Komentarz typu - "skrytykuję tekst bez odnoszenia się do abolutnie żadnego argumentu w nim przedstawionym". Serio, mogę zrozumieć pesymistyczne nastawienie do czegokolwiek, co teraz wychodzi na tej stronie - po części sam podzielam ten sentyment. Ale kiedy autor dzieli się z nami swoimi przemyślaniami nad realnymi wadami gry, popierając je przykładami, to przecież najłatwiej jest napisać komentarz taki jak Twój. Bez polotu, bez wysiłku, bez żadnej wartości, ważne żeby tylko dolać oliwy do ognia. Jak na ironię zachowanie dokładnie takie same, które krytykujesz.
"Oczywiście nie oznacza to, że możemy posadzić przedszkolaka przed uruchomionym Postalem, lub co gorsza – straszyć go gliczami z Cyberpunka 2077. Trzeba zachować rozsądek i poczucie przyzwoitości."
Piękne ;)
Podobnie jak wiele osób tutaj dziwi mnie tak wysokie miejsce Skyrima na rankingu. Zresztą już od premiery, po spędzeniu z nim kilkudziesięciu godzin widząc oceny 9-10 wykrzywiały mi się usta w uśmiechu politowania. Moim zdaniem głowny problem z recenzjami Skyrima jest taki, że były one robione po przegraniu niewystarczającej jego ilości. Świat Skyrim'a wydaje się być fascynujący przez kilkanaście pierwszych godzin, ale po tym człowiek zaczyna zauważać jakie to wszystko jest sterylne, jak mało znaczące jest cokolwiek co robimy. Kolejna rzecz to ocenianie gry kiedy jest ona przeładowana dziesiątkami modów. Gdyby nie one Skyrim już dawno byłby martwy. Osoba chcąca zagrać w Skyrim'a zasługującego na oceny 9-10 powinna zagrać w Enderal - gra pod absolutnie każdym względem lepsza. Jeżeli ktoś ma ochotę oraz czas to serdecznie polecam recenzję Skyrim'a napisaną przez Nocturnal Rambler'a na jego blogu. Kiedyś przypadkiem się na niego natknąłem i z podziwu wyjść nie mogłem odnośnie jakości prezentowanych argumentów. Bardzo solidny kawał tekstu, szczególnie polecam niektórym członkom redakcji odpowiedzalnych na recenzje, jest z czego brać przykład.
Z góry przepraszam za długi komentarz, ale zmuszony byłem do częstego cytowania, aby przyzwoicie przedstawić mój problem. Po przeczytaniu powyższej „recenzji” muszę przelać swoje przemyślenia na „papier”, inaczej będą mnie one jakiś czas nękać. Ponieważ cokolwiek by nie myśleć o tej grze, nie ma wątpliwości że poświęcono wiele wysiłku oraz czasu, aby ją zrobić. Jest też przy tym kontynuacją gry uznanej zarówno przez krytyków, jak i co najważniejsze, graczy. Dlatego uważam, że jej recenzja powinna być adekwatnej jakości. Mam nadzieję, iż autor (jeśli zdarzy mu się to przeczytać) będzie w stanie widzieć mój tekst tylko jako formę konstruktywnej krytyki, przyprawioną być może zbyt dużą ilością sarkazmu. Uważam że konstruktywna krytyka powinna mieć „pazur” – lepiej wtedy się ją pamięta. Oczywiście zapraszam do dalszej dyskusji. A teraz przejdźmy do rzeczy.
Podczas czytania nie mogłem nie odnieść wrażenia jakoby recenzja była pisana przez niespełnionego poetę, aniżeli szanującego się recenzenta – osobę profesjonalną. Ja rozumiem chęć wykazania się kwiecistym językiem, w tym baaardzo wyrafinowanymi metaforami (do czego zaraz dojdę), ale jako czytelnik i potencjalny kupiec gry prosiłbym jednak o więcej konkretów. Coś co w klarowny sposób przedstawi mi omawiany produkt. Jego wady i zalety. Tutaj zostałem potraktowany ogólnikami przefiltrowanymi przez aż nadto barwny(wielokolorowy) obraz autora.
Żeby zilustrować o co mi chodzi, zacytuję parę (wszystkie) „kwiatków”:
- Wyobraźcie sobie nasz świat jako starą stodołę. Zalegające w niej wysuszone siano to my, ludzie. Porozlewany to tu, to tam smar i kałuże łatwopalnego oleju to wszystkie nasze problemy oraz różnice, przez które kłócimy się (i zabijamy) od tysięcy lat. The Last of Us: Part II to pochodnia, którą ktoś beztrosko wrzucił do środka. Ogień sięgnie nieba, a łunę widać będzie w okolicznych wsiach przez wiele nocy.
- gra objawi się jako siejący zło arcydemon
- historii tego smutnego i łatwopalnego świata
-Mój Boże, Naughty Dog – za tydzień podpalicie świat i każdy, kto posiada odrobinę więcej empatii od psychopaty, w trakcie gry przynajmniej kilka razy złapie się za serce.
Co jeśli gracz ma za sobą wiele innych, potencjalnie wspanialszych historii, czy to z książek czy filmów, przez które chwycił swoje serce ze wszystkich stron? Tak że nie ma już gdzie się złapać dla TLoU2? Ciekawą taktyką jest porównywanie takich hipotetycznych osób do psychopatów.
- The Last of Us: Part II przeszło przez moje życie jak fala uderzeniowa po wybuchu superwulkanu. Nie został kamień na kamieniu
- Na naszej twarzy równie często jak krople deszczu pojawi się cudza krew.
- Bo los Ellie – dziewczynki wychowanej w czasach pogardy – poruszy nawet serce z kamienia.
- Nowa gra Naughty Dog (…) zjawia się w momencie, gdy my nieśmiało wyglądamy na zewnątrz swoich mieszkań. Tyle tylko, że nasza zaraza nie okazała się być – przynajmniej do tej pory – tak śmiertelna jak ta, którą wyreżyserowało Naughty Dog.
- I nikt tak pięknie nie podpala świata swoimi dziełami jak właśnie artyści z Santa Monica.
O ile pierwszy fragment można uznać za dość nachalny „flavour text”, służący jako wstęp do recenzji, reszta jest nic nie wnoszącą, poetyczną papką.
Czytając tego rodzaju zdania, sam doświadczyłem kilku flashback’ów. Głównie ze swojej matury z polskiego, gdzie podobnie jak autor tekstu w swojej „recenzji” - lałem wodę na kartki, w sposób taki że myśli me płonące kreatywnością gaszone były przez państwowe fale schematyzmu.
Z ciekawości podzieliłem tekst na 2 części. Fragmenty, które odnoszą się bezpośrednio do gry jako samodzielnego produktu, oraz takie, które nie są z nią w ogóle związane. Zaliczam do nich refleksje autora niepoparte przykładami z gry, jego wykwintne metafory oraz język mający na celu wzbudzać emocje (ang. emotive language) oraz otoczkę medialno/społeczną. Po przeliczeniu słów balans w przybliżeniu wygląda następująco:
Liczba słów: 3570 (nie licząc tytułów paragrafów oraz dopisek do screenów z gry)
Ilość słów mówiących bezpośrednio o grze +/- 2300 słów
Rzeczy nieistotne lub nie opisujące gry w sposób merytoryczny +/- 1300 słów
(Jeśli po przeczytaniu tego postu kogoś ciekawi moja logika w grupowaniu tych rzeczy – napiszcie. Mogę podesłać plik .docx z pooznaczanym tekstem.)
W rozrachunku około 1/3 „recenzji” nie opisuje nawet gry. Resztę w większości stanowią ogólniki, które przybliżają rzeczy, o których każda osoba śledząca newsy o grze powinna już wiedzieć.
Jest również zatrważająca ilość zdań wręcz dziwnych, lub nie mających żadnego celu merytorycznego. Takich, które moim zdaniem nie powinny mieć miejsca w żadnej poważnej recenzji:
- Nim przejdę do rozwinięcia przewidywalnych elementów każdej recenzji
- Nie mogę Wam powiedzieć, co zmusza Ellie do drogi. Ale mogę zdradzić
To jest jeden z problemów tej „recenzji”. Jeśli dobrze rozumiem, autor ze względu na embargo nie może wypowiedzieć się na temat gry w pełni. Sprawia to, że nie można uznać jej za rzetelną już na starcie. Ponieważ nie jest reprezentacją całokształtu, a tylko rzeczy „dozwolonych odgórnie”.
- Po zakończeniu walki czujemy ulgę – trochę tak, jakbyśmy wyszli z jakiejś okropnej ciemności (z której rzeczywiście zazwyczaj wychodzimy).
-(mamy XXI wiek i nie musimy już podnosić się z pozycji horyzontalnej, by otworzyć plecak do craftingu)
- co ciekawe, jakiż banalny szczegół: w biurowcach odnajdziecie proste, robocze komputery, w domach natomiast złożone PC Master Race, sprzęt z przeszkloną obudową (The Last of Us: Part II on PC confirmed?!)
- jak to bandyci w bandyckich światach – dokonywali niecnych, ale w sumie pozbawionych sensu, czynów.
Wydawało mi się, że bandyci dokonywali niecnych czynów choćby po to, aby przeżyć. Nawet (mało znaczący spoiler z części pierwszej)
spoiler start
Joel w poprzedniej części wspominał, że „był po obu stronach”.
spoiler stop
-Obiecałem (sobie i nie tylko sobie), że nie będę opowiadać o cutscenkach (których, jak zapewne się domyślacie, jest w grze od cholery i widać, że na każdą wydano miliony), kluczowych dla tego tytułu postaciach i wydarzeniach. Niewiele jest zatem konkretów, które mogę Wam przekazać
Po raz kolejny, nie widzę sensu pisania recenzji, skoro recenzent nie ma pełnej swobody w przedstawieniu gry. Ja nie proszę o dokładny opis przerywnika filmowego. Ale skoro autor rozpoczyna temat, to prosiłbym o jego rozwinięcie. Wygląda to jak obiecywanie ciasta, które nawet nie istnieje. Jeśli recenzent nie umie bądź też nie chce artykułować swojej opinii na dany aspekt gry, to niech go pominie.
- Jest taki moment – spokojnie, niczego nie zdradzę
Raz kolejny.
- Niech będzie nawet, że jestem fanbojem (choć przyznam sobie co najwyżej status fanboja honorowego, z uwagi na generalne znudzenie i ziewanie, jakiego doświadczam przy Uncharted)
Czyżby w Uncharted było za dużo akcji, elementów fantastycznych i angażujących dialogów między charyzmatycznych postaciami, a za mało „odwagi w prezentowaniu wielu ważnych i aktualnych tematów społecznych;”?
- Więcej ani nie mogę, ani nawet nie chcę Wam powiedzieć.
A jeśli ładnie poproszę?
- Gra ma lub może mieć – w zależności od gustu, podejścia i percepcji – swoje wady. (…)Jeśli jednak lubicie szukać dziury w całym, mogę Wam pomóc
Szukanie dziur to moje hobby, proszę kontynuować, tutaj przynajmniej mogę się spełnić
- The Last of Us: Part II to w gruncie rzeczy bardzo wiarygodne „rozwinięcie” roku 2020. Gdy w nocy z 31 grudnia 2019 na 1 stycznia 2020 bełkotliwie składaliśmy sobie życzenia szczęścia, zdrowia, pomyślności, nikt nie spodziewał się, że dosłownie za chwilę życie takie, jakie znamy, ulegnie przymusowej reorganizacji.
Przyznam się że nawet po wielokrotnym przeczytaniu nadal nie wiem co autor miał tu na myśli.
- Są w tej grze wątki, o których nie mogę Wam powiedzieć, a o których po premierze będzie bardzo głośno. Są również takie, o których choć mogę, nie chcę mówić, bo nie widzę takiej potrzeby. Osoby mocno przywiązane do swoich przekonań i gorąco ich broniące z pewnością znajdą tu miejsce na święte oburzenie.
Oczywiście nie wiem do czego autor tutaj nawiązuje, tym bardziej nie wiem jak ma się to do ewaluowania jakości gry.
A tu mój ulubieniec, którego nie będę nawet komentował. To broni się samo:
- Ale nie ocena taka czy inna jest tu najistotniejsza – kończąc grę będziecie wiedzieli, że – wow – da się stworzyć sequel, który sprosta legendzie. W dniu premiery pobiegniecie do sklepu, zapominając maseczki, a z podniecenia oplujecie sprzedawcę. (…) Będziecie więc chlipać, śmiać się, krzyczeć ze złości i radości, wydawać z siebie zduszone „wow” i zachowywać się jak mało rozgarnięte, ale szczere w swoich reakcjach zadowolone dziecko. I ciągle będziecie mieć wrażenie, że jesteście świadkami czegoś niezwykle ważnego.
Autor również w kilku przypadkach przeczy sam sobie np.:
-druga część The Last of Us to gra, która zdołała przeskoczyć wysoko ustawioną poprzeczkę. Wszystko – od fabuły i emocji, przez grafikę i animacje, a na gameplayu kończąc, zostało tu podrasowane i w mniejszym lub większym stopniu pogłębione
-Nie ma tu żadnej rewolucji – ta, jeśli w ogóle jest, następuje na zgoła innym polu.
-Ale rewolucji jednak nie ma, bo po prawdzie raczej być jej nie mogło.
-to w zasadzie możecie się czasami głowić, czy to nie jest ta sama gra.
-Obiecałem (sobie i nie tylko sobie), że nie będę opowiadać o cutscenkach
Po czym szczegółowo (a jakże) przytacza jedną ze scen:
-Jest taki moment – spokojnie, niczego nie zdradzę – w którym Ellie po prostu stoi...
Autor „recenzji” 5 razy wspomina również o podpalaniu, znalazł się gdzieś nawet jeden superwulkan. Czy wszystkie te pożary i wybuchy to growy odpowiednik ostrego cienia mgły? Być może jest to próba walki z podpalaniem świata przy użyciu ostrego cienia mgły.
…
Przepraszam, za długo już czytam te zdania.
Być może to ja mam wygórowane oczekiwania w stosunku do krytycznej oceny gier. Moje standardy w kwestii krytyki zostały wyrobione poprzez oglądanie niezliczonej ilości godzin filmów o tej tematyce na YouTube. Ktoś podał tu recenzję The Last of Us Part II z kanału Skill Up. Choć wcześniej miałem przelotny kontakt z jego twórczością, po obejrzeniu tej recenzji na pewno obejrzę więcej jego materiałów. Sam korzystając z tej okazji chciałbym polecić kanały „MauLer” oraz „Matthewmatosis”. W moim doświadczeniu reprezentują oni aktualnie najwyższy poziom krytyki na tej platformie.
Gdy pisałem ten zbyt długi już post, przypomniało mi się jedno zdanie z filmu „Bioshock Infinite Critique” Matthewmatosis’a. Myślę że obecną tu „recenzję” The Last of Us Part II puentuje ono idealnie.
"Perhaps it has to do with game journalists of today having to justify their own existence by evangelizing games like Bioshock Infinite as mature storytelling".