Poza tym spójrz na listę , top 10 to wszystko w miarę nowe filmy mające z 10 lat. Jak spora jest szansa że ktoś z "testowanych" obejrzał już mającego 22 lata japońskiego Ringa albo jeszcze starsze Coś albo Obcego? I tu jest problem tego "rankingu".
No cóż, według gol-a to byli ponoć specjaliści, więc pominięcie klasyków to trochę taki nieprofesjonalizm z ich strony. Ale dobra, przyjmijmy, że postawili sobie jakieś kryteria, typu: horrory z 10 ostatnich lat.
Zaś do do azjatyckich horrorów, no niestety azjatyckie kino wpadło w ten sam dołek - squelowania. O ile trzy części Ringa można jeszcze przełknąć bo traktować jako trylogie i zamkniętą całość to sorry ale kolejne części Ju-On czy Gin gwai to już kopiuj-wklej.
Tak wiem, że powychodziło kilka części jeśli chodzi o niektóre azjatyckie tytuły, z tym się akurat zgadzam. I też uważam, że to wada. Jednak mimo wszystko jest to rodzaj straszenia, który mi najbardziej odpowiada, dlatego póki co mi to nie przeszkadzało.
O ile trzy części Ringa można jeszcze przełknąć bo traktować jako trylogie i zamkniętą całość to sorry ale kolejne części Ju-On czy Gin gwai to już kopiuj-wklej.
Jeśli chodzi zaś o sam Ju-On to technicznie rzecz biorąc wyszły tylko dwie części, tylko różne ich wersje (rebooty). Jest jeszcze Ju-On: Biały Duch i Czarny Duch ale tych nie widziałem i nie wiem o czym dokładnie są. Ostatnio wyszedł też ten miniserial Ju-On Początek, który akurat porusza coś zupełnie innego (inna klątwa). Ogólnie polecam jak nie widziałeś, fajny klimat, bliższy pierwowzorom.
A, że Gin Gwai jest trylogią to nie wiedziałem nawet. Widziałem ten film stosunkowo niedawno i jakoś mi umknęło. W sumie to dzięki, więcej do oglądania będzie :d
Ale jedno pytanie potrafisz wymienić jakiś nowy tytuł z Azji? Bo ja nie.
Dlatego już w pierwszym komentarzu napisałem, że trochę ubolewam nad tym, że nie wychodzi już tyle filmów co kiedyś, i że nastąpiła u nich jakaś taka stagnacja :)
Parę się znajdzie stosunkowo nowych: Kompleks (2013), Kuime (2014), Riaru Onigokko (2015), 0.0 MHz (2019), Howling Village (2019). Na razie te znalazłem ale jeszcze będę grzebać. Tych filmów nie widziałem jeszcze, więc nie mogę się wypowiedzieć na ich temat. Ogólnie oceny słabe, ale ja się tam nimi za bardzo i tak nie kieruje, jeśli o kinie grozy mowa.
A tak z ciekawości to jakie azjatyckie filmy grozy widziałeś i które polecasz? Mógłbyś wymienić? Ja mogę to samo zrobić, zawsze to jakaś wymiana doświadczeń. A nuż coś mi umknęło. :)
A dobra jeszcze niby trójka Ju-On jest z 2008 roku. Bo właśnie ostatnio znalazłem, ale najwyraźniej pobrałem ten reboot zamiast tego. Tylko nigdzie nie mogę tego znaleźć XD
Cytuję z grafiki: Nasz zespół przeanalizował listę krytyków i rekomendacje z reddit'a, w celu wyłonienia 50-ciu, najlepszych horrorów wszech czasów.
Masz nawet cytat z tekstu od gol-a: "Zastanawiacie się pewnie, na jakiej podstawie badawczej powstała ta lista. Cóż, zebrano 50 najlepszych w oczach krytyków oraz internautów filmów grozy."
Czyli przy wyborze jednak sugerowali się ocenami oraz rekomendacjami (mam dziwne wrażenie, że popularnością też), żeby później na podstawie ilości jumpscar'ów (podwyższonego tętna) wyłonić "najstraszniejszy" z nich.
Jednocześnie najwyraźniej uznali , że film samym klimatem zwiększyć tętna (trzymać w napięciu) nie potrafi i że produkcje starające się robić coś więcej/nie idące na łatwiznę, nie są warte uwagi.
Jakkolwiek by jednak nie było, filmy potrafią przerazić również poprzez sam odpowiednio ciężki klimat i tło fabularne. Dlatego powtarzam po raz kolejny, że brak jakichkolwiek pozycji z Azji pokroju Ju-On, Rinne, Gin - Gwai, Kairo czy Ringu, które robią to najlepiej, jest dla mnie nieporozumieniem.
CZego nie rozumiecie w tym zdaniu: Nie znajdziecie w nim jednak najlepiej ocenianych filmów grozy, a dzieła powodujące najszybsze bicie serca.
No u mnie akurat szybsze bicie serca, wywołuje coś innego niż jump-scary.
Między innymi dlatego, nie zgodziłem się z tą listą i napisałem co myślę na ten temat. :P
Dlatego właśnie ja bardzo cenię sobie azjatyckie kino grozy. Zwłaszcza te japońskie produkcje, gdzie pierwsze skrzypce gra klimat i niebanalny wątek fabularny. I trochę w sumie szkoda, że już tyle tych filmów z tych stron się nie pojawia, bo przydało by się coś w końcu na poziomie.
Dla mnie film opierający się na jump-scare to przejaw lenistwa twórców i brak jakiejkolwiek wizji i kreatywności z ich strony.
Prawdziwy strach (przynajmniej dla mnie), to trzymanie widza w ciągłym napięciu, pobudzanie jego wyobraźni i skłanianie do przemyśleń. Jeżeli odczuwasz strach i niepokój nawet po seansie to znaczy, że film zrobił naprawdę dobrą robotę.
Dlatego to zestawienie to dla mnie jakiś żart.