- Nie sądzicie że czarny mikołaj to przesada nawet u nas - powiedział Michael gdy wszyscy troje zebrali się u Lestera, aby omówić napad na lokalny Bank w Baltimore.
- Ten kraj już dużo widział, ale coś takiego faktycznie może nie przejść! - wykrztusił z siebie Trevor kiedy udało mu się opanować gromki śmiech.
- Wszyscy jesteście rasistami.. - spuentował Franklin machając obojętnie ręką - To który z was idzie? Jak dla mnie powinna iść osoba.. emmm.. najstabilniejsza.
- No pewnie! Ręka mi nawet nie drgnie kiedy będę celował w te cholerne bachory - żywo odrzekł Trevor.
- Jemu nie chodzi o stabilne celowa... ehhh... ja pójdę, tylko dajcie mi chwilę - stwierdził Michael idąc po whisky i lód
- OD MIKOŁAJA ŚMIERDZI JAK OD MOJEGO TATY! - Wykrzyczał 7-letni chłopiec siedząc na kolanach Micheala w stroju Świętego Mikołaja
- Jak codziennie się tak wydzierasz, nie zdziw się jak to się nie zmieni... Następny!
*Boom!!* Na zewnątrz budynku słychać wielki wybuch o sile trzęsącej oknami. Micheal zrozumiał, że jego rola tutaj jest skończona i musi szybko udać się na miejsce zbiórki.
- Młode dzieci, pamiętajcie żeby nie uprzykrzać życia waszym ojcom. Mają już za dużo zmartwień przez swoje cholerne żony! - wykrzyczał w biegu Micheal zrzucając z siebie łachy mikołaja - Nigdy więcej! Nigdy więcej!
Ufff.. zdążyłem przed północą :D
Jak tylko jeden worek to wybrałbym Żuwacza z Horizon Zero Dawn. Wygląda jak renifer? Jak najbardziej. Szybki jak strzała? Nawet szybszy! W razie opóźnień nitro na zadku? Nawet dwa :D