Zmiany, zmiany, zmiany...
Ja to widzę jako ogólny lament. Sztuczna inteligencja, nie ważne jak inteligentna, jest tylko kolejnym etapem rozwoju technologii.
Ile było płaczu, gdy do powszechnego użytku weszły komputery i internet? Że ludzie już książek nie będą czytać, mówili. Albo druk... Bo pisanie ksiąg ręcznie było lepsze? No nie.
Jeśli to pójdzie w dobrą stronę, zweryfikuje się co tak naprawdę było nam potrzebne, a co nie. Obecnie odczuwamy zachwyt, bo możemy zrobić coś, do czego nie mieliśmy umiejętności: fantazyjne grafiki bez znajomości fotoszopa, muzykę z własnym [lub nie, nieważne] tekstem, w lubianym przez siebie stylu. Ulubiony lektor przeczyta najgłupszy tekst jaki znajdziemy, na nagraniu Michael Jackson zrobi to, co mu każemy itd.
Inna sprawa z wywalaniem ludzi, bo AI zastąpi. Subskrypcja kosztuje mniej od pensji, ale jakość zweryfikuje czy dana firma się utrzyma.
Ale w końcu nastąpi przesyt i dojdziemy do wniosku, że ok, narzędzia fajne, komuś się przyda, a ja nauczę się może czegoś nowego. A AI mi podpowie jak się do tego zabrać.
Uważam, że ciekawych czasów dożyliśmy i już się zastanawiam co dalej.
Zwrócę tylko uwagę na wyrażenia typu "kluczowe dezycje" i "związane z tym reakcje" postaci. Po co tam ogonki?
Hola hola.
A obsada Gwiezdnych wojen? Hammil, Ford i Fischer mają chyba dłuższy staż w sadze.
Tak.
Pierwsze cztery, pisane jeszcze przez Franka Herberta, dzieją się głównie na Diunie. Nie znaczy, że akcja nie przenosi się w inne rejony kosmosu.
W późniejszych książkach rola Diuny jest marginalna. Niby coś się tam dzieje, ale to właśnie w Diunie, Mesjaszu Diuny, Dzieciach Diuny i Bogu Imperatorze Diuny 90-95% akcji ma miejsce na pustynnej planecie.