3 maja 1791 roku
Stojąc za rogiem karczmy “Biały miś”, przysłuchiwałem się szlachcicom, którzy rozprawiali tylko o jednym - obradach sejmu, który trwał już prawie 3 lata. Moim celem z owej grupy był Seweryn Rzewski, podejrzewany o spiskowanie przeciw królowi.
- Trzeba przyznać, że dobrze to król rozplanował, przyspieszył obrady, by opozycja nie wróciła ze swych dworków po świętach. Łatwo mu będzie wprowadzić zmiany - rozprawiał grubszy jegomość
- Nie zmiany, a zamach na naszą wolność szlachecką! Wszak nie na hulanki przybył pod zamek książę Poniatowski komandorując Gwardią Królewską, nikt nie będzie się mógł przeciwstawić - gniewnie odparł Rzewski
- A więc nasza wolność idzie na zatracenie, kraj pogrąży się w despotycznej władzy Augusta
- Nie wszystko stracone, bracia Polacy - zaczął patetycznie Rzewski - wszak Caryca zobowiązała się pilnować porządku praw i obyczajów w naszym kraju, mamy jej pełne poparcie do walki o naszą wolność. Proszę was, byście przekonali kogo można do przedłużania obrad, dacie mi potrzebny czas do działania.
- Za chwilę zostanie rozpoczęte posiedzenie
- Ruszajcie zatem - rozkazał Rzewski
Podążałem za Rzewskim w nadziei, że doprowadzi mnie do pozostałych spiskowców. Podejrzewałem ambasadę rosyjską, lecz Seweryn udał się do księgarni Tropińskich. Nie ryzykowałem i wszedłem drugimi drzwiami, usłyszałem głosy z piwnicy, przygotowałem się do walki.
- Plan nie uległ zmianie, Suchorzewski powinien dać radę przetrzymać obrady. Mam swoich ludzi w Gwardii, wpuszczą Cię z bronią na salę obrad. Pokaż tylko ten sztylet.
Dietriew tutaj? Nie wątpiłem w to, że Templariusze maczają palce w spisku, ale obecność Dietriewa wzbudziła moje zaniepokojenie, walczyłem z nim co prawda, ale w każdej potyczce mało brakowało, a pozbawiłby mnie życia. Napsuł nam wiele krwii, a teraz nadszedł idealny moment, by zapobiec dalszym knowaniom.
- Słuchaj Rzewski, może być ciężej niż się spodziewaliśmy, w Warszawie pojawili się moi przeciwnicy.
- Jacy przeciwnicy? O tym nie było mowy. Teraz nie ma odwrotu, musimy zlikwidować Poniatowskiego!
Nie mogłem zwlekać, wskoczyłem do pomieszczenia, jednego zdążyłem zlikwidować zanim się zorientowali. Drugi, Rzewski, rozpaczliwie próbował się bronić szablą, ale na nic się ona zdała w małym pomieszczeniu. Pozostał tylko Dietriew, który czym prędzej pognał w kierunku zamku. Rzuciłem się za nim w pogoń, byłem szybszy, zrozumiał to i stanął ze mną do walki na małym placu.
- Królem zajmę się potem, czas z Tobą skończyć, za wiele razy mi przeszkadzasz.
Nic nie odpowiedziałem, dobyłem swej szabli. Ludzie wokół zaczęli się zbierać, by obejrzeć kolejny pojedynek szlachciców. Ktoś pobiegł po Gwardię. Walka nie była długa, Dietriew nie był przygotowany na walkę z assasynem. Decydujące uderzenie wyprowadziłem po sparowaniu ciosu templariusza, ciąłem z góry na prawy bark. Ostrze nie napotkało oporu i Dietriew po chwili leżał w narastającej kałuży krwi. Ktoś wrzasnął z widowni. Chciałem uciec z miejsca, ale dostrzegłem nadciągającą Gwardię z Kościuszko na czele.
- Witaj Janie, jak widzę, sam Dietriew mieszał się w próbę królobójstwa.
- Nie będzie nam już sprawiał kłopotów - odparłem obojętnie.
- On i owszem, ale przygotuj się na kolejne zadania, Caryca wraz z Templariuszami nie przyzwoli na reformy Kołłątaja i Potockiego
- Kto jest jeszcze spośród nas? - spojrzałem znacząco na Tadeusza
- Jesteśmy tylko my
No tak, dla bractwa sprawy Europy Środkowo-Wschodniej nie grały dużej roli.
Swastyka to przede wszystkim symbol szczęścia. Nie żeby coś, ale był także stosowany w wojsku polskim przed wojną.. Używany także przez naszych przodków.