To się nigdy nie zdarzy, ale moim growym marzeniem pozostaje wskrzeszenie Arcanum. Zresztą od dawna mam wrażenie, że żyjemy w jakimś darkest timeline, skoro Troika nie przetrwała.
A ja nie mogę się doczekać, bo uwielbiam "gry" Telltale. Tego typu interaktywne filmy zawsze do mnie trafiały.
Na głębokich ścieżkach śmierć kryła się nie wśród cieni, ale w oślepiającym blasku lawy. Ryk mrocznych pomiotów niósł się wąskimi korytarzami, dobiegając do uszu trójki krasnoludów. Na ułamek sekundy zamarli, a ich oddechom towarzyszył jedynie odgłos chlupoczącego bezpośrednio pod ich stopami ciepła.
- Poradzą sobie – zapewnił kompanów Sanroth i postawił stopę na bardziej stabilnym gruncie. W krok za nim postąpił krasnolud z rudymi warkoczami brody, a chwilę potem trzeci z nich, którego ogolony fizys wywoływał mdłości u Sanrotha.
- Zawszone mosty… Jeden z drugim by pomyślał, że budowali coś solidniejszego. - Posapując, Oghren podparł się na toporze i otarł pot z czoła.
- Blisko. – Wytatuowany członek Legionu Umarłych wskazał palcem przed siebie. Przed nimi rozpościerało się morze lawy, nad którą setki lat temu niestrudzeni przodkowie zawiesili kamienne kładki. – Tam powinni czekać.
- Powiedz mi - zaczął wygolony krasnolud zarzucając na plecy swoją kuszę. – Czy wam nie powinno zależeć na tym, żeby właśnie sobie nie poradzić? – Uśmiechnął się drwiąco. Sam nigdy nie wstąpiłby w szeregi Legionu Umarłych, nie miał też zamiaru podziwiać kogokolwiek, kto z utęsknieniem oczekuje śmierci w boju. Sanroth zbył jego słowa głośnym mlaśnięciem, kiedy wkraczali na kolejny z mostów. Wtedy też ustały odgłosy walki, wraz z ostatnim okrzykiem dogorywającego pomiotu. Na powrót zapanowała nieposkromiona cisza, opatulając wędrowców.
- Do Darmallon nielicho daleko – rzucił przewodnik.
- Skąd ten pomysł? – Zdążył wycedzić w odpowiedzi kusznik, zanim trzask kości rozdarł powietrze za jego plecami. Odwrócił się gwałtownie i poczuł pchnięcie w okolicach barku, zakołysał się i upadł na ziemię. Przewalił się na bok, unikając cięcia spadającego na niego z góry.
Kolejne genloki dzierżące złote ostrza zeskakiwały z ustępów skalnych znajdujących się ponad głowami. Około pół tuzina różnych rozmiarów monstrów otoczyło namiastkę kompanii.
Berserker ujął swój topór w obie dłonie, ryknął i nabierając rozpędu zawirował wśród przeciwników, spychając dwójkę z nich z wąskiego mostu. Legionista dobył ostrzy i doskoczył do znajdującego się wciąż na ziemi. Tnąc na ślepo rozerwał na strzępy kończynę skonfundowanego pomiotu i solidnym kopnięciem pozbawił go równowagi. Nie spoglądając nawet na leżącego ruszył w dalszy bój, manewrując wśród wrogów jak najzwinniejszy akrobata.
Oniemiały krasnolud poderwał się, przywarł do niskiej barierki, przełknął ślinę, załadował bełt i wystrzelił, przebijając dwójkę.
- Do Legionu! – zakomenderował Sanroth pozostałym, ci zaś bez słowa sprzeciwu biegli przed siebie, nie przerywając fechtunku. W oddali zamajaczyła gromada krasnoludów.
Po chwili, która w ich głowach i nogach sączyła się niemiłosiernie, znaleźli się przy brzegu. Odwrócili się i ujrzeli ich przewodnika siłującego się z napastnikiem. Bezkastowiec przyłożył kuszę do oka, wycelował i strzelił. Pomiot zdążył sparować strzał, odbity bełt wzbił się w powietrze i skruszył kawałek nadwątlonego stropu. Legionista wykorzystał moment, aby przeciąć w pół hurloka, po czym okręcił się na pięcie i wyszczerzył zęby.
Wtem wielki głaz naparł na mocowanie mostu, przełamując go wpół.
- On został pochowany już dawno – grobowym tonem zadudnił ktoś za plecami Oghrena. Zbliżył się do ostałej się dwójki i złapał ich za ramiona. – Jestem Volsch. Ty, jak mniemam, to Varric?
- Darmallon - wyszeptał Varric. – Thaig złotem i srebrem płynący.
- Poprowadź nas i zgiń – rzekł Volsch. Zawtórowała mu reszta Legionu Umarłych.
Nie ja prosiłem o to, tylko Czechu62, ale i tak miło, że ktoś się tym zainteresował. :)
Nie będę się o to gryzł mastji, bo i pani Brzezińska musi mieć czas na porządne wykonanie pracy. Ale dziękuję za miłe słowa, oczywiście wszelkie "ptaszki" już zaznaczyłem, zmierzymy się innym razem. ;)
Żeby zaraz jakiś obrońca moralności się na mnie nie rzucał w nerwach, nie mam do nikogo pretensji, tylko do siebie. Takie małe sprostowanie do powyższego postu ;)
Naprawdę? Są aż cztery tabelki z danymi osobowymi, zaznaczona była jedna, byłem pewien, że to starczy. Smutne.
Wydawałoby się, że w tym momencie powinniśmy mieć wyostrzone wszelkie zmysły, prawda? A jednak, odgłos pokasływania dobiegającego zza naszych pleców dotarł do nas dopiero po chwili. Umilkliśmy i spojrzeliśmy się po sobie. Byk chciał jeszcze coś dodać, ale Morrigan uniosła dłoń i zamilkł. Gdybym był w stanie odróżniać poszczególne grymasy qunari, mógłbym przysiąc, że zmarszczył brwi. W tym samym momencie, jak na komendę, po kolejnym kaszlnięciu odwróciliśmy się i ujrzeliśmy inkwizytorkę wyciągającą ramię w kierunku przybrudzonego nieba znajdującego się nad tymi przeklętymi moczarami. Kto pomyślałby, że to czarodziejka pierwsza do niej doskoczy. Żelazny Byk zacieśnił swój uścisk na ramieniu Blackwalla, nie dając mu drgnąć. Ten jednak nie próbował się szarpać i spuścił głowę.
- Przebudziła się? – wyszeptałem w kierunku Morrigan, nie wiedząc, jaka odpowiedź zadowoliłaby mnie najbardziej.
Czarodziejka nuciła coś cichutko, zaraz nad uchem inkwizytorki. Wtem dłoń rannej upadła z głuchym trzaskiem na ziemię. Skrzywiłem się, jednak zaraz znów wzbiła się w powietrze.
Podszedłem bliżej i przełknąłem ślinę, widząc mieniące się oczy kobiety. Morrigan westchnęła, poderwała się z ziemi i kurczowo chwyciła mnie za ramiona.
- Masz lyrium, prawda? – powiedziała grobowym tonem. – Masz?! – powtórzyła głośniej, z większą dawką emocji w głosie.
Nie muszę tłumaczyć jak irytujące są te stereotypy. Krasnolud bez brody, najpewniej bezkastowiec, szmugler, łgarz i stały bywalec… czerwonych bawialni. Niemniej, w tym momencie potwierdziłem je wszystkie. Moc przyzwyczajeń.
Niechętnie sięgnąłem do kieszeni prochowca i wyjąłem kilka flakonów z płynnym lyrium.
- Były u apostatki… - wzruszyłem ramionami i wyszczerzyłem się, dostrzegając piorunujące spojrzenie woja qunari. Zresztą, kto by nie wziął? Pieniądz nie gryzie, nikt się tego nie wstydzi.
- Do… Pustki… - wycedziła przez zwarte zęby inkwizytorka.
- Oszalała – odburknął Blackwall. – Dobijcie nas. - Byk upewnił się, że jego ostrze jest na podorędziu.
- To nasze jedyne wyjście. – Morrigan ujęła w dłonie niebieskawą substancję. Zachowywała się jakby ktoś podwoił jej siły witalne. – Miała kontakt z… tą… dziewczynką, będziemy mogli dojść do źródła.
Na te słowa ożywił się Strażnik. - Szaleństwo! Do Pustki?!
- Ostatnim razem to nie była dla mnie kaszka z mlekiem – dodałem na potwierdzenie jego słów.
Qunari, początkowo obojętny całej tej rozmowie, wbrew wszelkim oczekiwaniom stanął po stronie czarodziejki.
- Ma rację – mełł słowa, niechętnie przystając na tę propozycję. – Żadne stworzenie nigdy nie opuści w pełni Świata Zmarłych. Tylko tam będziecie mogli ją zgładzić.
- Tutaj zawsze nam umknie. – Pojąłem ich tok rozumowania i przestąpiłem z nogi na nogę, czując dziwne mrowienie w całym ciele. Każda wyprawa do Pustki jest nad wyraz ekscytująca. Nie pojmiecie, ludzie. Wy śnicie.
- Przypilnuję was. Wasze ciała. – Byk zgłosił się na ochotnika. – Qun wzbrania mi wstępu do Świata Zmarłych. – Nie zważając na jego słowa, Morrigan odkorkowała flakoniki.
- W ten sposób będziemy mogli wszyscy wyjść z tego cało. – Zabrzmiała wybitnie pragmatycznie, ale już ją poznałem. Znów coś utkwiło w jej świadomości, czego nie chciała wyjawić przed nami.
- Ale niekoniecznie żywi. – Skwapliwie zauważył Blackwall, przyglądając się wręczonemu mu płynnemu lyrium. Nie namyślając się zbyt długo, wszyscy przechyliliśmy flakoniki, a płyn rozlał się w naszych ciałach. Wiedźma zadbała, żebyśmy przeżyli przejście do Pustki.
- Wreszcie! – Ucieszyła się śniąca wersja inkwizytorki.
- Kto? – wyrwało mi się, język uprzedził ociężały po wędrówce rozum i nie zdążyłem zagryźć pytania w ustach. Odpowiedź była oczywista. Z niechęcią spojrzałem przed siebie, zacisnąłem palce na Biance. Niebawem… minuty, może nawet sekundy.
Wydawałoby się, że w momentach takich jak ta, to cisza jest nieodzownym towarzyszem. Pozwalająca ukoić nerwy, przekazująca swym tchnieniem chwilę spokoju. Dobitnie można jednak się domyślić, że takie przekonania nie są niczym innym jak mrzonką. Wystarczy znaleźć się w odpowiedniej sytuacji. Wtedy cisza nie istnieje, nie jest dane jej zaznać. Ku uszom dobiega najcichszy szmer, nieśmiałe pojękiwanie inkwizytorki, nierówny oddech Morrigan, powarkiwanie Strażnika, napinające się mięśnie qunarich. I, co najważniejsze, nieustający i niemożebnie narastający z każdym drgnięciem powietrza tupot okutych w metal stóp.
Tak… usłyszeć to wszystko i móc o tym wspominać jest ważką częścią tej wyprawy.
Nie oglądając się na resztę, spróbowałem wytężyć zmysły i wyczuć skąd nadchodzą. Głuche dudnienie wręcz onieśmielało, odbierając ochotę na jakąkolwiek reakcję. W gęstwinie, choć oko wykol, nie mogłem nikogo dostrzec. Naraz jednak, spadli na nas niczym grom z jasnego nieba.
- Do tyłu! – zakomenderował Żelazny Byk, wyrwawszy się z letargu. Morrigan prychnęła, ale ja ochoczo przystałem na jego propozycję. Szarżownicy przyjęli postawę defensywną, pozostawiając Blackwalla i inkwizytorkę samym sobie.
Wypełzali z przeróżnych zakamarków otaczającego nas lasu, brocząc po łydki lub kolana w stężałym bagnie. Miarowo stawiali krok za krokiem, sunąc w naszą stronę. Niewiele się zastanawiając wycelowałem i wystrzeliłem w jednego z nich. Pomiot padł jak długi, rozbryzgując błoto na fizys swoich towarzyszy w nierządzie. Wiedźma obejrzała się na mnie z bijącym z oczu gniewem. Nie zważając na to, Byk wraz z kompanami rzucił się w wir walki, młócąc i siekąc swym ostrzem.
Dopiero w tej chwili, gdy uświadomiłem sobie z kim walczymy, kim mogą być pełznący, w odległym zakątku mego umysłu pojawiła się cisza, krępująca moje myśli i ciało.
Ale niedane jej nigdy wykwitnąć, w głuszy metal uderzając o drugi potrafi wydobyć z siebie odgłos w istocie wspaniale rozbrzmiewający. Czarodziejka starała się coś wykrzyczeć, ale jej słowa zanikały w niezrozumieniu. Istniał dla mnie tylko świst wystrzelonych bełtów, i jak mniemam podobne wrażenie musiał odnieść Byk. Kolejne cięte przez niego ciała zwalały się u jego stóp, wręcz piętrząc się. Chociaż śmiem uważać się za najszybszego kusznika, ciężko mi było dotrzymać kroku jego ruchom. Jego ramię pracowało prędzej niż celowało moje oko.
Wtem zatrzymał się wpół kroku, kątem oka dostrzegając skonfundowaną Morrigan.
- My albo oni, czarodziejko! – ryknął w jej kierunku i powrócił do fechtunku.
Nijak nie wpłynęło to na nią, wbiła tylko spojrzenie raz jeszcze w moją stronę. W przerwie między załadunkiem kolejnego bełtu wzruszyłem ramionami, a wtedy świsnęła nad moją głową wiązka wystrzelona z kostura dzierżonego przez czarodziejkę. Odwróciłem się na pięcie i ujrzałem pomiot z wypaloną w środku brzucha dziurą. Pokiwałem głową z uznaniem. Morrigan zgromiła mnie wzrokiem i rzuciła się do pościgu, za czymś, co przemknęło między konarami.
Tymczasem Żelazny Byk przebił ostatniego z wrogów i poderwał z ziemi zranionego szarżownika.
- Dzieci – mruknął.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, wciąż rozbrzmiewało mi w głowie „my albo oni”, a po chwili usłyszeliśmy dobiegający z punktu obranego przez czarodziejkę dźwięk, jakby huk. Trzepot ogromnych skrzydeł.
Ta gra niesamowicie traci na tych porównaniach. Terrarię, gdy wychodziła, też wiele osób zjechało od góry do dołu - "nieudolny minecraft!", "minecraft w 2d!", "kopiują!". Czy każda gra, która przypomina grafiką gry starsze musi być z marszu przyrównywana do minecrafta? I wtedy rzesza dzieci jęczy - a bo się budować nie da, a gdzie kilof, zawiodłem się, nie podoba mi się, agugu, abebe. Straszną krzywdę się wyrządzą tej grze porównując ją do Minecrafta, ale wiem jak działa "dziennikarstwo" - dajmy Minecrafta w tytule, dodajmy detronizację, ludzie wejdą, poczytają! I po co, nie można było po prostu opisac Cube World bez tych wszystkich porównań do Minecrafta? Tyle dobrego, że na końcu autor dodał zdanie, że te gry nie mają ze sobą nic wspólnego - ale większość stwierdzi po tytule "BZDURA!" i nawet nie przeczyta pierwszego akapitu.
Moim zdaniem gra się świetnie. To jest wciąż tylko alpha, skoro już tak upodobaliście sobie Minecrafta i porównywanie do niego, przypomnijcie sobie jak wyglądał Minecraft trzy lata temu. Kilof i rąbanie drzew, wiele więcej nie można było zrobić. A Cube World na dzień dobry ma bardzo dużo zawartości i wierzę, że Wollay nie spocznie na laurach i rozwinie tę grę do niebotycznych rozmiarów.
Trudno jakkolwiek skontaktować się z polskimi graczami, więc napiszę tutaj.
Gdzie gracie, na którym serwerze? Pytanie to kieruję zwłaszcza do Dogmaticusa ;) .
Dokładnie Jefek, także pograłbym ze "swoimi" ;) . Łatwiej byłoby się z Tobą skontaktować gdybyś podał jakikolwiek kontakt. Jeśli mógłbyś skontaktuj się ze mną przez e-mail lub gadu-gadu. Wysłałbym Ci prywatną wiadomość, ale albo tego nie ma na GOLu, albo nie potrafię jej odnaleźć :> .