Hmm... zaskoczył mnie fakt, że w The Crew Motorfest 1 year pass tak na prawdę extra doda tylko 2 nowe auta, bo reszta będzie dla wszystkich, tylko trochę później. W sumie różnica w cenie to ponad 100 zł i realnie za to tylko 2 wozy? Coś chyba pomylili w komunikacji, bo wcześniej inaczej to prezentowali - jako 25 aut w ramach 1 year pass.
Zacząłem oglądać Grey Man i po kilkunastu minutach (scena w samolocie) wyłączyłem - nuda straszna. Wątek nieciekawy, postacie drewniane, CGI jakiś taki toporny, sceny walki przeciętne. Niestety gwiazdy w obsadzie nie są przeciwwagą dla ww. ułomności i film w żaden sposób nie zachęca do dalszego śledzenia historii. Szkoda, ale niestety Netflix przyzwyczaja nas co raz częściej do słabej jakości swych produkcji.
Przeczytałem informacje, obejrzałem filmiki... i mi się nie podoba :-( Seria znów odbija w inną, dziwną stronę. W Wildlands fabuła była bardzo realistyczna, wszystko osadzono w "naszym" świecie, team 4 operatorów pasował do tego jak ulał, niezależnie czy graliśmy sami z AI czy w co-op'ie - ogólnie historia całkiem niezłe wypadała. Fakt, misje były powtarzalne, ale mimo że całą grę przeszedłem sam, to zmiany otoczenia (od pustyni przez dżungle do gór) jakoś urozmaicały mi rozgrywkę a zadań pobocznych, typu odbijanie tych samych konwojów, nie robiłem, bo nie było potrzeby. Wildlands było takim przystępnym, "arcadowym" symulatorem sił specjalnych - wybór ekwipunku, wyglądu teamu, podstawowej taktyki itp. I to działało, bo samemu można było w ograniczonym stopniu symulować różne podejścia do rozgrywki (po cichu, a'la Rambo, czy miks obydwu), a w grupie znajomych pewnie jeszcze lepiej dało radę to rozegrać. A teraz mamy z dupy historię o zbuntowanym komandosie i tabunach najemników oraz dronów, jakieś rzeki lawy (!), dziwne budowle i arcy-złol wyglądajacy jak Kylo Ren... to mi nie pasuje do marki "Tom Clancy". Racja, w The Divison 1 i 2 też są opancerzeni bossowie, oraz rozwinięta technologia, ale to raczej styl RPG-shooter to wymusił i nie jest to tak nachalne ilościowo jak w materiałach z Breakpoint. No i nie da rady grać samemu z AI - straszna szkoda, bo to jednak robiło robotę w Wildlands i dawało poczucie działania w zespole, mimo że kompani nie grzeszyli inteligencją, ale trochę postrzelali i uleczyli kiedy trzeba. A tu mają zamiast kompanów być drony - no nie wiem... Jakiś taki za duży przeskok z jednego tytułu do drugiego, mimo że akcja dzieje się tuż po Wildlands, a mam wrażenie że 20 lat upłynęło. Wprawdzie już dodatkowe misje w ramach aktualizacji Wildlands wpuszczały trochę high-tech'u, ale to były epizody, więc nie stanowiły trzonu rozgrywki. Bardzo liczyłem na kolejny realny świat i prawdziwe tło konfliktu (np. coś bliskowschodniego), a tu takie nie wiadomo co. Bajery w stylu ubłocenia czy cięcia siatki jakoś mnie nie przekonują. Do innego targetu chyba gra jest przewidziana.
Artykuł ciekawy, a tak a propos jego tytułu, to wg mnie Duchy ze zbliżającego się GR Wildlands bardziej są odpowiednikiem Special Activities Division (SAD) będącej częścią CIA, niż oddziałów JSOC (Delta, DevGru). Charakter działań SAD - covert ops - bardziej pasuje do historii przedstawionej w grze.
Naprawdę nie wiem, co jest przyczyną takiego hejtu na Mafię 3. Do tej pory spędziłem kilkanaście godzin z tym tytułem (na Xbox One) i nie zauważyłem jakiś szczególnych wad. Owszem, czasami AI przeciwników jest kulawe, jakaś tekstura się nie doczyta itp. no ale która z gier takich wpadek nie ma? Fabuła gry jest świetna i producenci serwują nam coś nowego - Nowy Orlean w latach '60. Stąd inny klimat niż w poprzednich Mafiach czy Ojcu Chrzestnym (grze rzecz jasna). Misje są ciekawe, wątek rozwija się dobrze, jeździ się w sumie okej (to nie jest samochodówka), strzela też. Rozumiem jednak narzekania PC-towców na słaby port - to jest niedopuszczalne, ale niestety stało się standardem, więc akurat ta gra w tym nie zaskoczyła... ale czy np. GTA IV nie miało tego samego problemu? A przecież wszyscy tak chwalą serię GTA. Ja też ją lubię i grałem w każdą część, jednakże w każdej produkcji będzie jakiś minus. Twórcy GTA mają nieporównywalnie większy budżet, ekipę i doświadczenie, ale też charakter gry jest zupełnie inny - bardziej prześmiewczy, dynamiczny (szczególnie GTA V i Online). Która ze współczesnych gier AAA nie zawiera powtarzalnych misji? Grając dostatecznie długo w każdą z gier znajdziemy schematy, które się nam opatrzą - to tylko gra, w której mamy ograniczoną możliwość interakcji. Inne tytuły będące konkurentami serii GTA takie jak Sleeping Dogs, czy Watch Dogs miały swoje wady, ale tak jak Mafia 3 starały się być czymś innym niż GTA i wychodzi im to w mojej ocenie dobrze. Polecam więc nową Mafię, gdyż dostarcza sporo frajdy i prezentuje coś nowego na rynku, a co do błędów czy schematów, to jest ich tyle samo co w innych tytułach.
A ja, podobnie jak w komentarzu do materiału Arasha - https://www.gry-online.pl/video/samotny-manhattan-czy-w-the-division-da-sie-grac-samemu/za1810 - odnośnie rozgrywki w pojedynkę, wcale nie uważam, aby samemu tak monotonnie i nieciekawie się grało. Jest po prostu inaczej ale niekoniecznie gorzej. Bardziej się człowiek w klimat gry wtapia.
Zgadzam się, że granie w pojedynkę wcale nie jest złe. W moim odczuciu właśnie samemu lepiej czuję się klimat gry, a misje, których wykonałem już kilkanaście, bez większego problemu można przejść bez pomocy innych graczy. Gdy bawimy się z kolegami to owszem, zabawa jest przednia, ale trochę gubi się idea stworzona przez twórców gry - robi się wtedy kolejna strzelanina, nie różniąca się niczym od innych tytułów, gdyż nie zwracamy wtedy uwagi na otoczenie i atmosferę osamotnienia. 2-4 osobowy co-op będzie fajny w Ghost Recon Wildlands, gdzie rozgrywka i tak odbywa się w drużynie i wpisuje się to w profil gry i charakter działań jednostek specjalnych. W The Divison, gdzie od początku nacisk był na historię ataku i aktywację uśpionych agentów, robienie rozwałki w 4-osobowym team'ie wg mnie kłóci się z pierwotnym założeniem i nieco rozmywa odbiór gry. Dlatego namawiam tych niezdecydowanych, aby jednak dali szansę tej grze, bo wrażenia są świetne, nawet jak gra się samemu.
Jako konkurent GTR-ów czy rFactor'a to S. V8 R. wypada słabo; zero wyczucia i jakiejkolwiek realności, niekompatybilność z popularnymi kierownicami, brak widoku zza kierownicy, brak licencji na Mercedesa, Chryslera i Cadillaca. Natomiast jako nieskomplikowany torowy arcade dla fanów NFS-ów jest to całkiem niezła propozycja.
Seboolek--> wcale nie zginal:P Diana wstrzyknela mu jakies lekarstwo spowalniajace akcje serca a potem na pozegnanie dala mu hardballery i zaaplikowala antidotum. Trzeba poklikac przycisk akcji i hitman wstaje z martwych i robi rozpierduche w kosciele i ostatecznie ukrywa sie w klasztorze