Moim zdaniem wiedźmin 1 jest lepszy ale nie pod względem systemu walki czy grafiki, zamiata pod względem trudności gry i smaczkami. Wystarczy spojrzeć na motyw samej alchemii, w grze na najtrudniejszym poziomie jest to niejako wymóg, a do tego tworzy ten klimat kiedy przed walka usiadało się przed ogniskiem, wybierało potrzebne smarowidła, eliksiry i używało ale tak, aby nie przesadzić z toksycznością, a kiedy się już to zrobiło, trzeba było pić odpowiednie specyfiki aby się jej pozbyć. Pamiętam jak pierwszy raz wszedłem do grobowca i było ciemno jak w D... i nagle zaczęło mnie atakować niezidentyfikowane coś, a ja nic nie widziałem bo nie wypiłem "kota", albo jak go wypiłem, a wizyta w grobowcu się przedłużyła i nagle zapadła ciemność w 70% drogi do celu. W W3 "kot" mi tylko przeszkadzał. Samo zbieranie odpowiednich składników aby za każdym razem zrobić ten sam eliksir było czymś co podchodziło po realizm. W Wiedźminie 2 i 3 to kuleje i to aż za bardzo jeżeli chodzi o mnie. No bo co to za motyw, że w trakcie walki nagle pije sobie eliksir, który mnie leczy albo daje mi jakiś bonus i to bez żadnej animacji, dodatkowo, po zaniknięciu działania eliksiru, brak jakichkolwiek skutków ubocznych, że już nie wspomnę o tym, iż za każdym razem kiedy się odpoczywało w W3 wszystkie eliksiry, smarowidła etc. odnawiały się. To burzyło ten wiedźmiński klimat, tę chwilę pauzy, aby przemyśleć co użyć przed walką i co mi brakuje aby dany eliksir zrobić. W W2 wystarczyło ładować wszystko w walkę mieczem plus znaki, a jak doszło się do znaku który tworzył pole ze slow-mo, gra była twoja. W2 do ostatniego rozdziału doszedłem rozdając może ze 6 pkt w umiejętności aby grę sobie choć trochę utrudnić, a i tak nie stanowiła jakiegoś wyzwania i to nawet na Mrocznym Poziomie trudności, dodatkowym minusem jest fakt, iż gra jest strasznie krótka. Dochodząc do ostatniego rozdziału (jeszcze wtedy nie wiedziałem, że jest ostatni) miałem wrażenie, że gra dopiero się rozkręca, a tu nagle koniec... W W3 również na najtrudniejszym poziomie z 17lvl zniszczyłem archegryfa z 39LVL, fakt zajęło mi to prawie 3h, bez zdychania, bo jak dodać do tego czas ze zdychałem to będzie z 6h, ale po tym większość gry była zbyt prosta, no może prócz topielców w liczbie min. 3 nie zależnie na jaki poziomie... Walka mimo, że dopracowana i dobrze zrobiona pod względem animacji, wyglądała na zasadzie, dwa kroki w przód jeden w tył, a przy silniejszych przeciwnikach na odwrót, plus na ewentualną pomyłkę znak Quen (bez konieczności używania alchemii). Takie rzeczy mimo, że drobne, psuły u mnie ogólny wizerunek gry, odbiegały o Wiedźminowego wzorca Sapkowskiego. Gościa, który jest profesjonałem w swoim fachu i przed każdą walką odpowiednio się przygotowywał. W W3 jeszcze na początku, może to to jakoś grało ze sobą, ale im dalej w grę tym coraz mniej. Tu pewnie pójdzie hate bo w W1 walka nie była jakaś wymagająca pod względem uników, ale bez odpowiedniego przygotowania nie było szans, aby ją wygrać. Dobrym przykładem jest Bestia z Rozdziału 1, plus samo używanie znaku Aard było ciekawsze bo było dodatkiem taktycznym do walki gdzie W2 i W3 prawie go nie używałem. Podsumowując, gry świetne pod względem fabuły i kontynuacji dzieła A. Sapkowskiego i jak najbardziej 10/10, ale jeżeli chodzi o trudność i drobne smaczki związane z Wiedźmińskim fachem, to Wiedźmin 1 jest na przodzie, chociaż Wiedźmin 3 klimatem i w wielu aspektach góruje nad W1, ale te drobne niedociągnięcia go szpecą jak blizny na ciele Geralta. Wiedźmina 2 traktuje jak takiego "Uma", było dobrze(W1), coś gdzieś poszło nie tak(W2), znowu jest dobrze(W3). Let's the Hate Begin.
Ja np. w Two Worlds zrobiłem grę na 100% ze wszystkim i główny wątek zostawiłem sobie na sam koniec, co się okazało błędem bo kiedy zrobiłem już wszystkie poboczne misje to główny wątek nie dość, że skończyłem w niecałe 3h to żadna z misji nawet nie przewlekała się z pobocznymi questami. Sam fakt, że zwiedziłem cały świat był śmieszny kiedy główny wątek miałem zaledwie zaczęty, nie mówiąc już o tym, że kiedy skończyły mi się dodatkowe misje miałem z 80 poziom (dokładnie nie pamiętam), a każdy przeciwnik był dosłownie na jedno uderzenie, nawet sam końcowy BOSS. Pamiętam jak cały czas odwlekałem walkę ze smokiem bo myślał, że nie dam mu rady, kiedy okazało się, że zszedł na hita... Co do Skyrim to z poziomem zwiększał się poziom trudności więc to było na plus ale fakt braku powiązania ze sobą frakcji tzn. w sesnsie progresu był simieszny. Chodzi mi tu o pewien fragment gry kiedy to jedna z postaci w gildi zabojcow mowi ze zna boss gildi zlodzieji i ze mam mu cos tam powiedziec kiedy to ja bylem ich szefem bo wczesniej skonczylem tamten etap :P