skrawka mapy. Szkoda, że jest to tak bardzo schematyczne i opiera się ciągle o ten sam sposób "dotarcia" w dane miejsce. Co strasznie nudzi już po 3 wraku i obrzydza dalsze "szukanie".
4. System kart. Tak bardzo znienawidzony przez wielu. Fakt... nie jest to coś co pasuje do aut. Ale nie jest AŻ takie złe. Jasne, losowość daje się we znaki, jak losujemy część i dostajemy 2...3 razy pod rząd bonus do hamulców w części "Głowica" a losujemy dla auta typowo wyścigowego/ucieczkowego/drift (?). Takie rzeczy irytują bardzo. Na początku szczególnie. Ale potem to jest bardziej jak "loteria" dla zabawy ;-)
5. Jedyne co obczaiłem to tryb Single. Na razie Multi nie ruszyłem jeszcze.
6. Poziom AI oraz poziom trudności - Obydwa opiszę tak - zacytuję dobrego klasyka "No co za debil tak to zaprojektował?!". Twórcy nie są konsekwentni w niczym. Auta policyjne są sztucznie dopakowane i tak samo sztucznie jeżdżą. To skrypt - mają gonić gracza i go wkurwiać. Nie da się ich w całości pozbyć/zneutralizować. Ale tak 500m przed celem ZAWSZE tracą z oczu gracza. Sztuczne to i głupie. Poziom trudności - i tu jest właśnie problem. Bywa, że misja druga... ba! nawet pierwsza to jest jest jakiś hardcore (powtarzałem po kilka... kilkanaście razy), mimo, że moje auto ma większą ocenę niż rekomendowane. A za chwilę misja 3,4,5 były o wieeele łatwiejsze. Do tego dochodzi ten idiotyczny przydział zakładów. Często jest tak, że się zgadza z tym co robimy - np, przy drifcie - trzeba driftować 400m bez przerwy. OK. Przy ucieczce - ominąć ileś tam samochodów. OK. Przy dragu - jechać na tylnych kołach 2 sekundy. OK. Ale jak np jest mix , czyli w ucieczce trzeba driftować 200m bez przerwy a trasa to nie jest jakiś drift-type, to się robi to z dupy. I ten wynik 200m autem do ucieczki ? ... no kurwa!
Ja rozumiem specjalizacje. To jest jakiś pomysł. To jest ciekawe i świeże. Ale czemu jak zapierdalam samochodem typu "wyścig" to po pewnym czasie są trasy rodem z drifta ? przecież to nie jest auto na ten typ! Czemu czasem nagle twórcy udają, że twój samochód musi być uniwersalny, skoro co chwila tłumaczą (aż do znudzenia przy wrakach) że każdy typ auta daje inne bonusy?! Nosz....
7. Dźwięki i muzyka.... Nie wiem... może to wina polonizacji. Chcę w to wierzyć... Bo gra jest tragicznie udźwiękowiona. Nie mam jakiegoś zajebistego sprzętu muzycznego (słuchu też nie) ale w każdej innej grze jest od "dobrze" do "zajebiście". A tutaj albo nie słyszę auta, albo głosów, albo muzyki... ciągle przy tej samej głośności! Próbowałem zmieniać, ale co chwila jest tak, że coś innego leży i ch*j. No koszmar. Nie opiszę już dubbingu ponownie, bo za taki poziom dubbingu to ci, co to robią powinni płacić kary.
8. Grafika ogólnie - noo tu zdania nie zmienię. Gra wygląda jak taki Most Wanted 2012... ewentualnie Hot Pursuit 2010. Dodać do tego te zjebane skały oraz klinowanie się aut na nich... oraz fakt, że często trzeba zjechać po tych skałach... No pomysł koszmarny i wykonanie też.
TL;DR
Grinding nie jest bolesny (to samo robiliśmy w prawie każdej części) - kasy starcza na wiele ulepszeń. Nie wymaga dołożenia ani złotówki by się dobrze bawić.
Grafika/mechanika/muzyka - czyli oprawa audiowizualna + BARDZO ważna rzecz jak mechanika jazdy w tego typu grach - jest na żenująco niskim poziomie. Kawałki muzyczne nie trafiają w target (ale to jest subiektywne odczucie).
Tryby gry - coś gdzie każdy znajdzie coś dla siebie...szkoda, że trzeba je robić wszystkie żeby gdzieś dojść :-(
Samochody - żywcem wzięte z wersji 2015. Nawet kolejność się zgadza. Dodano kilka nowych... WOW...Ale przyznam, że ciekawie zrobiony podział z uwagi na typy wyścigów (za wyjątkiem paru wraków - Bel Air 55 ... ok... fajny wóz dla bogaczy w tamtych czasach... ale ...serio ? co mam z niego zrobić ? drifta ? ucieczkę ? Czemu nie ma bardziej ikonicznych samochodów... albo Pickup.... kurwa... może jeszcze deski będę woził, albo cegły na budowę)
Fabuła biedna, ale może bez dubbingu może być znośna i w miarę ciekawa ? Nie jest najgorsza.
Zmieniłbym ocenę z 4.0 na 5/5.5 ... może nawet 6.0... ale już nie mogę.
Cały pomysł i rozgrywka jest ciekawa. Jest tu kilka dość ciekawych pomysłów. Ale o ile początek gry i cały klimat trzyma w napięciu (jest lekko ściągnięty z Aliena, ale tylko lekko) to potem jest już tylko nudno i ma się wrażenie, że wszystko jest na siłę, by wydłużyć rozgrywkę. Gra spokojnie mogłaby się skończyć na 8-iu rodziałach. Kolejne? są po prostu nudne i nic nie wnoszące. Mimo wszystko polecam, bo to był pierwszy ich tytuł w tym stylu, więc nie można "hejtować" od razu. Polecam w każdym razie.
To chyba od dawna wyczekiwana część! Łączy w sobie elementy Underground 2 (nielegalne wyścigi, fotki, sporo części do samochodów, jakieś "części do samochodu do znalezienia") oraz Most Wanted 2005 (policja, filmiki dodające jakąś warstwę fabularną) + Multiplayer oraz ciekawe eventy wyścigowe i brak sztucznych ograniczeń w zdobywaniu samochodu. Fajna mechanika, fabuła, grafika. Kupiłem i to mogę polecić z pewnością!
Gra wydana pod koniec 2017 roku ? Wygląd i mechanika jazdy jest na tak niskim poziomie, że aż dosłownie żałuję wydanych pieniędzy.
Mógłbym porównać ten chłam do "Need for Speed: Undercover". To samo biedne sterowanie niczym z komórek, biedna fabuła, biedna mechanika.... I to nieodparte wrażenie, że twórcy robili to chyba na przenośne tostery.
Tu wszystko jest gówniane. Historia, grafika, mechanika, dubbing...
Mechanika - auta jeżdżą jak jakieś mydła po krawędzi wanny. Historia, to bieda rodem z telenoweli, czy biedackich filmów "akcji", grafika ? to ma być 2017 rok? wolne żarty!
To jest k***a dramat...
Gra wydana pod koniec 2017 roku ? Wygląd i mechanika jazdy jest na tak niskim poziomie, że aż dosłownie żałuję wydanych pieniędzy.
Mógłbym porównać ten chłam do "Need for Speed: Undercover". To samo biedne sterowanie niczym z komórek, biedna fabuła, biedna mechanika.... I to nieodparte wrażenie, że twórcy robili to chyba na przenośne tostery.
Tu wszystko jest gówniane. Historia, grafika, mechanika, dubbing...
Mechanika - auta jeżdżą jak jakieś mydła po krawędzi wanny. Historia, to bieda rodem z telenoweli, czy biedackich filmów "akcji", grafika ? no miałem wrażenie, że gram w grę z 2003 roku... albo gorzej... i... dubbing... tego nawet nie trzeba komentować. Szkoda czasu aktorów... pewnie i tak nie sądzili, że taki gniot przyniesie w ogóle jakieś pieniądze, więc zagrali jak w rasowym gniocie telewizyjnym.
Wiem, że wielka (kiedyś) seria 'Need for Speed' - spada na łeb do piwnicy, bo jakieś patałachy biorą się za tą serię. Ale widzę czasem pewien wzlot (dla mnie osobiście część 'Need for Speed 2015' - ma z grubsza cechy Underground 2 i Most Wanted (2005). I tą część jestem w stanie wynosić na piedestał ponad gówno, w którym teraz pływa.
Bardzo ładnie całość opisał luki431, ale nie mogę się zgodzić co do części 2015. Sam gram ostatnio i jeśli mam być szczery, to jest ona wysoko na mojej liście "ścigałek" :-) Nie dostrzegłem tego, o czym luki pisał. Może już to naprawili. Ogólnie gra się świetnie :-)
Wracając... Payback to gówno jakie może być porównywalne z grą na komóreczki... Biedą wieje stamtąd na kilometr. Kupiłem i żałuję.
Zgadzam się w 100% z przedmówcą i podpisuję się po tym samym ręką, nogą, głową... czymkolwiek.
Gra rozczarowuje. Bardzo. Po fenomenalnej (wg mnie) Blood Money, spodziewałem się czegoś podobnego (może nawet lepszego... ?) Ale niestety. Od pierwszego zapoznania z grą włączyłem od razu poziom "Purist" bo denerwowało mnie podpowiadanie co mam zrobić, gdzie jestem, co za chwilę będzie itd. Do tego jak napisałeś przebieranie. Pogrzebali pomysł, który, jest flagowy dla tego tytułu - i jakby nie było nigdzie prawie nie występuje. W serii Thief ? nie ma (jakby nie było - serię kocham), w serii Splinter Cell ? też nie ma (lubię również i cenię). A tu musieli to zepsuć i dać taką chujnię, że można to w ogóle pominąć. Gra nawet nie sprawdza w czym byłeś i bywa, że w następnym poziomie jedziesz w swoim garniaku, mimo, że wcześniej od godziny popierdalałeś w ubraniu gliniarza/kucharza.
Powiem tak, każdego Hitmana starałem się przejść po cichu, kombinując, bo gra to nagradzała (w różny sposób) i miałem z tego OLBRZYMIĄ frajdę (mimo, że było ciężko).... a tu... gra ma to w dupie (w sensie twórcy) wszystko oskryptowane (niczym w Rambo ;-)) Czy idę na "cichacza" czy za właśnie Rambo, to nie ma to znaczenia... ot mam nieco mniej punktów... wow... po co te punty ? Albo po co bronie, które zbieram na planszach ? nie wiadomo....
Graficznie to wymiata... Silnik Glacier rządzi... tylko zauważmy... jak małe są te lokacje...
Ale grafiki to zarzucić nie mogę... to głównie moja ocena... plus parę nowych ... albo "nowatorskich" umiejętności Agenta 47 :/
Choć i tak nie ratuje to wszystkich wpadek :-(
W aspektach wyboru drogi, obserwacji otoczenia, pozostawienia graczowi inwencji by sam wpadł na najlepszy (dla niego) pomysł przejścia - tu prawie nie występuje. Owszem, można wejść na Rambo (i o dziwo gra jakoś tego nie piętnuje) to można i się skradać, ale też nic odkrywczego nie odkryjesz. Nie dość, że gra nam wiele rzeczy ułatwia, a czasem daje niby wiele dróg, ale każda jest średnia (albo prowadzi do nikąd), to jeśli nie wybierzemy poziomu trudności "Purist" to gra nam będzie się starała mówić "co jest najlepsze" dla nas... A przecież tak nie było wcześniej.
Świetna część Hitmana. Wg mnie najlepsza (nawet lepsza od Absolution - "Rozgrzeszenie" ) w aspektach wyboru drogi, obserwacji otoczenia, pozostawienia graczowi inwencji by sam wpadł na najlepszy (dla niego) pomysł przejścia. Można grać wiele razy na wiele różnych sposobów i się to nie nudzi. Jest wyzwanie, jest pomysł i to widać.
Zdecydowanie gorsza od swojego poprzednika. Zbyt uproszczona (amunicja, itemy, brak statystyk postaci i broni itp). Zaskoczył mnie tu brak klawisza do przeładowania broni/reload O_o. W FPSie nie ma reload'a :D ale idzie się przyzwyczaić. Strasznie miałkie i nudne dialogi (ogólnie też trochę za szybko czytane i bez emocji - jak etykieta na opakowaniu proszku do prania). Twist fabularny jest, ale słabo pokazany. Ogólnie gra średnia. Dla fanów można od biedy polecić. Ale nie ma co oczekiwać rewelacji.
W moim odczuciu WZORZEC dla wszystkich Dark Souls-ów czy Nioh-ów. Nikt nie prowadzi "za rączę". Nie ma podpowiedzi. Kompasu. Dostajesz broń i ucz się nią walczyć. Ale! uważaj, bo dwuręczne się psują i rozpadają, tak jak tarcze... Nie ma tu sklepu. Co znajdziesz - używasz. Dark Souls trudne ? phi... zmierz się z Blade'em. Poznasz co to krew pot i łzy... i nie ma tu ognisk, co uratują Twoje biedne dupsko po nieudanej walce... Tu masz "load" i to co miałeś jako zapas, to musi Ci wystarczyć do jakiegoś momentu. Diluj z tym!