Ta gra będzie słaba. To się nigdy nie udaje. Nie ma co się napalać. Okaże się, że to zupełnie inna gra, znajdzie nowych fanów o średniej wieku 15 lat, a ludzie czekający na powrót 20-letniego tytułu, jak ja czy wy, będą płakać że kolejna perła straciła życie. Czas się pogodzić, że dziś globalny klient, podstawowe źródło dochodu oczekuje czegoś innego, niż gracz A.D ~2000. Ma być grafa, ma być rozwałka, ma być wypasiony tryb multiplayer. Włączyć, przejść po omacku, wyłączyć i zapomnieć.
Czy tylko mnie klimat gry kojarzy się z grą Vampire The Masquerade - Bloodlines? Jestem na pierwszych lokacjach, ale klimat jest (w części oczywiście) jakby kopią klimatu z Bloodlines. Miasto niby ludne, a jednak pełne "duchów" - ludzi pogrążonych we własnym świecie, narkomanów, prostytutek. W jednym miejscu wielka akcja policji, a parę metrów obok ludzie mający wszystko gdzieś. Napawdę czułem podobne wibracje przy kilku okazjach - włamanie na posterunek, spotkania z szemranymi typami "za blokiem", dostęp do kanałów, skróty przez wąskie alejki, przejścia pomiędzy "dzielnicami" odbywają się w Human Revolution w podobny sposób. Gra jest zupełnie o czymś innym, wątek futurystyczny prawie nie występuje w Vampire The Masquerade, a jednak błąkając się po mieście czuje w Human Revolution czuję silne podobieństwo. Wątek maskarady też jest obecny - możesz wyelimnować kogo chcesz w jego zaciszu domowym, ale na ulicy obowiązuje maskarada.
Podsumowanie tej gry jest trochę kłopotliwe. Obiektywnie, jest ona rewolucyjna, trudna, wymagająca i ciekawa. Jednocześnie jest dosyć denerwująca. Strzelanie z łuku jest całkowicie nieprecyzyjne, operowanie gałką jest do niczego, możesz przesunąc celownik albo 15 stopni w lewo, albo w prawo, nie możesz dokładnie przycelowac chyba że się dwoisz i troisz żeby zająć pozycję. Dodatkowo celowanie z odległości jest możliwe tylko z łuku (nie można z kuszy snajperskiej!). Nie wiem po co pad DualShock3 do tego, skoro precyzja gałki jest żadna. Można sterować całkiem w lewo, całkiem w prawo, albo pod kątem 45 stopni, albo na wprost. Po co więc te wąskie mostki w grze, skoro precyzyjne sterowanie na nich jest z założenia niemożliwe? Jeden fałszywy ruch i spadasz. Podobnie jest z unikiem - można się przeturlać tylko w czterech kierunkach (toporne).
Gra zmusza cię do pokonywania tych samych tras dziesiątki, jak nie setki razy. W ogólności jest to nawet przyjemne - lokację sa dość ciekawe, a system skrótów pomiędzy lokacjami umila "wymyślanie" optymalnej trasy dla siebie. Ale kiedy utkniesz na walce z bossem, a deweloperzy zaplanowali punkt zapisu dośc daleko, gra jest maszynką do marnowania czasu. Można siedzieć 4h grając, a tak naprawdę spędza się 3,5 godziny biegnąc do bossa po tej samej trasie, a tylko 30 minut rzeczywiście grając. Własnie utknąłem na bossie four kings, i co z tego, że sobie przyjemnie pograłem 3h, skoro tak naprawdę w lokacji bossa sumarycznie spędziłem może 10 minut. Odkryłem już najlepszą trasę dla mnie - przez drake valley, ale co z tego, skoro i tak zdarza mi się umrzeć w drodze, a to spadnę z mostu, a to wpadnę do pustej windy, a to dobiegnę do bramy bossa ale nie "uceluję" w mostek który do niej prowadzi, spadam i ginę. Masakra. Marnowanie czasu. Jest to zdecydowanie gra dla ludzi, którzy albo mają bardzo dużo wolnego czasu, albo nie szanują swojego wolnego czasu.
właśnie doczekaliśmy czasów, że trzeba mieć 4GB grafiki żeby pograć w samochody.