Każda rzecz i zdarzenie posiada swoje zaprzeczenie i odwrotność. Historia też. To co za chwilę zostanie opowiedziane jest swoistą antyhistorią. Niejednokrotnie bywa, że antyhistoria jest zbyt niebezpieczna, wiec zastępuje się ją jedyną słuszną na dany czas ideą.
Tak też było z historią oblężenia Zbaraża w 1649 roku. Bo czy ktoś uwierzyłby, że Książe Jeremi Wiśniowiecki musiał sięgnąć po pomoc z rąk członka Bractwa Asasynów? Pewnie nigdy by nie doszło do tego odkrycia gdyby nie śledztwo Abstergo Industries przeprowadzone na Krymie po jego secesji w 2014. Czego szukali owiane jest tajemnicą, a to co odnaleźli to „efekt uboczny”. Był to dziennik nieżyjącego od wieków asasyna z Rzeczypospolitej Anzelma Dworowicza. Trzeba jeszcze tylko odnaleźć jakiegoś żyjącego potomka Anzelma i umieścić go w Animusie by odtworzyć poniższe wspomnienia.
30 VII 1649
Kniaź Wiśniowiecki wezwał mnie do siebie bym wykonał dla niego misję niesamowitej wagi dla Rzeczypospolitej. Wróg u twierdzy już od 20 dni a sytuacja coraz gorsza. Posiłków od króla Jana Kazimierza dalej nie ma.
Kniaź Jarema zna mnie od dawna i wie o mnie, że należę do bractwa Asasynów. Poczciwiec cały czas trzyma to w tajemnicy. I dobrze. Lepiej tak dla nas obu i dla Rzeczypospolitej.
Książe powierza mi tylko jedno ale za to niebywale trudne zadanie. Mam przedostać się do Toporowa by powiadomić króla o naszym położeniu i prosić go o nadesłanie posiłków. Przede mną poszło już kilku lecz każdy po kolei wracał jako trup na tarczy niesiony przez Kozaków.
Teraz moja kolej by ruszyć. Nie skrywam, że robię to nie tylko dla Rzeczypospolitej ale i dla własnej satysfakcji. Albowiem nie od dziś wiadomo, że wojska kozackie na zlecenie templariuszy działają a sam Chmielnicki ma stać się jednym z członków zakonu. Rad będę go pochwycić i szablą popłatać.
31 VII 1649
Ruszyłem o zmierzchu w kierunku Toporowa, gdzie ponoć nadal stacjonuje nasz Pan. Droga czeka mnie długa i niebezpieczna. Już na samym jej początku natknąłem się na kilkuosobowy patrol nieopodal rzeki. Na szczęście nigdy nie rozstaję się z ukrytym ostrzem. Po tysiąckroć zatapiałem je w gardłach moich nieprzyjaciół i nie inaczej było tym razem. Pierwsza przeszkoda za mną.
1 VIII 1649
Blady świt. Przedzieram się lasem przez gęstwinę. Słońce przenika promieniami z pomiędzy drzew. Lecz teraz jest mi ono nie na rękę. Przede mną obóz zagradzający mi drogę do jeziora, przez które muszę się przeprawić. To jedyna możliwa droga. Muszę unikać tym razem Tatarów. Siła ich jest tutaj, a ja w pojedynkę nie poradzę. Muszę czekać zmierzchu i przedrzeć się gdy część z nich na pewno pójdzie spać.
2 VIII 1649
Jest noc a straże dalej czuwają. Mało brakło a wpadłbym w zasadzkę. Cudem przemknąłem pomiędzy patrolami niejednokrotnie zostawiając krwawy ślad po nieszczęśnikach, którzy samotnie oddalili się od obozu. Dotarłem do jeziora. Jestem zmęczony a czeka mnie przeprawa przez bród. Na szczęście jezioro o tej porze podsycha i nie jest zbyt głębokie. Ale to nie oznacza, że będzie łatwo bo po jeziorze pływają kilkuosobowe oddziały w łódkach. Muszę być ostrożny.
3 VIII 1649
Jezioro pokonane. Jestem już blisko. Ledwo żyję. Na domiar złego pijawki obległy całe moje ciało. Wyglądam jak ostatni nędzarz.
Jest! To królewski oddział, który ruszył w podjazd po okolicy. Znaleźli mnie.
Król z przerażeniem w oczach wysłuchał mojej historii o sytuacji w oblężonym Zbarażu. O tym że brakuje prochu i że dożynane są ostatnie konie bo nie ma co jeść.
4 VIII 1649
Jestem już spokojny. Król wczorajszej nocy wyruszył z posiłkami na Zbaraż. A ja przeżyłem…