Zastanawia mnie kto wpadł na taki beznadziejny pomysł z modelem niszczenia się broni w stopniu jakim serwuje gra. Jest chyba nawet gorzej niż w dead island. Nikt mi nie wmówi, że siekiera, maczeta czy nawet durna gaz rurka rozwaliła by się po kilku zabitych zombiakach z czego one są zrobione z plastiku? Czy może ludność Harran masowo wyposażała się w sprzęty z Chin? Tak czy inaczej tajemnicę zabrali ze sobą do grobu. Dosłownie. Kolejną sprawą jest nieodparte przekonanie, że to my jesteśmy jedynym (i faktycznym) zbawicielem wieży i psuje cholernie klimat. Air drop? Fajnie, szkoda, że żaden z innych runnersów nie ruszy po niego tyłka. Zastanawiało mnie jak oni przetrwali tak długo będąc tak nieudolni. Niby szczegóły ale świat tkwi w szczegółach. Nie uważam, że DL jest grą złą, bo nie jest źle w ogólnym rozrachunku, ale jednak spodziewałem się czegoś trochę lepszego.
Sama gra najgorsza nie jest, pierwsze skojarzenie przywodzi na myśl DA 2 z jej ciasnymi mapami co najfajniejszym rozwiązaniem nie jest. Druga sprawa poziom trudności i system walki niby fajnie, że twórcy umieścili możliwość zablokowania kamery na jednym wrogu jak w Dark souls z tym, że nie działa to jak być powinno (przydaje się tylko do strzelania lub rzucania czarami) bohater dalej macha mieczem nie skupiając się na wybranym celu. Po zabiciu pierwszego wroga zastanawiałem się co mu tak długo zajmuje ubicie ledwo powłóczącego nogami truposza (niby to najemnik a wychodzi na to, że to taki lepiej wyposażony wieśniak). W końcu to taki bardziej slasher niż rasowe rpg gdzie większość walk z mocniejszymi wrogami trzeba było lepiej rozplanować co niestety zaskakuje w negatywnym sensie. Pierwsza walka i tzw. rozdział mobów między gracza a komputerowych sojuszników rozbawił mnie do łez. Próba budowy dramatyzmu sytuacji ? Garstka najemników i horda nieumarłych niby brzmi ok szkoda, że w praktyce wychodzi, że sam musisz rozwalić "właściwych" przeciwników bo reszta zajęta jest ubijaniem "swoich mobów" które spawnują się w nieskończoność (swoją drogą dodam ktoś kto wymyślił ciągły spawn wrogów na pierwszym bossie zasługuje kopa w część zadnią). W praktyce pomoc z nich żadna jak gdyby jeden oznajmił, że zostawił zupe na gazie a drugi skoczył w krzaki za potrzebą ot pseudo dramatyczna sytuacja.
Przy pierwszym kontakcie nie jest źle. Przy dłuższym obcowaniu ta niby radość z bycia "wheelmanem" pryska. Sterowanie samochodami jest nie ukrywam średnie i ciężko się przyzwyczaić, że nie istnieje coś takiego jak bezwładność. Strzelanie słabe - kto wpadł na arcygenialny pomysł odrzutu przy strzałach z broni ? Skoro model jazdy realny nie jest to i wymiana ognia powinna być "przyjemniejsza". Misje typu ukradnij/zabij/zniszcz i wiej przed rozwścieczonymi bandytami, których są całe hordy daleko odbiega od przyjemności. Wyeliminujesz kilku i zamiast chwili spokoju zjeżdżają się kolejni(doganiając nas w magiczny sposób) co jest bardziej denerwujące niż przyjemne (zwłaszcza, że szybko nasza największa broń - bryka szybko trafia na szrot a airjack nie zawsze się udaje dzięki masowemu spawnowi wrogów). W zasadzie gdyby nie checkpointy w misjach to szybko bym sobie tą grę odpuścił. Pograć jak najbardziej można, ale GTA to to nie jest oj nie.