Jo je Gerard.(14) Możecie godać na mie Gerard abo Szczałowy. Jo urodził sie 12 stycznia 80' roku na Ślunsku w
familiji hajerów. Hanys, od 15 lot wirny pracownik KWK Brzeszcze-Silesia. Najlepszy szczałowy jakiego znam.
To je moja historia.
20 grudnia 02'
Koniec szychta. Wracam z chopokami z gruby. Wszystkich bolą gyry łod pracy i rzić łod siedzenia w pracy. Ni mam
pojęcia ila plynckiyrzów mam na pazurach łod roboty i nawet nie chca liczyć. Żegnam się z chopokami i ida do domu.
- Wilijo się zbliżo to trza do masorza po miynso, ni? - myślę w myślach.
No to ja poszedł, kupił, a potem tylko maścił do familoka bo przecież fajer się zbliżo to ino w domu siedzieć. Ja
coś czuł, że to nie będzie zwykły dzionek bo Pyjter, masorz, niy nabijał miyncha wodom, a jo jak wchodził do dom to
tak się prasknął w sadzok, że pierucha. Z tym bolącym pieruństwem wparzyłem do familoka, usiadłem na sofie, zdjąłem
handszuły, wziąłem cygareta i nalałem do glaski jakiegoś bronotnego pieroństwa.(14) Po zapachu tak trocha woda
utleniono, ale jo już dokładnie niy sprawdzoł. Narozki dzwoni telefon, a w nim odzywa sie Sztanik (9). Festelny,
zmierzły chop. Tyż hanys. Pazury miał jak pecyny, a dupnięcie miał jak rozpędzona bana. Jak już się fechtnął to ino
pitać bo ja jako szczałowy takiego szczała niy mioł. Trocha był niyrychtig bo na grubie 35 stopni, a on ciągle
ubrany w plała i w tako bioło maska, ale my z chopokami go lubili.
- Gerard, niy uwierzysz!
- Niy no dowej, jak już napocząłeś to dowej.
- Gorole z FBI znowu chcą zasztopować wydobycie.
- Niy dobrze - pomyślałem w myślach.
FBI - Fest Boroki i Ipty.(30) Oddziały szpecjalne z Sosnowca. Nazywajom nas terrorystami, ale my swoje wiemy no
niy? Te farony od lat starajom się schacharzyć naszom ukochanom grubę. Szefem je najwinkszy borok jakiego znom.
Andżej.(1) Ten to je dopiero pieron. Od czydziestu lat stara się zaczymać wydobycie. Czamu to robi spytacie. No bo
jest ciulem. Nic wincyj nie dało nam się o nim ustalić poza tym, że jest tym ciulem.
- Sztanik, dzwoń po Zeflika. Trza ich powszczymać!
Zeflik(31) też niezły pieron. Niby ino chuderlok, łeboń i lebioda a jak przychodziło co do czego, taki buks z niego
wychodził, że farona kandego. Ma pancerna gyra bo kiedyś na grubie stanął za blisko rozdrabniarki i trocha mu ta
noga poharatało, a konkretnie urwoło. Gibki z niego hanys był, ale też trocha niyrychtig bo tak jak Sztanik w
jakimś pieruństwie na gowie lotał mimo, że na zewnącz można jaja dymfować. Wyruszyli my. Na szczęscie byli my
pierwsi. Co by ich powszczymać był ino jeden sposób. Trza byo podłożyć JEB, Jerońską-Elektro-Bombę.(18) Miała ta
bomba gichnąć i uwalić wszystkich goroli w promieniu "w pierona" nie chacharząc hanysów. Porwali my jeszcze jakąś
frelkę(10), ale niy do końca wiem po co i jak. Niy ma też za bardzo co o niej pedzieć bo wiemy tylko, że nazywa się
Niezabijajciemnie!, ma Pomocy! lat, a zajmuję się Ratunku! Także niewiele, no niy? 5 minut po podłożeniu bomby
napoczęło się. Fest Boroki i Ipty wpadły do szybu i zaczęły szczelać do wszystkiego co mówiło po Ślunsku. Zeflik
nawiązał pierwszy kontakt.(32) Drapko padł na zol co by podnieść pancerna gyra i użyć jej jako osłona. Niy na wiele
się to zdało bo chwilę potem umarł ze śmiechu uświadamiając se co przed chwila zrobił.(33) Boroki ciepali
handgranatami na lewo i prawo. Gdyby jeszcze te granaty odbezpieczali to bym tera tak sobie nie godeł. Rozpoczęli
my klyty bo trza się było z borokami rozmówić. (34)Stanęło na tym, że my nie schacharzymy ich bombą i oddamy im
frela, a oni odejdą z gruby i już nigdy niy bedom próbowali zaczymać wydobycia.