Do tej pory nie przekonała mnie do siebie żadna część z tej serii, jednak Origins okazało się od tego chlubnym wyjątkiem. Nie pograłem jeszcze jakoś specjalnie długo, ale już na tym etapie wiem, że wsiąknąłem w klimat tej gry jak woda w gąbkę. Czuć w niej sporo inspiracji Wiedźminem 3 i innymi grami RPG - nie trzeba się tego wstydzić i uważam to za plus, bo wyszło to produkcji na dobre. System walki, skradania, rozwoju postaci, eksploracji, klimat, grafika, postacie, Senu, nawet fabuła (jak do tej pory) - za to wszsytko duży plus.
Na minus zaliczyć muszę niestety błąd, który na moim kompie (i5 4690K, GTX 1060, 16 GB RAM, SSD, Win 10) skutkuje dość powolnym wczytywaniem tesktur NPC-ów - zdarza się, że na obszarze, do którego wkroczyłem, wszyscy NPC mają na sobie "domyślne", "gołe" tekstury i wyglądają jak manekiny sklepowe. Po kilku(nastu) sekundach tekstury doczytują się poprawnie, ale pozostawia to jednak niesmak i wybija z wczuwki. Gram na ustawieniach wysokich (średnia FPS to u mnie 54) ze zmniejszonymi ustawieniami szczegółowości tekstur postaci a jednak nadal ten błąd występuje. Z rzeczy nietechnicznych: niektóre aktywności poboczne mogą z czasem stać się powtarzalne, ale widziałem gry, które realizowały to o wiele gorzej niż Origins, więc tragedii nie ma.
Bolą trochę te nieszczęsne mikrotranskacje, ale uwieżcie mi - można o nich zapomnieć i bawić się dobrze niedostrzegając ich istnienia. Nie pochwalam trendu, którey obecnie obserwujemy w naszje branży, ale jeżeli gra mi się naprawdę podoba i mi na niej zależy a mikrotransakcje nie psują balansu lub nie wymuszają grindu, to je po prostu olewam i udaję, że ich w ogóle w grze nie ma. Tutaj właśnie z powodzeniem można tak zrobić.
To, że gra przekonała do siebie takiego Assassinowego niedowiarka jak ja, powinno być dla niej najlepszą rekomendacją :) 9/10