Kurcze ludzie no ale co wy prostego baita już nawet nie umiecie przygotować, żeby się zdania kleiły? Przecież to woła o pomstę do nieba, jakbyście w ogóle nie czytali tego co piszecie. "Co do cholery. Nie. Tak. Nie" - jak tak ma to brzmieć to już lepiej w oryginale daj, jeszcze piszecie takie "Cholera. Nie. Nie musiało tak być. O rany tak nie" i podnosicie taki kisiel do miana "ostrej krytyki", równie dobrze możecie napisać, że twórca Deus Ex miał zatwardzenie podczas wywiadu i mu coś na dekiel siadło - mniej więcej ten sam poziom rzetelnego dziennikarstwa.
Jest sporo o teorii ewolucji, o relacji człowiek-maszyna, o biologii, o tym kiedy organizm można uznać za żywy/świadomy, o zawiści między dwiema frakcjami, która prowadzi do teorii spiskowych (że pewne rzeczy się nie zmieniają niezależnie od tego gdzie i kiedy jesteśmy), trochę o chemii, psychologii, fikcyjnych mitach, trochę o tym jakie warunki planety nadają się do wykształcenia się życia i wiele innych. Jeżeli zwracasz uwagę na mówione rzeczy to idzie się zaskakująco sporo dowiedzieć i przede wszystkim docenić to ile pary poszło w research, a jeśli nie to wiadomo - jednym uchem wleci a drugim...
Pod względem level designu oraz stylistyki jak i mechaniki walki z bossami Lords Of the Fallen nie ma sobie równych.
Na PC działa to okropnie, pewnie będą patche, ale trzeba to powiedzieć.
Walce brakuje ciężkości - zarówno postać, jak i przeciwnicy za mało reagują na ciosy. Dodatkowo cały system potrafi być nieprecyzyjny, a praca kamery właściwie jak w większości souls-lików to czasami istne piekło.
Poziom trudności jest nierówny - wygląda to tak jakby ktoś się pomylił i zamienił miejscami lokacje, które mają byc wcześniej, z tymi które mają być później.
Jestem zaskoczony mnogością pomysłów i innowacji, które zostały tu i ówdzie zawarte. Nie jest to setna kalka tego samego.
UI jest nieprzyjemne. Stylizowane i z pewnością oryginalne ale w moim osobistym odczuciu nieprzyjemne. Muzyka jest.
Generalnie mam mieszane odczucia. Gra jest dobra - bardzo dobra, ale zdecydowanie gorsza od Lies of P (które wyszło w tym samym czasie) i niestety czuję, że przegra bezpośrednią rywalizację - w dodatku przegra zasłużenie. W gatunku souls-lików jest zatrzęsienie fenomenalnych gier o wręcz fanatycznych fan-base'ach i bycie "bardzo dobrą produkcją" tu nie wystarcza. Nie wystarcza też to, że gra jest z Polski, gdyż tego typu wymówki już od dawna straciły na znaczeniu (Wiedźmin, Ghostrunner, Cyberpunk, Dying Light, This War of Mine, FrostPunk, Dusk). Poprzeczka jest dla Lords of the Fallen po prostu zbyt wysoko. Natomiast nie jest też tak, że się nie broni i nie ma nic do powiedzenia. Interesująca, oryginalna, denerwująca, lekko mdła - warto zagrać i wyrobić sobie opinię, szczególnie, że nie ma Denuvo więc spokojnie można obczaić (waży ok. 20 GB). Ja bym i nawet dał te ósemkę, w sumie czemu nie, dobrze się bawiłem, ale to już po patchach bo z taką sprapraną stabilnością to nawet nie ma o czym gadać.
Obczajcie, warto.
Wraz z Trepang2 najlepszy indie FPS tego roku (wyszedł z early accessu).
Rozgrywka jest mięsista. Movement głównego bohatera to majstersztyk (dodatkowo w upgrade'ach można dodać trzeci skok. szybsze bieganie, szybszy recharge dasha oraz zwiększoną stabilność ruchu - wtedy to już w ogóle). Szkoda troche shotgunów - moim zdaniem zwykłe strzały mają zbyt słabego kopa i zadają zdecydowanie zbyt mało obrażeń. Retro-stylizowana grafika - wiadomo czego się spodziewać - jak ktoś nie lubi - niektóre efekty można wyłączyć. Do tego kilka piosenek z OST wpada w pamięć, design poziomów to najwyższa klasa, masa różnorodnych przeciwników, niektóre cutscenki humorem jak najbardziej zasługują na parsknięcie czy dwa.
Gatunek indie FPS od czasów wyjścia DOOM Eternal nigdy nie wyglądał lepiej i nawet jeżeli nie znasz/nie jesteś fanem podobnych rzeczy to i tak w tej cenie zdecydowanie polecam obadać.
Jeśli przeszedłeś i szukasz czegoś podobnego to obadaj wyżej wspomniany Trepang2 (spadkobierca serii FEAR z drobnymi twistami tu i ówdzie) lub Sprawl (hardcore retro FPS, gdzie Quake i Unreal Tournament spotykają się z Ghost in the Shell)
A tu mamy świetny przykład jak jedna osoba może zrobić lepszą grę od niejednej korporacji. Brawo!
Annapurna Interactive coraz bardziej wyrabia sobie markę - tym razem wraz z fantastycznym, szybkim, feelingowym tytułem oraz nadchodzącym wielkimi kocimi łapami Stray!
Muzyka Machine Girl to czysta poezja, grafika jest minimalistyczna, ostra, klarowna, rozgrywka jest szybka, pomysłowa, odrzutowa, zaskakująco świeża i jedyne co w tej grze stosunkowo nie wyszło to dialogi, jak i forma ich podania.
Niemniej jednak jest to najciekawsza stylistycznie pozycja wydana do tej pory w tym roku i każdemu niezdecydowanemu gorąco ją polecam, a w szczególności gdy ktoś jest fanem SuperHot, czy Ghostrunnera.
Gra powinna być po prostu thrillerem detektywistycznym z elementami horroru psychologicznego a nie zapisem postępującej psychozy, w którym na koniec okazuje się, że właściwie nie wiadomo kim sie jest, kto jest prawdziwy, co się stało, czy może nic się nie stało. Fatalny zabieg narracyjny do tak fantastycznego na pierwszy rzut oka pomysłu. Uchwycenie świata z dziewczęcego intymnego i wnikliwego punktu widzenia zasługuje na medal. Sceny morderczo brutalne są z zasady dwie i w zasadzie są po prostu zajebiste - po pierwsze nie są obrzydliwe dla samej obrzydliwości i mają za zadanie zobrazować pewną myśl (PRZEJĘŁAM JEJ TOŻSAMOŚĆ), a po drugie, no nie jest to jakieś aż takie niesamowite i reakcje tych głupków na twitchu czy youtubie są jak zwykle przesadzone.
Szkoda mi tej gry bo pomimo wszystkiego polubiłem Giulię i cały pomysł wydawał się czymś zgoła odmiennym i oryginalnym do momentu wyjścia z rodzinnej krypty, potem... Szkoda to komentować
Gdyby animacja twarzy była ciut lepsza, a i aktor głosowy (nowy) trochę bardziej się postarał to są momenty, w których śmiałbym się na głos. System walki jest podobny do Doom 2016 w kontekście feelingu, natomiast pukawki, moce, odzyskiwanie zdrowia, finishery to już oryginalny pomysł studia.
Co rusz przepaście, wodospady, gigantyczne budowle, wrota, wulkany, gra kolorami jest jak afterglow po LSD, przy czym przez ilość efektów grafika traci nieco na ostrości.
Średni poziom trudności jest tak dobrze zbalansowany i dostosowany do tej gry naprawdę, czapki z głów - jedyny mankament to to, że (no przynajmniej ja) co chwilę wypada się z aren i raz cię zrespi a raz wrócisz do punktu kontrolnego (co w przypadku zabijania królików jest na maxa denerwujące - walki są wtedy trudniejsze)
Boss kurczak był moim zdaniem fajniejszy od któregokolwiek z Dooma (choć to kwestia osobistych preferencji bo są podobne)
Pukawki są nierówne, sześciostrzałowiec o ile nie trafiasz w głowy jest średni, bazyliszek to najlepsza spluwa moim zdaniem, a to że trzeba przeładowywać wyrzutnię rakiet jest frustrujące (nawet z ulepszeniami).
Przeciwnicy projektem są zróżnicowani i wyraziści, mają słabe punkty, jednak nie są one tak oczywiste, i każdy stanowi wyzwanie o ile nie jest się uważnym.
System ulepszania postaci jest. Można wypełniać wyzwania aby zbierać punkty, co też stanowi jakieś tam urozmaicenie.
Doom Eternal był pierwszy w swoim rodzaju i miał o wiele lepszą muzykę, ale tak jak oryginalny Shadow warrior na silniku build był czymś w rodzaju Duke Nukem, tak i ta gra jest wariacją na temat jednej z najlepszych strzelanek na rynku, z tak samo dobrze wykonanymi (raz trochę lepiej, raz nieco gorzej) elementami i gdyby nie to, że jest tak krótka, odtwórcza i ta fabuła straszliwie nijaka to dałbym to 8.0 ale no cóż jest jak jest - I W ŻYCIU NIE KUPUJCIE TEGO ZA 200 zł poczekajcie za 6 dyszek albo kupcie konto, bo to jest wgl jakaś kpina, żeby bez multi, coopa, rpg, costumizacji, wyborów, czy czegokolwiek wołać za to 50 dolców
Mechanika wspinania jest żywcem wzięta z Zeldy, no, tak generalnie to dużo rzeczy jest żywcem wzięte z Zeldy oprócz tego co sprawiało że BotW jest tym czym jest.
Walka jest praktyczna, poprawna i nic ponadto (łatwa, nawet widowiskowa)
Fabuła i nawiązania do mitologii greckiej są dosadne aczkolwiek groteskowe i infantylne. Gra jest dobrym wyborem dla dzieci do ok. 10 roku życia.
Zagadki tzn. łamigłówki na poziomie łatwym, są nawet spoko, takie byle jakie, jest ich baaaardzo dużo.
Dialogi są. Również w wersji polskiej.
Aktywności i cała reszta jak to Ubisoft, jeśli czegoś nie zmienią to nie wróżę im zbytnich sukcesów sprzedażowych w najbliższej przeszłości.
Świat też jak to Ubisoft - przepiękne assety, atmosfera wylewa się z ekranu, wszystko świeci złoto-rubinowo-szafranowo-antracytowym kolorem. Zróżnicowane, zjawiskowe, oryginalne, ładne.
Oceniam tak dla dzieciaków bo ten produkt nie wygląda na skierowany do starszego gracza (cringe jak sam sku******(byk)) aczkolwiek akurat do przesłuchania płyty, czy na przerwę w książce - jest niesamowicie przystępna i nudna do bólu.
https://www.youtube.com/watch?v=vjF9GgrY9c0
Pamiętajcie o tym, mimo wszystko... no proszę Was, pamiętajcie. xD
Gra przez swoja mechanike parowania, postawy, ciosów specjalnych i rozwoju postaci wymaga z 2-3 godzin adaptacji, potem rolę odgrywa zakładanie pewnych strategii pod określony typ potyczki (czy w grupie, czy z bronią etc. - rodzaj znasz już dobrze przy 3 podejściu do poziomu) i dalej adaptacja, EMOCJE i skupienie.
Kiedy zacząłem grę pierwszy poziom skończyłem w wieku 37 lat, kiedy ją kończyłem ten sam w wieku 22. Pod koniec czułem się jak mistrz (Sifu z chinskiego - mistrz, nauczyciel). Było to samo uczucie które towarzyszy souls-like przy pierwszym przejściu bossa po 27 razie (Nameless King_DS3 - Pozdrawiam)
Fenomenalna muzyka mająca związek ze środowiskiem, przyjemna, kreskówkowa grafika i kompletnie zajebisty system walki.
Levele pomimo liniowości mają swoje smaczki (to jakieś skróty, to nawiązania do klasyki filmów akcji - Jackie Chan, John Wick)
Sifu jest pięknym początkiem 3-D beat'em up i żywię płomienną nadzieję na więcej takich gier.
Niech żyje luty 2022. Festiwal trwa dalej.
Pomysłowa, rozbudowana, wciągająca i zaskakująca. Nawet jeżeli nie lubisz karcianek to zagraj, a nóż się zdarzy, że zmienisz zdanie i trochę się pobawisz gimnastykując umysł. Oprawa, a przede wszystkim stylistyka zasługuje na pochwałę. 1 akt oczywiście najlepszy. Jest z nim nawet związany mod od samego twórcy. Uwielbiam! Do tego gra ma naprawdę ciekawe sekrety
Dla tych co przeszli i szukają czegoś podobnego polecam także fenomenalnego Thronebraker: A Witcher Tale.
Jest to z pewnością gra wybitna, tryskająca kreatywnością, uspokajającym humorem, ze śliczną, kreskówkową oprawą i przyjemną dla ucha muzyką. Postacie z wyglądu są karykaturalne, przez to charakterystyczne. Voice acting pomimo upływu 15 lat brzmi praktycznie tak samo (głosy się nie zmieniły) za co duży plus bo już wtedy było to zrobione niczym dobra kreskówka. W grze nie ma przekleństw, nie ma polskich napisów, a jest dużo słowotwórstwa (idiomy). Cała kompozycja zasługuje na 10. Mechanika na 7,5. Można przechodzić wiele razy. Spokojny kandydat do gry roku.
Wyłączała się podczas prologu kilka razy. Wyłączenie zasłon w avast oraz utworzenie skrótu na pulpicie i uruchomienie jako administrator pomogło (Game Pass na PC, Win 11, GTX 1660 SUPER, I5 9400, 16 GB RAM). Forza jak to od drugiej części nic lepszego na rynku nie ma. Nie polecam gry na HDD, im większa prędkość tym więcej komunikatów o problemie z doczytywaniem, o samych czasach wczytywania nawet nie wspominając.
Grafika, jeśli chodzi o ogólny odbiór jest w pewnych aspektach lepsza od oryginału (nie mówię tu o modach) - jest HDR, Raytracing, można grać w 4k, choć niestety niektóre rzeczy nadal nie wyglądają niesamowicie a i znany wschód słońca w pierwszej misji, kiedy ponad 10 lat temu fanom blaszaków gały wychodziły z oczu, a w sercach pojawiło się mrawienie - uczucie satysfakcji, że technologicznie doszliśmy już tak daleko - nie jest tak spektakularny jak można by się tego z początku spodziewać.
Strzelanie jest toporne, fizyka jest przestarzała, prowadzenie pojazdów, fabuła, postacie, kombinezony - wszystko straszy swoją archaicznością i pomimo małego liftingu sterowania - sprawy wyglądają po prostu źle.
Gra wykazuje tendencje do bugów - nic strasznego, nic śmiesznego.
Optymalizacja jest spartolona, zepsuta, słaba i beznadziejna - na komputerze z GTX 1660 SUPER, 16 GB RAM i I5-9400F (nienajlepszy, nienajgorszy) aby osiągnąć satysfakcję z rozrywki na monitorze FullHD 75hz trzeba było dać ustawienia na średnie - bardzo mi się to nie spodobało.
Oczywiście o dodatku, a mianowicie - Crysis Warhead - całkowicie zapomniano
Jeżeli nie opędzlowałaś/eś Crysisa te dekadę temu to niby można sobie po promocji cyknąć Remastera, natomiast nie spodziewaj się, że cokolwiek tutaj zrobi na Tobie wrażenie.
Jeśli chodzi o fanów, którzy z niecierpliwością czekali - to twórcy spieprzyli po całości i wygląda na to, że jest to zwyczajna kpina - skok na kasę umierającego powoli studia - i choć ratować się wszakże jakoś trzeba, to wolałbym by spróbowali jednak czegoś innego
Pomimo wszelkich nieścisłości względem poprzednich części jest to nadal ta sama fenomenalna skradanka z zajebistymi finisherami. Moim zdaniem w tej części niestety moce są najgorsze, poza tym z początku wygląda to jak zwykłe DLC do części drugiej (którym ta gra w jakimś stopniu jest).
Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie fabuła i to jak przeplata się z gameplayem, uczucie grania wyrzutkiem społecznym, który już tak długo wpatrywał się w czeluść iż ta z zaciekawieniem i całą fatalnością zaczęła spoglądać na niego. Odkupienie, naprawa starych błędów. Billie Lurk (zresztą jak wszystkie kobiece postacie w serii) jest napisana i zdubingowana fenomenalnie w wersji angielskiej.
Miejscówki jak to Arkane - można iść dachem, ściekiem, rurą, ukrytymi drzwiami albo wyrżnąć wszystkich granatami, minami, mieczami, mocami i pociskami maszerując do celu po ich rozerwanych truchłach.
Kontrakty są na poziomie zadań pobocznych z lepszych gier RPG i można je wykonać na kilka sposobów jak i na te kilka sposobów spartolić.
W tej grze nie zauważa się kunsztu muzyki i efektów dźwiękowych, jest to wplecione w taki sposób jakby od zawsze w niej były - każdy na swoim miejscu.
Ulepszanie postaci nie jest jakieś odkrywcze, czy innowacyjne, jednak schodzenie do czarnorynkowego sklepiku po ograbieniu pobliskich domostw ze wszystkich kosztowności ma ten Thiefowy feeling.
Mobilność postaci pomimo iż jest w porządku to jednak zawsze miałem nieodparte wrażenie, że jest trochę... Jakby to ująć... Za ciężka? Pomimo sprawnych animacji pewne rzeczy wychodzą tak topornie i trwają za krótko - ślizg, powiększony skok.
Wycięcie wskaźnika chaosu to nieporozumienie.
Poziom trudności ma tyle suwaków i przełączników, że nawet najbardziej wybredni malkontenci powinni być usatysfakcjonowani.
Kocham tę serię i żywię płomienną nadzieję, że uda mi się doczekać kolejnej części.
Jest to bardzo dobra gra na przerwę. Jak się ma jakąś godzinkę czy pół nawet to można pomashować sobie buttony przy wyrazistej, kolorowej i przyjemnej dla oka kreskówkowej oprawie; odmóżdżającym, odjechanym, czasem dennym humorze i żwawej, rockowej muzyce. Etapy są na tyle zróżnicowane, że rozgrywka balansuje na granicy monotonii, ale w żadnym momencie nie zahacza o nudę. Fabuła... Jest. Jest też dosyć krótka (7 godzin), ale to akurat świetnie się składa bo więcej bym nie zdzierżył.
Muszę przyznać, że niewiele się spodziewałem a nawet polubiłem Zitza, Rasha i Pimpla i cieszę się, że mogłem spędzić chwilkę z kolejnym dziełem (współ)stworzonym przez Rare. Niezwykle odprężające doświadczenie.
Zdecydowanie nie spada poniżej pewnego poziomu, którego można się spodziewać od Obsidianu, natomiast jest to gra poprawna, w której świetne elementy mieszają się z odczuciem niewykorzystanego potencjału.
Grafika jeśli chodzi o design, o pomysł na lokacje jest super. The Outer Worlds ma prawdopodobnie najładniejsze niebo w grach, wszechobecny retrofuturyzm znakomicie spaja się ze zmutowanymi paszkwilami i przekoloryzowanymi kolorami gleby, a całość cudem unika walącej w gały oczojebności. Sama jakość grafiki jest średnia, sprawia wrażenie przestarzałej, jednak nadal jest lepsza niż np. Skyrim.
Z muzyki wpada w ucho jedynie motyw przewodni, reszta ambientów jest albo denna albo niezauważalna, no, może trochę wybija się DLC ,,Coś się czai na Gorgonie'', ale w ogóle moim zdaniem ten dodatek... No cóż - jego pierwsza połowa jest w miarę spoko, a potem to nudy
Osobowości towarzyszy w znacznej mierze są irytujące, a w szczególności Felix. Ich zadania też w dużej mierze zawodzą. Natomiast bardzo podobają mi się ich zdolności (zarówno koncepcje, jak i animacje, sprawia to, że chcę się ich wszystkich wypróbować) oraz to, że wpływają na statystyki bohatera.
System rozwoju postaci jest bardzo dobry choć niektóre cechy są bezużyteczne, a inne zbyt przekokszone.
Fabuła jest ciekawa, nieliniowa, stanowi fantastyczny pretekst do odwiedzania planet i w pewnym momencie faktycznie czujemy, że z losowego gościa, który w komorze spadł jakiemuś cymbałowi na dekiel staliśmy się kapitanem statku (a nawet jeśli nie to wszystkie postacie nam milion razy o tym przypomną).
Gracz stale będzie odczuwał dysonans między narracją (poważne wybory, wojny, głód, choroby, śmierć), a atmosferą (figle, suchary, wesołe żarciki)
Pomimo wszystkiego nadal cieszę się, że w to zagrałem. Polecam ograć to w game passie.
To jest tak słabe, że nie ma co tego nawet komentować. System jazdy jest jakby ktoś posmarował lodowisko super glue i zaczął cisnąć po nim na deskorolce (cokolwiek to znaczy bo jest tak beznadziejny, że nie da się tego opisać), bronie do ogłuszania, rekrutowanie ludzi ok, ale nie ma tego uczucia, że tworzymy własną ekipę (robotów chyba), nie zależy nam na nich, są tak bezimienni i bez wyrazu jak pierwszy koleś w parku po przypadkowym włączeniu profilera. Na Xone rzecz wygląda tak, że grafika po włączeniu rzuca ci w pysk najlepszą reklamę Series X, PS5 i PC razem wziętych. Muzyka trochę lepsza niż w Radiu Zet. Co mi się podobało? O, czekaj, wiem - jak odpalasz grę, to IWONA zaczyna recytować ci ,,naciśnij przycisk A'' co notabene po 6 uruchomieniu gry trzeba wyłączyć by przez przypadek nie zacząć oglądać iwoniałych historyjek o twojej starej na youtube, które szczerze powiedziawszy i tak mają lepszą fabułę niż ta gra. Londyn, Londyn jest zajebisty, ale system rozwoju postaci jest spieprzony bo zamiast umieszczać punkty rozwoju w np. historycznych miejscach, atrakcjach itp. to każą ci się wspinać tym wykastrowanym parkourem z Assassin's Creeda na jakiś garaż na zadupiu.
A zresztą kuźwa chcesz to kup, nie chcesz to nie kup, rób co chcesz, żebyś tylko potem nie wylewał 300 zł na taki komentarz jak ja.
Najlepsza część w całej serii i jedna z najlepszych strzelanek w ogóle. Klimat, grafika, fabuła, przeciwnicy, gnaty, strzelanie, bohaterowie, dialogi - wszystko tu jest niesamowicie dopracowane i piekielnie grywalne, i wiadomo, że jednak nie była może tak rewolucyjna jak jej poprzedniczki (rozpowszechnienie systemu osłon i trybu hordy) to trójeczka ma to ,,coś'' w sobie. To ,,coś'' przez co do tej gry się wraca i to ,,coś'' przez co wrzeszczenie do monitora ,,BRING IT'', czy ,,NICE'' po headshocie za każdym razem sprawia taką samą euforię.
Rewelacja, 9/10
Z perspektywy czasu gra jest raczej prymitywna i brak w niej urozmaiceń - kilka bossów (choć końcowy to żart), postacie ciężkie, celowanie wymagające przyzwyczajenia, a i tak nie sprawiające satysfakcji choć wybuchające głowy przeciwników i bryzgające flaki z ich ciał całkiem całkiem (to uczucie przy użyciu piły Lancera). Rozgrywka ,,Kryj się albo giń''. Mało kolorów, ale generalnie grafika i otoczenie potrafią zrobić wrażenie. Generyczna fabuła daje radę utrzymać gracza przy ekranie, sztampowe postacie, które jednak da się polubić.
Jak dla mnie najgorsza część Gearsów, ale nadal bardzo poprawna gra, nic tylko przejść i od razu zabierać się do dwójki.
Generalnie Samurai Jack kojarzy mi się głównie jako kreskówka z CN, którą doglądałem z biegu naście lat temu i przeglądając sklep postanowiłem dać jej szanse:
- Brak spolszczenia - ale nie jest to jakiś mega zaawansowany angielski, wypowiadanych kwestii jest mało, a poza tym idzie wszystko odczytać z mimiki twarzy bohaterów, ich ruchów oraz działań
- Pomysł na fabułę jest spoiwem tematycznym, które daje możliwość odwiedzenia najciekawszych (zdaniem twórców) miejsc z 5 sezonów Samurai Jacka - 9 poziomów, gra na ok. 5 i pół godziny
- System walki przypomina mi mieszankę DMC z Soulsami (parowanie, uniki, combo, kilka rodzajów broni, które możemy swobodnie zmieniać nawet podczas walki)
- Piekielnie dobrze wykonane lokacje tryskające oryginalnymi pomysłami i klimatem, liniowe - ale z wieloma sekretami
- Wciągający system rozwoju na 3 drzewka z mankamentem ( w grze napotkasz niedobór Bushido Spirit potrzebnych do wykupienia skilli, po to zaimplementowany jest system psucia się broni. Kiedy broń zepsuje się podczas walki, wtedy otrzymujesz tych punktów np. 200 na raz - im mocniejsza, tym więcej - nie żartuję)
- Muzyka na plus - czasami disco (w sklepie Da Samurai ta pętla jednego oczaruje, drugiego będzie drażnić), czasami szum wiatru z jakimś przygrywającym badziewiem - nie jest to Doom, czy Automata, ale no
- Do oprawy graficznej idzie się przyzwyczaić i po jakimś czasie jest nawet ok.
- Walki z bossami są satysfakcjonujące, wymagające, a sami w sobie są oni zarówno charakterystyczni, jak i unikalni (z wyjątkiem jednego, który powtarza się kilka razy)
Gra na raz, ale za to jaki. Brać póki ciepłe!