Windows 10 64/ i7 2630QM 2,00GHz/GTX 460M/ 16GB Ram/ Rodzielczość 1600x900/ Działa na niskich ustawieniach z 35-50fps
Dwie gry, dwa światy, dwa różne podejścia do protagonisty, w którego się wcielamy. W jednym i drugim przypadku jesteśmy wybrańcem, kimś kto może dojść daleko i stać się wielkim wojownikiem, ale sposób, w jaki to będziemy robić jej skrajnie różny. W pierwszym przypadku krok za krokiem są pokazywane nasze nowe możliwości. Co chwilę ktoś wesoło macha do nas ręką i opowiada swoją niebywale wciągającą opowieść, którą szybko „przeklikujemy”, innym razem ktoś ze łzami w pixelach prosi nas o pomoc i wsparcie w jego problemie, a to wszystko w wesołej kompanionie naszych przyjaciół. Dzięki tym doświadczeniom stajemy się coraz silniejsi, a nasza moc jest rzadziej kwestionowana, a nasze uczynki rozchodzą się echem po uniwersum.
Z drugiej strony mamy grę, gdzie jesteśmy wrzuceni na sam środek morza, bo jezioro byłoby zbyt delikatnym określeniem. Mamy uczucie, że słona, irytująca woda wpływa nam do ust za każdym poruszeniem się niebieskiej otchłani wokół nas. Nie wiemy gdzie iść, nie ma znaków, nie ma wesoło machających do nas ludzi którzy cieszą się z naszego widoku bądź tych zasmarkanych proszących nas o pomoc . Jesteśmy zdani tylko na własne siły, zręczność i wytrwałość. Jeśli nie utonęliśmy, albo raczej tysięczne utonięcie nadal nas nie odstraszyło, prędzej czy później odnajdziemy plażę, przystań gdzie będziemy mogli w spokoju cieszyć się chwilą przy zachodzącym słońcu. Przyjemna wizja, zaraz przed tym jak nie spadniemy do ciemnej studni, z której znów nie będziemy mogli się wydostać, aż do momentu kiedy ścianę nie umażemy własnym cierpieniem. Oczywiście tutaj też znajdziemy towarzyszy podróży, pomocnych duchów, których mimo wszystko nakama nie będziemy mogli nazwać, gdyż w każdej chwili mogą nam sztyletem pokazać jak daleko jesteśmy w naszej wędrówce.
Dwie gry, dwaj wojownicy mający zbawić świat…. wybór jest oczywisty Dark Souls II.