Pisząc wyłącznie z perspektywy gracza, któremu bliżej było do serii SC, a MGS zna pobieżnie, powiem tyle… dla mnie ten remake to małe arcydzieło. Powiedziałbym, że to swoisty powiew świeżości w branży, a przecież to samo otrzymaliśmy już dawno. To tylko pokazuje, jak nowatorski jest to tytuł. Do dziś mechaniki i rozwiązania zawstydzać mogą współczesne produkcje, a jak się okazuje dość specyficzny styl Kojimy sprawia, że zachowane tu archaizmy typu „lewitujące przedmioty” idealnie się w ten styl wpisują i w żadnym razie nie psują dobrego wrażenia. Nie przeszkadzają mi również w żadnym stopniu małe i ograniczone lokacje. Każda z nich oferuje wystarczające pole do popisu, a ja też nie jestem fanem zbyt dużych map i zbyt wielkiej swobody.
Jedna rzecz, która szczególnie zawładnęła moim serduchem to element, na który gra kładzie się największy nacisk - skradanie. Ale nie jest to współczesne podejście typu „kucnij, przeciwnik za parę sekund się odwróci, przejdź bokiem”. Tu naprawdę trzeba się naczekać, czasami dość długo, celebrować każdy moment, żeby zaliczyć mapę po cichu. Cierpliwość jest mocno premiowana i to bardzo cieszy.
To, co istotne dla remaku - grafika - jest z nią różnie. Niekiedy ociera się o fotorealizm i można zbierać szczękę z podłogi, a czasami wali srogą tekturą. Mimo wszystko, detale robią ogromne wrażenie.
Nie oceniam Delty jako odświeżenia kultowego tytułu, ale jako produkt, w który gram po raz pierwszy i zachwycam się na każdym kroku.
Nie ma pełnej dychy, bo jednak dżungla zawładnęła moim sercem, a im bliżej końca, tym jej mniej, a i tempo nieco się rozłazi. Mimo wszystko, rzadko kiedy ogrywam dany tytuł kilka razy z rzędu, a za chwilę kończę NG+.