Pojawienie się gry Civilization zbiegło się w czasie z moją szkolną edukacją historyczną. I to był… osobliwy zbieg. Byłem właśnie po kilkudniówce w świecie civ1, czyli oczy mocno przekrwione, w głowie tylko strategie rozmieszczania okrętów czy innych jednostek…. i pragnienie, żeby cały teren pokryć liniami kolejowymi.
Jakoś dotarłem do szkoły, któraś tam lekcja - historia.
- Kto nam opowie o działaniach polskiej dyplomacji w okresie międzywojennym? O, może ty – i paluch w moją stronę wytyka
- Yghm… - zaczynam błyskotliwie – Ghm…
- Może coś więcej powiesz..? – Harpia już przyjmuje ten swój złośliwy uśmieszek
- Dyplomacja... – powoli zbieram myśli – Dyplomacja jest do bani. Zawsze była. – mówię, wywołując popłoch w klasie - No może gdy nie dysponowaliśmy wystarczającą siłą, to udawaliśmy, że dyplomacja po coś jest, ale nie oszukujmy się, sens mają wyłącznie: brutalna siła ataku, świetna obrona i dobre wyniki gospodarcze. Od samego początku wystarczyło mieć sporo falanksów obronnych, potem muszkieterów i rydwany…
Facetka dostała wielkich oczu
- O czym ty mówisz?! – wycedziła – Rydwany w okresie międzywojennym?
- Już, już tłumaczę psze pani – uśmiecham się najuprzejmiej – Bo nieważne, że okres międzywojenny. Mówię o tym, że owszem zdarzało się raz czy drugi, że posłańcy z innych nacji chcieli rozmawiać, ale gdy tylko chwilowo odmawialiśmy, to od razu WAR!!! No to na co nam dyplomacja? Tym bardziej, że bardziej uczciwe było spotkanie z barbarzyńcami, bo wiadomo było, że będzie zadyma. Nikt nie oszukiwał, że chce rozmawiać, a zawsze taka bitwa mogła się jakoś opłacać.
- Ja nie wiem o czym ty do mnie mówisz! – facetce aż okulary zsunęły się z czubka nosa i nerwowo przytrzymywała je drżącą ręką – Jacy barbarzyńcy, jaka zadyma?!
- Zwyczajna psze pani, taka z zajęciem wioski i z założeniem nowego miasta. Tam nie było miejsca na dyplomację, liczyło się tylko ile ma się wojska. A najlepsze, gdy już wszystkie kraje atakowało się bombowcami to nagle sami chcieli pokoju. Ale komu by zależało na pokoju, gdy miażdży się przeciwników, prawda? – spoglądam po klasie w triumfie – No to WAR!!! forever i pozamiatane! – krzyczę niemalże pełną piersią.
W klasie kompletna cisza, wszyscy wpatrzeni we mnie, co któryś to z rozdziawioną gębą.
- Więc jeżeli w okresie międzywojennym bawiliśmy się dyplomatami – mówię już spokojniej do facetki - to był to poważny błąd, co wybuch II wojny światowej i związane z tym następstwa najlepiej udowodniły!
/…/
Dzisiaj mój syn ma tyle lat ile ja miałem wtedy, gdy tak brawurowo broniłem się przed obnażeniem niewiedzy.
Potrzeba mu teraz narzędzia, oręża.
By przetrwać.
Civilization VI.
Ps. Oczywiście dostałem wtedy pałę, ale wszyscy, ale to wszyscy byli przekonani, że całkowicie niesłusznie. I myślę…. że facetka też miała wątpliwości…… :)