Jedyne, co w dzisiejszych czasach jest za długie, to czas wydawania kolejnych gier z danych serii. Czekanie na kolejne Wiedźminy, TESy, GTA, Mass Effecty itp. coraz bardziej się wydłuża i to mnie w dzisiejszych grach frustruje.
Ale czepiać się długości samych gier? Serio? Człowiek, który częściowo żyje z pisania o grach? Świat upadł na głowę.
Również sprawdzam przed zakupem gry, ile czasu ona mi zajmie, ale najczęściej po to, żeby nie okazała się za krótka. Przy okazji sprawdzam, czy czasem nie ma tam za dużo pustych wypełniaczy, ale przy dobrej grze one i tak aż tak bardzo nie przeszkadzają. Poza tym, niesamowita sprawa... najczęściej można je pominąć i ich nie robić. Kosztem expa czy ekwipunku, ale jeśli przez to np. ciężej się nam gra, to można chociażby obniżyć poziom trudności? Nikt tego nie sprawdza, nikogo to nie obchodzi poza nami, jak gramy?
Z tytułów, które ma odłożone na bok, autor wymienia RDR2, BG3 czy dodatek do CP2077. Czyli powszechnie znane bardzo dobre gry, a nie jakieś wydłużone nadmiernie crapy (bo jasne, takie też są i... kiedyś też takie były). Nawet, jeśli ktoś już jest kanapowym, rzadko grającym graczem, to po co zaczynać ciągle nową, 12-godzinną grę, na nowo uczyć się sterowania, przechodzić samouczki, jeśli można grać 50 godzin w jedną, pomijając poboczne aktywności, skupiając się na głównej, dopracowanej fabule? Wchodzi się w ciągle znany już świat, co jest częściowo odciążające dla mózgu, zna się już mechaniki, itp. Nawet, jeśli ktoś gra te kilka godzin tygodniowo, ciągle nie rozumiem argumentu, że lepiej grać w 5 różnych, krótkich gier, niż w tym czasie jedną dłuższą. Ale przecież autor tekstu nawet nie jest niedzielnym graczem, tylko ciągle jeszcze normalnym, skoro aż pisze tutaj teksty? W dzisiejszych czasach oglądamy długie seriale, bo w końcu pojawiła się na to możliwość, by bardziej dogłębnie przedstawiać w nich fabuły. Ale na gry nie mamy czasu, zgroza...
Stwierdzenie, że nadzieja jest w AA... jasne, też tak twierdzę. Ale AA często też są długie. I bardzo dobrze. Mam ponad 100 godzin w różnych Rimwordlach, Battle Brothers, The Last Spell, Darkest Dungeon, Stardew Valley. I czuję niedosyt, że np. Papers, Please jest takie krótkie, chciałoby się tam coś więcej. Kolejnych indyków, które zdają się być takie krótkie, mniej chętnie przez to sięgam. Chociażby przez poszanowanie do swojego portfela. Nie mówię tu, że każda gra musi mieć ponad 100 godzin, 20-30 godzin to już spoko czas. Ale jak zobaczyłbym, że coś jest na 12 godzin, to szkoda na to mojego czasu, bo zanim się w taką grę wgryzę, to już się skończy.
Wydaje mi się, że Jordan aż za bardzo wzorował się na Hedzie. A Hed jest niepowtarzalny. Więc jak dla mnie słaby filmik.
Nie wiem, jak dużo osób grało w Dynasty Warriors(obojętnie którą część), ale ja, gdy widzę tam biegnącego, lub jadącego na koniu w moją stronę Lu Bu, to posrany w gacie uciekam przed nim gdzie pieprz rośnie. Jeden minimalny błąd przy nim i załatwia nas jedną serią, gdy w niego nie raz trzeba władować kilkanaście ciosów, lub i więcej. Przekozak...
DB Mafia, nie mówię, że ten użytkownik się tym nie kierował, ale wpisz sobie jego nick w google'ach i poczytaj, kim był Beowulf, poszerz swoje horyzonty, a nie myśl, że gry tworzą wszystko same.