Poranek był wyjątkowo upalny. Amerykanin, John Davies budzi się nagle, gdyż promienie słońca dosięgnęły jego oczy wcześniej niż zwykle. Po jego karku powoli spływają kolejne krople potu. Czy to z tego upału? Nie, on jest na to zbyt twardy. Nie takie temperatury i warunki wytrzymywał w czasie swojej służby w NYPD oraz misji wojskowych. Z 33 letnim stażem pracy, oraz wspomnieniami, których nie wyrażą żadne słowa, przeczuwał, że jest jakoś inaczej niż zwykle. Co wieczór John kładł się spać ze świadomością, że może się już nie obudzić. Mężczyzna od lat ukrywa się w małej wiosce w okolicach Kapsztadu, gdyż jest poszukiwany przez groźną grupę terrorystów „Black Sun” za brutalne pobicie podczas jednego z przesłuchań syna przywódcy tej grupy, ze skutkiem śmiertelnym. John każdego poranka budził się szczęśliwy. Szczęśliwy, że wciąż żyje. Mężczyzna szybko wstał i podbiegł do okna. Ogień trawił wszystko, co miał przed oczami, oprócz jego małej chaty, oraz kilku wbitych desek, na których widniał wymalowany napis: ” Znajdź mnie, jeśli chcesz znaleźć coś co należy do Ciebie.” John wpatrywał się jeszcze chwilę w zdewastowany krajobraz i zerwał się natychmiast gdy usłyszał dźwięk automatycznej sekretarki w telefonie. Podniósł słuchawkę i usłyszał znajomy głos: ”Witaj, John… wydaje mi się, że wiesz z kim rozmawiasz…” Wtedy wojskowy już był pewny, że to Martin Wolf, przywódca „Black Sun”. Ten natomiast ciągnął dalej: „Przed laty zgotowałeś mi piekło, odebrałeś mi coś, a w zasadzie kogoś… mojego ojca… dlatego teraz ja odbieram Tobie, to, co zawsze było Ci najbliższe! Jeśli chcesz to odzyskać, spotkajmy się w miejscu, gdzie uśmierciłeś mojego ojca… nareszcie mi za to zapłacisz… masz 24 godziny.” Mimo, że najbliższa mu osoba – córka, myślała, że nie żyje, zadzwonił do niej, jednak nie odebrała, i to kilkukrotnie, aż nareszcie ktoś się zgłosił. Był to Martin. Powiedział tylko: „Śpiesz się…”. John szybko zbiegł do swojej małej ukrytej komórki gdzie zachował wszelkie dowody swojej przeszłości, oraz sprzęt i broń. Zabierając najpotrzebniejszy ekwipunek, wyszedł z mieszkania i pojechał przed siebie. Dzięki jednemu z przyjaciół z Kapsztadu, byłemu dowodzącemu NYPD w jego oddziale, Ericowi, dostał się helikopterem do opuszczonej byłej bazy w jednym z wąwozów Mina Calpa w Peru. Szybkim krokiem wszedł do środka, lecz jedna z desek pod jego nogą złamała się i wbiła w jego lewą nogę, poważnie raniąc. Mimo ogromnego bólu zmierzał z trudem do pomieszczenia przesłuchań. Wszedł do środka. W środku zobaczył swą córkę, obwiązaną łańcuchami i zakneblowaną. Obok niej, na schodku siedział mężczyzna.(Zdjęcie numer 9) Postać miała na twarzy białą maskę. Ubrana była w barwy „moro” a na nogach miała wysokie czarne skórzane buty. W ręce trzymała gruby nóż, a na ramieniu zwisał jej karabin. Był to Martin. Wstał, podszedł do dziewczyny i powiedział: „Patrz i cierp, tak jak ja cierpię”. Nagle rozległ się huk. Martin powoli osunął się na kolana i spoglądnął za siebie. W to samo miejsce spojrzał również John. Stał tam Eric, z Waltherem P99 w dłoniach. Na twarzy Martina pojawiła się jedynie jedna łza, która spadła w tym samym czasie, w którym na deski osunęło się jego ciało. Eric uratował zapewne młodą Caroline i został bohaterem rodziny Davies’ów. Wszyscy z pośpiechem opuścili ruiny i wsiedli do helikoptera, który odleciał w nieznane. Do tej pory nie wiadomo co się dzieje z Davies’ami ani z bohaterskim Eric’iem. Prawdopodobnie wiodą spokojne życie gdzieś na krańcu świata.
2941 znaków wg. Microsoft Word. Pozdrawiam :)