Wczoraj skończyłem The Line więc też coś dorzucę do dyskusji. Fabuła jest w rzeczy samej mocna i poruszająca, ale mam małe zastrzeżenie do sposobu jej poprowadzenia. Inspiracja "Czasem Apokalipsy" i "Jądrem Ciemności" jest widoczna od samego początku aż do finału. Z jednej strony nie jest wstydem wzorować się na utworach pierwszego sortu, z drugiej jednak sprawia to, że gra staje się przewidywalna i nie jest specjalnie nowa jeżeli jest się zaznajomionym ze wspomnianymi tytułami. To co jest niewątpliwie nowe to sposób w jaki ukazany jest konflikt, jego brutalność, niedorzeczność i wpływ na ludzi w nim uczestniczącym. Po raz pierwszy dano odczuć w taki sposób, że wojna to piekło, ból, strach i łzy a nie akcja, bohaterskie czyny i wybuchy. Nadaje to grze dojrzałości a gracza skłania do refleksji, ale czy to jest naprawdę to czego oczekujemy od gry wideo? W przypadku filmu jesteśmy tylko biernym odbiorcą historii, możemy oceniać bohaterów i ich decyzje z boku. Grając, uczestniczymy w przedstawionych wydarzeniach, nierzadko mając realny wpływ na ich tok i rozwój. Pojawia się tu pytanie czy sterowanie mordercą, zbrodniarzem wojennym to ten typ "zabawy" który jest odpowiedni? Zbijam od razu komentarze dotyczące Postala, Hatred czy innych gier mających na celu zabijanie cywili - to gry parodie, groteskowe w swej naturze nie do porównania z The Line na tej płaszczyźnie. Z mojej strony czułem się nieswojo kończąc tytuł z przekonaniem, że to ja(w sensie sterowana przeze mnie postać) jestem odpowiedzialny za to wszystko.